Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Zdjęcie do felietonu „Nagroda Gieysztora”. Na fot. od lewej: Prezes Citi Handlowy – Elżbieta Czetwertyńska, prof. Ewa Chojecka, prof. Jacek Purchla (ubiegłoroczny laureat Nagrody im. prof. Gieysztora)
WIOSENNE TULIPANY

Tulipan czy róża? Różę nazwano „królową kwiatów”, ale to tulipan symbolizuje wiosnę i odradzającą się przyrodę. Dla mnie ta rywalizacja nie istnieje, bo oprócz nich są dziesiątki innych urzekających pięknem i zapachem kwiatów. Jednak rokrocznie ogromne emocje budzi Wystawa Tulipanów w wilanowskiej Oranżerii – w tym roku organizowana po raz 16. To prawdziwe Święto Wiosny, a tym razem wernisaż odbył się faktycznie w pierwszym dniu kalendarzowej wiosny. Na uroczyste otwarcie festiwalu tulipanów zaprosili organizatorzy: Dyrektor Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie – Paweł Jaskanis oraz Prezes Stowarzyszenia Producentów Roślin Cebulowych w Skierniewicach – Bogdan Królik. Udało mi się obejrzeć wyeksponowane okazy, zachwycające rozmaitymi kształtami płatków, kolorami i kompozycjami przed oficjalnym udostępnieniem publiczności, bo za chwilę tłumy miłośników kwiatów i ogrodów spieszyły do Wilanowa i trzeba było czekać w długiej kolejce do wejścia. XVI Wystawie Tulipanów towarzyszył bogaty program okolicznościowy: pokazy florystyczne, wykłady o historii i współczesności oraz hodowli tulipanów, tematyczne warsztaty artystyczne (haft, decoupage, origami, aranżowanie bukietów) – atrakcje dla dorosłych, młodzieży i dzieci, a także kiermasz kwiatowo-cebulowy i porady ogrodnicze. Wiadomo, że istnieje 120 gatunków i co najmniej 15 tysięcy odmian tulipanów, które są najczęściej uprawianą rośliną ozdobną na świecie. Zapewne zaczęto je hodować w X wieku naszej ery w Turcji i krajach Bliskiego Wschodu, w XVI wieku trafiły do Europy i wkrótce w Holandii wybuchło słynne tulipanowe szaleństwo. Holandia do dziś jest światowym potentatem w ich uprawie; od końca marca do maja w ogrodzie botanicznym Keukenhof można podziwiać ponad 7 milionów tulipanów. A już pod koniec stycznia Holendrzy świętują początek sezonu podczas Narodowego Dnia Tulipana. Plac Dam w Amsterdamie przekształca się wówczas w ogromny tulipanowy ogród, a hodowcy rozdają zwiedzającym tysiące kwiatów, aby zanieśli do domów zapowiedź wiosny. Tulipany od wieków inspirują artystów: malarzy, poetów, pisarzy. W sztuce islamu motyw tych zachwycających kruchym pięknem kwiatów ozdabia ceramikę i tkaniny. Zostały uwiecznione na wielu obrazach i fotografiach. Nowe odmiany otrzymują imiona sławnych ludzi (Fryderyk Chopin, Mikołaj Kopernik, Elvis Presley, Ronaldo). Kolory tulipanów to cała paleta barw i odcieni, ale…nie ma tulipanów niebieskich! Chociaż hodowcy bardzo się starają, udało się wyprodukować tylko zbliżone do fioletu albo liliowe. Kto wie, może w przyszłym roku uda się je zobaczyć na kolejnej Wystawie Tulipanów w Wilanowie. Tym razem wypatrzyłam białe, kremowe, żółte, pomarańczowe, różowe, czerwone, pąsowe, fioletowe, bordowe – i to jeszcze nie wszystkie niuanse barw. To z pewnością najciekawsze wydarzenie, rozpoczynające wiosnę w aspekcie estetycznym, edukacyjnym, artystycznym i poznawczym.
