O maturach z języka polskiego i o tym jak skutecznie się uczyć opowiada Pani Marianna Łacek OAM
Share
Pani Marianna Łacek OAM w otoczeniu maturzystów. Zdjęcie pochodzi z archwium Pani Marianny Łacek.
Rozmowa z Panią Marianną Łacek OAM, nauczycielką Secondary College of Languages w Chatswood w Nowej Południowej Walii, prezeską Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Australii.
Pani Marianno, jak długo naucza Pani języka polskiego na emigracji?
Aż trudno uwierzyć, ale na początku tego roku minęło 55 lat. Do Sydney przypłynęłam włoskim statkiem Achilles Lauro na początku lutego 1971 roku. Pamiętam, to był wtorek, a w najbliższą sobotę znalazłam się w Polskiej Szkole w Ashfield. Lekcje odbywały się w Domu Polskim. Właśnie powstawały klasy gimnazjum, które założył Pan Stanisław Śronek, ówczesny Inspektor z Polskiej Macierzy Szkolnej. Pani Magda Rzuska miała uczyć Języka Polskiego, a ja Nauki o Polsce.
Przyjechałam na zaproszenie Wujostwa z zamiarem zebrania materiałów do pracy doktorskiej z … Geomorfologii. Los pokierował jednak moim życiem inaczej. Uznano mi nauczycielskie kwalifikacje i otrzymałam pracę w australijskiej szkole, jako nauczycielka angielskiego. Ukończyłam na Uniwersytecie Sydnejskim podyplomowe studia z zakresu dwujęzyczności. Otrzymałam stypendium do USA na wakacyjne studia nauczania języków (SALT – Summer Academy of Language Teaching)…
Polskiego uczyłam prawie cały czas za wyjątkiem kilku przerw na urodzenie czworga dzieci. Kiedy powstały prowadzone przez Departament Edukacji Sobotnie Szkoły Języków – byłam jedną z niewielu osób, które otrzymały prawo nauczania języka polskiego.
Czy kiedykolwiek udało się Pani policzyć swoich uczniów, choćby tylko tych, których przygotowała Pani do polskiej matury?
Mam pokaźną teczkę, taki skoroszyt, z napisem na grzbiecie ‘Dawni Uczniowie’. Zamierzam do niego zajrzeć któregoś dnia, ale jak na razie bardziej absorbują mój czas aktualni uczniowie niż wspomnienia przeszłości.
Chociaż są uczniowie, których pamiętam nawet z tamtej mojej pierwszej gimnazjalnej klasy: Zosia Krupska, Eva Andrusiewicz, Romek Paźniewski… Pamiętam wielu dawnych maturzystów, tych późniejszych z lat 80. Nawet jeśli twarz uleciała z pamięci wystarczy, że ktoś wspomni nazwisko ja natychmiast przywołuję imię i jak na filmie wracają zdarzenia ze wszystkimi szczegółami…
Na konferencjach nauczycielskich z udziałem rodziców, jakie organizujemy, spotykam nieraz dawnych uczniów (ich dzieci zdają teraz maturę). Przywołują oni lekcje polskiego, które szczególnie utkwiły im w pamięci, twierdząc, że to wywarło wpływ na ich życie. Ja też te lekcje pamiętam. Zdarzało mi się uczyć klasę, w której było jedno z moich dzieci. Najlepszym komplementem jaki dostałam od mojego nastolatka było – Mamo oni ciebie naprawdę lubią. A maturzysta, który karnie musiał być przeniesiony do innego ośrodka, odchodząc, oświadczył dyrekcji (oczywiście po angielsku) Pani jest najlepszą nauczycielką jaką kiedykolwiek miałem.
Jak Pani ocenia podejście młodych Polaków do matur 30-40 lat temu, a jak jest dzisiaj? Mam tu na myśli osobiste zaangażowanie, regularność uczestniczenia w zajęciach, odrabianie prac domowych.
Odpowiadając na to pytanie trzeba wziąć pod uwagę kilka ważnych aspektów. Kilkadziesiąt lat temu do matury przystępowali tutaj uczniowie, którzy nie tak dawno wyjechali z Polski. Oni znali język polski bardzo dobrze, ale byli to nastolatkowie często zagubieni, wyrwani ze swojego środowiska. W polskiej klasie, raz w tygodniu stawali się na powrót sobą. Oni nie potrzebowali odrabiać zadań domowych z polskiego. Często wystarczyło im kilka wskazówek jak prawidłowo przygotować się do egzaminów. Najważniejsze było pomóc im w opanowaniu systemu tutejszego szkolnictwa. Różniło się ono bardzo od polskiego, w jakim wyrośli. Rozumiałam ich, bo jako nauczycielka przeżyłam to na własnej skórze.
Inny był program maturalny języka polskiego. Inne wymagania egzaminacyjne. Zmieniały się one kilka razy. Nie były to zmiany drastyczne, raczej powolne. Ale kiedy porównuję arkusz egzaminacyjny z r. 1990 a ten z 2025 – to różnica jest kolosalna. Nie mogę powiedzieć, czy egzamin był trudniejszy czy łatwy – on był po prostu inny.
Uczniowie, którzy decydują się obecnie, aby wybrać do matury język polski, to z wyjątkiem pojedynczych przypadków, dzieci już tutaj urodzone. Niejednokrotnie drugie lub trzecie pokolenie, często dzieci małżeństw mieszanych. Trójjęzyczni uczniowie nie należą do rzadkości. Dlatego na bieżąco współpracujemy z rodzicami, aby wspólnie ustalić najodpowiedniejszą taktykę działania.
Jeśli uczniowie widzą sens zadania domowego, jakie dostają, to w zasadzie do wyjątku należy, żeby ktoś tego nie zrobił. Ja staram się podchodzić do uczniów indywidualnie. Stosuję wymagania w zależności od potrzeby językowej każdego z nich. Zapytałam jednego z uczniów przedmaturalnej klasy, z kim w domu rozmawia po polsku – z nikim, odpowiedział. U mnie w domu nikt po polsku nie umie. Oczywiście, uczeń ma polskie pochodzenie, bo jest to warunek przyjęcia do Secondary College of Languages. Zadanie domowe jakie dostał i konsekwentnie ‘odrabiał’ to rozmowa z kuzynami w Polsce, przynajmniej godzinę, raz w tygodniu. Po maturze zaprosili go na Boże Narodzenie do Polski.
Jak Pani zdaniem dobrze przygotować się do egzaminu Higher School Certificate (HSC)?
Przede wszystkim istotny jest dobór przedmiotów. Jeśli uczeń wybiera przedmioty zgodnie ze swoimi zainteresowaniami na pewno łatwiej będzie mu się uczyć i przygotowywać do egzaminów.
Ważna jest organizacja pracy. Już na samym początku 11 klasy (przedmaturalnej) dobrze jest przygotować dla każdego przedmiotu oddzielny skoroszyt – teczkę, aby tam wkładać wszystkie otrzymane w szkole materiały. Będą jak znalazł do przedegzaminacyjnej powtórki
Po powrocie ze szkoły należy przejrzeć notatki z każdego przedmiotu. To nie jest jeszcze odrabianie zadań domowych. To utrwalenie, ugruntowanie wiedzy, przeniesienie zdobytych wiadomości z pamięci chwilowej do trwałej. Jeśli się tego utrwalenia nie dokona ta wiedza szybko ulatuje, popada w zapomnienie. Uczenie się tego samego zajmuje potem o wiele więcej czasu.
Należy regularnie wykonywać zadania wyznaczone przez nauczyciela każdego przedmiotu. Rozpocząć pracę tego dnia, kiedy została ona zadana. Absolutnie nie odkładać na ostatni wieczór. Musi być czas, aby wszystko przed oddaniem nauczycielowi jeszcze raz przejrzeć, sprawdzić, nanieść poprawki czy uzupełnienia. Ważne jest, aby stosować się do uwag nauczyciela.
Jakie są różnice pomiędzy egzaminami HSC a maturą w Polsce?
