Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Ilustracja do felietonu Festa della republica
FESTA DELLA REPUBBLICA
Święto Narodowe Republiki Włoskiej – Festa Della Repubblica Italiana – miało w tym roku szczególnie uroczystą oprawę, zorganizowane w 80. rocznicę Republiki (1946-2026). W Auli Głównej Politechniki Warszawskiej Ambasador Włoch w Polsce, J. E. Luca Franchetti Pardo powitał licznie przybyłych gości: przedstawicieli rządu, Sejmu i Senatu RP, władze kościelne, cywilne i wojskowe. Tradycyjnie na początku spotkania muzycy Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego odegrali hymny narodowe Włoch i Polski, owacyjnie oklaskiwani przez obecnych gości. J. E. Luca Franchetti Pardo w swoim przemówieniu, skierowanym do korpusu dyplomatycznego, przyjaciół Włoch i swoich rodaków przypomniał, że dokładnie 80 lat temu, 2 czerwca 1946 roku odbyło się referendum, w którym obywatele opowiedzieli się za republiką, wyznaczając nową drogę współczesnej historii narodu – i były to pierwsze wybory powszechne we Włoszech. Nowa włoska Konstytucja weszła w życie w 1948 roku i zawarto w niej wszystkie podstawowe wartości i zasady, które – jak podkreślił J. E. Ambasador – łączą Włochów z polskimi przyjaciółmi i zarazem ze wspólnotą europejską. A są to: demokracja, praworządność, poszanowanie wolności, równość wszystkich wobec prawa i przestrzeganie międzynarodowych zasad. Ambasador zwrócił uwagę, że Włochy i Polskę łączą bliskie, głębokie relacje. W ciągu ostatnich trzech lat, kiedy pełni misję dyplomatyczną w naszym kraju, Prezydenci Włoch i Polski spotkali się aż pięć razy. W ciągu ostatnich kilku tygodni gościli we Włoszech Prezydent i Premier Polski, a kolejne spotkania odbywają się na szczeblu Ministerstwa Spraw Zagranicznych w celu pogłębienia współpracy. W minionym roku wymiana handlowa Włochy-Polska przekroczyła 36 miliardów euro, co – jak określił Ambasador – jest wynikiem historycznym. Polacy wybierają najchętniej Włochy jako cel podróży, a Włosi przyjeżdżają do nas zarówno w celach turystycznych, jak edukacyjnych i zawodowych. Jak żartował J. E. Ambasador, łączy nas wspólna historia, kultura i… tradycje kulinarne, bo przecież wszyscy Polacy znają słowo „włoszczyzna”, zawdzięczając smakowite warzywa i przyprawy Włoszce na polskim tronie: królowej Bonie. Sympatia Polaków do Włoch i Włochów stanowi fundament doskonałych relacji dwustronnych. 80 lat Republiki Włoskiej to tylko mgnienie oka w skali dziejów, ale kontakty polsko-włoskie są mocno zakorzenione. Moim zadaniem jako Ambasadora – powiedział J. E. Luca Franchetti Pardo – jest dalsza współpraca z całym zespołem i włoskimi instytucjami w celu umacniania tych znakomitych relacji i kontynuowanie pozytywnego wizerunku Włoch w Polsce. Ambasador wspomniał, że od początku swojej pracy w naszym kraju został przyjęty przez polskich przyjaciół tak serdecznie, że wraz z małżonką Martą czuje się tu jak w domu – i stara się odwzajemniać te relacje. Dzień Republiki Włoskiej świętowaliśmy długo i radośnie.
WIECZÓR Z NIESPODZIANKĄ

Luis Bunuel zapisał się w historii kina takimi słynnymi produkcjami jak debiutancki „Pies andaluzyjski” (zrealizowany wspólnie z Salvadorem Dali), „Piękność dnia” (z Catherine Denevue), „Dziennik panny służącej” (z Jeanne Moreau), „Tristana” (znów z Catherine Denevue oraz z muzyką Fryderyka Chopina!), „Mroczny przedmiot pożądania”, „Dyskretny urok burżuazji”. Jego dzieła wielokrotnie nagradzano na prestiżowych międzynarodowych festiwalach filmowych w Cannes, Berlinie i Wenecji. „Anioł zagłady” z 1962 roku, nakręcony w stolicy Meksyku nie przyniósł mu aż takiego sukcesu, ale scenariusz zainteresował gruzińskiego reżysera Data Tavadze, który postanowił przenieść opowieść z ekranu na scenę warszawskiego Teatru Dramatycznego. Tavadze znany jest z odważnych, zaangażowanych społecznie spektakli; interesują go przemiany we współczesnym świecie, problem wolności i ograniczeń kulturowych, socjologicznych i psychologicznych. Często klasyczne teksty przedstawia w nowoczesnej formie. I tym razem sięgnął do tematu, znanego z filmu sprzed lat, by skonfrontować jego wymowę z teraźniejszością i poszukać odpowiedzi na pytanie, czy problemy bohaterów Bunuela są wciąż aktualne. Spektakl zaczyna się…na widowni. Aktorzy poruszają się między publicznością w eleganckich, wieczorowych strojach, co jest wyjątkowo atrakcyjne, bo można przyjrzeć się z bliska i podziwiać kostiumy, zaprojektowane przez Gosię Baczyńską. Początkowo czujemy się zaproszeni do udziału w eleganckim przyjęciu w salonie. Wszystkim obecnym dopisuje dobry humor; rozbawione towarzystwo komplementuje wystrój mieszkania (scenografia – Agata Skwarczyńska). Wystudiowane, sztuczne pozy i uśmiechy, banalne zdania, chichoty. Zachwyt nad samym sobą, high life. Tu każdy jest kimś i wszystko musi być wyjątkowe. Ekscentryczni gospodarze domu serwują kolację: stół niespodziewanie zjeżdża z sufitu. Ale to tylko przystawka do tego wieczoru, który ma być inny niż dotychczasowe i zapowiada się sensacyjnie. Jaką niespodziankę przygotowano, aby zaskoczyć i zachwycić gości? Za chwilę okaże się, że wszyscy staną się elementami gry, specyficznego eksperymentu. Film Bunuela jest kpiną ze snobistycznej burżuazji; Tovadze w swoim spektaklu drwi ze współczesnych celebrytów. Eleganckie towarzystwo zostaje wystawione na próbę: w niejasnych okolicznościach nikt nie może opuścić salonu. Pogrążeni w dziwnej inercji nie są w stanie wyjść z tej dziwacznej, stresującej sytuacji. W dusznej, zamkniętej przestrzeni tracą poczucie bezpieczeństwa i komfortu. Atmosfera gęstnieje, staje się męcząca – i to napięcie udziela się widzom. Mijają godziny, a nawet dni w oczekiwaniu na szczęśliwe zakończenie. Po kolei wszystkie postacie tej groteskowej historii (12-osobowa doborowa stawka aktorska zasługuje na brawa!) ujawniają swoje mroczne instynkty. Maski opadają, zanikają dobre maniery i konwenanse, wyuczone uprzejmości i zasady kultury. Party z niespodzianką kończy się jak koszmarny sen, bohaterowie wracają do rzeczywistości, a publiczność – do domów.
KONCERT W AMBASADZIE

Budynek przy ulicy Chopina Nr 2 na skrzyżowaniu z Alejami Ujazdowskimi – niegdyś luksusowa willa hrabiego Zygmunta Rzyszczewskiego – powstał około roku 1902. Zaprojektował go francuski architekt Francois Arveuf, który chociaż urodził się w Paryżu, to w 1896 roku przyjechał do Warszawy i już tu pozostał do końca życia. Właśnie w stolicy projektował rezydencje dla arystokracji, m. in. pałac w Jadwisinie, pałacyk Klubu Warszawskiego Towarzystwa Myśliwskiego na ulicy Kredytowej, dwór Reszków w Garnku (bracia – śpiewacy operowi Jan i Edward zaprosili go do Polski). Willa przy ulicy Chopina wyróżniała się w eleganckiej zabudowie sąsiednich kamienic: bogato zdobiona złoceniami, z licznymi balkonami, z luksusowo wyposażonym wnętrzem. Hrabia Rzyszczewski – oficer artylerii włoskiej, przemysłowiec, inżynier – przeznaczył gmach na siedzibę rodową, będącą symbolem prestiżu. Ponieważ był też cenionym krytykiem muzycznym i teatralnym oraz aktywnym członkiem Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, zapraszał na spotkania wybitnych artystów, pisarzy i intelektualistów, tworząc tam centrum życia kulturalnego. We wrześniu 1939 roku podczas bombardowania stolicy budynek został zburzony; pozostały jedynie wypalone mury, ocalały z pożogi żelazne kraty balkonowe i kolumny wewnętrzne. W tym miejscu na początku lat 50-tych ubiegłego wieku postanowiono odbudować gmach na istniejących fundamentach według projektu Stefana Kozińskiego i przeznaczyć go na cele dyplomatyczne. To siedziba Ambasady Węgier, gdzie w ramach Prezydencji Węgierskiej w Grupie Wyszehradzkiej na zaproszenie Ambasady oraz Instytutu Liszta (Węgierski Instytut Kultury w Warszawie) odbył się uroczysty koncert zespołu V4 String Quartet. To kwartet smyczkowy, założony w 2021 roku, cieszący się renomą jednego z najlepszych europejskich zespołów kameralnych. Występują w nim: Miranda Liu (Węgry) i Daniel Rumler (Słowacja) – skrzypce, altowiolista Tomas Krejbich (Czechy) oraz Bartosz Koziak (Polska) – wiolonczela. Kwartet słynie z interpretacji dzieł klasycznej muzyki kameralnej, a także utworów skomponowanych specjalnie dla zespołu. W programie uroczystego koncertu znalazły się właśnie takie pozycje: muzyka słowacka (autor: Ilja Zeljenka był wielokrotnym gościem festiwalu Warszawska Jesień), kwartet smyczkowy zainspirowany „Sonatą Kreutzerowską” Lwa Tołstoja (czeskiego kompozytora Leosa Janacka). Muzykę węgierską reprezentował Gyorgy Kurtag, a na zakończenie zabrzmiały słynne przedwojenne szlagiery Henryka Warsa w nowych aranżacjach: „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Ach, jak przyjemnie”, „Sex appeal”. Zaproszeni goście podziwiali muzykę i starannie odnowione wnętrza Ambasady.
