Pułkownik Stanisław Wojdyła – Muzeum im. HELL’S ANGEL
Share
W muzeum eksponowane jest oryginalne śmigło od Liberatora
B-24 Liberator HELL’S ANGEL
Wadowice są znane jako miejsce urodzenia polskiego papieża, Jana Pawła II. Nie każdy jednak wie, że znajduje się tu również najbardziej profesjonalne prywatne muzeum, poświęcone amerykańskiej załodze zestrzelonej 13 września 1944 roku. Właścicielem tego muzeum jest znany wadowicki kolekcjoner, Zygmunt Kraus.
Zygmunt Kraus w latach 80. XX wieku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, jak sam mówił, aby podreperować budżet i wybudować nowy dom. W Chicago zapoznał kilku amerykańskich lotników i tam już zaczął zbierać pamiątki lotnicze i nie tylko. Polonia nie zawsze przywiązywała wagę do bezcennych, wartościowych historycznych pamiątek. Po upływie około 10 lat pan Zygmunt wrócił do Wadowic z dwoma kontenerami różnych unikatowych rzeczy. Urząd miasta użyczył mu sali, aby wystawić eksponaty. Gdy jednak zaczęto żądać od pana Krausa opłat, zakupił on niewielki budynek (przepompownia wody), odremontował i dalej zbierał pamiątki – głównie lotnicze.
Wadowickie, prywatne muzeum polsko amerykańskie p Zygmunta Krausa
Pan Kraus rozpoczął od miejsca katastrofy w Zygodowicach amerykańskiego bombowca B-24 Liberator o imieniu własnym „Hell’s Angel”. Stąd też nazwa muzeum. Na podstawie zeznań świadków, jak i członków załogi, którzy zdążyli się uratować historia tego lotu jest dość dobrze znana.

Na ścianie widnieje fotografia załogi „Hell’s Angel”

Przed muzeum znajduje się również postać bohaterskiego strażaka upamiętniającego zamach terrorystyczny na WTC 2001 roku
Załoga Liberatora wystartowała 13 września w piątek 1944 roku, z lotniska z południowych Włoch. Celem było bombardowanie oświęcimskiej rafinerii. Dla kilku członków załogi był to 50. lot, po którym mogli wrócić do kraju na wypoczynek. Niektórzy spośród członków załogi przed startem obawiali się tego lotu, gdyż uznali datę za pechową. Ostatecznie wiara we własne siły i doświadczenie przeważyła. Najstarszy członek załogi (boczny strzelec) miał 27 lat. Chociaż miał czarne krucze włosy, to już były przyprószone siwizną, co było rezultatem kilku miesięcy frontowej służby. Po 4 godzinach lotu samolot wszedł na linię bojową do zrzutu bomb. Strzelec z górnej wieżyczki, obserwując czy nie ma lotnictwa Luftwaffe zauważył ścianę ognia artylerii przeciwlotniczej i był już pewny, że będą trafieni. Baterie tak były rozlokowane wokół bronionego celu, aby razić nieprzyjaciela nadlatującego z każdego kierunku. Wcześniej baterie otrzymywały dokładne dane z radarów namierzania i otwierały ogień z maksymalnie skutecznego zasięgu. Jeśli ostrzeliwano formację bombowców, wszystkie działa były kierowane w samolot prowadzącego. Ostrzał bombowców trwał około 60 sekund, bo później samolot wychodził już poza zasięg artylerii. Hell’s Angel pierwsze trafienie otrzymał w silnik nr 3. Lotnicy z innych załóg mieli obowiązek obserwować zestrzelony samolot, aby ocenić szanse przeżycia kolegów, jak również po wylądowaniu w bazie złożyć meldunek. Sierż. Allen z innej załogi 485 Grupy Bombowej, zameldował, że maszyna dostała w 3-ci i 4-ty silnik, już po zrzucie bomb i wpadła w korkociąg. Dwóch lotników wyskoczyło na pewno, potem samolot zaczął się rozpadać, uderzył w ziemię, eksplodował i spłonął. Jak zeznawał naoczny świadek samolot w powietrzu się przełamał i było widać, jak z niego lecą bezwładne zwłoki załogi. Jeden jeszcze żył, ale został dobity kolbą karabinu przez niemieckiego żołnierza. Niemcy rozebrali poległych żołnierzy, zabrali ich rzeczy osobiste, a zwłoki pozostawili Polakom, aby ich pochowali. Okoliczni mieszkańcy, na grobie w rejonie katastrofy postawili brzozowy krzyż i napis: Tu spoczywa 6-ciu żołnierzy Amerykańskiej I. P. 13-X-1944 r.

W 1947 roku przyjechali amerykańscy oficerowie z misją ekshumacji poległych. Jeszcze w czasie wojny grób był miejscem pielgrzymek miejscowej ludności. Po wojnie postanowiono postawić pomnik ku czci lotników „Hell’s Angell”. Pamięć o poległych była nie w smak ówczesnej władzy ludowej i z tego powodu pierwszy pomnik szybko zniknął, a w latach 50. domy w Zygodowicach i okolicy przeszukiwało UB (Urząd Bezpieczeństwa). Zebrano większość części pozostałych po bombowcu w przekonaniu, że w ten sposób zatrze się historię niesłusznych politycznie sojuszników. Prawie się udało, ale tragiczna historia została odzyskana dzięki wysiłkom Zygmunta Krausa. To dzięki niemu powstała w Wadowicach ekspozycja, a w miejscu katastrofy postawiono w 1991 roku nowy pomnik. Na zaproszenie pana Zygmunta miejsce to odwiedził Vernon Christiansen, jeden z ocalałych lotników. Eksponaty w muzeum są niezwykłe. Część wykopanych z ziemi, część od okolicznych mieszkańców wsi inne to osobiste rzeczy lotników „Hell’s Angel”.


Na uwagę zasługuje manekin z ubiorem amerykańskiego lotnika, oryginalne śmigło od Liberatora, podarowane przez amerykańskich przyjaciół, zdjęcia i dokumenty pilotów. Oprócz upamiętnienia lotników, którzy zginęli, muzeum posiada eksponaty ukazujące wieloletnią współpracę wojskową pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonym. W muzeum można zobaczyć: „Karol Wojtyła w otoczeniu swoich przyjaciół malarzy”, „Polskim lotnikom walczącym na frontach II wojny światowej”, „1050. rocznica Chrztu Polski”, „Za naszą i waszą wolność – dzieje polsko-amerykańskiego braterstwa broni”. Wśród eksponatów znajdują się oryginalne dokumenty i przedmioty osobiste związane z Tadeuszem Kościuszko, Kazimierzem Pułaskim, Ignacym Paderewskim czy gen. Hallerem. O lotnikach, którzy przeżyli katastrofę nie zapomniano. W 1994 roku w Ambasadzie RP w USA wręczono im Krzyże Armii Krajowej. Pan Kraus, pomimo braku kondycji fizycznej, każdego roku w rocznicę katastrofy 13. września organizuje spotkania w swoim prywatnym muzeum, aby przypomnieć szczególnie młodzieży o młodych bohaterskich amerykańskich lotnikach, którzy oddali swoje życie za naszą Ojczyznę,

Wielki patriota pan Zygmunt, jest również organizatorem święta „Dzień Flagi” (polskiej) w dniu 2 maja.

We wszystkich uroczystościach uczestniczą Seniorzy Lotnictwa Wojskowego Kraków. Konsulat Generalny USA w Krakowie, przyznał panu Zygmuntowi Krausowi certyfikat w uznaniu jego poświęcenia i wytrwałości w ochronie amerykańskiego dziedzictwa za granicą.
Stanisław Wojdyła
(opracowano na podstawie książki „Z ziemi włoskiej do Polski” pana Szymona Serwatki relacji naocznego świadka katastrofy)
O autorze:
Pułkownik Stanisław Wojdyła. Ukończył Dęblińską Szkołę „Orląt”. Były pilot wojskowy, reprezentuje Stowarzyszenie Seniorów Lotnictwa Wojskowego. Wykonywał wiele lotów humanitarnych po Europie, Azji, Afryce jak również loty w ramach „Akcji Serce” dla prof. Dziatkowiaka i Religi. Uczestniczył w misjach pokojowych w ramach ONZ w Libanie, Iraku i Gruzji.


