Jan Kisielewicz – Pocztówka z Nancy – Pszczółka Maja w dobie ocieplenia klimatycznego
Share
Zdjęcie ilustracyjne: pszczoła miodna. Pixabay
W poprzednim artykule zamieściłem kilka zdań o oddziaływaniu na przyrodę zmian klimatycznych, które wyrażają się przede wszystkim wzrostem temperatury skutkującym zahamowaniem wzrostu warzyw i owoców czy wręcz ich wypaleniem. W niniejszym tekście chciałbym skierować kamerę na skromnego wzrostem, lecz jakże ważnego dla rolnictwa owada, czyli pszczołę. Owad ten odgrywa zupełnie pierwszorzędną rolę w dobrym funkcjonowaniu łańcucha żywnościowego, gdyż zapyla on 70% zbóż i innych roślin niezbędnych dla człowieka a dodatkowo produkuje miód i wosk pszczeli. Niszcząc kwiaty upały pośrednio uderzają też w pszczoły, które nie mają się czym żywić.
Naszymi przewodnikami po fascynującym świecie pszczół będą PP. Pascale i Alain Leymarie, pszczelarze, których pasieka znajduje się na małej parceli w Nancy. Już na początku mówią nam, że w bieżącym roku produkcja miodu się załamała, gdyż samo istnienie pasiek jest w niebezpieczeństwie. PP.Leymarie robią wszystko co w ich mocy, by uratować „pogłowie”. Ich pasieka liczy 25 uli a ponieważ w każdym ulu przebywa od 30 000 do 50 000 pszczół ich pogłowie idzie w setki tysięcy osobników na małej parceli o powierzchni 650 m². Pomimo tak małej powierzchni PP. Leymarie umieli wykorzystać każdy cm² z myślą o dobrostanie swoich podopiecznych. Pasieka tych pszczelarzy amatorów położona jest w niewielkiej dolinie nacechowanej ogromną bioróżnorodnością: lawenda, wiśnia, szałwia, glicynia orzech, laskowy, śliwy i dziesiątki innych gatunków. Przygoda PP. Leymarie z pszczelarstwem rozpoczęła się 12 lat temu. Pierwsze warunek do spełnienia przy hodowli pszczół to dostarczenie im pożywienia, jeśli chcemy by żyły, były zdrowe i dawały miód. Jak wszyscy wiemy, największy przysmak pszczół to nektar w koronach kwiatów. By móc przetrwać w dobie ocieplenia klimatu PP.Leymarie postanowili sadzić kwiaty i inne rośliny tak gęsto jak tylko się da.
Niestety już po czwartej fali upałów kwiaty zaczęły znikać w środowisku naturalnym z tym, że u naszych francuskich przyjaciół trochę mniej. Dzięki swej pracy nie utracili ani jednego ula pomimo bardzo trudnych warunków. Pani Pascale wyjaśnia, że bardzo się starają, aby dostarczyć pszczołom pokarm. W tym celu należy tak zaplanować w czasie kwitnienie, żeby pszczoły miały się czym żywić w każdej porze roku. Nie zapominają też o „piętrowym” nasadzaniu roślin tak by te wysokie dawały cień niższym. Kasztan, głóg, szałwia – przykład na kojarzenie roślin „według wzrostu”. Dlatego PP. Leymarie mogą wlewać do słoików miód „Don’t Worry, be a bee” z miejskiej pasieki. Niestety pomimo starań produkcja spadnie w tym roku i to nawet o 70% (w porównaniu z urodzajnym rokiem 2025). Inny pszczelarz p. Cyrille Aubry, który praktykuje przenoszenie pasiek z miejsca na miejsce, informuje nas, że jego „pogłowie” trzyma się dosyć dobrze dzięki temu, że stawia ule w cieniu na polach słoneczników i gryki.
Więcej niepokoju wzbudza u nim pasieka „Ecole du Château” sew Montaigu, którą się zajmuje jako prezes Ośrodka Studiów nad Hodowlą Pszczół” w Aglomeracji Nancy. Pasieki tej nie da się przenieść w cień i począwszy od pierwszej fali upałów kolonie pszczół bardzo źle je znosiły: nie robiły zapasów miodu a ich przyrost naturalny spadł gwałtownie. Żeby obniżyć temperaturę wszystkie ule zostały pomalowane na biało.
PP. Leymarie robią wszystko co w ich mocy, by pszczoły czuły się dobrze. Między innymi ustawiają w pasiece pojemniki z wodą z dodatkiem cukru, żeby robotnice mogły się napić i mieć więcej kalorii. Ponadto, muszą energicznie walczyć od 10 lat z plagą szerszeni azjatyckich. Na początku, nie chcieli wierzyć, kiedy mówiono im, że szerszenie zniszczą ule. Niestety władze nie uchwaliły adekwatnych aktów prawnych i ten drapieżny owad bez przeszkód atakuje pszczoły w ulach lub w powietrzu. PP.Leymarie zakładają różnego typu pułapki w tym „elektryczną sieć”, by bronić się przed skrzydlatymi drapieżcami.
Pozostając w tym temacie, pozwolę sobie poruszyć inny aspekt związany z pszczołami tzn. miód. Wpisując się w ogólną tendencję lepszego informowania konsumenta o tym co kupuje, UE uchwaliła 14 czerwca 2026 roku dyrektywę, która narzuca producentom miodu zamieszczanie na etykietach dokładnych informacji o jego pochodzeniu i składzie. Dla pszczelarzy z Wogezów jest to krok, który wzmacnia ich pozycję w stosunku do konkurencji. Do tej pory na etykietach wpisywano: „Mieszanka miodów z UE” oraz „Mieszanka miodów spoza UE” i było to wystarczające – chodziło o wskazanie na etykiecie słoika miodu sprzedanego na terytorium UE miejsca jego pozyskania. Czytając szybko UE lub non UE konsument za bardzo nie wie co to znaczy. Dla pana Gael Volland, pszczelarza bio od 12 lat, który posiada ze swym wspólnikiem 450 kolonii pszczół rozsianych w masywie Wogezów nie jest to zbyt jasne.
To właśnie dlatego, kierując się dobrem konsumenta, należało przestać wprowadzać go w błąd chroniąc zarazem jego interesy jak to stanowi ww. dyrektywa. Etykiety klejone na słoikach miodu muszą być bardziej jasne. Jeśli jest to mieszanka kilku gatunków miodu konieczne jest zapisanie w porządku malejącym udziału miodu z krajów, w których miód był zebrany. Dzięki temu, produkt staje się przejrzysty dla konsumenta. Ww. dyrektywa dotyczy przede wszystkim firm, które miód rozlewają tzn. tych osób, które kupują hurtem miód w UE lub spoza UE francuskich pszczelarzy. Po rozlaniu miodu do słoików, pośrednicy sprzedają go do central zakupów. Pan Valentin pszczelarz z Marzelay, właściciel 60 pasiek, obawia się, że to nie wystarczy. Według niego często zdarza się, że producenci miodów mieszanych piszą na etykiecie: „rozlano w danej pasiece we Francji” co może zmylić klienta. Jest to chwyt marketingowy, żeby klient sądził, że miód jest francuski.
Przyznaje, że ww. reforma to krok naprzód w kierunku przejrzystości, lecz ubolewa nad tym, że informacja o rozlaniu jest pierwszym elementem na etykiecie i że kraje, z których pochodzi miód są pisane małymi literami. Gael Volland niecierpliwie czekał na tę dyrektywę. Od dawna podlega ścisłym kontrolom jakości produktu ze strony Stowarzyszenia Pszczelarzy w Wogezach: sprawdza się położenie jego pasiek, miód jest analizowany i przechodzi degustację przed specjalnym Jury tak by pan Volland mógł go sprzedawać ze znakiem jakości. A ponieważ dodatkowo produkuje miód bio jest kontrolowany praktycznie cały czas. Dlatego pragnie by ww. przejrzystość stosowała się do wszystkich. Z jego punktu widzenia bez generalnej transparencji, konsument jest oszukiwany. Konkurowanie między producentami nie jest „fair play” a często wręcz nielojalne.
Według Ministerstwa Rolnictwa we Francji konsumuje sie około 46 000 ton miodu rocznie z czego 33 700 ton pochodzi z importu. Dzięki nowej dyrektywie UE chce dać konsumentom możliwość dokonania świadomego wyboru opartego na wiedzy o produkcie.
Pan Saulnier jest sceptyczny co do skuteczności tych zmian. Zakupy robi się często w pośpiechu, wskutek czego nie mamy czasu by dobrze zapoznać się z produktem i zwrócić uwagę na szczegóły.
Tak więc zmiany te są krokiem w dobrym kierunku, ale wiele zostało jeszcze do zrobienia, aby osiągnąć zupełną przejrzystość.
Źródło:
1) Dziennik Regionalny “L’Est Républicain”, 20 czerwca 2026.
2) Dziennik Regionalny “L’Est Républicain”, 5 sierpnia 2026.
Jan Kisielewicz
04/09/2026