CZYTAJMY KSIĄŻKI

Czy Polacy czytają książki? Odpowiedź brzmi: tak. Rynek wydawniczy ma się dobrze, wciąż ukazują się nowości, po które sięgają czytelnicy w różnym wieku. Internet, nowe media żyją swoim życiem, a tradycyjnie drukowana książka dociera do odbiorców, którzy preferują szelest i zapach papieru. Najciekawsze propozycje ubiegłego roku oceniali wydawcy, księgarze, bibliotekarze i czytelnicy, a laureatów Nagrody Literackiej Warszawy poznaliśmy podczas uroczystego wieczoru w Kinie Iluzjon. Do konkursu zgłoszono 722 książki; jak zwykle najwięcej w kategoriach: proza i poezja. Potem przyszedł czas na wstępną selekcję i wyłonienie nominowanych, a wreszcie – laureatów w poszczególnych działach. Maciej Sieńczyk zwyciężył w kategorii proza. Ciekawe, że autor jest nie tylko literatem, ale również artystą plastykiem: projektuje okładki książek, ilustruje własne komiksy, współpracuje z wieloma tytułami prasowymi. Już dwa lata temu otrzymał nagrodę w tym konkursie w kategorii komiks i powieść graficzna, a teraz uznanie jurorów zdobyła jego powieść „Pijaczek”. O tragikomicznej historii osiedlowego lumpa, utrzymanej w tonie staromodnej gawędy mówi się, że to jedna z najśmieszniejszych i zarazem najsmutniejszych książek w polskiej literaturze współczesnej. Bohater budzi sympatię czytelników i zarazem odraża, balansując na granicy dobrego smaku i poddając się biernie losowi gubi się w meandrach wielkomiejskich blokowisk. Poezja postrzegana jest jako swoiste oderwanie od rzeczywistości i rezultat specyficznej nadwrażliwości twórcy. W kategorii poezja najwyżej oceniono „Wnyki dla światła” Justyny Kulikowskiej. Autorka wychodzi z założenia, że „wiersz może wszystko”, co daje poecie praktycznie nieograniczone możliwości w budowaniu fraz. Zarazem deklaruje, że… wciąż pisze jeden wiersz, wracając do ulubionych motywów, znanych z dotychczasowych wydawnictw. „Złodziejka” Katarzyny Wasilkowskiej zwyciężyła w kategorii literatura dziecięca. To książka o dorastaniu, potrzebie uczuć, o emocjach nastolatków. Bezpretensjonalna, naturalna i pełna subtelnego humoru zanurza czytelników w młodzieńczym świecie, w którym tak łatwo i zarazem tak trudno przekroczyć granice wyznaczone przez dorosłych. Z entuzjazmem przyjęliśmy decyzję o nagrodzeniu książki o tematyce warszawskiej. Krzysztof Mordyński w „MDM. Marszałkowska dzielnica marzeń” kreśli dzieje projektu urbanistycznego powojennej Warszawy: Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, wybudowanej w latach 1950-1955 w ramach planu 6-letniego. Autor dotarł do archiwalnych planów, map i zdjęć placów, ulic, wnętrz sklepów, kawiarni i mieszkań. MDM to była wizytówka stolicy i przykład zrealizowanej z ogromnym rozmachem socrealistycznej wizji miasta. Łukasz Wojciechowski w kategorii komiks i powieść graficzna poleca „Dum-dum”: historię obrazkową, rozgrywającą się w Berlinie 1930 roku. To zapis presji technologii między I a II wojną światową. Poza konkursem prestiżowy tytuł „Warszawskiej twórczyni” otrzymała doświadczona dziennikarka, reporterka i pisarka Małgorzata Szejnert, która właśnie ze stolicą związała całe życie zawodowe.
BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA


