Z Polski Na Gorąco – Prezydent Polski i pracownice seksualne
Share
Fot. Meta.AI: wyzywająco ubrana młoda kobieta, mięśniak i pracownik ochrony idą do windy, w tle hotelowa recepcja
Krzysztof Zając
Toczy się proces cywilny, w którym jeden z największych portali musi udowodnić, że Karol Nawrocki, prezydent Polski, był alfonsem.
Sutener, potocznie alfons, to osoba czerpiąca korzyści majątkowe z uprawiania prostytucji przez inną osobę. Słownik języka polskiego precyzuje, że jest to mężczyzna, który wyszukuje prostytutkom klientów i zapewnia im opiekę, pobierając w zamian część zarobionych przez nie pieniędzy. Nie jest więc nim taksówkarz dowożący panie uprawiające płatny seks do zamawiających je klientów. Nie jest nim także właściciel budynku lub mieszkania wynajmujący je dla tzw. agencji towarzyskiej lub masażu erotycznego. Nie są to też szatniarze, barmani, sprzątaczki, ochroniarze w takich lokalach. Prostytucja (dziś to określenie ponoć poniża, mówi się: pracownice seksualne) w Polsce nie jest zabroniona. Tak jak korzystanie z usług. Ścigane jest sutenerstwo, ale tylko 10 lat. Potem jest przedawnione.
Pozew wytoczonego portalowi Onet przez Karola Nawrockiego dotyczy wydarzeń sprzed 20 lat. Prezydent był wówczas tylko Karolem, studentem, który na swoje utrzymanie zarabiał m.in. pracując w firmie ochroniarskiej. To na jej zlecenie w Sopocie dbał o bezpieczeństwo w Grand Hotelu – jednym z najbardziej ekskluzywnych w Polsce. Miał ku temu wszystkie kompetencje. Ukończył Policealne Studium Biznesu i Administracji, studiował na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego, jednocześnie uprawiał amatorski boks, walczył w wadze ciężkiej i to z lokalnymi sukcesami.
Po pierwszej turze wyborów prezydenckich, a przed drugą, gdy Karol Nawrocki zmierzył się z Rafałem Trzaskowskim, w maju 2025 ukazał się na portalu Onet bulwersujący tekst o tym okresie życia. Autorzy napisali w nim m.in., że młody Karol Nawrocki pomagał w sprowadzaniu prostytutek do luksusowego hotelu.
W długim artykule Onetu pada ważny cytat z opowieści kolegi ze studiów Karola Nawrockiego, również ochroniarza w tym samym hotelu:
„Kiedyś na wieczornej zmianie Karol zapytał mnie, czy nie chcę zarobić jakichś dodatkowych pieniędzy, bo on i grupa ludzi z ochrony zarabiają na dostarczaniu prostytutek hotelowym gościom. Moja rola miała polegać na tym, że jeżeli jakiś gość zapyta mnie, gdzie można spotkać dziewczyny, to mam dać znać Karolowi. Miałem za to dostawać działkę. Nie powiem, żebym był wzburzony. Powiedziałem: „Ok, Karol. Skoro tak to wygląda”. Potem Karol mi się pochwalił, że to on współtworzył tę siatkę.”
Drugi świadek opowiadał redaktorom:
„Pewnego dnia przypadł mi dyżur przy recepcji. Tam zazwyczaj obok recepcjonistów stał ochroniarz. Nagle widzę, że Karol wchodzi do hotelu z prostytutką i jej ‘opiekunem’. Wsiedli do windy i pojechali na górę, do gościa. To był dla mnie szok…. Karol zaproponował mi dołączenie do grupy, która zajmuje się sprowadzaniem prostytutek. Oferował, że będzie się ze mną dzielił pieniędzmi. Dostał zdecydowaną odmowę i to w ostrych słowach.”
Ten drugi świadek, to kobieta, wówczas 19-latka, która w zeszłym tygodniu, w sądzie potwierdziła wcześniejszą opowieść dla portalu. Ujawniła mediom swoje nazwisko i wizerunek, a nawet udzieliła wywiadu. O pierwszym, kluczowym świadku, wiadomo, że został przesłuchany w postępowaniu utajnionym. Ponoć potwierdził swoje informacje dla portalu. Publicznie się nie ujawnił.
Z opisu Onetu wynikło, że goście hotelu wybierali prostytutki z internetowych stron towarzyskich, które pokazywali im ochroniarze na komputerze. Potem Karol Nawrocki lub ktoś z jego ludzi dzwonił do koordynatora, który przywoził te kobiety do hotelu. Układ z sutenera z ochroną był niezbędny, bo bez niego prostytutki nie zostałyby wpuszczone do hotelu.
Autorzy obszernie opisują działania w tym czasie gangów sutenerów. Znają ich powiązania, strukturę grupy, przeglądają akta, rozmawiają z policjantami. Nigdzie jedna nie pojawia się nazwisko Nawrockiego jako członka grupy. Nie potwierdzają tego też policjanci. A przecież wiadomo, że hotele, szczególnie luksusowe, były pod stałą kontrolą służb specjalnych. Wśród bokserskich i kibicowskich znajomych przyszłego prezydenta są jednak osoby z półświatka – czego Karol Nawrocki się nie wypiera.
Artykuł ukazał się 26 maja 2025 roku, tuż po pierwszej turze wyborów prezydenckich 18 maja i przed drugą turą – 1 czerwca.
Donald Tusk w tym czasie na portalu X napisał do J. Kaczyńskiego: „O wszystkim wiedziałeś Jarosławie. O związkach z gangusami, o „załatwianiu dziewczyn”, o apartamencie miłości w Muzeum II Wojny Światowej, o wyłudzeniu mieszkania…”. Mówił tak jakby wszystko zostało dowiedzione. Tymczasem tak nie było i nie jest. A Karol Nawrocki konsekwentnie zaprzecza wszystkim tym zarzutom.
Przypomina się mi historia Stana Tymińskiego, tajemniczego człowieka z Kanady, który startował w wyborach prezydenckich w 1990 roku. W pierwszej turze uzyskał więcej głosów niż T. Mazowiecki i W. Cimoszewicz. W drugiej turze ten „człowiek znikąd” walczył z legendą: Lechem Wałęsą. Zdobył ponad 25 procent głosów, a Wałęsa prawie 76 proc. Ale zwycięzcy pomogły mu udowodnione później oszustwa samego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych twierdzącego, że Tymiński miał kontakty z libijskim terroryzmem, kolumbijskimi handlarzami narkotyków, głodził własne dzieci i bił żonę. Znany polski psycholog powiedział w Gazecie Wyborczej, że Stan Tymiński jest chory psychicznie.
Jak i kiedy zakończy się tocząca się sprawa o naruszenie dóbr osobistych prezydenta, nie wiadomo. Jakikolwiek będzie wyrok, ludzie i tak swoje wiedzą. Nic jednak nie dowodzi, że zarzuty wobec prezydenta Karola Nawrockiego są prawdziwe. Mamy słowo przeciwko słowu.
Poszukiwacze faktów mogą utonąć w morzu kłamstw i zafałszowań tworzonych przez polityków, dla których prawda nie ma większego znaczenia.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź



