Jerzy Leszczyński – Od Europodów dla Antypodów – Najbarwniejsze eurokarnawały
Share
Był raz bal na sto par
SŁOWO KARNAWAŁ najprawdopodobniej wywodzi się od łacińskiego Carrus Navalis (dosłownie powóz morski), oznaczającego pojazd w kształcie łodzi, jakiego starożytni Rzymianie używali w czasie celebrowania święta ku czci Izydy, swej bogini płodności. Obchodom owego święta, celebrowanego w różnych okresach roku ale najczęściej zimą towarzyszyło obżarstwo, pijaństwo i powszechne orgie, w których bodaj każdy współżył z każdą, żeby tylko zadowolić Izydę. Przynajmniej tak znaczenie słowa karnawał wyjaśnia Władysław Kopaliński w swoim Słowniku mitów i tradycji kultury, który też zawsze trzymam w zasięgu mej prawej ręki jest on bowiem dla mnie o wiele bardziej wiarogodny niźli Wikipedia pospołu ze sztuczną inteligencją. Te wyjaśniają oto, że pierwotnie karnawał oznaczał wywożenie mięsa, żeby pozbyć się go na okres Wielkiego Postu, poprzedzającego Wielką Niedzielę. Święty Boże, Święty Mocny! Ty to czytasz i nie trzaśniesz piorunem w takie idiotyzmy?! Gdzież u starożytnych Rzymian Wielka Niedziela? I gdzie Wielki Post ku niej wiodący? Przecież oni chrześcijan prz3śladowali a nie bratali się z nimi! Banialuki owe stanowią dla mnie jawny dowód, jak dalece upadła inteligencja elektroniczna.
Nie o tym wszak będę dziś pisał. Na rozprawienie się ze sztuczną inteligencją nadejdzie jeszcze odpowiedni czas. Dziś opiszę najsłynniejsze w Europie karnawały, albowiem czas po temy sprzyja. Karnawał barwnie celebruje się w Ameryce Południowej i na Antylach choć wywodzi się on przecie z Europy a bardziej precyzyjnie ze starożytnego Rzymu. I proszę nie wierzyć inteligentnym środkom przekazu, że jego okres obejmuje jedynie owych kilka mroźnych, zimowych tygodni w Europodach, rozpoczynający się od Trzech Króli i trwający do popielcowej środy. W niektórych zakątkach świata karnawał celebruje się w innych okresach roku, o czym dalej napiszę. Na początek wszak zajmę się karnawałami europejskimi, bowiem stąd celebracje owe wzięły swój początek. Na pewno nie opiszę wszystkich karnawałów, ale przynajmniej skupię się na tych najważniejszych. Na karnawały innych kontynentów dziś nie poświęcę ani słówka, pozostawiając je na przyszłość.
*
WENECJA – Aktualnie to ten karnawał uznaje się za najstarszy w Europie, datując jego początki na jedenaste stulecie. W obecnym roku oficjalne obchody weneckiego karnawału rozpoczynają się w sobotę 31 stycznia i potrwają do wtorku 17 lutego, ponieważ w środę trzeba już posypać głowy popiołem, żeby uzmysłowić sobie, ku czemu tak naprawdę ów karnawał zmierza. Nieodłącznym atrybutem weneckiego karnawału są słynne maski, obecne w Wenecji we wszystkich sklepach z pamiątkami przez okrągły rok, nie tylko w okresie zimowego karnawału. Każdy może sobie taką kupić na pamiątkę choć ich ceny są doprawdy karnawałowe.
Spektakularnym aktem inauguracyjnym weneckiego karnawału jest Il Volo dell’Angelo (Lot Anioła), w którym osobę przebraną za anioła spuszcza się na linie z najwyższego pułapu Campanilli na Plac Świętego Marka, co tradycyjnie oznajmia początek karnawału, w obecnym roku trwającego przez osiemnaście dni. I nocy. Owo spuszczenie z wieży anioła ma charakter publiczny. W obecnym roku przez osiemnaście dób po kanałach Wenecji pływać będą udekorowane i oświetlone gondole, wypełnione uczestnikami karnawału i turystami podczas gdy po ciasnych ulicach przewalają się tłumy. W którymkolwiek barze albo restauracji nawet dwuosobowego stolika się nie znajdzie, zwłaszcza w tych nad Canal Grande, w pobliżu mostu Rialto. Ceny sięgają w nich pułapów stratosferycznych, ale to przecież karnawał. Masek na twarze racej nikt nie zakłada, bo przeszkadzają. Jak ocenia włoskie Ministero del Turismo (Ministerstwo Turystyki), w okresie Karnawału 2026 roku odwiedzi Wenecję, o populacji 5o.000 osób blisko trzy i pół miliona turystów. To stanowi więcej niż 10 procent ogólnej liczby turystów, odwiedzających to miasto w ciągu roku. Wszystko to pomimo, iż w okresie karnawału ceny na wszystko znacznie tu wzrastają.
W Wenecji nie urządza się tradycyjnej, pompatycznej parady karnawałowej z karocami i głośną muzyką, bo po prostu na jej wąziutkich ulicach brakuje na to miejsca. Owszem, mają tu miejsce parady mniejsze, organizowane na placach i uliczkach a także na kanałach, zwłaszcza na Canal Grande, co zrozumiałe tu na łodziach. Za to ogromną atrakcję tutejszego karnawału stanowią bale maskowe zwane balli in maschera, organizowane w okazałych pałacach, głównie tych zbudowanych wzdłuż Canal Grande jak również w eleganckich hotelach wyższej kategorii, zazwyczaj połączone z wystawną kolacją, tak więc raczej nie tanie. Obowiązkowe są na nich wymyślne stroje karnawałowe oraz maski, tak dla pań, jak dla mężczyzn. Maski ściąga się z twarzy tylko podczas spożywania posiłku, w czasie tańca nie jest to zalecane. W balowych salach zasadniczo dominuje muzyka klasyczna, zachęcająca do tańca – niczym w Wiedniu w czasach Straussów. Panuje przekonanie, że w dawniejszych stuleciach maski chroniły anonimowość uczestników balu, co to w przerwie między tańcami udawali się do bocznych komnat, aby sobie pospółkować. Zapewne najlepiej opowidziałby o tym przesławny Giacomo Casanova, ale dziś nie ma już go w Wenecji. Spoczywa w podziemiach swojego zamku w czeskim Duchcovie.
Osobny ustęp poświęcić wypada weneckim karnawałowym strojom, przede wszystkim tym damskim, są one bowiem najprawdziwszymi dziełami krawieckiej sztuki. Zdarza się, że któraś z uczestniczek maskowego balu zamówi sobie na tę okoliczność wymyślną kreację i za nią zapłaci, częściej wszak kostium wypożycza się w krawieckim atelier, jakich w samej Wenecji i okolicach nie sposób zrachować. Największym prestiżem cieszy się Atelier Tiepolo – warsztat, od XVIII stulecia mający swą siedzibę przy wąziutkiej, ale długiej ulicy Longo, w centrum Wenecji. W nim wypożyczenie karnawałowego kostiumu na bal maskowy kosztuje co najmniej pięćset Euro a takiego bardziej fantazyjnego i uszytego ze szlachetniejszych materiałów nawet kilka tysięcy. Chętnych wszak nie brakuje. Niektórzy przebierają się nie dla balu na sto par, ale żeby po prostu pospacerować sobie w czasie karnawału po Wenecji. Na kogoś odzianego w dżinsy i wiatrówkę spogląda się tu w owym okresie jak na dziwoląga, istnego odmieńca. W okresie karnawału nawet dzieci i młodzież chodzą do szkół poprzebierani. Przebierańców spotyka się w Wenecji wszędzie.
W roku 1987 UNESCO wpisała Wenecję na prestiżową listę Światowego Dziedzictwa Kultury mając na uwadze przede wszystkim jej niezwykłą architekturę, zabytki i krajobrazy. Zaszczytu tego, w kategorii niematerialnej nie dostąpił wszak tutejszy karnawał, pomimo tego, iż miasto od lat się o to ubiega. Światowa organizacja uznaje, że z jednej strony za bardzo jest pospolity, z drugiej zaś zanadto elitarny. Żeby wyrobić sobie własne zdanie, po prostu trzeba do Wenecji się wybrać.
Karnawał wenecki uważa się za najsłynniejszy we Włoszech, ale nie jest on jedynym w owym kraju. Swoje karnawały organizuje się bodaj w każdej z 7.904 miejscowości Italii. Tymi najbardziej spektakularnymi są karnawałowe parady w Acireale na Sycylii, Cento, Florencji, Noli, Putignano, Roncigliome i w Viareggio. Karnawałowe korowody przemierzają również centralne place i ulice samego Rzymu, co oczywista bez Placu Świętego Piotra, ten bowiem zastrzeżony jest wyłącznie dla ceremonii relidijnych. Tak postanowiono w Traktatach Laterańskich i basta!
*
NICEA – Widowiskowy nicejski karnawał w roku 2026 również zaprogramowano na 18 dni ale od 11 lutego do 1 marca, albowiem Francuzi głów popiołem posypywać sobie nie pozwalają. Klimat Lazurowego Wybrzeża jest bardzo łagodny a to sprzyja uprawianiu w tych terenach roślin obficie rozkwitających jeszcze zimową porą, w początkach marba a nawet w drugiej połowie lutego. Bohaterami karnawału w Nicei, obchodzonego od rolu 1876 uczyniono więc kwiaty. Jednym z najbardziej interesujących miejsc w Nicei jest Marché aux Fleurs po polsku Rynek Kwiatowy, obowiązkowe miejsce dla wszystkich odwiedzających stolicę Lazurowego Wybrzeża. Od uczestników karnawałowej parady nie wymaga się żadnego oficjalnego stroju, choć się taki zaleca: powinien być w stylu późnego okresu osiemnastego stulecia, by wyglądało bardziej romantycznie.
Pierwsze wzmianki o nicejskim karnawale pochodzą z końca XIII wieku, dokładnie z roku 1294, kiedy to król Neapolu i Sycylii Karol II Andegaweński (w owych czasach Prowansja mu podlegała) zezwolił na urządzanie w Nicei w okresie karnawału ludowych zabaw i balów, na wzór tamtych w Neapolu. Trzeba nam wszak pamiętać, że w owych czasach Nicea była zupełnie innym miastem niż obecnie; jej obszar obejmował jedynie tereny wokół Wzgórza Zamkowego oraz położonego nieco dalej na północ pagórka Cimiez i jeszcze obszar wokół portu. O reprezentacyjnej dziś Promenadzie Anglików nikomu wówczas się nie śniło. Pierwszy pochód karnawałowy z karocami, wówczas zaprzężonymi w konie miał w Nicei miejsce w roku 1873; jego trasa przebiegała od Rynku Kwiatowego po wówczas już istniejącej Promenadzie Anglików. W czasach dzisiejszych trasa karnawałowego pochodu wiedzie od Parku de la Coulée Verte przez Plac Masséna, Park Alberta I i dalej wzdłuż Promenade des Anglais (Promenady Anglików) – zajmuje to mniej więcej dwie godziny choć może trwać krócej, co zależy od tematu i programu parady.
Główną osobliwością nicejskiego karnawału zapewne jawią się jego wspaniałe karoce, których w pochodzie tradycyjnie uczestniczy szesnaście. Każda z nich wymyślnie udekorowana jest kwiatami oraz wszelkimi innymi barwnymi ozdobami. W czasach najdawniejszych karoce ciągnione były najpierw przez konie, potem przez traktory, teraz są pojazdami samojezdnymi, skonstruowanymi ba podwoziach ciężarówek, niektóre z silnikami spalinowymi, inne z elektrycznymi. Ich wystroju dokonuje się w wyspecjalizowanych warsztatach, gdzie również sporządzane są z celulozowej masy karnawałowe figury, w czasie parad przewożone na platformach. Jedną z nich jest wielka figura Króla albo Królowej karnawału; w roku 2025 był nim Król Oceanów, w 2026 Królowa, przeto motto tegorocznego karnawału brzmi: Vive la Reine! (Niech żyje Królowa!). Król czy też Królowa biorą udział w każdej z karnawałowych parad.
W oficjalnym programie planuje się w Nicei kilkanaście parad, zwanych tutaj corso, zarówno za dnia (zawsze po południu), jak również wieczorem, z nastaniem nocy (corso illuminé). Na ten rok parad zaprogramowano piętnaście, osiem dziennych i siedem nocnych, oświetlonych. W programie zawsze organizuje się specjalny pochód karnawałowy dla dzieci (za dnia) oraz jeden, nocny i oświetlony dla członków i sympatyków ruchu LGBT, nazywany Lou Queernaval. Niecodzienny charakter mają parady zwane La Bataille de Fleurs (Biwa Kwiatós), dla ich widowiskowości urządzane popołudniami, kiedy jeszcze mocno przyświeca słońce. Na tegoroczny karnawał takich przewidziano cztery. Na całej ich trasie uczestnicy spektaklu atakują kwiatami publiczność tej zaś pozwala się odpowiadać tym samym. W ostatnim pochodzie, kończącym nicejski karnawał figurę Króla albo Królowej karoca dowiezie na Plac Masséna, w pobliże fontanny Neptuna, gdzie zostanie widowiskowo spalona, czemu na nabrzeżu towarzyszyć będą ognie sztuczne. Nicejski karnawał oficjalnie się kończy chociaż zabawy na placach i ulicach potrwają do bielusieńkiego rana. A po nich pozostanie jedynie czekać do kolejnego karnawału, uzbroiwszy się w cierpliwość. Miałem okazję zobaczyć różne karnawały w Hiszpanii, Andorze, Belgii, Francji i w Niemczech, również ten w Wenecji. Za najbardziej spektakularny i kolorowy pośród nich uważam karnawał w Nicei.
*
BINCHE I AALST (BELGIA) – Oba owe belgijskie miasta zbytnio nie wyróżniają się wielkością. W roku 2022 walońskie Binche liczyło z górą 33 tysiące mieszkańców, flamandzkie Aalst niespełna 89 tysięcy. W obu mieszka sporo osób polskiego pochodzenia, jeszcze w niedawnych czasach były bowiem ważnymi centrami wydobycia węgla kamiennego, dokąd za chlebem przybywali z Polski górnicy. Sam mam w Binche przyjaciół, potomków górniczej rodziny. Dziś jednak nie będzie o kopalniach ani o górnikach, lecz o karnawale, jemu bowiem poświęcam dzisiejszy artykuł. Oba celebrowane są zaledwie przez trzy ostatnie trzy dni karnawałowego okresu, od niedzieli do wtorku. Obie tradycje liczą sobie niemało lat; ten z Binche podobno celebrowano już w XIV wieku, ów drugi, w Aalst wzmiankowany był w roku 1432. W owym okresie Niderlandy całe były katolickie.
Barwną osobliwością karnawału w Binche są Gilles – przebrani w czerwone stroje mężczyźni, w czasie karnawałowych pochodów zakładający na twarze woskowe maski, a na głowy wielkie czapy ze strusich piór. Gillem może być tylko mężczyzna i to taki, który co najmniej od lat pięciu rezyduje z Binche. Nie jest znane pochodzenie owych figur, podobno mających symbolizować równość różnych klas społecznych. W obchodach karnawału prócz Gillów reprezentować je mają jeszcze chłopi i artyści: arlekini i pierroci, zachęcający publiczność do tańców.

Gille karnawału w Binche, Belgia – dzięki uprzejmośvi UNESCO
Pochodzenie Gill´w jest absolutnie nieznane. Niektórzy tłumaczą, że przedstawiają Indian przywiezionych z Ameryki, co to podobno mieli niewolniczo usługiwać w czerwonych liberiach i strusich czapach na dworze króla Hiszpanii Karola V. Przepraszam: Niderlandy podlegały owemu monarsze w XVI stuleciu a karnawał w Binche celebruje się od końca stulecia XIV – i jakżeż nam to pogodzić? Dla mnie o wiele bardziej wiarogodna jest wersja, iż karnawał w Binche ma korzenie weneckie, na co wskazuje obecność w nim arlekinów i pierrotów. Mniejsza o to. Uroczystość w Binche rozpoczyna się w niedzielę, zaraz z rana, kiedy Gille z bębnami okrążają ulice miasta, żeby wezwać mieszkańców na pochód, który odbędzie się po południu. Poniedziałek jest dniem przeznaczonym dla dzieci i młodzieży. Młodzi ludzie spotykają się z rana w kawiarniach, aby napić się czegoś rozgrzewającego, bo czeka ich dzień pracowity. Będą w nim, często w towarzystwie Gillów rozdawać na placach i ulicach, a też w restauracjach, kawiarniach, a nawet w szpitalu pomarańcze, mające zapewniać pomyślność. Te najczęściej pochodzą z Hiszpanii. We wtorek o świcie naczelny Gill wychodzi z bębnem do miasta i zaprasza nim Gillów na tradycyjne śniadanie, zwyczajowo składające się z ostryg, chleba na przekąskę i białego wina, najczęściej musującego do przepicia. Przed obiadem orszak kieruje się do merostwa, gdzie wręczy się mi dyplomy a niektórym pamiątkowe medale. Pod wieczór całe miasto spotyka się na Grand Place, gdzie tańce potrwają do późnej nocy.
W Aalst, oddalonym od Brukseli o 31 kilometrów na zachód, leżącym we flamandzkiej części Belgii karnawał obchodzony jest od roku 1432. Z upływem czasu tradycje karnawałowe na obszarach Flandrii, z powodu coraz bardziej szerzącego się protestantyzmu, zwłaszcza po Wojnie Trzydziestoletniej (1618 – 1648) szybko poczęły zanikać, karnawał w Aalst jednak jakoś zdołał się obronić. O jego popularności zadecydowały najwidoczniej widowiskowe parady i tańce Giganten (Gigantów) – olbrzymich figur, wysokich nawet na pięć metrów i ważących ponad 50 kilogramów, przedstawiających znane postaci z historii, tamtej dawniejszej a też tej bliższej. Potrzeba naprawdę krzepkiego mężczyzny (rzadkością są kobiety), żeby dźwigając na barkach takiego olbrzyma móc z nim defilować i tańczyć na ulicach w czasie kilku godzin karnawałowej parady. Inną atrakcją Aalst są karnawałowe pieśni, śpiewane po flamandzku. Skomponowano takich ponoć ponad trzysta.
Celebracja rozpoczyna się jeszcze w sobotę wręczeniem Królowi karnawału kluczy od bram miasta, żeby mógł w nim władać aż do wtorkowej nocy, do końca karnawału. Niedziela jest dniem pierwszego przemarszu karnawałowej kolumny, w której uczestniczą tutejsze Gilles oraz figury Gigantów, pośród nich Ros Balatum, przypominająca Bayarda, legendarnego konia Renauda de Monauban, najstarszego syna hrabiego Aymona z Dordoni. Bayard miał być ogierem kasztanowej maści i niezwykle silnym; dosiadał go nie tylko Renaud lecz wraz z nim jego trzej bracia, wszyscy będący dworzanami Karola Wielkiego. Jak powiadała średniowieczna tradycja, Renaud de Montauban miał zabić w bójce szwagra Karola Wielkiego, co doprowadziło do wojny. W końcu jednak monarcha przebaczył Renaudowi jego zbrodnię, ale pod warunkiem, że ten uda się do Ziemi Świętej na wojnę z saracenami a konia Bayarda utopi w wodach Renu albo Mozy. Ogierek zdołał jednak się uratować i uciekł w lasy Ardenów, gdzie podobno do dziś słychać nocami jego donośne rżenie. Niezwykła jest owa legenda, po nasze czasy wspominana w karnawale Aalst.
W poniedziałkowe przedpołudnie na Grote Markt (Rynku Głównym) Gille wykonują taniec z miotłami, symbolizujący przeganianie zimy i uprzątanie wszystkich brudów, jakie pozostawiła w mieście. Po południu zaś ma w Aalst miejsce Ajuinworp, co oznacza Rzucanie cebulami. Jedna z nich będzie złota. Nie chodzi o prawdziwe cebule, lecz o cukierki w ich kształcie, które uczestnicy korowodu rzucają publiczności. Kto zdoła złapać złotą cebulę, tego czeka w tym roku wiele szczęścia. Karnawałowy wtorek w Aalst jest dniem, w którym ma tu miejsce pochód Voll Jeanetten, czyli Brudnych Żanet. Owego dnia defilujący mężczyźni przebrani są za kobiety. Pchają przed sobą dziecięce wózki a w nich klatki dla ptaków z wysuszonymi rybami w środku, lampiony i połamane parasole. Wszysto to ma przypominać czasy, kiedy ubogich robotników nie było stać na zakup przyzwoitego kostiumu karnawałowego, przeto zakładali na siebie suknie własnych żon. Suche śledzie i połamane parasole przypominają biedę, lampiony nadzieję na wyjście z niej. Wieczorem Król karnawału odda burmistrzowi klucze od bram miejskich, poczem główna figura zostanie spalona, oznaczając koniec oficjalnego karnawału, choć zabawy potrwają do rana.
Prawda, że interesujące? Na tyle, że zacna UNESCO oba belgijskie karnawały wpisała na swą prestiżową listę niematerialnego Światowego Dziedzictwa Kultury.
*
PODENCE w portugalskim dystrykcie Bragança na północnym wschodzie Portugalii, niemalże na granicy z Hiszpanią jest niewielką wioseczką, liczącą zgoła 250 mieszkańców. Jedynym zabytkiem jest tu późnoromański kościół Nossa Senhora da Purificacão (Oczyszczenia Najświętszej Marii Panny), pamiętający XII stulecie. Wioseczka stała się sławna w Portugalii a także poza jej granicami w roku 2019 kiedy UNESCO wpisała jej trzydniowy karnawał la listę niematerialnego Światowego Dziedzictwa Kultury. Jego tradycja wywodzi się z dawnych obrzędów płodności, w których uczestniczyli wyłącznie nieżonaci mężczyźni. Takież były początki karnawału w Podence.
Karnawałowe uroczystości trwają w wiosce trzy dni, od niedzieli do wtorku. Pierwszoplanowe role odgrywają w nich tancerze zwani caretos. W dawniejszych czasach byli nimi tylko mężczyźni, a że czasy się zmieniają, tak więc do grona caretos przyjęto panie a w końcu, kiedy popularność karnawału wzrosła, nawet dzieci, nazywane estudantes (uczniami). Wszyscy odziewają się w wyzywająco barwne kostiumy z paseczkami, do których z przodu przyczepione mają niewielkie dzwoneczki, z tyłu zaś większe dzwonki pasterskie, jakie wiesza się krowom na szyi. Na twarze caretos zakładają maski. W czasie przemarszu towarzyszy im muzyka. Taniec ów nazywa się po portugalsku chocalhada, co dosłownie oznacza potrząsanie, a chodzi o potrząsanie biodrami, żeby zwrócić na siebie uwagę kobiet. Osobliwym spektaklem karnawału w Podence jest ogłaszanie fikcyjnie zaręczonych par, nawet dzieci, i strojenie sobie z nich żartów, co zazwyczaj publiczności przypada do gustu. Ot, każdy karnawał chowa w sobie coś osobliwego.
ANDORA – Wcale nie jest łatwo znaleźć wiarogodne informacje na temat andorskiego karnawału a przecież jest on niezwykły, uznany przez UNESCO Narodowym Dziedzictwem Kultury a stąd tylko krok dzieli go od dziedzictwa światowego. Karnawałowych parad z karocami w pienejskim państewku się nie urządza za to mają tu miejsce w karnałową niedzielę i wtorek dwa niepowtarzalne widowiska, oba w miasteczku Encamp, na placu przed ratuszem. W niedzielę po południu prezentuje się Judici de contrabandistes czyli Sąd przemytników. Po głównej ulicy miasta uciekają autami z napędem na wszystkie cztery koła kontrabandziści, wyrzucający worki z tytoniem i papierosami. Ściga ich hiszpańska Guardia Civil, strzelając w powietrze. Hiszpańscy funkcjonariusze dopadną przemytników na placu przed ratuszem Encamp (Plaça dels Arinsols). Tu, na scenie przed miejscowym centrum kultury, czeka już na nich szesnastu sędziów, a w rogu stoi szubienica. Na niej przywódca szmuglerów, skazany na śmierć zostaje powieszony. Widowisku przyświeca motto: Setze judges d’un jutjat mengen fetge d’un penjat a to się przekłada: Szesnasu sędzióe jednego sądu zażera się wątrobą jednego wisielca. Był taki okres w historii, kiedy ponad połowa mieszkańców Andory zajmowała się kontrabandą cygar i papierosów do Hiszpanii a wykorzystywano w niej nawet osły. Niezmiernie oryginalne widowisko, nieprawdaż?
Niemniej interesujący w Andorze jest karnawałowy wtorek. W Encamp, na tym samym Plaça dels Arinsols, prezentowany jest po katalońsku El Ball de l’Ossa (Taniec Niedźwiedzicy). Żeby dobrze zrozumieć jego sens, nie wystarczy dobrze opanować język kataloński. Trzeba mieszkać w Andorze i żyć codziennymi jej problemami. A oto przebieg przedstawienia: w lesie, na polanie zwierzęta urządziły sobie karnawał z tańcami i przyśpiewkami, których treścią są pokazywane satyrycznie różne wydarzenia, jakie w minionym roku miały miejsce w pirenejskim państewku. Zwierzaki drwią sobie z owych sytuacji, nie oszczędzając ich bohaterów, często wymieniając prawdziwe ich imiona i nazwiska – słowa i melodie pioseneczek każdego roku się zmienia, aktualnie odnośnie do tego, co w ubiegłym roku w Andorze się wydarzyło. Najodważniej ze wszystkich poczyna sobie niedźwiedzica, nie oszczędzając nikogo; najwięcej oberwie się od niej Cap del Govern (premierowi) oraz jego ministrom. Fauna nie zostawia też suchej nitki na członkach Consell General (parlamentu) i pośledniejszych urzędnikach, wykpiwając ich przywary i nierozsądne decyzje. A na skraju polany czatują ukryci za drzewami myśliwi, żeby z ukrycia strzelać do co odważniejszych zwierzaków. Nijak jednak nie mogą ustrzelić niedźwiedzicy, która pląsa po całej polanie, drwiąc sobie ze wszystkich. Na koniec, po niemal półtorej godzinie spektaklu, myśliwi wpadną na polanę, otoczą niedźwiadkę i podziurawią ją kulami z dubeltówek. Raniona, pada na słomianą matą, na której wyzionie ducha. Teraz wszyscy udadzą się do sal tanecznych, żeby świętować zakończenie karnawału. Prawda, że oryginalne i niecodzienne?
*
KARNAWAŁY HISZPAŃSKIE – Te na tle już opisanych prezentują się najmniej ambitnie, choć pompatycznie. Dwa z nich, karnawał w Kadyksie oraz w Santa Cruz de Tenerife wpisano na listę wydarzeń kulturalnych o znaczeniu międzynarodowym. Innych siedem: w Las Palmas de Gran Canaria, Águilas (Murcja), Badajoz (Estremadura), Sitges (Katalonia), Verín i Ourense (Galicja) i jeszcze ten w Aviles (Asturia) uznano za dziedzictwo kultury narodowej. Swoje lokalne parady karnawałowe organizują niemal wszystkie hiszpańskie miejscowości, a jest ich aktualnie 8131.
Niemal wszystkie tutejsze karnawały przebiegają według podobnego scenariusza. Barwnie przyozdobione karoce pociągane są przez stosownie udekorowane traktory. Ową wspólną cechę hiszpańskich karnawałów zaprezentował nawet w swoim teatrze-muzeum Salvados Dalí. Na wewnętrznym dziedzińcu polecił ustawić swojego czarnego Cadillaca z wielgachną figurą biblijnej królowej Estery, który dwoma łańcuchami pociąga żółtą łódkę Gali, spoczywającą na wysokiej kolumnie z trzydziestu dwóch opon traktorowych. Całą tę kompozycję artysta nazwał Karnawałem kultury. Królową owego karnawału, zgodnie z jego życzeniem wybrana została jego muza Gala.
Karnawał hiszpański, w przeciwieństwie do wszystkich, które dopiero co opisałem, nie przedstawia żadnych specjalnych wartości kulturowych, ale pomimo tego jest bardzo atrakcyjny. Chodzi w nim po prostu a zabawę: tę spontaniczną, wielotysięczną na placach i ulicach, ale również tę bardziej kameralne w salas de fiestas (salach tanecznych). Świętowanie karnawału rozpoczyna się w Hiszpanii od podstaw, we wszystkich szkołach a nawet w przedszkolach. Poprzebierane za popularne postaci filmów dla dzieci (nasza córa wybrała Mickey Mouse) dzieciaczki defilują po ulicach miast i miasteczek, żeby wczesnym popołudniem powróć do szkoły, gdzie oczekują ich łakocie i orzeźwiające napoje. Parady poważniejsze rozpoczynają się wieczorem, kiedy zapadnie ciemność. Na ulice miast i miasteczek wynurzają się traktorowe karoce – będzie ich w Kadyksie, w Santa Cruz na Teneryfie i w Las Palmas de Gran Canaria kilkadziesiąt. Królowa karnawału, odziana przepysznie, pojedzie na którejś z końcowych, żeby napięcie wśród publiczności wzrastało. Każdej karocy towarzyszy inna muzyka. Stłoczona na trasie przejazdu publiczność próbuje nadążać za jej rytmem, co w takim tłumie wcale nie jest łatwe. Karnawałowy pochód skończy się przed północą alé zabawy trwać będą do samego rama, albowiem tego oczekuje hiszpańska karnawałowa tradycja.
W popielcową środę z rana jeszcze do końca nie wytrzeźwieni uczestnicy karnawałowych szaleństw gromadzą się na plażach, a gdzie nie ma morza na suchych placach, żeby celebrować El entierro de la sardina, czyli Pogrzeb sardynki. Owa rybka uważana jest za alegorię skromności, a w okresie Wielkiego Postu, aż do Wielkiej Nocy trzeba będzie posilać się skromnie. Pogrzeb sardynki tradycyjnie obchodzi się jako ostatni akt hiszpańskiego karnawału. Niby nic, zwyczajne tra – ta – ta. Jest wszak w karnawale jakaś siła, bo za rok znów będzie podobnie.
*
A CÓŻ W POLSCE? – Cała sala śpiewa z nami tańcząc walca, walczyka parami – pamiętamy jeszcze Jerzego Połomskiego? Przede wszystkim bale na sto par, na których pan wodzirej wręcz szaleje po sali. W polskiej tradycji karnawałowej, w okresie zapustów tkwią raczej wystawne biesiady a po nich taneczne bale, na których wypada „zapuścić się” całkowicie, rzadziej wychodząc na ulice. „Jedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanka, swawola. Ledwie karczmy nie rozwalą. cha cha, chi chi, hejże hola!” – oto jak dostojny wieszcz Adam Mickiewicz opisał typową polską karnawałową biesiadę w karczmie Rzym – to chyba dziś w Suchej Beskidzkiej? Zdecydowanie do polskiej tradycji karnawałowej należy Tłusty Czwartek, celebrowany każdego roku w ostatni czwartek przed rozpoczęciem Wielkiego Postu. Zwyczaje nakazują spożywanie tego dnia pączków z różanym nadzieniem, chrustów, blinów i racuchów. W Hiszpanii wzięcie mają przede wszystkim churros, tutejsze chrusty zamoczone w płynnej czekoladzie. Paluszki lizać!
Z trudem wchodzi w polską tradycję organizowanie barwnych pochodów karnawałowych na wolnym powietrzu, na placach i ulicach, co wydaje się zrozumiałe. Luty w Polsce zawsze przecież kojarzył się i jeszcze dziś kojarzy z tęgą zimą choć ostatnimi laty, w związku z ocieplaniem się klimatu wyraźnie wiosennieje. W ostatnich latach pojawiają się na ulicach barwne korowody i wygląda na to, że będzie ich więcej, karnawał przenika bowiem granice stref klimatycznych. Kulisy typowego polskiego karnawału świetnie pokazał na ekranie reżyser Feliks Falk w filmie Wodzireej z 1978 roku, z niezapomnianym Jerzym Stuhrem w roli głównej. Ów film naprawdę znakomicie pokazuje, czym tak naprawdę jest karnawał. Zachęcam do obejrzenia Wodzireja. Gdy płyną dźwięki tej piosenki: Laj la la laj, laj la la laj, każdy się robi w sercu miękki, Laj la la laj, laj la la laj!
Typowym zwyczajem wiejskim w okresie Zapustów jest w wielu regionach Polski, głównie w jej wschodniej połowie kolędowanie. Grupy kolędników, na Kurpiach i Mazowszu zwane herodami, na Kaszubach gwiżdżami, zwykle chodzą po wsiach w okresie od Trzech Króli (niektóre już od samego Bożego Narodzenia) do wtorku przed środą popielcową. Tradycja głosi, że w czasie obchodu wsi kolędnikom nie wolno pominąć żadnego domu, bo to mogłoby oznaczać dla takiego nieszczęście. Pamiętam z dzieciństwa, że kolędnicy śpiewali przed naszym domem przyśpiewki z życzeniami zdrowia, szczęścia i wszelkiej pomyślności; jeden z nich przygrywał im na akordeonie, drugi na trąbce, jeszcze inny na bębenku. Dziadek z babcią wynosili im w podarunku kiełbasę, laskę „pasztetówki” i dwadzieścia złotych, za co Turoń z wdzięczności kłapnął im przed nosem szczęką. A my z bratem, oczarowani widowiskiem rysowaliśmy na kartkach zeszytu miesiące, grające na różnych instrumentach, ale zawsze styczeń na harmonii, luty na trąbce, marzec na bębnie. W zespole kolędników dominują Herod, Dziad, Baba, Brat (czasem Siora – to oni zbierają dary od gospodarzy) a towarzyszą im tradycyjnie Para Młoda, Diabeł, Żołnierz, Strażak, Kominiarz, Policjant, Żyd i ubrana na biało Śmierć dzierżąca w ręku kosę. Śmierć i Diabeł uśmiercą Heroda, winnego rzezi niewiniątek. Śmierć zabierze jego ciało, a Diabeł porwie duszę. W kolędowaniu biorą udział również osoby przebrane za zwierzęta: niedźwiedź, baran, lis a czasem bocian. Pośród nich wyróżnia się kłapiący szczękami Turoń, najczęściej o głowie byka, odziany w barani kożuch wywrócony włosami na wierzch i przyrzucony derką. To on ma przynosić rodzinie zdrowie, szczęście oraz wszelką pomyślność. Na Kujawach, głównie w powiatach aleksandrowskim, inowrocławskim i włocławskim Turonia zastępuje Koza. Tamtejsze Chodzenie z Kozą w roku 2020 wpisane zostało na listę Narodowego Niematerialnego Dziedzictwa Kultury. Do światowego chyba tylko brak jeszcze jednego Turonia. W porównaniu z karnawałami w Wenecji, Nicei, Kadyksie czy tych na Wyspach Kanaryjskich polskie obchody z pozoru prezentują się skromniej, ale przecież są niezmiernie interesujące, a co najważniejsze, swym charakterem bliskie zarówno hrabiom jak też poddanym a przecież chodzi o to, żeby tak jedni jak też drudzy dobrze się bawili, a okres karnawału wyjątkowo temu sprzyja. Polskie Zapusty, choć mniej są spektakularne niż śródziemnomorskie parady, niewiele im ustępują. Niekoniecznie trzeba masowo wylegać na ulice, żeby radośnie spędzić karnawał. A poza tym w salach tanecznych bywa w lutym nieco cieplej niż na wolnym powietrzu.
*
TRADYCJE KARNAWAŁU wyszły ze świata katolickiego. Z Europy łatwo przeniosły się na kontynent amerykański, gdzie zasłynął zwłaszcza karnawał z brazylijskiego Rio de Janeiro, najczęściej pokazywany przez telewizyjne kamery. W roku 2005, w programie Światowego Forum Kultur w Barcelonie mogliśmy oglądać karnawałową paradę z San Salvador de Bahia, również z Brazylii. Nigdy wszak nie widziałem na ekranie telewizora scen z karnawału w kolumbijskiej Barranquilli ani w boliwijskim Oruro, obu wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa Kultury. Jak poważnie traktuje się karnawał na półkuli zachodniej, sam miałem okazję przekonać się podczas mojego ostatniego pobytu na Antylach, jaki miał miejsce na przełomie listopada i grudnia, jeszcze przed pandemią Covid-u 19. Zarówno w Basseterre na wyspie Saitnt Kittts jak też w Port of Spain na Trynidadzie już z początkiem grudnia oglądałem przygotowania tancerzy do karnawału.
Karnawałowe celebracje przeniknęły również do krajów przynajmniej w części protestanckic, na ten przykład do Holandii (prowincje Limburgia i Brabancja Północna), Niemiec (głównie Kolonia, Düsseldorf i Moguncja), Szwajcarii (przede wszystkim Bazylea, Bellinzona, Lucerna i Solura) oraz do Wielkiej Brytanii (tu głównie karnawał w Londynie, w dzielnicy Notting Hill). Spośród wymienionych żaden z karnawałów nie wyróżnia się niczym osobliwym chociaż ów z Bazylei w swoim programie, prócz tanecznych korowodów prezentuje najwięcej obrzędów lokalnych. Pewnie też z tej przyczyny w roku 2017 UNESCO raczyła wpisać go na listę Światowego Dziedzictwa Kultury. Osobliwymi zwyczajami wyróżnia się Maslenica, czasami nazywana rosyjskim karnawałem. Jest to święto obchodzone w Rosji, Białorusi i w Ukrainie, trwające siedem dni i przypadające na siedem tygodni przed prawosławną Paschą, niekiedy pokrywające się w czasie z ostatkami katolickiego karnawału. Prawosławna Cerkiew uznała Maslenicę za oficjalne święto. Maslenica na razie niewiele wykracza poza taneczne sale. Jej bodaj jedynym publicznym przejawem są biesiady i tańce wokół ogniska, zwiastujące zmierzch zimy i nastanie wiosny a podobno również wzajemne przebaczanie sobie win, rozpuszczając je w wódce. Na dopuszczanie się kolejnych będzie teraz cały rok.
Ot, i tak kończy się dzisiejszy europodowy przegląd karnawałowy. A teraz niechaj wszyscy Państwo powstaną, pochwycą się za ręce i wspólnie zaśpiewajmy za Jerzym Połomskim: Cała sala śpiewa z nami, tańcząc walca, walczyka parami. Na tym balu nad balami, takim co się pamięta latami. Gdzieś Hiszpania za górami a tu zima, karnawał jest z nami. Raz się żyje, walczyka zatańczmy ten raz. Hiszpański walczyk w sam raz! Czyż na tym świecie trzeba nam czegoś więcej?
Jerzy Leszczyński
19 stycznia 2026
Zdjęcie ilustracyjne – Bitwa kwiatów w Nicei – za wydaniem specjalnym gazety Nice Matin


