Z Polski Na Gorąco – Mówisz: zdrowie, myślisz: Perła?
Share
Krzysztof Zając
Wszystko im się kojarzy z… piwem. Nie są to jednak alkoholicy, chociaż mają szansę być nimi w przyszłości.
Ta kampania to cykl spotów reklamowych z hasłem: „Mówisz: …(cokolwiek), myślisz: Perła. Mówisz: przynieś żelazko. Myślisz: Perła. Mówisz: to do tego (szukasz odpowiedniego narzędzia). Myślisz: Perła. Mówisz: Dzień Ojca. Myślisz: Perła.
Reklamy te, pokazujące różne codzienne sytuacje, wywołały gigantyczne poruszenie w sieci i rozprzestrzeniają się jak wirus. Dotarły do milionów odbiorców na Instagramie, TikToku oraz YouTube, na kanałach telewizyjnych. Można zatem powiedzieć, że to reklamowe trafienie w dziesiątkę. Prosty przekaz, który ma szansę wejść do potocznej mowy. Już widzę tą rozbawioną twarz klienta w sklepie monopolowym, gdy prosi o pięć żelazek albo żonie mówi: wezmę psa na spacer i mruga jednym okiem, bo myśli: piwo.
To tylko pozornie nielogiczna gra z odbiorcą. W tych reklamach wszystkie sytuacje mają się kojarzyć z piwem określonej marki. Przekaz nie tylko bawi swoją absurdalnością, ale zapada też w pamięć. I o to właśnie chodzi producentowi piwa, który liczy na wyższe obroty i zyski. Sprzedaje zabawę, a dostaje żywą gotówkę. Nie ma tu zastanawiania się nad społecznymi skutkami takiej reklamy.
Podobnie było ponad pół roku temu, gdy aktor Tomasz Karolak wcielił się w rolę Świętego Mikołaja. Wyjmował z worka pełnego prezentów cztery butelki piwa Łomża i jedną dla siebie. Po degustacji zostawił obdarowanemu tylko jedną, zabierając resztę. Wszystko na tle choinki zbudowanej z butelek. Wprawdzie ten spot emitowany był po godzinie 20. – zgodnie z przepisami – jednak wywołał zarzuty o brak dobrych obyczajów i brak odpowiedzialności społecznej. Rada Etyki Reklamy niedawno podzieliła te zarzuty. Prokuratura, do której skierowano też skargę na spot, nie uznała jednak, że narusza ona prawo.
Takie dwuznaczne spoty powodują, że coraz częściej i głośniej zaczyna się mówić o wprowadzeniu zakazu reklam piwa (innych alkoholi nie wolno reklamować już od dawna). Sejm pracuje już nawet nad dwoma projektami ustaw w tej sprawie. Jeden z Lewicy, drugi od Polski 2050. Projekt przygotowany przez Lewicę przewiduje całkowity zakaz reklamy wszystkich napojów alkoholowych, a także piwa bezalkoholowego. Jeszcze dalej idzie Polska 2050, bo chce też zakazu cenowych promocji alkoholu typu: płacisz za 12 piw, dostajesz 24, reklamowanych m.in. w sieciowych gazetkach i przyciągających tłumy piwoszy.
Na sprzedaży alkoholu zarabia państwo i gminy. Dla budżetu to ogromny zastrzyk pieniędzy, bo około 22 miliardów złotych z wszystkich podatków od piw, win i wódek. Tylko z akcyzy na piwo wpływy wynoszą ok. 3,7 miliarda złotych. W doraźnym interesie państwa leży więc byśmy pili jak najwięcej. Ale zarówno ministerstwo finansów jak i Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych podkreślają, że koszty nadmiernego spożycia alkoholi wynoszą rocznie ok. 100 miliardów złotych. Tyle, że w budżecie państwa po stronie wydatków taka pozycja nie istnieje. Gminy finansują programy profilaktyki z opłat za zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Reszta jest wrzucona w ogólne wydatki poszczególnych instytucji.
Największe koszty są związane z leczeniem. Poradnie odwykowe, choroby, głównie wątroby i trzustki, wywołane alkoholem, renty… Narodowy Funduszu Zdrowia nie ma pozycji: chorzy alkoholicy. Gdy będzie ich mniej, budżet NFZ będzie taki sam, nie zmniejszy się. Tyle, że inni pacjenci będą mieli lepszy dostęp do leczenia.
Podobnie jest z przedwczesną umieralnością alkoholików. Ich krótsza praca spowoduje wprawdzie mniejsze wpływy do kasy państwa, ale z kolei przepadną im składki emerytalne i rentowe w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. ZUS zatem zyska.
Koszty jakie z powodu pijaństwa ponosi policja i opieka społeczna przenoszą się wprost na społeczeństwo. Policjanci zajmują się pijakami i później docierają tam gdzie są bardziej potrzebni, a zasiłki z opieki – o skromnym budżecie, są ograniczane, bo alkoholicy zabierają ich lwią część.
Tymczasem wpływy do budżetu państwa ze sprzedaży alkoholu to konkretne, bardzo duże pieniądze. Być może dlatego nie likwiduje się sprzedaży tzw. małpek czyli małych butelek wódki dających przychód wynoszący miliard złotych, chociaż to one stanowią ogromne zagrożenie społeczne, bo opróżniane są w miejscach publicznych i w pracy. Nie zmniejsza się także dostępności alkoholu i wielokrotnie jest tak, że sklepy go sprzedające znajdują się przy wszystkich narożnikach skrzyżowań. Bywa, że w promieniu stu metrów od domu można kupić piwo, wódkę w kilku miejscach. Z bólem rodzą się nocne zakazy sprzedaży alkoholu.
W Polsce liczba osób uzależnionych i nadmiernie pijących sięga ok. 4 milionów, a osób wymagających leczenia jest ok. 1 mln. Zakaz reklamowania piwa na statystyki zapewne od razu nie wpłynie, ale straci budżet państwa, browary, upadną niektóre sklepy, spowoduje to duże straty mediów, w których reklamy piwa są znaczącym zyskiem. Pijaństwo państwu się opłaca. Społeczeństwu – zdecydowanie nie.
Mówię: Polska, myślę: piwo.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź
Fot. Facebook, Perła