Zasadnicza różnica polega moim zdaniem na tym, że w Australii o przyjęcie na studia decyduje wynik ATAR (Australian Tertiary Admision Ranking). Oczywiście, z wyjątkiem studiów muzycznych czy artystycznych. Tak więc na dobór przedmiotów maturalnych mają przede wszystkim wpływ zainteresowania oraz zdolności każdego ucznia.
Jeśli maturzysta zdobył wystarczającą ilość punktów, aby dostać się na dany kierunek studiów, a nie zdawał wymaganego tam przedmiotu, musi przed rozpoczęciem roku akademickiego zaliczyć wakacyjny kurs wyrównawczy organizowany przez uniwersytet.
W Polsce natomiast uczniowie muszą dokładnie wiedzieć, co chcieliby studiować i w zależności od tego wybierać wymagane na danym kierunku przedmioty. Dotyczy to nie tylko matury. Nawet kończąc szkołę podstawową (8 kl.) decydują o profilu szkoły średniej – humanistyczny, przyrodniczy, nauk ścisłych, czy technikum zawodowe. To chyba stanowczo za wcześnie na podejmowanie decyzji, które skutkować będą przez całe życie.
Należy wyraźnie podkreślić różnicę w egzaminie maturalnym z języka polskiego. Maturę z polskiego w Polsce można porównać do matury z angielskiego w Australii. Natomiast język polski jest tutaj oceniany na zupełnie innych zasadach. To jest egzamin praktycznej znajomości języka. Sprawdzane i oceniane są kompetencje ucznia w podstawowych aspektach językowych. Jest to: umiejętność dyskutowania na przygotowany temat, rozumienie i analiza tekstów wysłuchanych i przeczytanych (odpowiada się po angielsku) oraz umiejętność pisania po polsku.
Nasi uczniowie, mówię o Sydney, bo tych znam, otrzymują bardzo dobre wyniki. W zdecydowanej większości uzyskując ‘Band 6’ czyli powyżej 90%. Do tej pory, język polski jest dla każdego z polskich maturzystów najlepiej zdanym przedmiotem, co zdecydowanie podwyższa ich wynik ATAR. Australia jest jednym z nielicznych krajów, w którym matura z ojczystego języka (community language) liczy się do ogólnej punktacji na równi z każdym ze zdawanych przedmiotów.
Jaka jest rola rodziców, co powinni robić, by dziecko dobrze przygotowało się do matury? Jak współpracować ze szkołą?
Przygotowanie do matury należy rozpocząć od jak najwcześniejszego wdrażania dziecka do systematycznej pracy. Nie jest to łatwe, szczególnie w przypadku dziecka zdolnego, które większość zadań wykonuje w szkole i właściwie do domu ma niewiele zadane. Zawsze jednak można zachęcić córkę lub syna do czytania, podsuwając im ciekawą książkę. Dziecko wdraża się do intelektualnego spędzenia określonego czasu w domu, a rodzice zyskują temat do rozmowy z nim.
Nawyk regularnej pracy będzie niezwykle pomocny w przygotowaniu się do egzaminów szczególnie w czasie dwu ostatnich lat przed maturą. Właśnie wtenczas najbardziej sprawdza się polskie przysłowie: Najwięcej czasu ma ten, kto nigdy niczego nie odkłada na później.
Niezwykle istotny jest również kontakt ze szkołą i to nie tylko podczas tzw. ‘wywiadówki’. Nauczyciele cenią sobie rodziców, którzy wykazują zainteresowanie tym czego ich dziecko się uczy. Dbający rodzice znajdą czas, aby umówić się na spotkanie z nauczycielem każdego przedmiotu. Szczególnie będzie to potrzebne tam, gdzie uczeń nie czuje się pewnie, ma problemy. Problemom należy zaradzić jak najwcześniej. Szkoła często organizuje dodatkowe konsultacje dla maturzystów. Jest to idealna okazja, aby poprosić nauczyciela o pomoc i z niej skorzystać.
W niektórych przypadkach rodzice szukają pomocy z zewnątrz, organizując prywatne korepetycje. Ale trzeba podchodzić do tego rozważnie. Zaniepokoiło mnie kiedyś, że jeden z uczniów w maturalnej klasie angielskiego był na lekcji nieuważny, ociągał się w wykonywaniu moich poleceń. Na pytanie o przyczynę, odpowiedział – Ja to będę robił z moim korepetytorem po południu, przecież za coś mu rodzice płacą.
Czy młodzież używa języka polskiego na co dzień, zwłaszcza gdy jeden rodzic jest Polakiem. Czy młodzi ludzie potrafią rozmawiać ze sobą w języku polskim?
Pamiętajmy, że język, to narzędzie komunikacji. W rozmowie dobieramy zwroty i słowa, aby jak najlepiej wyrazić to co chcemy przekazać. Używamy języka, w którym będziemy się mogli swobodnie porozumieć z naszym rozmówcą – po polsku lub po angielsku.
Chcielibyśmy to przekazać dzieciom, ale czy nam się udaje? Najczęstszym powodem, dla którego ‘zamykamy naszym dzieciom buzie’ jest powtarzane w domu – Mów po polsku! Dziecko chce nam coś powiedzieć, coś ważnego zakomunikować – miesza języki. A my ucinamy: ‘Mów po polsku!’ Tego robić nie wolno! Konsekwentnie, zadawać pytania po polsku, a nawet powtarzać niektóre odpowiedzi dziecka poprawną polszczyzną – Aha, mówiłeś, żeście ten mecz wygrali… Należy pomóc dziecku wzbogacać polskie słownictwo poprzez słuchanie bajek czy oglądanie polskich filmów.
O każdy z języków trzeba dbać. Pomóc mu się rozwijać. Nie można dopuścić do tego, żeby nastolatek był ‘upośledzony językowo’ – jak gdyby zamknięty pomiędzy dwoma a nieraz nawet i trzema tylko częściowo rozwiniętymi językami. Angielski – na poziomie podwórkowym. Wystarczy, żeby się komunikować z kumplami. Polski – na poziomie poleceń z kuchni i porządku w pokoju, a czasem jeszcze ten trzeci język do rozmowy z ‘tamtymi’ dziadkami.
Młodzież rozmawia ze sobą po angielsku, bo to jest ich język serca i umysłu. Nie należy im tego bronić. Natomiast w domu należy stwarzać jak najwięcej sytuacji, żeby wszyscy członkowie rodziny mogli mówić po polsku. Internetowe kontakty z polskimi rówieśnikami oraz z mieszkającą w Kraju rodziną są bezcenne. Dlatego ważne jest także jak najwcześniejsze zapisanie dziecka do polskiej szkoły. Tam w klasach szkoły średniej, a szczególnie w dwu przedmaturalnych latach mówimy tylko po polsku. Uczniowie to akceptują i przestrzegają ustanowionych zasad.
Jaką stosuje Pani metodykę w nauczaniu języka polskiego? Na co kładzie Pani nacisk? I czy widoczne są efekty?
Najważniejsze, to trzeba lubić to co się robi, trzeba mieć do tego motywację – i to przekazać uczniom. Oni muszą polubić polską klasę, do której chodzą w sobotę rano. Muszą mieć motywację, aby się uczyć polskiego. I to jest główna rola nauczyciela. Ja lekcje prowadzę intensywnie. Nie ma straconych minut. Wchodząc do klasy każdy uczeń otrzymuje albo swoją pracę z poprzedniej soboty do poprawienia, albo tekst do nowej lekcji. Kilkanaście minut na sprawy administracyjne, to w przeciągu roku dużo czasu. Nie może się to odbywać kosztem uczniów.
Proste zapisanie tematu lekcji na tablicy oraz słownie daty, pomaga uczniom w zapamiętaniu liczebników i nazw miesięcy, bez żadnego dodatkowego wysiłku. Potem, króciutkie przypomnienie / uporządkowanie jednego zagadnienia z pisowni, oczywiście w powiązaniu z gramatyką. To na podstawie błędów jakie ostatnio popełnili.
