Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
ŚWIĘTO RÓŻ
Wystawa, którą zaliczam do najważniejszych wydarzeń kulturalnych roku to Royal Rose – Królewska Wystawa Róż w Łazienkach Królewskich w Warszawie. Tradycja organizacji tej prezentacji sięga roku 1882, kiedy odnotowano ją w czasopiśmie „Ogrodnik Polski” jako „wielką uroczystość róży”. Wystawy róż odbywały się potem nie tylko w stolicy, ale w latach 1977-1999 znalazły miejsce w Starej Oranżerii i… nastąpiła 20-letnia przerwa. Jednak powróciły do Warszawy i Royal Rose cieszy się ogromnym zainteresowaniem publiczności – tym bardziej, że wystawa trwa zaledwie trzy dni. Na tegoroczną, 42. Królewską Wystawę Róż – Royal Rose 2026 zaprosili: Dr Marianna Otmianowska (Dyrektorka Muzeum Łazienki Królewskie) oraz Elżbieta Kosydar (Prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Ogrodnictwa SITO NOT). Wśród gości honorowych – m. in. Zamek Królewski w Warszawie, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Muzeum w Nieborowie i Arkadii, Ogród Botaniczny Polskiej Akademii Nauk, Muzeum Romantyzmu w Opiniogórze i wiele innych instytucji – zgodnie z hasłem „Bez róż ani rusz”. Galeria Rzeźby w Starej Oranżerii znakomicie podkreśla piękno tysięcy kwiatów o zachwycającej kolorystyce i różnorodnych odmianach. Bukiety, kompozycje, oryginalne aranżacje były dziełem mistrzów florystyki. Tradycyjnie wystawie towarzyszyły pokazy specjalne, warsztaty, kiermasz, a zwiedzający podziwiali okazy, przywiezione przez kilkudziesięciu wystawców. Róża to jedna z najstarszych roślin ozdobnych na świecie. Dużo wcześniej niż w Polsce odkryli jej urodę Francuzi, którzy już w 1867 roku zachwycili się różą herbacianą. Historia polskich odmian sięga początków XX wieku, chociaż już przedtem uprawiano je na potrzeby dworów. Co ciekawe, wraz z rosnącą popularnością róż pojawiła się moda (do której może warto wrócić?) na przypinanie bukiecików do ubrania jako wyraz zamiłowania do kwiatów. Jak odnotowali bywali w świecie redaktorzy „Ogrodnika Polskiego”, mieszkańcy ozdabiają się kwiatami w święta, a nawet noszą je w butonierkach w ciągu tygodnia. Tę modę szybko podchwycono w Warszawie: nie tylko wytworne elegantki, ale i panowie zatykali małe bukieciki w zapięcie frakowego guzika. Róże skutecznie podbijały także przestrzeń publiczną, pojawiając się w parkach, na trawnikach i podwórkach domów. Trudno się dziwić. Te wyjątkowej urody kwiaty występują w szerokiej gamie kolorystycznej: białe, kremowe, herbaciane, żółte, pomarańczowe, różowe, czerwone, purpurowe, bordowe, a nawet zielonkawe. A jak pachną marzenia? Oczywiście tak jak róże: nutą owocową (rześka energia poranka), korzenną (ciepło i tajemnica), piżmową (klasyczna elegancja), zieloną (świeżość po deszczu), zaskakująco (dla odkrywców i koneserów), kwiatowo (wielki bal w ogrodzie), nutą drzewną (szlachetny spokój) i… różaną (królewska esencja w czystej postaci).
