Andrzej Balcerzak – Mroczne sekrety rodzinne
Share
Zdjęcie ilustracyjne – Francisco Goya Sabat czarownic 1797
Nie mogę zacząć tego artykułu bez osobistego wyznania. Może ono pomóc wyjaśnić moje od niedawna zainteresowanie czarownicami…
Około siedem lat temu, dzięki zbiegowi dość niezwykłych okoliczności, udało mi się rozszerzyć moje drzewo genealogiczne od XIX wieku do XVII wieku. Stało się to dzięki trzem badaczom z Wielkopolski, którym jestem bardzo wdzięczny.
Pierwszym z nich był Łukasz, który napisał i opublikował serię artykułów o doświadczeniach moich rodziców podczas II wojny światowej. Po ich przeczytaniu, nieznani mi dotąd krewni, Adrian (ze strony matki) i Damian (ze strony ojca) skontaktowali się ze mną i poinformowali mnie, że mamy wspólne korzenie od przynajmniej XVII wieku.
Wśród wielu niezwykłych odkryć, których dokonali, znalazła się historia o jednym z moich domniemanych przodków ze strony matki, który wszczął procesy o czary w Wielkopolsce. Na początku po prostu nie mogłem w to uwierzyć. Procesy o czary? Niemożliwe.
Zawsze kojarzyłem „polowania na czarownice” z protestanckimi regionami Europy Zachodniej i Północnej, i oczywiście także z Ameryką Północną. Ale Polska – i do tego ktoś kto mógłby mieć jakieś powiazanie z moimi przodkami? Wydawało się to wszystko niemożliwe.
Jednak ciekawość wzięła górę. Damian i Adrian skierowali mnie do prac dr. Łukasza Hajdrycha z poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, który przeanalizował i opublikował siedemnastowieczne akta sądowe z procesów w Kleczewie. Co niezwykłe, wiele dokumentów przetrwało wojny, pożary i inne kataklizmy; niektóre nawet zostały ponownie odkryte w Niemczech w 1970 roku, oferując historykom cenny wgląd w procesy o czary w Wielkopolsce.
Historia Wojciecha Brezy, który zainicjował procesy czarownic w Kleczewie w roku 1689, okazała się prawdziwa, choć było to powinowactwo, a nie pokrewieństwo z przodkami Mamy.
Obszar dzisiejszego powiatu Konińskiego ma szczególne znaczenie w historii procesów o czary. Według aktualnych badań, w Kleczewie oddalonego około 20 km od Konina, przeprowadzono co najmniej 46 procesów o czary, w których skazano 136 osób, a ponad 100 stracono – więcej niż w jakimkolwiek innym regionie Rzeczypospolitej.
Wojciech Breza był właścicielem dwóch pobliskich wsi, w tym Wąsoszu, gdzie mieszkał jego jedyny syn, Franciszek. W wieku 18 lat Franciszek ciężko zachorował i zmarł. Przytłoczony żalem Wojciech doszedł do przekonania, że winne były czary. Początkowo jego służący, Józef Wolski, obwinił mieszkankę Wąsoszu, Magdalenę Owczarek, za rzucenie klątwy na konia, powodując jego śmierć. Wkrótce potem zarzucono jej czary, które skutkowały chorobami krów.
Od tego był już tylko jeden krok do formalnego oskarżenia: Wojciech Breza zeznał przed sądem, że jego dotychczas zdrowy syn zmarł nagle w wyniku klątwy rzuconej na niego przez Magdalenę Owczarek.
Podczas procesu, poddana torturom, Magdalena, przyznała się do winy i oskarżyła inne kobiety o czary. W konsekwencji procesu siedem innych torturowanych kobiet, przyznało się do używania proszków z ludzkich szczątków, wywoływania chorób i śmierci, obcowania z diabłami, a nawet sabatami na Łysej Górze. Na podstawie własnych zeznań zostały stracone.
Z perspektywy czasu, choć kary za czary istniały w starożytności, masowe polowania na czarownice w Europie nasiliły się dopiero po protestanckiej Reformacji. Luter i Kalwin uważali, że czarownice są wrogami Boga, należy je tropić i zabijać bez litości!
Chociaż w tamtym czasie Rzeczpospolita była w przeważającej mierze katolicka i prawosławna, dopuszczała wolność innych wyznań, w tym protestanckich.
W Polsce za procesy o czary odpowiadały sądy świeckie, które inspirowały się ludowymi i protestanckimi wierzeniami. W protestanckich krajach zachodnioeuropejskich i koloniach amerykańskich za procesy o czary odpowiedzialne były władze kościelne.
Szacuje się, że w Rzeczypospolitej miało miejsce co najmniej 867 procesów o czary w okresie około 300 lat między XVI a XVIII wiekiem, w których było ponad 1300 oskarżonych osób – głównie kobiet. Znaczna liczba tych przypadków miała miejsce w zachodniej Wielkopolsce i Prusach Królewskich. Takie procesy były praktycznie nieznane w prawosławnej części Rzeczypospolitej.
Dla porównania, w Europie Zachodniej polowania na czarownice były praktykowane na znacznie większą skalę, z dziesiątkami tysięcy ofiar. W samej tylko Skandynawii liczba ofiar przekroczyła 3,000 a w Europie Zachodniej szacuje się 40,000 ofiar.
Słynne procesy czarownic w protestanckiej Ameryce Północnej, w XVII wieku, pochłonęło wiele setek ofiar, przede wszystkim kobiet a także mężczyzn i nawet psów.
W 1776 roku Sejm Rzeczypospolitej uchwalił reformy, które zniosły stosowanie tortur w procesach sadowych i w konsekwencji zniosły karę śmierci za czary, bo po prostu osoba, która nie była torturowana nie miała powodu przyznać się do winy.
Po utracie niepodległości nadal dochodziło do przypadków „polowania na czarownice” na polskich terenach pod zaborami – szczególnie te które były pod panowaniem pruskim podczas gdy na terytoriach kontrolowanych przez prawosławną Rosję i katolicką Austrię takich procesów praktycznie nie było.
Warto zauważyć, że Wielka Brytania, która „ucywilizowała” połowę świata, formalnie uchyliła prawo „Witchcraft Act 1735” dotyczące oskarżeń o czary dopiero w roku 1951, zastępując je łagodną ustawą „Fraudulent Mediums Act”.
Andrzej Balcerzak