Nowa lekcja musi być podana ciekawie i w taki sposób, aby wszystko było zrozumiałe dla każdego ucznia. Jestem zwolenniczką humoru i przyjemnej atmosfery, ale też i dyscypliny. Staram się nie zwracać uwagi uczniom. Jeżeli zdarzy się, na przykład, że telefon ‘wyjrzy’ z kieszeni, upominam go (telefon, nie ucznia). Jeśli ‘wyjrzy’ powtórnie, biorę go i stawiam na swoim biurku z reprymendą – nie wiesz jak się w klasie zachować, posiedzisz tu tak długo, aż się nauczysz, żeby nie sprawiać kłopotu swojemu właścicielowi. Skutkuje!!!
Lekcje kończymy półgodzinnym pisaniem po polsku, na czas. Na tablicy zapisany jest temat związany z lekcją. Wychodząc każdy daje mi swoją zapisaną kartkę oraz przywołuje jedną, konkretną rzecz, której się dzisiaj nauczył. Nie wolno powtarzać tego co już ktoś inny powiedział. Proste zadanie mobilizuje wszystkich do koncentracji podczas lekcji, bo wiedzą co ich czeka na koniec.
Parę lat temu zbuntowana nastolatka postanowiła zrezygnować z matury. Otrzymałam informację z jej szkoły, że chce tylko zdawać polski (to nie jest możliwe). Dlaczego? – ‘Bo polska nauczycielka jest jedyną osobą, która mnie lubi’… Kilka rozmów z dyrektorką szkoły, z wychowawczynią tej klasy, z rodzicami i z samą dziewczynką – pomogło. Maturę zdała. Teraz kończy studia. Tak. To prawda. Ja lubię każdego z moich uczniów, szczególnie tych z problemami.
Bardzo trudno jest dzisiaj, w mojej ocenie, wybrać kierunek studiów ze względu na dynamikę zmian na rynku pracy, a przede wszystkim postęp technologiczny. Co mogłaby Pani doradzić młodzieży, jaką ścieżkę kariery?
Są uczniowie, którzy już od najwcześniejszych lat wykazują zainteresowania w jakimś konkretnym kierunku. Nieraz jest to pod wpływem rodziny. Zdarza się, że dziecko lekarzy czy prawników wybiera podobną karierę. Ale to nie jest reguła i wcale nie musi tak być.
Dla tych, którym jest się trudno zdecydować, uniwersytety w Australii oferują kierunek ‘Arts’. Podczas trzech lat studiów, niezdecydowani mogą wybierać sobie przedmioty, którymi w przyszłości chcieliby się zająć. Pamiętam, przemowę, jaką wygłosiła do absolwentów Arts, Pani Profesor, Prorektor Uniwersytetu Sydnejskiego.- To nie jest koniec, to dopiero początek waszej kariery – powiedziała. Teraz dopiero macie wyobrażenie, w jakim iść kierunku, co studiować, kim chcielibyście być.
Panuje przekonanie, że nieraz łatwiej jest ukończyć studia niż potem znaleźć dobrą pracę. Składa się na to wiele czynników. Znam przykłady, kiedy udokumentowana egzaminem maturalnym dwujęzyczność była tym atutem, który przechylił szalę na korzyść młodego Polaka.
To właśnie pomoc i ułatwienie w wyborze kariery młodym Polakom w Australii, przyświecały Panu Andrzejowi Raczkowskiemu, który przekazał 6 milionów dolarów swoich oszczędności, na utworzenie za pośrednictwem Equity Trust, Wieczystej Fundacji. Praktyczne wykonanie tego zadania dał w moje ręce. Nie tylko jako nauczycielki maturzystów, ale także jako jednej z założycielek i prezesa australijskiego Zrzeszenia Nauczycieli Polskich. Wspólnie z Zarządem tworzymy Komitet dysponujący tymi pieniędzmi. Już od tego roku Fundacja Elżbiety Raczkowskiej wspiera naszych maturzystów języka polskiego niebagatelną sumą $180 000. Warto, aby jak najwięcej młodych Polaków w Australii mogło wykorzystać tę dodatkową motywację dla swojej kariery. Wystarczy tylko wybrać język polski do matury.
Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę sił na dalsze lata pracy z młodzieżą.
Rozmawiała Magdalena Jaskulska
Rozmowa przeprowadzona została na prośbę Departamentu Edukacji Nowej Południowej Walii.



