Ochotnica Dolna Liberator „California Rocket”
Share
Wiele lat należało czekać, aby uzupełnić prawdziwą historię II wojny światowej. Zawsze nas uczono, że wolność przyszła do naszej Ojczyzny tylko ze wschodu. Przemilczany był wkład Lotnictwa Alianckiego i Armii Krajowej. Początek lat 90-tych pozwolił na szersze zainteresowanie i publikacje materiałów o tych, którzy oddali „swoje dziś, abyśmy my mieli swoje jutro”. Oddali często to, co Oni i ich rodziny mieli najcenniejszego – życie.
Dzisiaj możemy prześledzić losy wielu załóg lotnictwa alianckiego, dla których lot kończył się na polskiej ziemi. Latająca forteca, czy Liberator B-24 stał się dla nich ostatnim domem. Początkowo materiały o losach Tych bohaterów, były traktowane jako hobby. Znalezienie gdzieś w polu kawałek jakiejś blachy, ktoś tam przekazał, że jego drzwi do stodoły są obite blachą znalezioną pod lasem, a nawet szczątki jakiejś kurki skórzanej znalezionej gdzieś w polach. Gdzie upadł jakiś amerykański samolot. Z czasem to hobby przerodziło się w prawdziwe misterne poszukiwanie jak najwięcej informacji. Dlaczego było tak dużo katastrof i co tu robiło lotnictwo alianckie? Przecież my znamy z historii o wielkich dywanowych nalotach z osłoną myśliwców na wroga, który miał olbrzymi przemysł w fabrykach w których pracowali ludzie z łapanki na ulicach. Inaczej jednak było z lotami na cele w Polsce na Śląsku, konkretnie na miejscowości, gdzie odbywała się produkcja paliw syntetycznych i kwasu azotowego o wysokim stężeniu. Lotnictwo Wielkiej Brytanii przyjęło na siebie naloty na Niemcy zaś lotnictwo amerykańskie, naloty poza terenem Niemiec. W 1943 roku powołano w Tunisie 15 Armię Lotniczą, którą w krótkim czasie przeniesiono do baz w południowych Włoszech, aby swoim zasięgiem mogły razić pola naftowe w Rumuni, w Budapeszcie i Wiedniu oraz na Śląsku. Bardzo duży wkład do wyznaczania celów na Śląsku wniósł wywiad Armii Krajowej. Niestety ta odległość nie pozwalała na użycie osłony myśliwców dla lotnictwa bombowego. Loty na Blechhammer (Śląsk) budziła w młodych amerykańskich lotnikach lęk i grozę. Dlaczego tak dużo katastrof? Lotnictwo amerykańskie dążąc do jak najbardziej precyzyjnego bombardowania celów niemieckich, postanowiło wykonywać loty w dzień. To oczywiście narażało lotnictwo od artylerii przeciwlotniczej i myśliwców, ale równocześnie minimalizowało straty w ludności cywilnej.

Dzięki materiałom zgromadzonym przez ludzi głęboko zaangażowanym w odkrywaniu historii o bohaterach, możemy prześledzić losy załogi B-24 Liberator o imieniu własnym „California Rocket”. 18 grudnia 1944 roku załoga por. Williama J. Beimbrinka, wystartowała z lotniska z włoskiej bazy w Cerignoli, mając za zadanie zbombardowanie niemieckiej rafinerii benzyny syntetycznej w Oświęcimiu. Już nad terytorium Węgier samolot znalazł się pod ciężkim ostrzałem niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. Lot stawał się coraz bardziej dramatyczny. Załoga nie dotarła do celu. Skierowała samolot w stronę wschodnią, aby tylko uniknąć lądowania czy skoku na spadochronach nad terenem ciągle okupywanym przez Niemcy. Po drodze, w rejonie Pszczyny, załoga zrzuciła 20 nieuzbrojonych bomb, co miało odciążyć maszynę. Dowódca załogi porucznik Beimbrink wraz z polskim nawigatorem Tadeuszem Dejewskim podjęli decyzję, aby ominąć Kraków z jego ochroną przeciwlotniczą od południa. Gdy już byli prawie pewni, że im się uda w pobliżu pojawiły się 3 Messerschmitty. Co ciekawe nie podjęły walki. Być może uznały, że samolot lecący na jednym silniku już wiele nie przeleci i gdzieś padnie, albo może nie miały już amunicji. Gdy ostatni silnik odmówił pracy, dowódca załogi podjął decyzję o opuszczeniu samolotu przez 10 członków załogi na spadochronach. Sam skacząc ze spadochronem jako ostatni niestety nie uratował się. Maszyna runęła na południowy stok grzbietu Kiczora-Przysłop-Gorc. Gdy opadali na spadochronach, maszyna rozbiła się w pobliżu polany Pańska Przehybka. Obserwujący zajście młody góral z Ochotnicy Górnej, Józef Rungier błyskawicznie poinformował o wszystkim dowódcę IV batalionu 1 Pułku Strzelców Podhalańskich Armii Krajowej (AK). Kapitan Julian Zapała „Lampart” postawił na nogi swoich podkomendnych, rozkazując podjęcie poszukiwań. Stawką było ocalenie lotników, zanim odnajdą ich Niemcy. Jeden z patroli dotarł do zniszczonego, tlącego się jeszcze wraku. Wymontowano broń pokładową, zabrano amunicję, aparaturę radiową, mapy.
Ocaleli lotnicy, rozproszeni po górach, zostali odnalezieni przez partyzantów AK. Jednak to decyzja por. Beimbrinka uratowała jego kosztem całą załogę. Poukrywano ich w gorczańskich domostwach. Uratowani lotnicy spędzili święta Bożego Narodzenia z żołnierzami AK. Akcja przetransportowania ich do ojczyzny napotkała wiele trudności i do USA udało się im wrócić dopiero po długiej tułaczce przez Istambuł, Egipt i Włochy.

Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego, wraz z ludnością z Ochotnicy, corocznie czcimy pamięć tych bohaterów, aby dać przykład młodzieży. Wiemy o tym, że Ci bohaterowie tak długo będą żyli, jak długo pozostaną w naszej pamięci. W tym roku jak w każdym rozpoczęliśmy od wyjścia ścieżką edukacyjną Gorczańskiego Parku Narodowego im. porucznika Williama J. Beimbrinka, dowódcy załogi “California Rocket”. Jest to godzinny spacer pod górkę w śniegu, i każdego roku przybywa nam młodzieży po to, aby zapalić znicze i napić się przy ognisku gorącej herbatki. W latach osiemdziesiątych XX wieku historię „Californii Rocket” „odkrył”, zbadał i opisał Krzysztof Wielgus, naukowiec z Politechniki Krakowskiej i Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. W Ochotnicy Górnej w Wiejskim Ośrodku Kultury urządzono ekspozycję „Lotnicze Ślady w Gorcach”, która opowiada o tym niezwykłym epizodzie z czasów II wojny światowej i dokumentuje w Ośrodku wysiłek partyzantów AK oraz mieszkańców, dzięki którym amerykańscy lotnicy bezpiecznie wrócili do domu.

Ostatnie spotkanie 18 grudnia 2025 r. było niezwykłe, gdyż w Wiejskim Ośrodku Kultury zaprezentowano film, który pokazuje przypuszczalny lot „California Rocket”. Ale nie tylko teren nad którymi leciał Liberator, ale wiele bardziej ciekawych faktów i wywiadów. Nowy film dokumentalny „Liberator w Ochotnicy” przenosi widzów do dramatycznych wydarzeń z 18 grudnia 1944 roku, kiedy to amerykański bombowiec B-24 Liberator „California Rocket” rozbił się w Gorcach, Osią narracyjną filmu jest rekonstrukcja ostatniego lotu „Californii Rocket” z wykorzystaniem współczesnego samolotu Cessna 172. Obok pilota za sterami zasiadł narrator filmu i pasjonat lotnictwa, dr. arch. Krzysztof Wielgus, który poświęcił 40 lat na badanie tej katastrofy. Precyzyjnie, minuta po minucie, opisuje sekwencje zdarzeń w czasie lotu na pokładzie samolotu – od startu we Włoszech, przez przelot nad Adriatykiem i Węgrami (gdzie samolot został uszkodzony), po tragiczną decyzję kapitana. Jest tam również wywiad Paul Felt, syn Spencera Felta, drugiego pilota „Californii Rocket”. Nagrania z nim zrealizowano w Salt Lake City, rodzinnym mieście Feltów, gdzie potomkowie lotników z pietyzmem przechowują artefakty katastrofy jako bezcenne relikwie rodzinne. Obok ekspertów i naocznych świadków, bohaterami filmu są także dwaj nastoletni chłopcy z Ochotnicy, którzy po 80 latach odkrywają fragmenty samolotu i narzędzia rolnicze wykonane z jego poszycia. Film dotyka także współczesności, nawiązując do wojny na Ukrainie.
Nasze spotkanie w Ochotnicy zakończyło się występem górali z regionalnymi przyśpiewkami, w których licznie brała udział młodzież. Tym którzy tak licznie przyczyniają się do upamiętniania tej rocznicy prezes Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego płk. pil. Stanisław Wojdyła wręczył medale lotnicze.

Medale otrzymali wójt gminy Ochotnica, pan Tadeusz Królczyk, wybitna postać w swoim regionie i zawsze uczestniczący w rocznicowych uroczystościach, dyrektor Lasów Gorczanńskich, gdzie jest wytyczony szlak pamięci por. Beimbrinka, kierownik Ośrodka, który swoim staraniem dokonał zebrania wszelkich możliwych pozostałości po „California Rocket”, oraz wielce zasłużony człowiek tejże historii, który przez 40 lat zbierał rzeczy upamiętniające tą katastrofę, bo wiedział, że kiedyś to będzie wszystko ku chwale i pamięci tych lotników. Naszym celem jest, aby przywrócić ku pamięci tym, którzy już zapomnieli, jak również zapoznać tych, którzy o tym nie wiedzieli.
Płk Stanisław Woydyła


