Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Ilustracja do felietonu Małe kłamstwa
MAŁE KŁAMSTWA
Ona (Sonia Serebriakowa) i On (Andrei Prozorow). Przypadkowe spotkanie bohaterów ze sztuk Antoniego Czechowa: „Wujaszek Wania” i „Trzy siostry”. Co wydarzy się tego wieczoru? Brian Friel, autor dramatu psychologicznego „Afterplay” skupiał się w swojej twórczości często na adaptacjach dzieł Czechowa, które interesowały go ze względu na skomplikowane relacje między postaciami. Mówił o sobie, że poszukuje filozofii i rozumienia życia. Tę melancholię, smutek egzystencji i ciągłe zagadki odnajdujemy w sztuce „Afterplay”, zrealizowanej na scenie Teatru Współczesnego w Warszawie w reżyserii Bogdana Michalika, który sięga do adaptacji utworów, opowiadających o skomplikowanych wyborach, problemach i ogólnie o miejscu człowieka w społeczeństwie. Monika Krzywkowska i Mariusz Jakus są na scenie sami, tylko we dwoje i mistrzowsko potrafią skupić na sobie uwagę widzów, obserwujących ich kameralny dramat, rozgrywany w skromnym, hotelowym wnętrzu (scenografia i kostiumy – Julia Skuratova). Stół, krzesła, filiżanki z herbatą, talerze, stosy papierów i dokumentów; kapelusz, butelka, podróżny sakwojaż – wszystkie rekwizyty mają swoje miejsce i grają wyznaczone im role. Ale najważniejsze są słowa. Spotkanie rozpoczyna się lekko, jakby od niechcenia: sympatyczna rozmowa dwóch osób o podobnych zainteresowaniach. Niewymuszony dialog, jaki zdarza się prowadzić w przypadkowych miejscach: w pociągu, autobusie, w sklepie czy poczekalni. Oboje opowiadają o sobie coraz więcej szczegółów, zbliżają się do siebie, nawiązują nić porozumienia. Do chwili, kiedy nagle wszystkie detale zaczynają się składać jak domek z kart. To, co było budowane z taką starannością, okazuje się tylko iluzją, grą pozorów, obliczoną na efekt. Sonia i Andrei kreowali obraz siebie, który ma z rzeczywistością niewiele wspólnego. A zatem wszechobecne kłamstwo, na którym nie można zbudować żadnego poważnego związku, a nawet znajomości. „Afterplay” jest właśnie o tym: o kłamstwie, wypełniającym życie i kształtującym odbiór otaczających nas osób. Kłamstwo podnosi poczucie własnej wartości, stwarza nowe „ja”, tworzy zafałszowany obraz. Jednocześnie pozwala ukryć niewygodną prawdę, wycofać się, schować za fasadą sztucznej, pozornej rzeczywistości. Ale – jak mówi stare porzekadło – kłamstwo ma krótkie nogi. A kiedy wychodzą na jaw prawdziwe fakty, czar pryska. Pozostaje gorycz, rozczarowanie, pustka. Sonia z oburzeniem dowiaduje się, że Andrei nie jest muzykiem w filharmonii, ale… gra na ulicy; nie ma genialnych dzieci, bo jego syn jest w więzieniu. Z kolei Sonia tonie w długach, a jej skomplikowane życie uczuciowe sprawia, że jest głęboko nieszczęśliwa i samotna. I ta przeraźliwa samotność bohaterów „Afterplay”, zniewalająca niechęć do jakichkolwiek zmian w życiu, niewiara w sens prób; poczucie, że już nic nie warto. Publiczność wychodzi z teatru ze smutną refleksją, że kiedy gasną światła i kurtyna opada, kończy się spektakl i fajerwerki, pozostaje naga prawda o każdym z nas.
BIŻUTERIA Z DUSZĄ

W Muzeum Ziemi Polskiej Akademii Nauk prezentowana jest wystawa „Biżuteria i małe formy rzeźbiarskie” Jacka Kozłowskiego (1943-2025) – ekspozycja absolutnie wyjątkowa. Jacek Kozłowski był rzeźbiarzem, malarzem, grafikiem, projektantem i pedagogiem – artystą wszechstronnym. Kształcił się w słynnym Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych im. Antoniego Kenara w Zakopanem pod kierunkiem wybitnych twórców m. in. Antoniego Rząsy i Władysława Hasiora. Następnie studiował w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu. Przez prawie dwadzieścia lat był wykładowcą Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie, gdzie prowadził zajęcia z zakresu sztuk pięknych. Konsekwentnie rozwijał swój talent, tworząc prace na pograniczu rzemiosła i sztuki, które prezentował na licznych wystawach w kraju i zagranicą. Jego dzieła trafiły do zbiorów w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Japonii, Australii, Włoch, Holandii, Belgii i Austrii. Fantastycznie wygląda biżuteria, wybrana na ekspozycję w Muzeum Ziemi: jest nie tylko efektowna, estetyczna, oryginalna, ale nawiązuje do pradawnych rytuałów, talizmanów i wykopalisk; przywołuje pamięć o historii. Te jubilerskie cacka zostały wykonane z rozmaitych surowców: miedzi, mosiądzu, srebra, drewna, muszli, kości, a nawet kamienia. Ozdabiają je wielobarwne chryzoprazy, czerwonawe jaspisy, szare granity, fioletowe ametysty, złociste bursztyny, mieniąca się masa perłowa. Każdy naszyjnik, bransoletka, łańcuch, broszka, pierścionek, kolczyki mają swoją historię. Mimo niewielkich rozmiarów emanują niezwykłą siłą wyrazu. Artysta najpierw wnikliwie zapoznawał się z wybraną bryłką kruszcu, by następnie zaprojektować odpowiednią formę i ją pieczołowicie wykonać. Pracę zawsze poprzedzało długie analizowanie formy, barwy i struktury materiału. Jak mówił, w każdym kamieniu zawarta jest rzeźba, trzeba ją tylko umiejętnie odsłonić. Sztuka była jego miłością i w niewielkiej pracowni powstawały jedna po drugiej wyjątkowe dzieła. To nie tylko wyrafinowana biżuteria o ponadczasowej urodzie, ale także małe formy rzeźbiarskie i finezyjne, miniaturowe skrzyneczki i szkatułki z okuciami. Te unikatowe obiekty powstały w efekcie ręcznego procesu tworzenia, dzięki temu mają dodatkową wartość. Widać w nich rękę mistrza, pochylonego godzinami nad każdym detalem. Taka jubilerska rzeźba nabiera znaczenia nie tylko jako artefakt, ale zyskuje w relacji z człowiekiem – osobą, która się nią ozdabia. Przypomnienie wybranych prac Jacka Kozłowskiego jest znakomitym pomysłem, bo te dzieła zasługują na to, by o nich pamiętać i je podziwiać.
FALE EUROPY
J. E. Jonathan Conlon, Ambasador desygnowany Irlandii w Polsce zaprosił na wyjątkowy koncert w Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Ten wieczór był okazją do prezentacji dziedzictwa kultury Irlandii, a na estradzie wystąpili artyści, interpretujący kompozycje, pieśni i taniec tradycyjny. Ambasador przypomniał, że w lipcu tego roku Irlandia po raz ósmy objęła prezydencję w Radzie Unii Europejskiej, a właśnie muzyka jest silnym pomostem łączącym różne kraje i kultury jako uniwersalny język, którym można wyrażać różne emocje. Polaków i Irlandczyków wiążą rozmaite festiwale folklorystyczne, współpraca artystyczna i wydarzenia kulturalne. Liam O’Connor (który wystąpił również na estradzie), dyrektor Irish Traditional Music Archive przypomniał, że przez wieki irlandzcy muzycy poznawali kierunki muzyczne, instrumenty i repertuar z innych krajów Europy – i można to usłyszeć w brzmieniu takich instrumentów jak skrzypce, koncertyna czy kobza oraz odnaleźć w tańcach, takich jak polka, mazurek czy walc. O tym mówi historia: polka wywodzi się z XIX-wiecznych Czech (wbrew nazwie wcale nie jest polskim wynalazkiem), walc – z Niemiec i Austrii. Utworów na harfę trzeba szukać u kompozytorów włoskich (Corelli, Vivaldi), dudy znano w Czechach, Francji, Anglii i Szkocji. Buzuki odkryto w państwach basenu Morza Śródziemnego, koncertynę skonstruował w 1829 roku angielski naukowiec. Od lat 60-tych XX wieku tradycyjna muzyka irlandzka rozbrzmiewa na festiwalach i w salach koncertowych Europy. I chociaż najbardziej popularni wykonawcy z Irlandii to legendarna rockowa grupa U2, The Cranberries (rock alternatywny) i folk-rockowa kapela The Pogues, to takie zespoły jak The Dubliners, The Chieftains, Clannad wprowadziły na listy przebojów irlandzki folk. Koncert „Fale Europy” przedstawił europejskie wpływy na irlandzką muzykę i taniec tradycyjny. Wystąpiło siedmiu artystów: Cormac Begley (koncertyna), Liam O’Connor (skrzypce), Louise Mulcahy (uilleann pipes), Brian Mac Gloinn (buzuki, śpiew), Sophie Ryan (harfa), Seamas Hyland (akordeon) i Stephanie Keane (taniec). Zostali przyjęci entuzjastycznie przez publiczność. W ramach programu kulturalnego irlandzkiej prezydencji w Radzie UE program zostanie zaprezentowany przez Ambasady Irlandii nie tylko w Warszawie, ale także w Berlinie i Bernie oraz przy ONZ w Genewie. Przy okazji warto wspomnieć, że również polskie zespoły chętnie sięgają do melodii z Zielonej Wyspy: Carrantuohill, Sushee, Beltaine, Dullahan, Bareash, Celtic Tree. A popularna grupa Kobranocka ma w swoim repertuarze przebój pod wymownym tytułem „Kocham Cię jak Irlandię”. Także zespół T. Love ma w dorobku słynny szlagier „Ajrisz” z refrenem „My true love is called Irish”. To fakt: muzyka łączy wszystkich.
BARWY CISZY

Imago Jewerly to miejsce, gdzie można upolować sobie wyjątkową, niepowtarzalną biżuterię artystyczną i zarazem galeria, prezentująca jubilerskie cacka. Naszyjniki, pierścionki, bransoletki, kolczyki i broszki z pracowni ciekawych twórców to miniaturowe dzieła – jedyne w swoim rodzaju. Teraz przyszedł czas na wystawę pokonkursową XXII Międzynarodowego Konkursu Sztuki Złotniczej Prezentacje 2026, organizowanego przez Stowarzyszenie Twórców Form Złotniczych. Wzięło w nim udział 137 artystów z 20 krajów. Hasło wywoławcze brzmi: cisza. Temat bardzo inspirujący: „W świecie, który mówi zbyt głośno, zbyt szybko i zbyt wiele, cisza staje się wyborem – przestrzenią refleksji, zatrzymania i wsłuchania się w siebie”. Jak widać, ciszę każdy rozumie inaczej. Może to być chwila relaksu, odpoczynku, oderwania od pracy, hałasu, zgiełku wielkiego miasta i gwaru rozmów. Hermetyczna, bezdźwięczna, surowa. Cisza dająca ukojenie, oddech, przestrzeń, swobodę myśli. Ale cisza może mieć również inny wymiar: niepokojący. Bo to także samotność, izolacja, niedopowiedzenie, bezruch, oczekiwanie na niewiadome, smutek, pustka. Jak przełożyć te emocje na biżuterię? Efekt jest niesamowity. Biżuteria staje się medium, w którym znaczenie ciszy nabiera swoistej formy i barwy, wychodząc poza hermetyczną biel. Sita Falkena (Holandia) w jednej z autorskich zawieszek „Silent Mind” zapisała przesłanie: „nie pozwól, aby zachowanie innych niszczyło twój wewnętrzny spokój”. To motto zawsze można sobie przypomnieć, spoglądając na nią. Nagrodzona brosza „Deep” (autorka: Lucie Houdukova Popelka – Czechy) jest skonstruowana z delikatnych form, przypominających kwiaty (dmuchawce?). Symbolizuje kruchość i przemijanie, ulotność chwili. Wojciech Zalewski proponuje pierścionek ze szkłem, w którym zatopione są nasiona maku – czyli cisza jak makiem zasiał (Nagroda Polskiego Jubilera). Jarosław Kolec widzi ciszę w pierścieniu z kryształu górskiego. To projekt idealnie przezroczysty jak bryłka lodu, zimny, sterylny. Przyciąga uwagę „Silence” – naszyjnik, wykonany przez Nicole Beck (Niemcy) z miedzi, emalii i sznurka. Ma kształt walca, mieniącego się połyskliwym, delikatnym błękitem i różem. Barwy przypominają subtelność kolorytu nieba, dopiero budzącego się dnia. Agnieszka Szeflińska sięgnęła do nietypowego materiału: skonstruowała obiekt biżuteryjny ze stalowej sprężyny od zegara, uzupełniając ją w środku bursztynowym koralikiem-okiem. Tytuł: „…tik…tak” przypomina o upływie czasu. A zatem jest to symboliczna w wymiarze filozoficznym spirala czasu. Z prac konkursowych wyróżnia się „Czarna chmura”. Autor – Denis Music (Ukraina) – ozdobił pierścień nieregularnymi formami, wykonanymi z… wełny. To cisza przed burzą. Kuratorka wystawy – Jolanta Gazda prezentuje (poza konkursem) naszyjnik „Potem była cisza”. Jest wyjątkowo efektowny, powstał z masy modelarskiej, drutu stalowego, żyłki i akrylu. Barwą przypomina formę uplecioną z kory brzozowej; biel przenika się z pasemkami brązu. Imago Jewerly potwierdza tą wystawą, że jest to kreatywne miejsce, idealne do poszukiwania skarbów, w którym obiekty podziwia się jak dzieła sztuki.
BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA
Fot. Jolanta Gazda – naszyjnik „Potem była cisza”



