Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Zdjęcie do felietonu „Na Mokotowskiej”. Fot. – B.J. Przedpełska
OPOWIEŚCI MASEK
Kim jesteś, piękna maseczko? To pytanie znane jest bywalcom balów maskowych i może być naturalnym wstępem do dalszej rozmowy. Carl Gustav Jung pisał, że w każdym z nas istnieją różne twarze. To maski, które zakładamy wychodząc do ludzi czyli to, co ukrywamy.

Przybieramy maski w zależności od okoliczności, maskujemy się, nasze emocje, uczucia, osobowość. Zarazem maska umożliwia utożsamienie z różnymi postaciami – jak w teatrze; bycie kimś innym, zagranie wybranej roli. To czasami zabawa, ale też rytuał, magia, element obrzędu. Ten temat od wieków fascynuje artystów, funkcjonuje w sztuce, teatrze, tradycji. Teraz trwa karnawał, a więc maski są na czasie. Są też maski ponadczasowe, które o każdej porze roku i dnia opowiadają swoje historie: w Galerii Delfiny, której motto brzmi „Sztuka zaczyna się tam, gdzie spotykają się ludzie” rozgościły się maski artystyczne Joanny Hrk. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi (Wydział Grafiki oraz Wydział Tkaniny i Ubioru) i doktor w dziedzinie sztuk plastycznych warszawskiej ASP (Wydział Sztuki Mediów i Scenografii) jest artystką wielowymiarową. Maluje obrazy, wykonuje maski, ilustracje książkowe, projektuje scenografię. W maskach widzi nie tylko formę i dekorację, ale również symbolikę, głębię ekspresji, nośnik energii, tajemnicę. Jej maski to trójwymiarowe, przestrzenne rzeźby, bogato zdobione, dekoracyjne. Nawiązują do archetypów i pewnych rytuałów: artystka czerpie inspiracje z mitologii indoeuropejskiej, celtyckiej i teatralnej. Każda z nich ma swoje imię i bogatą historię. Na początku była Herni. To kobieta z rogami, żeński odpowiednik ducha lasu, którego spotykał Robin Hood w Sherwood. Po raz pierwszy przedstawił go Szekspir w „Wesołych kumoszkach z Windsoru”. Groźnie brzmi jego przepowiednia, gdy spotkanej osobie mówi tak: „Ja jestem Hern Myśliwy, a ty jesteś liściem niesionym przez wiatr”. Kto wie, może wciąż jest gdzieś wśród nas? A Opiekun Kluczy – demoniczny, czarny jak smoła, z czujnym, przenikliwym spojrzeniem. Jest strażnikiem porządku – między chaosem i sensem, impulsem a świadomością. Galadriela imponuje sznurami pereł, które spływają swobodnie na jej twarz. W języku elfów oznacza „świetliście ukoronowaną”. Perły to amulety; symbolizują czystość, niewinność, nieskazitelne piękno. Są połyskliwe jak promienie słońca, rozpraszają mroki duszy. Joanna Hrk wykonuje maski z butafory. To najstarsza technika teatralna i bardzo pracochłonna: gipsowe odlewy wyrzeźbionych głów wykłada się papierem pakowym. Gotowe maski są bogato zdobione: tkaninami, metalowym drutem, elementami drewnianymi, perłami i sztuczną biżuterią, koronką, pluszem, sizalem. Rozrastają się przestrzennie i dominują nad wybranym fragmentem galerii. Patrzą na nas, śledzą każdy ruch. Czy mamy się ich bać? Niekoniecznie. Wystarczy się nimi zachwycić, polubić i wsłuchać się w to, co mają nam do przekazania.
fot. Maska Nefri
PIES – NAJLEPSZY PRZYJACIEL

Na ekrany polskich kin wszedł właśnie film „Psoty”, przedstawiający historię niezwykłej więzi, łączącej człowieka z psem. To nie pierwsza ekranizacja na ten temat; co więcej, w historii kinematografii jest wiele tego typu obrazów, które cieszyły się ogromną popularnością i sympatią widzów. To na przykład „Lassie, wróć” i „Lassie” na podstawie powieści Erica Knighta, „Beethoven” – zabawna opowieść o przygodach uroczego, ogromnego bernardyna, który zdobywa serca domowników i nie sposób się na niego gniewać. To także „Zew krwi” i „Biały kieł” – adaptacje powieści Jacka Londona, „Mój przyjaciel Hachiko” – nakręcony na podstawie autentycznych wydarzeń o psie rasy akita inu, wiernym swojemu właścicielowi aż po grób. „Marley i ja” przedstawia małżeństwo dziennikarzy (z udziałem gwiazd ekranu: Jennifer Aniston i Owena Wilsona), dla których opieka nad psem ma przygotować ich do roli rodziców. „Sztuka ścigania się w deszczu” to historia psa kierowcy rajdowego, „O psie, który wrócił do domu” powstał według powieści Bruce’a Camerona. „Mój przyjaciel Skip” z psem rasy jack russell terrier, „Togo” z psem rasy husky, słynne kreskówki Disneya o 1001 dalmatyńczyków i psie Pluto. I polskie produkcje: „Czterej pancerni i pies” z wilczurem Szarikiem, pełnoprawnym członkiem załogi czołgu, „Przygody psa Cywila” i „O psie, który jeździł koleją”.