KOLEKCJONERZY

Janusz Miliszkiewicz – felietonista miesięcznika „Art and Business”, autor (wraz z Mieczysławem Morką) głośnej książki „Kolekcja Porczyńskich – genialne oszustwo?” – od lat zajmuje się problematyką polskiego rynku sztuki. Jego najnowsza publikacja ukazała się pod znaczącym tytułem „Na rynku sztuki największym skarbem są ludzie”. Autor przedstawia kolekcjonerów i artystów, którzy opowiadają o swoich doświadczeniach i historii zbiorów. Na przykład Grażyna Kulczyk w 2003 roku udekorowała swój gabinet obrazami ekspresjonisty Eugeniusza Markowskiego. Wzbogaciły jej kolekcję sztuki abstrakcyjnej, w której były już prace Jadwigi Maziarskiej i Erny Rosenstein. Zorganizowała też wystawę Romana Opałki, po raz pierwszy pokazała w Polsce sztukę świetlną Jenny Holzer. Dla niej malarstwo abstrakcyjne nie narzuca jednoznacznej interpretacji, uruchamia wyobraźnię i pozwala na intymny dialog z dziełem. Jednak rozstała się z licznymi obrazami i… popularyzuje sztukę już tylko w Szwajcarii. Przeskakując wiele lat wstecz autor przypomina, że największą polską kolekcjonerką w historii była Gabriela Zapolska! W swoich zbiorach miała m. in. dzieła van Gogha, Gaugina, Seurata, Pisarra i Vuillarda. Do jednego ze spektakli w Paryżu, gdzie grała (bo zaczynała karierę nie jako pisarka, ale aktorka) plakat namalował słynny Henri de Toulouse-Lautrec. Ten plakat można obejrzeć w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie, w dziale najrzadszych zabytków. Ale Zapolska również sprzedała wszystkie posiadane arcydzieła i jej zbiory są obecnie rozproszone po świecie. Kolejny rozdział książki opowiada o wciąż działającym Muzeum Villa La Fleur w Konstancinie, które w 2010 roku otworzył Marek Roefler. W 2022 roku wydarzeniem artystycznym była tam wystawa Tamary Łempickiej (nie tylko obrazów, ale również ubrań, biżuterii i osobistych pamiątek artystki). Jak żartuje właściciel, dzięki muzeum nie jest wyłącznie anonimowym panem, zarabiającym duże pieniądze. Interesującą konkluzją kończy się wspomnienie o Wojciechu Fangorze, znanym malarzu i znawcy rynku sztuki. Otóż mówił, że inwestowanie w sztukę jest jak gra na giełdzie: nigdy nie wiadomo, jak się to skończy. Znał wielu bogatych Amerykanów, którzy mogli kupić obraz Picassa za sto tysięcy dolarów; po latach sprzedaliby go za sto milionów dolarów. Franciszek Starowieyski traktował kolekcjonerstwo jako misję społeczną. Nie ukrywał, że powiększa swoje zbiory dzięki wizytom w antykwariatach i… na perskich jarmarkach, gdzie wyłapywał okazje. Rzeźbiarz i były rektor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Adam Myjak zaczął gromadzić prace przyjaciół – artystów już w latach 70-tych ubiegłego wieku. Dopiero wiele lat później udostępniał je publiczności w Galerii Opera, którą kierował. Jest też rozdział, poświęcony wytrawnemu kolekcjonerowi porcelany: Ireneusz Szarek w 2003 roku pokazał swoje zbiory na wystawie na Zamku Królewskim w Warszawie i było to pasjonujące spotkanie z kruchymi, finezyjnymi cackami. To interesująca i pouczająca książka.
SZTUKA POZYTYWNA

W Galerii Lufcik Domu Artysty Plastyka (Okręg Warszawski Związku Polskich Artystów Plastyków) trwa wystawa Grupy Twórczej PositiveArt – i jest to prezentacja (zgodnie z nazwą grupy) z bardzo pozytywnym przesłaniem. Tematem tegorocznej ekspozycji jest „Harmonia Wszechświata. Fraktale”. Jak zaznacza Bożenna Leszczyńska (kurator wystawy, założycielka Grupy Twórczej PositiveArt i jednocześnie prezes ZPAP) jest to opowieść o porządku świata, rytmie natury, znakach zapisanych w elementach przyrody (liściach, chmurach, falach wody) i w tym, co wytwarza wyobraźnia artystów. A jest ich tu niemal 60-ciu, co daje obraz subiektywny, emocjonalny i niezwykle urozmaicony. Swoje widzenie świata i własne pojmowanie jego harmonii przekazują rozmaitymi technikami: malarstwem, rysunkiem, grafiką, tkaniną, obiektami przestrzennymi. Realizm kontra abstrakcja; matematyczny, geometryczny ład kontra swoboda niepokornej formy; chaos kontra porządek; ulotność chwili kontra nieskończoność wieczności. Fraktale rozumiane dosłownie jako obiekty, których detale – według definicji – przypominają kształtem całą strukturę można wypatrzeć w roślinach, liściach, drzewach, liniach brzegowych mórz i oceanów, w naczyniach krwionośnych organizmu, płatkach śniegu. Nazwę wymyślił w latach 70-tych XX wieku francuski matematyk Benoit Mandelbrot. Klasycznym przykładem zastosowania fraktali w sztuce są obrazy Jacksona Pollocka oraz bazylika Sagrada Familia w Barcelonie – projekt Gaudiego. Wystawę w DAPie otwierają magiczne, kolorowe kule Kamili Wojciechowicz-Krauze. To „Solaris”, pokryte tajemniczymi wzorami. Oznaczają nie tylko harmonię wszechświata, ale również radość i słoneczny blask. Andrzej Newelski zwrócił moją uwagę obrazem „Wieje”, z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Ogołocone z liści, pochylone pod naporem wiatru drzewo, pochmurne niebo, wyschnięte trawy. Taką scenę każdy z nas pamięta z jesiennych wędrówek. Alina Dorada-Krawczyk zilustrowała „Synergię”, przekładając temat na neonowe, energiczne barwy: czerwień i fiolet. Przyciąga uwagę ceramiczna forma „Fala – Wiatr”: w oryginalnej bryle Magdalena Piwko-Chudzik zamknęła siłę żywiołu. Wojciech Zembrzuski uchwycił subtelną „Konstrukcję” pajęczyny i powtarzalne sześciany plastra miodu („Gospodarka”). Bożenna Leszczyńska przenosi w „Harmonię fraktalną” nadmorskiego wybrzeża i w kosmiczną „Mgławicę Andromedy”, proponując podróż Ziemia-Niebo. Joanna Lohn-Zając przedstawia „Zimowe okno” z płatkami śniegu. Ewa Pszczółkowska uchwyciła samotność pejzażu poprzez niuanse błękitu i granatu wody, zarysu gór, szarości pochmurnego nieba. Bogusław Doba zwraca się z optymistycznym przekazem: „Szybować z nadzieją”, a Barbara Bielecka-Woźniczko widzi „Harmonię wszechświata” w muzyce Stanisława Moniuszki. Poza tym mnóstwo innych interesujących prac, ale dla mnie najciekawsza jest „Rzeczywistość” Marka Lewickiego, utkana jakby chaotycznie z różnych barw. Tak wygląda nasza codzienność: niespójnie, a przecież składająca się na pewną całość. W wplecionych w tkaninę lusterkach możemy odnaleźć własne odbicie – kształt chwili. Gościem Honorowym tegorocznej edycji jest Sooan Kim z Republiki Korei, której subtelne prace wnoszą wiele radości i spokoju, pokazując piękno świata.
