Jan Kisielewicz – Pocztówka z Nancy – Z życia tłumacza wzięte…
Share
Cytadela w Montmédy. Wikipedia
W zawód tłumacza wpisana jest okoliczność, że nie zawsze poznaje on nowe miasta francuskie poczynając od ich zabytków historycznych, muzeów, zespołów pałacowo-ogrodowych, tętniących życiem centrów, lecz najczęściej od strony… więzień i komisariatów policji lub żandarmerii. Tak też było w przypadku małego miasta leżącego pod samą granicą belgijską – Montmédy. Wyjazd ma miejsce wcześnie rano przed godziną szóstą. Wstaje kolejny słoneczny majowy dzień. O tej porze temperatura jest jeszcze znośna, lecz będzie rosnąć do ponad 30° C wraz z upływem godzin. Droga prawie pusta. Ruch narasta wraz ze zbliżaniem się do Metz, które to miasto wita nas strzelistą wieżą Katedry Saint –Etienne. Pech! Roboty drogowe powodują, że na przestrzeni kilku km ruch jest zwolniony. Minuty płyną bezlitośnie a kilometrów na liczniku nie przybywa. Na szczęście we Francji tego typu zakłócenia w płynności ruchu rozładowują się bardzo szybko i po pół godzinie postoju wszystko wraca do normy, to znaczy, że można rozwinąć szybkość ponad 100 km na godzinę.
W miarę zbliżania się do Luksemburga natężenie ruchu znacznie wzrasta. Zanaczyć należy, że ten odcinek drogi stanowi część autostrady A31 będącej jedną z głównych osi komunikacyjnych między południem a północą Fancji. Wiedzie ona następnie do Beneluksu. Już obecnie jest bliska całkowitego zakorkowania: suną po niej jedna za drugą prawie się dotykając olbrzymie ciężarówki z krajów zachodnich i z Europy Wschodniej. Dodać należy do tego obrazu fakt, że coraz większa liczba Francuzów mieszkających w tzw. Regionie trzech granic położonym między Francją, Belgią i Luksemburgiem, znęcona lepszymi warunkami płacowymi i socjalnymi, podejmuje pracę w bogatym Wielkim Księstwie Luksemburga co nie pozostaje bez wpływu na zwiększenie natężenia ruchu drogowego.
Sytuacja zmienia się na lepsze po rozjeździe Luksemburg – Longwy. Droga wiodąca do tego ostatniego miasta jest prawie pusta. Wpadamy do przemysłowej doliny rzeki Fensch. Kiedyś znajdował się tutaj główny ośrodek przemysłu hutniczgo w Lotaryngii. Dziś pozostało po nim tylko gigantyczne złomowsiko wielkich pieców, hut i stalowni – dymi zaledwie kilka kominów. W latach prosperity władze francuskie sprowadziły tam robotników z ponad 50 krajów świata. W chwili restrukturyzacji doszło tam do krwawych rozruchów włącznie z próbą utworzenia niezależnej od Francji “Republiki Longwy”. Wreszcie cel podróży – Montmédy. Wzrok przykuwa olbrzymi zespół forteczny wzniesiony na najwyższym w okolicy wzgórzu, ale o nim później, wpierw o więzieniu. Wywiera ono przygnębiające wrażenie – kilkumetrowy mur okala ponure czteropiętrowe budynki.
Tak naprawdę nie jest to więzienie „prison”, ale „centre de detention”, czyli więzienie specjalne do odbywania kar powyżej czterech lat. Wejście do środka jest ściśle kontrolowane i poddane licznym procedurom – stalowa furtka wejściowa, bramka elektroniczna, drugie stalowe elektronicznie sterowane drzwi, krótki korytarz, trzecie stalowe drzwi i wreszcie pokój dyżurny strażników. Na szczęście wszystko odbywa się szybko: mała salka, sędzia, prokurator, protokolant. Sędzia bierze mnie za oskarżonego. Zaskoczony takim obrotem sprawy wyjaśniam, że jestem tłumaczem przysięgłym. Na co sędzia: „Jakoś opornie dzień się zaczyna”. Wnikliwie sprawdzają moje uprawnienia tłumacza.
Strażnicy wprowadzają więźnia. Sprawa dotyczy przemytu narkotyków z Hiszpanii do Holandii. Sędzia rozpatruje wniosek o wcześniejsze zwolnienie i decyzja zostaje odroczona o cztery miesiące. Ponownie przejść trzeba przez system stalowych bram, tym razem w stronę wolności. Jest jeszcze na tyle wcześnie, że można wygospodarować godzinę na zwiedzanie cytadeli. Wąska, ostro wznosząca się i brukowana kamiennymi głazami droga wiedzie nas do środka fortecy. Wysiłek opłacił się, gdyż otacza nas zespół zabytkowych średniowiecznych, renesansowych i barokowych budowli z miniaturowym rynkiem okolonym stylowymi kamieniczkami. Wymienić w tym miejscu można Kościół Saint Martin, Wielką Studnię głęboką na 82 metry, Starą Prochownię.
Cytadela w Montmédy miała bardzo burzliwą historię. Wielokrotnie zmieniała właścicieli i przynależała do różnych organizmów państwowych. Na mocy traktatu pirenejskiego z 1659 roku, Montmédy zostaje ostatecznie przyłączone do Francji. Słynny architekt wojskowy Vauban sprawuje nadzór nad nadaniem twierdzy bardziej obronnego charakteru. W czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej Ludwik XVI wraz z rodziną miał pierwotnie udać się do Montmédy gdzie przygotowano dla niego mieszkanie w opactwie Orval. Jak wiemy, nigdy tam nie dotarł, gdyż schwytano go w Varennes.
Dziś twierdza w Montmédy stała się atrakcją turystyczną ukazującą zwiedzającym swą wielowiekową przeszłość wyrażoną w bogatym dziedzictwie architektury świeckiej, sakralnej i wojskowej. Przez biuro obsługi ruchu turystycznego dostajemy się na promenadę wiodącą wierzchołkiem murów obronnych. Wpierw jedna zwiedza się muzeum fortyfikacji. Czeka w nim na nas 2000 lat historii: można tam zobaczyć różnorodne systemy obronne od oppidów celtyckich aż do cytadel XVII wiecznych jak również ewolucję uzbrojenia i artylerii. Drugie muzeum poświęcone jest twórczości lokalnego malarza Julien Bastien Lepage, urodzonego w 1848 roku w Damvillers. Kolekcja zawiera kilkanaście szkiców i wstępnych wersji obrazów mistrza, który zmarł przedwcześnie w Paryżu w wieku 36 lat.
Spacer wierzchołkiem fortyfikacji pozwala na podziwianie kunsztu budowniczych cytadeli: potężne bramy, bastion, barbakany, otwory strzelnicze, trawersy. Z murów rozlega się wspaniały widok na okoliczne tereny i miejscowości. Niestety nadszedł czas powrotu. Droga powrotna okrąża znane już więzienie. Żegnają nas stojące w pozycji „na baczność” wieżyczki strażnicze. Zielona tablica z napisem “Metz” wskazuje kierunek powrotu. Samochód nabiera szybkości, po kilku minutach Montmédy staje się wspomnieniem.
Jan Kisielewicz