Różne scenariusze, stylistyki i scenariusze: baśnie, komedie, dramaty; filmy przygodowe, sensacyjne. Wszystkie łączy jedno: pozytywny, wzruszający przekaz, że zwierzęta to istoty, które potrafią kochać, odwdzięczać się za okazane dobro i opiekę; są czułe, wrażliwe i oddane. Pojawiają się na ekranach często; na planie filmowym są zdyscyplinowanymi i posłusznymi aktorami, przekazują emocje bez słów i…czasem grają pierwszoplanowe role. Film „Psoty” wyreżyserował według własnego scenariusza Kacper Lisowski i jest to jego debiut pełnometrażowy. Widzom spodoba się sympatyczna fabuła. Dziewczynka pragnie przygarnąć bezpańskiego psa, a kiedy rodzice się na to nie zgadzają, wykrada go ze schroniska i ucieka z domu. Z pomocą brata koleżanki, biegłego w elektronice, nakręca filmiki o losie pieska i wrzuca do sieci, zbierając na jego leczenie. Chwilowa nieobecność dziecka w domu paradoksalnie zbliża do siebie rodziców i pozwala odbudować więzi. Występują popularni aktorzy: Małgorzata Socha i Borys Szyc, a w roli nastoletniej Frani – Aleksandra Zagrodzka. Nie jest to jej debiut, bo wcześniej wzięła udział w kilku produkcjach („Banksterzy”, „Listy do M. 4” i „Chrzciny”) praz w reklamach telewizyjnych. „Psoty” dostarczają widzom dawkę dobrej energii i wzruszeń. A ponieważ od pierwszych kadrów do końcowych napisów wiadomo, że ta historia musi się dobrze skończyć, więc dorośli i dzieci na projekcji filmu pop prostu dobrze się bawią.
POPOŁUDNIE W TROPIKU
Warszawska ulica w zimowe popołudnie. Mróz, błoto, zmarznięci, skuleni przechodnie szybko przemykają do domów. Podstawione wysoko kołnierze, głęboko nasunięte na oczy kaptury, rozłożone parasolki na wietrze. A w Galerii Imago Jewelry…rozgrzane, słoneczne lato! To wystawa biżuterii „Exotic Dreams” przenosi nas w zupełnie inny czas i miejsce. Romana Bielecka-Krupa zaprezentowała swoją nową, oszałamiającą biżuterię, która faktycznie powstała z marzeń o upalnych wakacjach, daleko stąd, gdzieś w tropikach nad turkusowym oceanem.

Jej dzieła to swojego rodzaju miniaturowe rzeźby, wykonane ze szlachetnych materiałów: porcelany, złota, platyny, srebra, stali; ozdobione kamieniami szlachetnymi, kryształkami, bursztynami, koralami, naturalnymi perłami, piórami. Są niesamowicie oryginalne i eleganckie, niepowtarzalne. Teraz, na przekór zimie w galerii zakwitł egzotyczny ogród, w którym znakomicie odnajdują swoje miejsce ptaki (tukany i kolibry), motyle i ważki, kwiaty, ale to biżuteria na każdą porę roku. W zimie dostarcza swoimi motywami i kolorami ciepła i słonecznej energii. Przypomina o tropikalnym raju na końcu świata, który może udało się kiedyś zobaczyć. Natomiast w lecie doskonale asymiluje się z otoczeniem, gdy różnymi barwami kwitną kwiaty, a sukienki, bluzki i spódnice uszyte są z wzorzystych materiałów. W centrum galerii – drzewo ze złotymi listkami, na gałązkach kołyszą się połyskujące kryształki i już od razu czujemy się jak w mitycznym ogrodzie Hesperyd. Ale najważniejsze są jubilerskie cacka w gablotach – dzieła z pracowni artystki. Naszyjniki, broszki i bransoletki intrygują wzorami. Wykonane są wyjątkową techniką, o której autorka opowiada z niekłamaną pasją. To obiekty, łączące solidne rzemiosło i fantazję, marzenia o słońcu i beztroskich wakacjach. Każdy wzór powstaje podczas tygodni wytężonej pracy, wymagającej precyzji, doświadczenia i anielskiej cierpliwości. Wielokrotne wypalanie w wysokiej temperaturze, wygładzanie detali, malowanie i nakładanie szkliwa, zdobienie złotem, łączenie koralików i pereł…To wieloetapowy proces, ale efekt jest zachwycający. Naszyjnik z bananami, cytrynami i pomarańczami przypomina spacer po egzotycznym targu: zawieszki na łańcuszku sprawiają, że niemal czujemy w powietrzu zapach dojrzałych owoców i rozgrzanego piasku. Kwiaty hibiskusa pobudzają zmysły, kolibry lekko zawieszone w locie, delikatne i kruche ważki, imponujący irydującym błękitem skrzydeł motyl morpho z serca amazońskiej dżungli – hipnotyzują i kuszą. To wyrazista biżuteria dla osób odważnych, szukających nowatorskich form i niepowtarzalnych rozwiązań. A te wyroby nie są z tzw. sztancy i także na tym polega ich wartość. Moją uwagę skupił na sobie ozdobiony pióropuszem soczysty ananas. Dzięki takim cackom lato można mieć zawsze przy sobie.
NA MOKOTOWSKIEJ
Ulica Mokotowska ma swoją gazetę! I to bardzo efektowną: papierowe, klasyczne wydanie w słusznym formacie, w kolorze. To gazeta ulicy, ale także okolicy: Placu Zbawiciela, Placu Trzech Krzyży i pobliskich miejsc. „Ave Mokotowska”, czyli Mokotowska Avenue, ukazuje się od wiosny ubiegłego roku i zawiera informacje dotyczące kultury, historii, architektury, urbanistyki i biznesu. Mokotowska to modne miejsce na mapie Warszawy, znajdują się tu sklepy, atelier artystów, butiki, galerie, teatry, restauracje. Jak pisze redaktor naczelny, dr Jerzy Ziemacki – to najważniejsza aleja w stolicy mody, urody i prestiżu. Co ciekawe w „Przewodniku Krajoznawczym” z roku 1938 poświęcono jej zaledwie kilka zdań. „Ulica Mokotowska łączy plac 3 Krzyży z placem Zbawiciela, spełniając przez to ważną rolę komunikacyjną, jest też obok ulicy Kruczej najbardziej handlową ulicą dzielnicy”. Pisano też, że w domu pod nr 50 mieszkał Józef Piłsudski w listopadzie 1918 roku po powrocie z Magdeburga. Więcej na ten temat podaje Przewodnik Pascala „Warszawa i okolice” z 2005 roku. Autor Adam Dylewski pisze, że jest to jedna z najciekawszych ulic południowego Śródmieścia – „chciałoby się powiedzieć: Oto prawdziwa Warszawa!”. Nazwa ulicy pochodzi od traktu, łączącego rozdroże Złotych Krzyży z wsią Raków i datuje się od 1770 roku. Wiele zabytkowych budynków przetrwało cudem wojnę. To kamienice przedwojennej burżuazji, najbardziej znane to były dom parafialny Najświętszego Zbawiciela (nr 13), gdzie mieści się Teatr Współczesny; pałacyk Zjednoczenia Cukrowników (nr 25) i dom pod nr 48, wybudowany w 1860 roku kosztem finansisty Leopolda Kronenberga. Mieszkał tam sławny pisarz Józef Ignacy Kraszewski oraz doktor Tytus Chałubiński. Tam też w 1957 roku otwarto popularny studencki klub „Hybrydy” (od 1977 roku działający do dziś, ale na ulicy Złotej). Więcej o dziejach ulicy Mokotowskiej podają inne dostępne źródła. W XIV wieku była to droga z Warszawy do wsi Mokotów. Jeszcze na początku XIX wieku stały tam w większości drewniane domy, a na terenach niezabudowanych znajdowały się sady, ogrody warzywne i stawy hodowlane. Czynszowe kamienice zaczęto budować dopiero w I połowie XIX wieku. Po wojnie ulica zachowała swój charakter, nazywany arystokratycznym. Pod nr 9 mieściła się fabryka wyrobów żelaznych, zwraca uwagę oryginalnym wystrojem kamienica „Pod Niedźwiedziem” (nr 8), budynek Kościoła Metodystów (nr 12; w 1910 roku uważany za najwyższy dom mieszkalny), „Krakowiacy i Górale” (nr 57) z charakterystycznymi posągami podtrzymującymi balkony. Mokotowska „zagrała” też w kilku produkcjach, m. in. w serialach „Stawka większa niż życie”, „07 zgłoś się”, „Prawo Agaty” i w teledyskach. Ulica wciąż zmienia się na naszych oczach i pięknieje. O jej przeszłości i teraźniejszości informuje „Ave Mokotowska”. A przede wszystkim o ludziach, którzy tworzą jej specyficzny klimat. To interesujący pomysł na publikację, toteż już czekam na następne wydania gazety.
BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA


