Z Polski Na Gorąco – Zdradzone kobiety nie wybaczą koalicji
Share
Fot.AI/Chat GPT
Obecna, rządząca koalicja obiecywała kobietom przywrócenie prawa do aborcji. Dopiero teraz Sejm uchwalił minimalne złagodzenie restrykcyjnych przepisów. Mało, bo „Ogólnopolski Strajk Kobiet” wezwał do manifestacji w całym kraju. Hasłem jest: Czerwona kartka (dla rządu) za aborcję.
W dniu 22 października minęło 6 lat od wyroku Trybunału Konstytucyjnego likwidującego możliwość legalnej aborcji z powodu ciężkiej, nieodwracalnej wady płodu.
Po wyroku liczba zabiegów spadła do kilkuset rocznie. Pozostały bowiem dwie możliwości: zagrożenie życia kobiety lub ciąża w wyniku przestępstwa, np. zgwałcenia albo kazirodztwa.
Sześć lat temu decyzja Trybunału wywołała ogólnopolskie protesty. Nieskuteczne wprawdzie, ale pokazujące determinację nie tylko feministek, ale kobiet domagających się wolności wyboru. Nic nie wywalczyły.
Od chwili objęcia w 2023 r. władzy przez koalicję czterech partii, liczba aborcji minimalnie wzrosła. Między innymi dlatego, że rząd złagodził interpretację jednego z warunków: zagrożenie życia lub zdrowia kobiety w ciąży. Za rządów PiS twierdzono, że chodzi o zdrowie fizyczne. Donald Tusk pozwolił, by o zagrożeniu życia mogło świadczyć zaświadczenie od psychiatry.
Ale to dla feministek mało.
„Do dzisiaj, mimo zapewnień przedwyborczych, Polska ma jedno z najbardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych w Europie. To dzięki nam kobietom, koalicja z października 2023 roku wygrała wybory, a mimo to nadal nasz głos jest niesłyszalny.” Tak piszą na Facebooku aktywistki „Ogólnopolskiego Strajku Kobiet” i wzywają do protestu we wszystkich miastach Polski. Nie przekonało je uchwalenie w tym tygodniu przez Sejm ustawy łagodzącej prawo aborcyjne. To dlatego, że jedną z obietnic wyborczych było zmienienie ustawy w ciągu 100 dni rządów zgodnie z oczekiwaniami kobiet, czyli bezwarunkowe prawo do usunięcia płodu do 12 tygodnia ciąży.
Kobiety są wściekłe, że ci co im tyle obiecywali, przez trzy lata nie uchwalili nawet ustawy… , którą prezydent mógłby odrzucić. To co teraz oferuje im koalicja, uważają za ochłap darowany z chęci zdobycia poparcia kobiet przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Nie są więc wdzięczne, lecz oburzone, szczególnie, że zarówno za rządów prawicy jak i obecnie, funkcjonuje, praktycznie jawnie, rynek pomocy w usuwaniu ciąży, proponowany przez wolontariuszki ułatwiające zdobycie odpowiednich środków, do zagranicznej turystyki aborcyjnej.
Tymczasem po uchwaleniu ustawy, która dopuszcza aborcję w przypadku ciężkiej, nieodwracalnej wady płodu i znosi kary za pomoc w zabiegu, koalicjanci są… zadowoleni z tego mizernego sukcesu.
Ok, gesty w polityce też się liczą. Skoro więc coś ważnego obiecało się kobietom, a wiadomo, że prezydent zawetuje jakiekolwiek poluzowanie, dajcie im wszystko co chcą, niech czują nasze poparcie, niech gest będzie zamaszysty, wielki… Na taki koalicjanci się nie odważyli, bo i wśród nich nie ma zgody, czy warto zadzierać z bardziej konserwatywnym elektoratem, a także z Episkopatem.
Dlatego to co mogłoby być lewicowym, liberalnym, otwarciem na żądania feministek, krzykiem wolności zbuntowanych kobiet, stało się popiskiwaniem. Takim, wręcz modelowym, Panu Bogu świecę, a diabłu ogarek. Dlatego deklarowanie przez W. Czarzastego, że teraz żadna Iza z Pszczyny nie umrze już w szpitalu z powodu odmowy aborcji, a żadna Justyna nie będzie ścigana za udzielenie pomocy w zabiegu, to słowa bez pokrycia. Wiadomo, że ustawa nie wejdzie w życie… przynajmniej za tej prezydentury.
Opinia społeczna jest podzielona. Teza, że aborcja to zabijanie jest równie popularna co przeciwna, mówiąca, że brzuch kobiety to jej wyłączna własność.
Niezależnie od tego co każdy sądzi o tej sprawie, dla feministek uchwalone ustawy to zdrada. Nie przysporzy to koalicjantom nowych wyborców. Część mogą stracić. Dla prawicy z kolei to jawny atak na jedną z najważniejszych wartości jaką jest życie. Prawicowy elektorat im tego nie zapomni.
Krzysztof Zając
Polska Łódź



