Z Polski Na Gorąco – Nie wpuszczaj drapieżników do domu
Share
Fot: AI Grok: fotografia W. Putina ujeżdżającego niedźwiedzia i lwa z pyskiem D. Trumpa.
W. Putin marzący o powrocie wielkiego ZSRR, a może nawet carskiej Rosji, D. Trump śniący o wielkiej Ameryce z podporządkowanym Bliskim Wschodem, podbitej Grenlandii i Kubie wdzierają się do naszych domów wszystkimi szparami. Chociaż tego nie chcemy wpływają na nasze codzienne życie.
Napaść Izraela i USA na Iran rani kieszenie Polaków. Ale to co boli każdego z nas z osobna, przysparza korzyści budżetowi państwa. Paliwa, które podrożały w ciągu niespełna miesiąca wojny o ok. 20 procent, to jednocześnie wyższe wpływy z podatków. Tylko w marcu to będzie około 800 milionów złotych!
Chociaż Unia Europejska wzywa państwa członkowskie do obniżenia – tam gdzie to możliwe – podatków, w Polsce jak na razie rząd czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Hiszpania obniżyła już VAT na paliwa, ale Francja nie odpuści ani eurocenta, bo ponoć jej na to nie stać.
Podatki stanowią u nas prawie połowę ceny paliwa, a roczne przychody państwa z tego tytułu zbliżają się już do 100 miliardów złotych, Premier Donald Tusk z decyzjami podatkowymi chce więc czekać aż będzie jeszcze gorzej. Na razie cieszy się natomiast z ogromnego wzrostu cen akcji Orlenu, który spowodował, że ta kontrolowana przez państwo spółka osiągnęła wartość większą niż rosyjski Gazprom! Udziały rządowe – 49,9 proc., po 18 procentowym wzroście wartości w ciągu miesiąca, warte są ponad 77 miliardów złotych. Orlen jest zatem beneficjentem wojny. Ale to nie tylko za jej przyczyną, cena akcji spółki wzrosła w ciągu ostatnich 52 tygodni z 57,50 zł do 136,38 zł. Imponujący wynik. Od odejścia Daniela Obajtka, prezesa z nadania PiS, spółka podwoiła swoją wartość.
Droższa benzyna to niestety także wyższe ceny usług i towarów. Ale być może wynikające z tego większe wpływy podatkowe pozwolą chociażby minimalnie zmniejszyć deficyt budżetowy. Będzie też może jeszcze więcej pieniędzy na zbrojenia. Polacy są w większości patriotami i przyjmą ze zrozumieniem zaciskanie pasa ciągle słysząc, że Rosja jest tuż za płotem. Atakuje już Lwów.
Państwo musi oszczędzać na pokojowych wydatkach. Jako pierwszy pod nóż idzie Narodowy Fundusz Zdrowia. Chociaż jego budżet rośnie, to koszty też i to szybciej. Deficyt można zmniejszyć obcinając wydatki na ponadlimitowe, czyli niezakontraktowane usługi, utrudniając dostęp do już i tak trudno dostępnego specjalistycznego leczenia, skracając listę darmowych lekarstw dla seniorów, podnosząc ceny leków refundowanych, ograniczając badania profilaktyczne. Niestety ojczyzna jest w potrzebie, stąd zaspakajanie naszych prywatnych potrzeb trzeba ograniczyć. Szczególnie, że nie możemy już liczyć na złoto Narodowego Banku Polskiego, któremu z powody wojny na Bliskim Wschodzie wyparowało w ciągu miesiąca, bagatelka, 40 miliardów złotych!
Złota NBP ma cały czas tyle samo, 570 ton, które były warte niedawno ok. 340 miliardów złotych. Ale wybuch wojny na Bliskim Wschodzie spowodował nagły spadek jego ceny. Gdyby USA się nie wtrąciło w konflikt izraelsko – irański, gdzie każda ze stron uważa, że ta druga nie ma prawa do życia, byłaby to tylko lokalna wojenka. Przez decyzję Prezydenta Donalda Trumpa cały świat cierpi, na razie tylko finansowo.
