Marek Baterowicz – KAPŁANI WYKLĘCI
Share
Zdjęcie ilustracyjne: Pomnik ks. W. Gurgacza w krakowskim Parku Jordana. Wikipedia
W Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, ustanowionym 1 marca – co udało się z trudem przeprowadzić w Sejmie w 2011 – szczególny tytuł do tej pamięci mają też księża, którzy w różnych okolicznościach wsparli walkę żołnierzy wyklętych przeciwko Sowietom, okupującym po wojnie naszą Ojczyznę. Było to prawdziwe Powstanie Antykomunistyczne jak je nazwał u progu lat 90-tych poeta i pisarz Bohdan Urbankowski. A w swojej książce “Pierścień Gygesa” (W-wa 2013), która jest dopełnieniem dwóch tomów “Czerwonej Mszy”, Urbankowski użył nowej wersji tej nazwy pisząc o Antysowieckim Powstaniu ( op.cit., str.169). Może to było bardziej precyzyjne, bo w istocie w Polsce trwała partyzantka przeciwko sowieckim okupantom, gdy komunizmem Polacy pogardzali osobno i bezapelacyjnie, pomijając nieliczne grupy zarażonych aberracją marksizmu albo oportunizmem, także terroryzowanych “namiestnikami” Stalina oraz ubecją. Na marginesie trzeba wspomnieć, że w roku 2011, pod koniec prac legislacyjnych w Sejmie, na wniosek posłów SLD oraz Platformy Obywatelskiej usunięto niestety sformułowanie “powstanie antykomunistyczne” (!), co świadczy jak najgorzej o przedstawicielach tych partii, ale też nie dziwi zważywszy korzenie SLD oraz genezę powstania PO, partii założonej przez gen. Czempińskiego z UOP-u (ale byłego agenta SB), o czym warto poczytać w “Resortowych dzieciach. Służby” (W-wa 2014, str.37-38).
W tym Sejmie z 2011 aż ośmiu posłów sprzeciwiało się w ogóle ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, co ujawniono w publikacji Niezależnej Gazety Polskiej piórem Dariusza Jarosińskiego („Nowe Państwo”,2017, nr 3, str.43-47). Czytamy tam, że pięciu było z PO, jeden z SLD, a dwóch posłów tzw. niezależnych – Andrzej Celiński i Kazimierz Kutz. A wracając do „powstania antykomunistycznego” Jarosiński słusznie zauważył, że określenie poety Bohdana wymagało wtedy dużej przenikliwości, wyobraźni, gdy rodzimi historycy wciąż jeszcze bajdurzyli o wojnie domowej. Jarosiński również rysuje analogię między powstaniem styczniowym 1863, a powstaniem antysowieckim po 1944, albowiem – jak pisze – „żołnierze wyklęci z taką samą determinacją, z tym samym pragnieniem wolności, w imię Boże walczyli w tej beznadziejnej sytuacji z okupantem ze Wschodu, tak jak ich przodkowie w r.1863, a zwłaszcza na Podlasiu, Mazowszu oraz we wschodnich i południowych województwach. I w jednym, i w drugim powstaniu ogromną rolę odegrali polscy kapłani, pełniąc funkcję nie tylko kapelanów, nie tylko modlitwą wspierając żołnierzy…”. Najbardziej znanym jest tu ksiądz Stanisław Brzóska, wyklęty przez Rosjan, tropiony i ścigany przez nich do wiosny 1865! Przed powstaniem odbył karę więzienia w twierdzy zamojskiej za głoszenie kazań patriotycznych, a po wybuchu insurekcji sformował własny oddział, został naczelnikiem powiatu łukowskiego. Potem uzyskał stopień generalski i funkcję kapelana wszystkich sił powstańczych. Walczył długo, Rosjanie dopadli go dopiero 28 kwietnia 1865 roku, a niestety powiesili Go 23 maja w publicznej egzekucji w Sokołowie Podlaskim wraz z adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim. 23 maja 2008 Prezydent RP, prof. Lech Kaczyński (pierwszy prezydent bez teczki!), odznaczył tego ostatniego niezłomnego powstańca styczniowego Orderem Orła Białego.
Ksiądz-bohater styczniowy był więc jakby prekursorem kapłanów wyklętych z Antysowieckiego Powstania po drugiej wojnie światowej. Jego duch jakby się odrodził w kapłanach wspierających walkę o niepodległość Polski wtedy, gdy nasi potężni alianci opuścili nas, kłaniali się Stalinowi i spełniali każde jego życzenie, ignorując los krajów podbijanych po wojnie przez Rosjan. Tak jawnie bezmyślna polityka, zwłaszcza Roosevelta, potem Trumana, była niepojętym podarunkiem dla Stalina, albowiem pozwalała Rosji tworzyć ogromne imperium, które od razu pokazało zęby wolnemu światu. I czyni to nieustannie, po dziś dzień grożąc Zachodowi. Dzięki bezgranicznej głupocie Roosevelta wolny świat ma nadal wielkiego wroga i wielki problem nawet dzisiaj. A sytuacja krajów okupowanych niegdyś przez Sowiety była niezwykle tragiczna. Walka o naszą suwerenność była wtedy walką prawie bez nadziei, trwała jednak zasilana miłością Ojczyzny, patriotyzmem formacji AK, wiarą w Boga, a odrazą do absurdów komunizmu, który zupełnie nie pasował do polskiego racjonalizmu., też romantyzmu. Pan Jarosiński, z wielu duchownych oddanych sprawie Polski w tych czasach powojennych, wybrał trzy sylwetki – ojca Władysława Gurgacza, jezuitę, ks. Bolesława Stefańskiego oraz ks. Feliksa Kowalika – wiernie przedstawiając perypetie ich biografii, dramatycznych, a zarazem tragicznych na tle zniszczonej wojną Polski, a niszczonej dalej przez nowego okupanta. Rosjanie wywozili co się dało, maszyny przemysłowe, węgiel a nawet fortepiany, które gromadzone w portach gniły na deszczu. A przy tym zdemolowali praworządność, która dotąd się nie odrodziła. Represje wobec patriotów, zatem też wobec kapłanów wyklętych, były bolesnym wymiarem tamtych czasów, nie można o nich zapomnieć w nowym stuleciu. A jak sądzi pani Katarzyna Gójska-Hejke: „… z prawdą o żołnierzach wyklętych jest dokładnie tak jak z prawdą o dramacie smoleńskim. Polska racja stanu wymaga ujawnienia ich obu, bo bez tego zniszczenie postkomunizmu nie będzie możliwe.” Miejsca bitew, konspiracji, zasadzki, gdy las był ich azylem, a wreszcie obławy na niezłomnych. A potem i okrutne tortury, wyroki śmierci – tego nie szczędzono nawet duchownym, autor przedstawia to wszystko z pasją historyka. I najlepiej, jeśli czytelnik sam sięgnie po „Nowe Państwo” (2017, nr 3), aby zapoznać się ze wstrząsającymi epizodami dziejów Polski w relacji pana Dariusza Jarosińskiego, a odkryje w niej też heroiczny wymiar tych Polaków, którzy ukochali Ojczyznę tak, aby oddać dla Niej życie.
Marek Baterowicz