Fot. Marek Lewicki – „Rzeczywistość”
MODERNISTYCZNE PIĘKNO

„Cóż wiesz o pięknem? Kształtem jest miłości” – pisał Cyprian Kamil Norwid. „Bo nie jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi do przypraw kuchennych, bo piękno na to jest, by zachwycało, do pracy – pracy, by się zmartwychwstało” (z poematu „Promethidion”). Opowiada o tym wystawa „Polski modernizm. Walka o piękno” (czynna do połowy października) w Willi Gawrońskich, w Alejach Ujazdowskich w Warszawie. Dążenie do piękna towarzyszy ludzkości od zarania dziejów i chociaż w każdej epoce rozumiane jest różnie, idea pozostaje ta sama: poszukiwanie idealnych form, elementów, przedmiotów wywołujących dobre emocje, wzbudzających zachwyt. Na wystawie o polskim modernizmie znajdują się dzieła znanych artystów (Marek Bimer, Zbigniew Horbowy, Maria Jarema, Julia Keilowa, Katarzyna Kobro, Jerzy Nowosielski, Erna Rosenstein, Władysław Strzemiński, Wojciech Zamecznik) i wielu innych. Meble, obrazy, szkło, ceramika, tkanina, rzeźby, przedmioty codziennego użytku. Wystawa zadebiutowała w Mediolanie w ramach Milan Design Week; w warszawskiej edycji znalazła swoje miejsce w historycznej willi z lat międzywojennych. Już z zewnątrz została ciekawie zaaranżowana: na czas ekspozycji budynek został otulony zieloną tkaniną techniczną stosowaną przy remontach, co koresponduje z wieloma eksponatami. Warto sprecyzować, co oznacza w tym kontekście słowo „modernizm”. To nie tylko styl, ale sposób myślenia, reakcja na wyzwania nowoczesności, ukierunkowanie na wartości estetyczne i praktyczne, związane z komfortem życia. Tak pojmowali idee modernizmu artyści XX wieku, tak samo ich kontynuatorzy, chociaż już w zupełnie innych okolicznościach. Modernizm można więc traktować jako postawę wobec sztuki. Dekoracyjność i efektowność ustępują prostocie formy, ale właśnie w tym ascetyzmie zawiera się rozumienie pojęcia piękna. Warto jednak zaznaczyć, że nie wszystkie przedmioty, które powstały w pracowniach artystów, zostały skierowane do masowej produkcji. Wiele z nich pozostało unikatowymi, pojedynczymi dziełami. Mają niepodważalną wartość jako symbol poszukiwań twórczych, niezależnych i nieograniczonych żadnymi wytycznymi i programami. Dzisiaj możemy ocenić prezentowane osiągnięcia polskiego designu i poszukać odpowiedzi na pytanie, na ile pomysły minionych lat przetrwały próbę czasu i czy wciąż wydają się atrakcyjne, nowoczesne. Wydobyte z magazynów Muzeum Narodowego w Warszawie i archiwum Wzorcowni Instytutu Wzornictwa Przemysłowego nawiązują udany dialog ze współczesnością, zaskakując klarowną formą, oryginalną barwą, pomysłowym użyciem surowców. Nic dziwnego, że obecni projektanci sięgają często do tego dziedzictwa kulturowego, znajdując w nim inspiracje, które przekładają na nowe materiały i technologie. Tak jak przed laty powstają prototypy i obiekty badawcze, a także konkretne wyroby. Polski modernizm to bogata skarbnica sztuki.
BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA


