Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Ilustracja do felietonu „W krainie magii”. Fot. „Ślady czasu” Joanny Hrk
DROGA DO SUKCESU

Słynni sportowcy wzbudzają zainteresowanie, nie mniejsze niż gwiazdy estrady. Adam Małysz, Andrzej Gołota, Iga Świątek, Robert Lewandowski, Anita Włodarczyk, Kamil Stoch, Robert Kubica, Justyna Kowalczyk…Ich osiągnięcia w rozmaitych dyscyplinach – na bieżniach, skoczniach, kortach, stadionach – imponują, budzą podziw i zachwyt. Potrafią skierować uwagę na tenis, skoki narciarskie, biegi lekkoatletyczne, boks, piłkę nożną, chociaż naśladowanie ich wyczynów jest niezwykle trudne. Najłatwiej oglądać ich na trybunach i… siedząc wygodnie przed telewizorem. Bo do uprawiania sportu niezbędna jest żelazna kondycja fizyczna, nieustanne szlifowanie formy, mordercze treningi, wyrzeczenia. Przepis na sportowca z sukcesami to talent, ciężka praca, determinacja. Opowiadał o tym nasz utytułowany siatkarz: Andrzej Wrona podczas interesującego spotkania w salonie Volvo Car Warszawa. Licznie przybyli goście wieczoru wybrali bardzo dobrze, decydując się na udział w tym wydarzeniu, bo nie tylko mogli podziwiać perfekcyjnie zaprojektowane auta, ale przede wszystkim dowiedzieć się, jak wyglądała droga do sukcesu Andrzeja Wrony. Urodzony w Warszawie, przygodę ze sportem rozpoczął już jako 11-latek. Zawsze sporo wyższy od swoich kolegów z klasy, wysoki wzrost pretendował go do piłki siatkowej. Wspominał, że decydując się na zajęcia sportowe, musiał zrezygnować z rozrywek, charakterystycznych dla dzieci i nastolatków – i był to jego świadomy wybór. Poranny trening, szkoła, a potem odrabianie lekcji i… pora spać, bo następnego dnia znów trzeba zacząć ćwiczenia. Ale wysiłek się opłacił. Zawodnik awansował, zaliczając kolejne etapy sportowej kariery: mistrzostwa kadetów, juniorów, seniorów; Puchar Polski, Super Puchar Polski, Puchar Challenge; Mistrzostwa Świata, Liga Narodów. Dzisiaj Andrzej Wrona jest już na sportowej emeryturze: w 2025 roku zakończył aktywny udział w rozgrywkach. W Hali Torwar w jego pożegnalnym meczu uczestniczyło 60 zawodników z Polski, Argentyny i USA. Andrzej Wrona rozpoczął noiwy etap pracy zawodowej jako dziennikarz radiowy i telewizyjny, relacjonujący wydarzenia ze świata siatkówki (autorski program „3 sety z Wroną”), angażuje się aktywnie w działalność charytatywną, a nawet zagrał w filmie „Bejbis” w reżyserii Andrzeja Szaramowicza. Jako mówca motywacyjny spotyka się z publicznością, opowiadając o blaskach i cieniach sportu. Bo to nie tylko sukcesy, ale i porażki, czasami nieporozumienia z trenerami i innymi zawodnikami. Trudności trzeba przezwyciężać, bo kiedy wychodzimy na boisko, jesteśmy jedną drużyną i gramy do jednej bramki – tłumaczył. Na tym polega gra zespołowa, taka jak siatkówka. Goście spotkania mogli zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z Andrzejem Wroną, co dla niektórych było nie lada przygodą, bo zawodnik mierzy 205 cm wzrostu. A także dotknąć i sfotografować złoty medal Mistrzostw Świata z 2014 roku – cenne trofeum w jego kolekcji. Odbyło się również losowanie piłki z autografem Andrzeja Wrony, która trafiła do rąk uszczęśliwionej uczestniczki wieczoru.
OBOK NAS

Gabriela Michalczuk jest świeżo upieczoną absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. W tym roku obroniła dyplom i od razu wybrała się ze swoimi pracami na podbój stolicy. Swoją wystawę w Galerii Artinfo zatytułowała „Odkrycia”, ale to ona jest odkryciem artystycznym. Bo obrazy, które przywiozła do Warszawy fascynują, zaskakują, zastanawiają. Gabriela Michalczuk ma już za sobą debiut autorski: wystawę indywidualną „Ślad obecności” w gdańskiej Galerii Żak oraz udział w rozmaitych ekspozycjach zbiorowych w Gdyni, Gdańsku i Zakopanem. Te prace mają nie tylko wartość estetyczną, ale skłaniają do refleksji. Jak mówi artystka, w centrum uwagi jej poszukiwań twórczych jest człowiek, ukazywany w zwyczajnych, codziennych sytuacjach. Realistyczne (może nawet nadrealistyczne, namalowane z fotograficzną precyzją) wielkoformatowe płótna przedstawiają, a raczej odtwarzają kadry – jakby klatki filmu, zatrzymane w ułamku sekundy. Przetworzone farbami na idealnie gładką powierzchnię obrazu pulsują emocjami, ekspresją ruchu i wyrazu; intensywnymi uczuciami. Przyciągają uwagę drobiazgowymi detalami, które można długo odnajdywać w przedstawionej scenie i starać się odczytać ich ukryte znaczenie. Artystka dużą wagę przywiązuje do światła, które wydobywa najistotniejsze szczegóły, buduje klimat. Całe sens tej twórczości zamyka się w podtekstach: w psychice modeli i ich wewnętrznym niepokoju. To najczęściej jej bliscy, znajomi, uchwyceni w niewielkich pomieszczeniach: kuchniach, pracowniach, pokojach, sypialniach. Żyją razem, ale zarazem osobno, pogrążeni w swoich myślach, rozterkach, samotności. To, co jest tylko powierzchnią, nie interesuje tak bardzo artystki jak to, co pozostaje w głębi – czyli tytułowe „Odkrycia”. Jesteśmy obok siebie, a jednocześnie tak daleko. Pozorna bliskość i spokój to tylko skorupa, która zmienia się w izolację, lęki, poczucie osamotnienia, bezradność, niepokój. Zagubieni w tłumie czasami doskonale bawiących się ludzi, wyobcowani, wyalienowani. Ten moment wewnętrznego zagubienia wydaje się inspirować artystkę do tworzenia prac, w których możemy odnaleźć samych siebie i jakby wejść w środek akcji. „Obca” z jej obrazu pozwala nam zajrzeć do sypialni, odczytywać tajemniczy kod z wnętrza dłoni. Może nadaje S.O.S.? Dziewczyna patrzy na nas z wahaniem, wyczekująco. „Statysta” – zwyczajna, wręcz pospolita scena w kuchni. „Między światami” – chwila oddechu w pracowni, w natłoku przedmiotów i impulsów. „Przenikanie” – spotkanie towarzyskie, jeszcze teraz, za chwilę stanie się przeszłością. Gabriela Michalczuk poszukuje ważnych spraw, ukrytych pod powierzchnią przeciętności. To mądre, filozoficzne widzenie świata i ludzi, wymagające uważnego spojrzenia.
Fot. Obraz „Obca” Gabrieli Michalczuk
W KRAINIE MAGII
Wszyscy lubią otrzymywać prezenty – ja również, toteż bardzo cenię kalendarz Joanny Hrk „Opowieści Jednorożca”, który dostałam na początku roku od autorki. Nie wiadomo, kiedy już minęło pół roku i zaczął się sierpień, ale każdy miesiąc ozdobiony jest tak magicznymi obrazami, że warto o nich opowiedzieć. Joannę Hrk poznałam przy okazji jej wernisażu masek w Galerii Delfiny. Twórczość artystki zafascynowała mnie od pierwszego wejrzenia: tajemnicza, baśniowa, emanująca spokojem sceneria i zarazem symbolika, której rozszyfrowanie jest nie lada przygodą filozoficzną. Każdy z obrazów, ilustrujących kolejny miesiąc, skomentowany jest poetyckim opisem. Sierpień ilustruje praca „Ślady czasu”. Gigantyczna ryba, zanurzona w morzu błękitu, zmierza do bukietu białych kwiatów, w których kryje się wytworna biżuteria – perły i cenne kamyki. Jest tam też połyskująca zielono-niebieskimi skrzydełkami ważka. Skąd kwiaty i owad w morskiej otchłani? Oto wytłumaczenie: „Mówią, że w głębinach, gdzie kwiaty kwitną wśród liści, czas gubi swoje tryby i klucze. Tam pływa ryba z pazurem w płetwie – wydobywa z dna wspomnienia, które morze chciało zatrzymać dla siebie. A kiedy światło dotknie wody, przylatuje ważka, by unieść te historie ku powierzchni i opowiedzieć je wiatrowi”. Ta baśniowa ilustracja będzie towarzyszyć mi przez cały miesiąc, a kiedy przyjdzie wrzesień pojawi się cała ławica ryb. To ryby-klucze do tajemnicy wszechświata, otwierające niewidzialne drzwi Atlantydy. Płyną w jednym kierunku, dokąd wskazuje im czas. Asamblaż „Zanim Jonasz” powraca do biblijnej opowieści o Jonaszu: proroku, połkniętym przez wielką rybę. Na ilustracji walczą ze sobą : groźna praryba, pożerająca klucz za kluczem do kolejnych drzwi i zarazem wiedzę tajemną oraz demoniczny smok. On jest jeszcze silniejszy, bo otwiera kłódkę nie używając żadnego klucza. Listopad i „Oko w oko” – konik morski, zanurzony w szafirowo-zielonej wodzie. Kruchy, delikatny, a jednocześnie pełen gracji. Komentarz autorski do tego obrazu: „Stanąć oko w oko z innym i przetrwać w spokoju, bez strachu, w oczekiwaniu na nowe”. I jeszcze grudzień i fantastyczna kompozycja „Przytulić światłość”, na którym ryby, ptak, kwiaty, bańki powietrza i sznury brylantów układają się w symbiozie w intrygującą scenę. Blask w morskiej toni jak błysk nadziei w mroku duszy. „Opowieści Jednorożca” Joanny Hrk uwodzą nieposkromioną fantazją, spokojnym kolorytem, niepowtarzalnym nastrojem. Jednorożec – śnieżnobiały koń z pradawnych legend symbolizuje siłę, dobro i mądrość. Postać mityczna, nikt go nie widział, więc każdy wyobraża go sobie inaczej. Tak wiele ma do przekazania. Okruch księżyca, dziewczyna na wielorybie, blask księżyca i wyprawy morskie, moc zatrzymana w bezruchu…Mityczny Jednorożec zabiera w barwny, baśniowy świat, który metafizycznie ukazuje nasze zmagania z upływającym czasem.
MYŚLI NIEZAPOMNIANE

Magdalena Dobrucka studiowała w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, a jej twórczość koncentruje się wokół niekonwencjonalnych form medalierskich. W 2021 roku w Domu Artysty Plastyka na wystawie „Medale” zaprezentowała prace z trzydziestu lat, zaskakujące różnorodnym kształtem, odbiegającym od tradycyjnych medali. Teraz ponownie w tym samym miejscu możemy podziwiać imponujący dorobek artystki: kilkadziesiąt oryginalnych, ekspresyjnych prac. „Myśli pogubione” – tak brzmi tytuł ekspozycji. To zarazem tytuł jednego z jej medali, jednocześnie klucz do zrozumienia całej wystawy. Motywy przewijające się przez prace znamy z codzienności, historii i mitów. Jak pisze autorka „to nie jest wystawa do powierzchownego obejrzenia – to przestrzeń do pobudzenia naszej wyobraźni, przekroczenia granicy pierwszego wrażenia i odkrycia innego świata, który zaczyna się tam, gdzie kończą się proste odpowiedzi”. Człowiek, jego uczucia i świat dookoła. Zwięzła forma, syntetyczna, a przecież z zauważalną energią rysują się kształty, inspirują do refleksji. Symboliczne „Gołębie weneckie” przelatują wokół profilu zamyślonego mężczyzny, stając się metaforą poezji, tęsknoty za czymś niewidzialnym i nieuchwytnym. „Sąsiad” to przewrotnie rozpędzony, uchwycony w dynamicznym ruchu rumak. Pionek i skoczek ilustrują grę w „Szachy”. Praca „Bez słów”, dedykowana kobietom nawiązuje do klasycznych, antycznych rzeźb. Zarys katedry „Notre Dame”, małe „Smuteczki” dziewczynki z warkoczykami, ekspresyjny „Krzyk Anioła”, uskrzydlony „Pegaz”, „Cisza” oznaczona subtelnymi fałdami materii i piórkiem nieobecnego już tu ptaka, monumentalne „Oratorium”. Tematy muzyczne: „Piccolo”, „Walc” i „Muza” – natchnienie artystów. Wzruszające studium smutku: „Łza” i „Dwa światy samotności”. Biblijne „Narodziny Ziemi” – zabawki w rękach Boga, „Nieznana nuta” spod palców muzyka, „Król” z miniaturową złotą koroną i pilny „Skryba”. Cykl, podejmujący motyw wyciszenia i wsłuchania w siebie: „Tylko szeptem”, „Szepty traw”, „Ukryte szepty”. Jak pisze historyk sztuki dr Dominik Maiński, w centrum uwagi artystki jest człowiek. Ten konkretny (Alfons Mucha, Dante, Rubens) i ten anonimowy, lecz obdarzony pewnymi atrybutami (Żeglarz, Kontestator, Ptasznik, Sędzia, Żniwiarz, Król, Berenika, Trybun, Obserwator). Medale Magdaleny Dobruckiej to specyficzne, niewielkich rozmiarów rzeźby, zamknięte w okrągłych lub zbliżonych do kwadratu płaszczyznach, z których wymykają się elementy przestrzenne, jak gdyby wychylając się wprost do widzów. „Myśli pogubione” to przewrotny tytuł, bo zatrzymują się w materiale, zastygają, unieruchamiają i pozwalają przyjrzeć się im bliżej, odczytać, zrozumieć. Bohaterowie przesuwają się kolejno, defilują, odsłaniają swoje wnętrze. Są jak „Listy niewysłane” – a to tytuł jednej z prac na wystawie.
BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA
Fot. Magdalena Dobrucka – „Narodziny Ziemi”


