Z Polski Na Gorąco – Polowanie… na myśliwych
Share
Myśliwi mają złą prasę. Zabrania im się polowania z dziećmi, grozi badaniami okresowymi, opowiada o ich okrucieństwie. Ta 130 tysięczna społeczność uważa, że prowadzona jest na nich nagonka. A przecież każdego roku zabijają oni tylko około miliona zwierząt.
W naszym podejściu do myśliwych jest ogromna doza obłudy. Chętnie jemy mięso i niespecjalnie przejmujemy się tym, że zwierzę jest zabijane. Inaczej podchodzimy do myśliwych, uważając ich za sadystów, miłośników przemocy, często z zaburzeniami psychicznymi tylko dlatego, że strzelają do zwierząt wolno żyjących. Co różni ubój przemysłowy od myślistwa? Nasze emocje. Polowanie sprawia przyjemność, a nie powinno i wówczas zapewne byłoby bardziej akceptowalne. Dlatego ekolodzy nie protestują przeciwko odstrzałowi sanitarnemu.
Konfederacja chce dzieci na polowaniach
Konfederacja złożyła w Sejmie, w grudniu, projekt ustawy, która idzie pod prąd negatywnym emocjom związanym z myśliwymi. Inicjatorzy chcą bowiem wprowadzić zmianę w prawie łowieckim polegającą na tym, że w polowaniach mogłyby brać udział osoby poniżej 18 roku życia, nawet małe dzieci.
Wnioskodawcy, 15 posłów Konfederacji, podają, że Polska jest jedynym krajem europejskim zakazującej udziału w polowaniach osób niepełnoletnich.
Zgodnie z projektem, udział osób w wieku poniżej 18 roku życia byłby prawnie dopuszczalny, ale tylko w roli obserwatorów i za zgodą rodziców bądź opiekunów prawnych. Projektowana zmiana umożliwi zainteresowanie młodych osób łowiectwem oraz zwiększenie liczby potencjalnych myśliwych w przyszłości. Pozwoli również na przekazywanie zainteresowań przez myśliwych swoim dzieciom oraz ich wychowanie zgodnie z własnymi przekonaniami – piszą posłowie w uzasadnieniu projektu.
W Niemczech, Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Czechach, Irlandii, Rumunii, Słowenii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, a także na Litwie i we Włoszech nie obowiązuje dolna granica wieku, w którym osoba może brać bierny udział w polowaniu. W wielu krajach europejskich ponadto obowiązują przepisy, które zezwalają nieletnim na uzyskanie licencji na broń palną i polowanie w wieku poniżej 18 roku życia. W Irlandii i Wielkiej Brytanii – od 14 roku życia. Z kolei w Finlandii jedynym warunkiem jest w zdolność czytania i pisania, aby zdać odpowiedni test.
Przeciwnicy ustawy twierdzą, że uczestnictwo dzieci w polowaniach oznacza uczenie ich zabijania. Czyni niewrażliwymi na cierpienie, krew i śmierć. Może spowodować nieodwracalne zmiany w osobowości. Mają na to dowody w postaci opinii psychologów. Jednak nie ma żadnych dowodów na to, że w krajach, gdzie dzieci nie tylko mogą brać udział w polowaniach, a nawet strzelać, jest wyższa przestępczość wśród nieletnich.
Nie boją się kar?
Prawo łowieckie szczegółowo regulujące uprawnienia myśliwych wprowadza przepisy karne. Wykroczeniem, zagrożonym jedynie grzywną, jest strzelanie do zwierzyny w odległości mniejszej niż 500 m od miejsca zebrań publicznych, w czasie ich trwania lub w odległości mniejszej niż 150 m od zabudowań mieszkalnych. Występkiem, za który kara może wynieść maksymalnie do roku więzienia, jest zabijanie zwierzyny innego gatunku, innej płci lub w większej liczbie, niż przewiduje upoważnienie. Taka sama kara grozi za polowanie w obecności lub przy udziale dziecka do 18. roku życia. Znacznie surowsze są kary za polowanie w okresie ochronnym lub kłusownictwo – do 5 lat więzienia.
Uważa się potocznie, że myśliwi są nieodpowiedzialni, łamią prawo, a kary ich nie odstraszają. Polsat przeprowadził dziennikarską prowokację. Wynikało z niej, że można załatwić w kole łowieckim udział nieletnich w polowaniu, uczestniczyć w komercyjnych polowaniach bez posiadania do tego uprawnień, a nawet odstrzelić wilka – chociaż podlega on ochronie. Reportaż Polsatu doprowadził do zawiadomienia prokuratury przez Polski Związek Łowiecki, który zdecydował o przeprowadzeniu kontroli we wszystkich kołach łowieckich prowadzących polowania komercyjne.
Ostatnie wypadki zastrzelonych ludzi, mocno nagłośnione, dodatkowo popsuły opinię o myśliwych.
W sierpniu, na Lubelszczyźnie, doszło do śmiertelnego postrzelenia 60-latka podczas nocnego polowania w Młyniskach, 40-letni myśliwy pomylił go z dzikiem. Według ustaleń prokuratury, trzech myśliwych zlokalizowało dzika i rozstawiło się w polu kukurydzy. Mieszkający nieopodal 60-latek obudził się w nocy, wyszedł przed swoją posesję i stanął przed furtką. W tym czasie jeden z myśliwych strzelił w jego kierunku, trafił mężczyznę w klatkę piersiową. Prokuratura postawiła myśliwemu zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym.
Zarzut zabójstwa w zamiarze ewentualnym usłyszał również 50-latek, który śmiertelnie postrzelił innego myśliwego, 68-latka na polowaniu w okolicy Milejowa, również na Lubelszczyźnie. On także pomylił człowieka z dzikiem. Sprawca stał na ambonie, miał broń wyposażoną w celownik termowizyjny, wiedział, że drugi myśliwy zszedł ze swojej ambony i kieruje się w jego stronę. A i tak strzelił.
Czy trzeba ich badać?
Ograniczeniu w swobodzie używania broni myśliwskiej miała służyć ustawa nakazująca obowiązkowe, okresowe badania myśliwych. Rok temu trafiła pod obrady Sejmu. Ale już przy pierwszym czytaniu została odrzucona. Za ustawą głosowało 203 posłów, przeciwnych było minimalnie więcej, bo 225.
” To ogromny sukces naszej społeczności! Serdecznie dziękujemy Parlamentarzystom, którzy wsparli odrzucenie tej ustawy. Ich decyzja to wyraz rozsądku i zrozumienia dla wartości, które wspólnie reprezentujemy. (…) Razem udowodniliśmy, że jesteśmy silną, dobrze zorganizowaną społecznością, która skutecznie broni swoich praw. ” – cieszył się Polski Związek Łowiecki.
Jesienią Polska 2050 ponownie wróciła do tematu okresowych badań myśliwych. W konsultacjach wzięło udział ok. 20 tys. osób. Wynik, pół na pół, za i przeciw, wskazuje na doskonałą organizację zwolenników dostępu do broni myśliwskiej, bez okresowych badań. Ustawa czeka w Sejmie na dalsze procedowanie.
Portal „Myśliwi w działaniu” podaje, że w ciągu ostatnich 10 lat, w całej Polsce wydarzyły się 24 wypadki śmiertelne spowodowane przez myśliwych. Najczęstszą przyczyną było nieprzestrzeganie przepisów bezpieczeństwa. W ani jednym przypadku sprawca nie był pod wpływem alkoholu. Tylko w jednym przypadku stan zdrowia miał wpływ na wypadek, kiedy to poszkodowany (nie sprawca) nie dosłyszał wołania i ostrzeżenia myśliwego. Należy dodać, że każdego roku myśliwi wychodzą ponad 4,5 mln razy na polowania indywidualne. A więc przy tak ogromnej ilości polowań ilość wypadków śmiertelnych jest bardzo mała.
Czy liczba ofiar myśliwych daje podstawy do ataków na ich zbiorowość? W porównaniu do wypadków spowodowanych przez kierowców, liczba ofiar jest znikoma. Samochód to bardzo niebezpieczna broń. A jednak nikt nie wzywa do wprowadzenia okresowych badań psychofizycznych dla kierowców. Unijne próby wprowadzenia przymusowych badań dla najstarszych spotykają się z ogromnym oporem i zarzutami o dyskryminację.
Czy trzeba strzelać do dzikich zwierząt?
W Polsce Greenpeace wiele lat walczył o zakaz komercyjnego ( było takie) polowania na żubry. W 2018 roku ogłosił sukces. Dyrektor Lasów Państwowych podał, że możliwość strzelania do tych zwierząt, dostępna dla bardzo bogatych, została wstrzymana. Potrzeba było jednak ogromnego uporu organizacji i 80 tysięcy podpisów, które uzbierała pod apelem w tej sprawie. Ewentualne konieczne odstrzały chorych i cierpiących osobników będą wykonywane pod nadzorem weterynarzy przez posiadających odpowiednie uprawnienia pracowników Lasów Państwowych.
A może trzeba strzelać do innych, niebezpiecznych zwierząt?
Według Onetu, w ostatniej dekadzie w Polsce nie doszło do ani jednego śmiertelnego ataku niedźwiedzia (znalazłem dwa: w Bieszczadach w 2014 r. i na Podhalu w 2024 r.) czy wilka na człowieka – nie było żadnej śmiertelnej ofiary od II wojny światowej! Zdarzały się jednak po spotkaniu z dzikami. Co roku dochodzi też do zagryzienia ludzi przez psy.
Siedem argumentów za myślistwem
Na stronie Instytutu Analiz Środowiskowych propagującego myślistwo, jeden z autorów twierdzi, że:
„Delegalizacja myślistwa jest celem organizacji antyłowieckich i o tym trzeba cały czas pamiętać. Nie mogą tego przeforsować, więc krok po kroku ograniczają nam możliwość uprawiania naszej pasji. Robią to małymi kroczkami. (…) Nie wolno zatem poddać się złudnemu poczuciu bezpieczeństwa, że zakaz zabierania na polowanie naszych dzieci czy skrócenie okresu polowań np. na kaczki to najgorsze, co może nas spotkać.”
– A więc, co stałoby się, gdyby zakazano nam polować? – pyta i sam sobie odpowiada.
1. Szkody na polach uprawnych gwałtownie wzrosną, co sprawi, że produkcja rolna będzie mniej opłacalna.
2. Nasili się kłusownictwo w obronie upraw tak, jak obecnie problemem staje się kłusownictwo wilków w obronie inwentarza domowego.
3. Szkody w lasach powodowane przez jeleniowate gwałtownie wzrosną. Jelenie, łosie, daniele nie żywią się trawą i ziołami, tylko przede wszystkim młodymi pędami drzew i krzewów.
4. Zaniechanie odstrzału drobnych drapieżników rodzimych (w praktyce – lisów) oraz obcych, inwazyjnych (jenoty, szopy pracze, wizony amerykańskie) sprawi, że rodzima zwierzyna drobna (a więc zające, kuraki polne i ptaki wodne, w tym wędrowne) zostanie poddana wzmożonej, niekontrolowanej presji drapieżników.
5. Placówki naukowe zajmujące się badaniami nad pospolitymi w Polsce gatunkami zwierząt stracą źródła informacji na temat ich pogłowia.
6. Wobec postępującej utraty lęku przed ludźmi będzie nasilać się zbliżanie się dużych drapieżników (niedźwiedź, wilk) do ludzi i ich inwentarza i nie będzie nikogo, kto miałby kwalifikacje do ewentualnej redukcji sztuk wyspecjalizowanych w żerowaniu w pobliżu człowieka oraz agresywnych.
7. Jeśli nie będziemy polować, to nie będziemy także wykonywać prac w łowiskach, do których obecnie jesteśmy zobowiązani w ramach prowadzenia gospodarki łowieckiej.
Wszystkie wymienione problemy można jednak rozwiązać bez pomocy myśliwych. Absurdalne jest twierdzenie, że tylko oni obronią przed atakami drapieżników. To, że zwierzęta dokarmiają dla ich dobra, też nie jest takie oczywiste, bo w ten sposób „hodują je” dla przyszłych polowań i ograniczają naturalną selekcję. A twierdzenie, że naukowcy bez nich sobie nie poradzą, nie ma sensu. Może po prostu trzeba przyznać, że zabijanie zwierząt jest głęboko zakorzenione w naturze człowieka i dostarcza wiele przyjemności?
Gdy zabronią polowań…
A co zrobią, gdy w Polsce całkowicie zabroni się polowań? Mogą polecieć do Afryki, nawet z dziećmi. Na obszarze Botswany, Namibii, RPA i Zimbabwe hoduje i rozmnaża się lwy tylko po to by ktoś mógł je legalnie zastrzelić. Jak podaje magazyn Brać Łowiecka, na specjalnych fermach utrzymuje się 8–11 tys. lwów hodowlanych. A kogo nie stać, wybierze Słowację. Niedawno przeprowadzono tam masową selekcję niedźwiedzi. Nic tylko sobie postrzelać.
Krzysztof Zając
Polska Łódź
Fot. ChatGPT


