Ewa i Bogumił Liszewscy – Historia pisana wierszem – Kaplice Wieliczki
Share
Rzeźba solna przedstawiająca legendę o św. Kindze. Fot. z archiwum autorów.

Podziemne miejsca kultu kojarzą się z pierwszymi chrześcijanami i budowanymi przez nich katakumbami w okolicach antycznego Rzymu. Pełniły funkcje ukrytych nekropoli, w których odprawiano nabożeństwa, przechowywano relikwie świętych męczenników, czy też ukrywano się przed prześladowaniami. Historia budowy podziemnych miejsc sakralnych nie zniknęła wraz z upadkiem Imperium Romanum.

Część naziemna szybu Daniłowicz, obok którego znajduje się kaplica św. Antoniego. Fot. z archiwum autorów.
Tego typu obiekty zaspokajające metafizyczne ludzkie potrzeby tworzono też od wielu wieków w kopalniach, które były bardzo specyficznym i szczególnie niebezpiecznym miejscem pracy. Jedną z najstarszych kopalń na ziemiach polskich, nie licząc neolitycznych kopalni krzemienia koło Ostrowca Świętokrzyskiego, była kopalnia soli w Wieliczce. Wydobywano w niej „białe złoto” już w dwunastym wieku, a być może nawet wcześniej. W średniowieczu czyniono to za pomocą bardzo prymitywnych metod, a górnicy byli narażeni na ciągłe niebezpieczeństwa zagrażające ich życiu.

Ołtarz główny Kaplicy św. Krzyża. Fot. z archiwum autorów.
Szczególnie groźne były podziemne żyły wodne, gromadzący się pod stropami metan oraz pożary obejmujące drewniane kaszty zabezpieczające stropy, ociosy (ściany) i spągi (podłogi) chodników i komór, trwające niekiedy tygodniami. Mimo stosowania coraz nowocześniejszych urządzeń do wykrywania metanu, zabezpieczeń przeciwpożarowych i monitoringu żył wodnych, ryzyko katastrof i wypadków chociaż zmalało, to nie zostało do końca wyeliminowane. Ostatnia wielka powódź nawiedziła wielicką kopalnię w 1994 roku.

Ołtarz główny Kaplicy św. Kingi. Fot. z archiwum autorów.
Wyciek na poziomie IV, spowodował zniszczenia wielu niższych komór i chodników, a także katastrofy budowlane w mieście. Żywioł udało się opanować po niemal roku, a ostateczne zamknięcie dopływu wody nastąpiło dopiero po piętnastu latach. Przez wiele miesięcy wstrzymany był całkowicie ruch turystyczny. Mimo, że w Wieliczce nie wydobywa się soli od kilkudziesięciu lat, nadal pracuje w niej około trzystu górników dbających stan techniczny kopalni i bezpieczeństwo odwiedzających codziennie to miejsce tysięcy turystów. Rocznie przybywa ich tutaj niemal dwa miliony niemal z całego świata.

Ołtarz główny Kaplicy św. Krzyża. Fot. z archiwum autorów.
Od wieków górnicy przed przystąpieniem do pracy modlili się w podziemnych kaplicach, przy naściennych ołtarzykach bądź przy figurach świętych, o bezpieczny jej przebieg i szczęśliwy powrót do domu. Kaplice tworzyli w miejscach, z których wyruszali do pracy w odleglejsze części kopalni. Urządzali je w opróżnionych z soli komorach, często w pobliżu szybów łączących podziemia z powierzchnią.

Figura Matki Boskiej z dzieciątkiem w Kaplicy św. Krzyża. Fot. z archiwum autorów.
Wraz ze zmianą miejsca wydobycia, relokowano też wyposażenie kaplic do nowych komór. Niektóre zostały zniszczone wskutek katastrof, stąd trudno dzisiaj ustalić, ile było ich w przeszłości. Najstarsza znana, wymieniana w literaturze pochodzi z szesnastego wieku. Górnicy sami wykonywali ołtarze, krzyże, figury, rzeźby oraz obrazy. W przeszłości o wystrój tych miejsc dbali artyści samoucy, amatorzy, hobbyści, a w czasach nam bliższych często w tworzenie rzeźb angażują się także twórcy profesjonalni.
Zachowane do dziś kaplice to prawdziwe dzieła sztuki, perełki podziemnej architektury sakralnej. Uznawane są za część dziedzictwa kulturowego i historycznego. W czasach, gdy właścicielami kopalni byli polscy władcy działania górników spotykały się z ich życzliwością, a nawet wsparciem moralnym i finansowym. Niektóre z kaplic konsekrowano, pełniły więc rolę podziemnych kościołów, w których odprawiano cyklicznie nabożeństwa. Sprawowali je kapłani posługujący w wielickich parafiach.
Liczba kaplic w ciągu siedmiuset lat istnienia kopalni zmieniała się, część relokowano w miejsce aktualnych prac, a w miarę powstawania kolejnych poziomów i szybów tworzono też całkiem nowe. Wielicka kopalnia jest pod tym względem fenomenem w skali polskiej i światowej. Najstarszym udokumentowanym miejscem podziemnego kultu, do dzisiaj zachowanym jedynie fragmentarycznie jest Kaplica św. Kunegundy (Kingi) w zachodniej części komory Boczaniec. Znajdowała się na poziomie pierwszym, a więc najpłytszym, w pobliżu Szybu Regis.

Kompleks sakralny franciszkanów-reformatów z Kaplicą Wieczystej Adoracji w Wieliczce. Fot. z archiwum autorów.
Komorę opróżniono z soli na przełomie szesnastego i siedemnastego wieku, a po jej wydrążeniu i zabezpieczeniu drewnianymi kasztami przeznaczono na miejsce modlitw. Co ciekawe, obiekt ten powstał jako wotum wdzięczności za ocalenie kopalni podczas groźnego pożaru w szybie Boner. Od końca szesnastego do dwudziestego wieku na terenie kopalni powstało około 40 kaplic, z czego kilka zachowało się do czasów współczesnych. Obecnie znajdują się one w pobliżu tras przeznaczonych do zwiedzania przez turystów.
Jak ważne były takie miejsca dla górników świadczy fakt, że gdy kaplicę św. Kunegundy strawił pożar odbudowano ją i wyposażono na nowo w ostatnich latach siedemnastego wieku. Umieszczony w ołtarzu głównym obraz patronki, zastąpiono później rzeźbą solną. W kaplicy był też drewniany krzyż, ołtarz boczny przedstawiający scenę zaśnięcia Maryi otoczonej przez apostołów i solne figury św. Klemensa oraz św. Stanisława ze Szczepanowa. Gdy zaprzestano wydobycia w tej części kopalni w połowie osiemnastego wieku wyposażenie to relokowano w inne miejsce. Do dnia dzisiejszego w komorze Boczaniec zachowały się tylko silnie zługowane figury świętych i mensa ołtarzowa.

Obraz św. Kingi w Muzeum Żup Krakowskich w kopalni soli w Wieliczce. Fot. z archiwum autorów.
Ługowaniu, czyli rozpuszczaniu ulegały solne rzeźby, płaskorzeźby i posągi na skutek dużego zawilgocenia powietrza, albo bezpośredniego oddziaływania pojawiającej się w różnych miejscach nawet niewielkiej ilości wody. Dlatego też te nietrwałe elementy trzeba było dość często rekonstruować lub tworzyć na nowo. Również dzieła wykonane z metalu w środowisku solnym szybo rdzewiały. Wyposażenie drewniane wymagało natomiast częstych zabiegów impregnacyjnych.
Jedną z najstarszych udostępnionych obecnie do zwiedzania jest Kaplica św. Antoniego, uważanego za patrona górników kruszcowych. Kaplicę utworzono na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku w komorze wydrążonej w jednolitej bryle solnej w pobliżu Szybu Daniłowicza. Wyposażona była w stylu barokowym figurami świętych czczonych przez obecnych w Wieliczce od czterystu lat franciszkanów-reformatów. Kaplica ta, jako jedyna w całej kopalni, składa się z trzech części: prezbiterium, nawy i przedsionka.
Zachwycał się jej pięknem austriacki cesarz Franciszek I zwiedzający ją wraz z żoną na początku dziewiętnastego wieku. Była przedmiotem licznych opisów historycznych, literackich, architektonicznych i geologicznych. Powstało też szereg opracowań naukowych dotyczących jej ratowania. Od samego początku bowiem olbrzymim zagrożeniem dla rzeźb solnych i samej komory było świeże, wilgotne powietrze napływające ze znajdującego się w pobliżu szybu. Szkodzi jej też nieustannie para wodna wydychana przez odwiedzających. Oryginalne wyposażenie kaplicy nie zachowało się do dnia dzisiejszego, a to obecne wciąż wymaga profesjonalnej i kosztownej konserwacji.
Inna, przepiękna kaplica św. Jana urządzona była początkowo w komorze Lipowiec, w której wcześniej stał kierat linowy napędzany pracą koni, za pomocą którego transportowano sól z niższych poziomów kopalni na powierzchnię. W 2005 roku pomieszczenie, które zajmowała zmieniło przeznaczenie, a jego wyposażenie przeniesiono do kameralnej komory znajdującej się przy Trasie Turystycznej.
Ołtarz Kaplicy św. Jana wykonany jest z drzewa. Obecnie służy też celom komercyjnym, wynajmowana jest na śluby i inne wydarzenia o charakterze religijnym. Ponieważ jest nieduża, może bowiem pomieścić zaledwie kilkadziesiąt osób, dlatego odbywają się w niej nabożeństwa bardziej kameralne.
Oprócz Matki Boskiej i Jezusa na patronów kaplic obierano najczęściej najważniejszych dla górników świętych, a byli to m.in.: św. Antoni, Klemens, Barbara i najbardziej czczona przez górników solnych żona Bolesława Wstydliwego, węgierska księżniczka święta Kinga. Związana jest z nią powtarzana od najdawniejszych czasów legenda o powstaniu wielickiej, a w innej wersji bocheńskiej kopalni. Faktem jest, że przybyli wraz z nią w poczcie ślubnym doświadczeni węgierscy górnicy, pomogli dźwignąć upadłe polskie górnictwo po niszczącym mongolskim najeździe, który miał miejsce kilka lat przed przyjazdem Kingi do Polski.
Obecnie za klejnot wielickiej kopalni uważana jest właśnie kaplica jej imienia, największa i najpiękniejsza, ze wszystkich istniejących. Znajduje się na głębokości stu jeden metrów. Ołtarze główny i boczne, naścienne płaskorzeźby, rzeźby, schody, a nawet żyrandole wykonane są z kryształów soli. Kaplica powstała tuż przed końcem dziewiętnastego wieku, a upiększana była przez ponad sto lat. Większość wyposażenia jest wytworem miejscowych górników-rzeźbiarzy. Oprócz płaskorzeźb ze scenami biblijnymi i rzeźby św. Kingi znajduje się w niej jedyna solna rzeźba świętego Jana Pawła II, a także solna replika jego tronu papieskiego. W ołtarzu głównym są relikwie patronki.
Kaplica, która może pomieścić kilkaset osób, pełni rolę podziemnego kościoła. Odbywają się w niej poranne niedzielne nabożeństwa, na które uczestnicy dowożeni są windą Szybu Regis. Celebrowane są w niej także najważniejsze górnicze święta i pasterki. Organizowane są również koncerty, którym sprzyja doskonała akustyka. Chętnie wynajmowana jest na śluby, chociaż nie jest to takie tanie.
Ewa i Bogumił Liszewscy