A drogie, jak najdroższe, złoto jest potrzebne na polską alternatywę dla europejskiego kredytu zbrojeniowego nazywanego SAFE. Za te zyski z kruszcu prezes NBP Adam Glapiński obiecał dodatkowe sfinansowanie dozbrojenia polskiej armii, bez korzystania z pożyczki Unii Europejskiej. Na razie zyski ze szlachetnego kruszcu się kurczą, a prezydencki projekt umożliwiający taką operację jest w sejmowej zamrażarce. Marszałek Sejmu W. Czarzasty uznał jednoosobowo, że jest on niegodny nadania mu biegu.
Wracając jeszcze do paliwa. Jak będzie bardziej drożało, być może niektórzy z nas będą musieli skorzystać z pomysłu pewnego Kubańczyka, który ma słynnego, polskiego „malucha”, czyli fiata 126 p. Z powodu braku paliwa i jego niebotycznych cen na czarnym rynku na Kubie (skutek blokady nałożonej przez D. Trumpa), silnik tak przerobił, że samochód zasilany jest gazem z węgla drzewnego. Auto ma specjalny kocioł, w którym spala się drewno w czasie jazdy i fiacik pędzi przekraczając prędkość jaka jest u nas dopuszczalna w terenie zabudowanym – 50 km/h.
Zadziwiające, że nie o benzynie Polacy najczęściej rozmawiają (przynajmniej w internecie), ale o dramacie Igi Świątek. W 2022 r. została pierwszą, kobiecą, rakietą świata i na tej pozycji była aż do października 2024 r. Wielokrotnie wygrywała najbardziej prestiżowe turnieje, w tym Wimbledon w zeszłym roku. Ale zaczął się kryzys, kolejne, niektóre zaskakujące porażki. Do ostatniej doszło w Miami, z rodaczką Magdą Linette, w meczu otwarcia.
Nie jestem znawcą sportu. Wiem jednak, że rodacy porażki nie wybaczają. A rewelacyjne wyniki Igi Świątek utwierdziły nas w przekonaniu, że będzie zawsze najlepszą tenisistką na świecie. Tymczasem w kiepskim stylu spadła na trzecie miejsce. To bardzo wysoka pozycja, ale nie dla zawiedzionych kibiców. Dlatego Polska internetowa zaczęła grzebać w jej życiu prywatnym szukając przyczyn nagłego spadku formy. To nie o wojnie na Bliskim Wschodzie, ale właśnie o tym mówi się bardzo często. Jak się jest gwiazdą, trzeba pogodzić się z utratą części prywatności. Jednak tu wścibstwo przekroczyło granice. Sugestie dotyczące życia seksualnego gwiazdy, grzebanie w jej rodzinnych relacjach i rzekomym wpływie na formę polskiej tenisistki muszą budzić niesmak. To jej życie, jej sukcesy i jej porażki.
Zapominamy o tym, że my musimy sami zapracować na swoje zwycięstwa i porażki, przynajmniej zająć się tym na co mamy realny wpływ. Nie mamy go niestety na Prezydenta W. Putina pragnącego być carem, potężnym, dzikim, nieprzewidywalnym, ujeżdżającym niedźwiedzia, symbol potęgi Rosji. Nie liczy się też z nami Prezydent D. Trump ogarnięty wizją bycia lwem, królem politycznego zwierzyńca. My dodatkowo mamy problemy ze swoimi lokalnymi „drapieżnikami”.
Dzik jest dziki
W Polsce groźnym zjawiskiem staje się inwazja dzikich zwierząt do miast i wiosek. Sami je tam zaprosiliśmy wyrzucając resztki jedzenia za okno, zostawiając w przypadkowych miejscach kanapki, kawałki mięsa itp. Zwierzęta kuszą też otwarte lub źle zabezpieczone pojemniki na śmieci.
Kilka dni temu, w Krakowie dzik wszedł na tory tramwajowe i … się położył. Nie przeszkadzał mu hałas wagonów, nie spłoszył dzwonek i ludzie. Ruch tramwajowy został wstrzymany na ponad godzinę, aż pojawiły się służby, które zwierzaka usunęły. Do tego czasu trzeba było jednak uruchomić komunikację zastępczą.
Do dzików w miastach zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Pojawiają się nawet w śródmieściach. W Warszawie, na Bielanach, w Gdyni, w Łodzi na Wielkim osiedlu Retkinia, w Olsztynie… Zwykle jednak grasują nocą. Dzik z Krakowa pojawił się ok. 10 rano. W północnej części miasta, w okolicach Górki Narodowej. Symboliczne miejsce.
Z kolei na południu Polski, w Bieszczadach, narastają problemy z niedźwiedziami. Są inteligentne i leniwe. Szybko nauczyły się, że tam, gdzie są ludzie, jest też łatwe do zdobycia jedzenie. Kilkanaście dni temu, w okolicach Cisnej, na Podkarpaciu, niedźwiedź zaatakował 53- letniego mężczyznę, który szedł brzegiem lasu, w pobliżu domów. Powalił spacerowicza i odszedł. Pewnie na tym by się skończyło, ale mężczyzna wstał i zaczął uciekać. Zwierz go dogonił i poturbował, na szczęście niegroźnie.
Niedźwiedzie w tym rejonie wdzierają się na podwórka, przeszukują śmietniki, krążą w pobliżu restauracji lub stacji benzynowych, gdzie znajdują odpadki. W Polsce jednak tych brunatnych jest niewiele, bo około 150, chociaż niektórzy przyrodnicy szacują na dwa razy więcej. W słowackich rejonach górskich jest ich dziesięć razy tyle. Tam w zeszłym roku zarządzono masowy odstrzał, co spotkało się z protestami ekologów. U nas takiego ryzyka nie ma. Niedźwiedzie mają być odstraszane gumowymi kulami. Planowane jest też stworzenie specjalnych grup interwencyjnych. Mają też być zakładane zwierzakom elektroniczne obroże, by monitorować ich przemieszczanie i aktualne miejsce pobytu. Na razie jednak założono ich raptem kilka. A Ministerstwo Klimatu i Środowiska dopiero teraz wyasygnowało 16 milionów złotych na realizację programu ochrony mieszkańców przed miśkami.
Znajomi opowiadali, że wędrując w USA po parku narodowym Yellowstone wszyscy musieli mieć przywieszone głośne dzwoneczki, by uprzedzać niedźwiedzie, że nadchodzą i tak ich odstraszać. Ja bym takie dzwoneczki założył W. Putinowi i D. Trumpowi.
Okazuje się, że zagrażają nam też żubry. W okolicach Hajnówki na Podlasiu, pociąg osobowy jadący do Warszawy zderzył się z trzema żubrami. To już prawie jak na Dzikim Zachodzie. W tym przypadku wszystko skończyło się szczęśliwie dla 52 pasażerów. Żubry tej konfrontacji nie przeżyły. Do takich zdarzeń może dochodzić częściej, bo te olbrzymy mają w Polsce za dobrze. Jest ich już około 3 tysięcy.
Na Podkarpaciu 56-latek poskarżył się policji, że napadły i poraniły go wilki. Szczegółowe badania pokazały, że chociaż mężczyzna faktycznie odniósł obrażenia, to nie od ataku watahy. Okazało się, że był tak pijany, że nie wiedział co faktycznie się stało, a wilki zmyślił.
Takie wypadki jednak się zdarzają. Powstała nawet internetowa Mapa ataków wilków na ludzi w Polsce. W lutym na Śląsku wilki zaatakowały dziecko na dworcu kolejowym. Pisały o tym wszystkie media, ale nie ustalono jeszcze czy to faktycznie były wilki, czy może zdziczałe psy. Coraz częściej wdzierają się do gospodarstw zabijając domowy inwentarz. Pojawiają się też w miastach. W styczniu widziano je w Toruniu, na osiedlu Wrzosy. Spotykane są także w rejonach przyległych do Puszczy Bydgoskiej. W Małopolsce, w powiecie tarnowskim, wilki zagryzły daniele, które są tu często hodowane. Władze gminy zaapelowały do mieszkańców, by inwentarz zamykać na noc, a spacerować bardzo ostrożnie, szczególnie po zmroku i o świcie, bo wówczas najłatwiej natknąć się na watahę. Mieszkańcy boją się wychodzić z domów po zmroku, a dzieci muszą się bawić w obejściu.
Nie wiadomo jaka jest populacja tych zwierząt. Ale ponoć są już w lasach wszystkich województw, a ich ilość może sięgać 5 tysięcy. Na razie dokuczliwe są przede wszystkim na wsiach. Możliwe, że za dzikami i lisami i one wejdą do miast.
Z żyjącymi w Polsce niedźwiedziami, dzikami, żubrami, wilkami jakoś sobie poradzimy. Trudnej pokonać dwóch drapieżników uzurpujących sobie prawo do rządzenia światem. Ale im też damy radę.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