PAMIĘTNIK LITERATA

Scena 20 Teatru Ateneum zaprasza widzów na specyficzną wycieczkę: na warszawską Saską Kępę lat 70-tych; do osiedla, które nazywano niechlubnie „Chamowem”. Właśnie tam mieszkał pisarz i poeta Miron Białoszewski, a swoje refleksje i doświadczenia notował w dzienniku, który prowadził w latach 1975-1976. Jego zapiski zostały opublikowane dopiero w 2009 roku (już po jego śmierci) i stanowią literacki dokument minionej epoki. „Chamowo” w reżyserii i adaptacji Mikołaja Grabowskiego na scenie Teatru Ateneum to znakomity spektakl: pełen energii, ruchu, jarzący się dowcipem i ironią, oddający klimat tamtych lat. Białoszewski w połowie roku 1975 przeprowadził się z centrum Warszawy (Plac Dąbrowskiego) na Saską Kępę. Tam, po prawej stronie Wisły, na ulicy Lizbońskiej powstawało nowe osiedle. Otrzymał przydział na mieszkanie na IX piętrze w wieżowcu. Mieszkańcy dzielnicy patrzyli z niechęcią na nowych przybyszy, zasiedlających „wielką płytę” i nadali tzw. gierkowskim blokom pogardliwą nazwę „Chamowo”. Białoszewski skrupulatnie odnotował kolejne etapy życia w nowym miejscu, powolne oswajanie się z nim, pokonywanie codziennych trudności, frustracje. Dni wypełniały mozolne wędrówki po urzędach w celu meldunkowym – od biurka do biurka, skąpe dialogi z opryskliwymi urzędniczkami; poznawanie sąsiadów, naprawy usterek w niedbale wykonanym lokalu. A przede wszystkim wszędobylski, wytrącający z równowagi hałas z każdej strony. Przenikający przez ściany – bo gdzieś pracuje pralka, huczy lodówka, gra telewizor, ktoś za głośno rozmawia. I za oknem – bo wciąż trwa budowa, na rusztowaniach pracują robotnicy. Beton, biurokracja, nijakość, wyobcowanie. Każde piętro w bloku kryje identyczne drzwi, mieszkania anonimowych ludzi, łatwo można się pomylić. A pod domem śmieci: resztki prac budowlanych. Wyłania się odrażający obraz codzienności; jak się odnaleźć w tym chaosie? Może muzyka pozwoli przenieść się do innej, bardziej wzniosłej przestrzeni. Bach, Mozart buduje azyl w tym zgiełku. Bohater tej historii (rewelacyjny Łukasz Lewandowski w roli Białoszewskiego) powoli, a nawet bardzo powoli adaptuje się do tego miejsca. Co więcej, z czasem zaczyna zauważać dobre strony przeprowadzki, chociażby widok rozświetlonej, nocnej Warszawy – panorama miasta, które nigdy nie zasypia. „Chamowo” go przytłacza, ale także inspiruje. Świetnym zabiegiem inscenizacji jest wyświetlenie w tle dekoracji dokumentalnej relacji z lat PRL-u: fragmenty filmu „Na nowoczesnej budowie” (w reżyserii Wiesława Drymera) z 1973 roku. To ilustracja etosu robotników epoki gierkowskiej, tzw. propaganda sukcesu. Od tamtych czasów minęło już 50 lat, wiele się zmieniło, ale w teatrze przenosimy się w klimat domu, opisanego sugestywnie przez Białoszewskiego. Starają się o to aktorzy ( Dorota Nowakowska, Janusz Łagodziński, Jakub Pruski, Olga Sarzyńska, Jan Wieteska, Alicja Juszkiewicz). Pomysłowa scenografia (i kostiumy) Zuzanny Markiewicz aranżuje przestrzeń sceny, koncentruje uwagę widzów na rusztowaniach, a aktorom ułatwia budowanie kreacji, które zapadają w pamięć. Bardzo udane przedstawienie.
ŚWIATŁA I CIENIE

Wystawa obrazów Klaudii Krzosek „The Colors of Color” na Złotej 44 jest spotkaniem z oryginalną artystką, której intrygujące prace przyciągają uwagę swoją głębią i blaskiem jak magnes. Autorka jest absolwentką warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Trzy lata temu prezentacja jej obrazów „Break on through” w galerii Art in House wzbudziła niemałe emocje, zainteresowanie publiczności i kolekcjonerów. Chwilę później przedstawiciele Fundacji 407 Art Foundation (Aron Pudełko, Grzegorz Jaworski) skontaktowali się z malarką (wówczas jeszcze studentką ASP) z propozycją zorganizowania następnego pokazu twórczości. Pomysł dojrzewał powoli; teraz „The Colors of Color” pojawił się w maksymalnie interesujący sposób w wyjątkowej przestrzeni, w której wyeksponowane są wszystkie walory prac. Jak pisze Klaudia Krzosek w ekskluzywnie wydanym katalogu: wędrujemy „od monochromatycznego, spokojnego motywy do przepełnionego pozytywną energią i kolorami”. Jakie są kolory koloru? Przede wszystkim są to niuanse odcieni, prowadzące do zagadkowej głębi, w którą zaprasza widzów światło – podstawowy element kompozycji. Profesor Andrzej Zwierzchowski, analizując zagadnienie światła w historii sztuki zapisał o tym fenomenie jako o formie przekazywania energii życiowej, wydobywania kształtów i figur. Zauważa, że w obrazach Klaudii Krzosek jest to źródło optymizmu, nadziei – nie tylko opisu. To wartość sama w sobie, chociaż nie pojawia się w tytułach prac. Artystka zaprasza w kosmiczną podróż – w głąb niepokojącej przestrzeni i zarazem wgłąb siebie. Z kolei Grzegorz Jaworski (koncepcja wystawy) zwraca uwagę na artystyczną stronę: pomost między przeszłością abstrakcji i jej przyszłością. Kręgi, konstelacje, płaszczyzny – wydaje się, że jest w tym coś z geometrii, jakieś uporządkowanie. A jednak w tych pozornie chłodnych liniach pulsuje życie i czai się ruch. Cisza, światło, nadzieja – to kwintesencja tej sztuki, romantyzm nowoczesnej abstrakcji. Kurator wystawy – Aron Pudełko – zwraca uwagę, że tu wszystko zaczyna się od linii: precyzyjnej, misternie prowadzonej od źródła światła. Ten mikrokosmos warto obserwować z bliska lub z perspektywy i za każdym razem odkrywać coś nowego w jego skomplikowanej strukturze. Jego zdaniem ta wystawa jest dialogiem między barwami i opowiada o energii, wyzwolonej podczas tej interakcji. Artystka zaprasza do kosmicznej podróży. Jej „Plejady” wibrują energią: odległe i zarazem bliskie, migotliwe, pulsujące subtelnym blaskiem wyłaniają się z ciemności i kuszą nieznanym. Uwodzą bielą, subtelną nutką błękitu, różu, zieleni. „Ziemia”, „Woda” – w ujęciu symbolicznym powstały z połączenia świata materialnego i duchowego. „Złote runo” ilustruje legendę o mitycznym skarbie. Czy można namalować „Powietrze”? Okazuje się, że tak. „Słońce” – ukochana przez ludzi gwiazda, bez której nie ma życia. Magiczny „Syriusz”, eksplodująca „Supernowa”, „Antares”. Niecodzienna wyprawa do innego wymiaru.
NAGRODA GIEYSZTORA
Fundacja Citi Handlowy im. Leona Kronenberga od 2000 roku przyznaje prestiżową nagrodę za szczególne osiągnięcia w ochronie dziedzictwa kulturowego. Do listy laureatów dołączyła w tym roku prof. Ewa Chojecka, której wręczono statuetkę podczas uroczystego wieczoru galowego na Zamku Królewskim w Warszawie. Jak uzasadniła swój wybór Kapituła Nagrody, prof. Chojecka otrzymuje ją za zaangażowanie w ochronę i popularyzację dziedzictwa kulturowego Górnego Śląska oraz budowanie dialogu międzykulturowego. Zasługi laureatki XXVII edycji Nagrody im. prof. Gieysztora są imponujące. Jest historykiem sztuki; specjalizuje się w malarstwie i grafice późnego średniowiecza i renesansu oraz w sztuce środkowoeuropejskiej XIX i XX wieku. Chociaż jej rodzina pochodzi z Wielkopolski, urodziła się w Bielsku i mieszka tam do dziś. Jest absolwentką Historii Sztuki na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, a przez długie lata pracy naukowej była związana z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach. Trudno podsumować jej bogaty dorobek, osiągnięcia, ale jest autorką około 150 opracowań naukowych, dotyczących sztuki i architektury, głównie na terenie Górnego Śląska, bo ten rejon kraju darzy wyjątkowym zainteresowaniem. Temu tematowi poświęciła monumentalne dzieło: książkę „Sztuka Górnego Śląska”, analizującą czasy od średniowiecza do końca ubiegłego wieku. Pani profesor zajmuje się także stroną artystyczną wydawnictw, ilustracją graficzną i teorią sztuki. Dzięki jej staraniom w 1991 roku przywieziono do Katowic z Chorwacji pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego na koniu, który stoi na Placu Bolesława Chrobrego. To dzieło zrealizował w 1939 roku wybitny chorwacki rzeźbiarz Antun Augustincić. Gdy wybuchła II wojna światowa z oczywistych względów pomnik nie dotarł do Polski. Udało się to wiele lat później. Prof. Chojnacka związana jest z wieloma instytucjami, które doceniają jej zasługi dla kultury i nauki, cenią wiedzę i estymę, jaką się cieszy w środowisku (m. in. Stowarzyszenie Historyków Sztuki, Stowarzyszenie Architektów Polskich i Towarzystwo Urbanistów Polskich, Społeczny Komitet Odbudowy Muzeum Śląskiego, Rada Muzeum Historycznego w Bielsku-Białej). Laureatka kieruje się w swojej pracy przekonaniem, że należy przywracać pamięć o niesłusznie zapomnianych dziełach sztuki – skarbach, które są częścią wspólnego, europejskiego dziedzictwa. A dziedzictwo nie jest jedynie tym, co zostało przekazane przez minione pokolenia, ale i tym, co jest godne zachowania i kontynuowania. Podczas gali podkreślano nieoceniony wkład laureatki w budowanie społeczeństwa silnego tradycją i patrzącego odważnie w przyszłość; ogromny dorobek i niezwykłą osobowość, integrującą środowisko kultury, nauki i sztuki.
Beata Joanna Przedpełska


