Z Polski Na Gorąco – Medialny granat wybuchł w PiS
Share
Fot. Mateusz Morawiecki/X i AI/Grok: Mateusz Morawiecki trzyma tablice ze swoim 10 punktowym programem.
W Prawie i Sprawiedliwości, do tej pory zdyscyplinowanej partii autorytarnej, nastąpił wielki rozłam. Tobiasz Bocheński, wiceprezes PiS, zastępca Jarosława Kaczyńskiego (podobnie jak Mateusz Morawiecki) określił byłego premiera jednym słowem: zdradzeusz, co znaczy: król zdrady, mistrz nielojalności. ale też zdrajca Mateusz.
To, że w PiS atmosfera jest coraz bardziej gorąca, wiadomo było od marca, gdy Jarosław Kaczyński wyznaczył Przemysława Czarnka na przyszłego premiera rządu. Ten polityk reprezentuje skrajne, prawe skrzydło partii. Rywalizuje z Konfederacją (Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak) i Konfederacją Królestwa Polskiego (Grzegorz Braun). Ostatnio, zażądał wstrzymania wszelkiej pomocy dla Ukrainy i zablokowania starań o jej wejście do Unii Europejskiej , dopóki nie wyrzeknie się bohaterów spod znaku Bandery. Jest za rodziną w tradycyjnym jej znaczeniu, a zatem nie akceptuje jakichkolwiek prawnych ustępstw na rzecz związków partnerskich, nawet heteroseksualnych. Obiecał podniesienie drugiego progu podatkowego ze 120 tys. zł do 180 tys. zł, zwolnienie pracujących emerytów z podatku i ZUS przy zarobkach do kwoty 2500 zł miesięcznie. Zapowiedział też wyjście z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla powodującego dla energetyki i przemysłu dodatkowe koszty sięgające 40 miliardów złotych rocznie. Dla nas zaś oznacza wyższe rachunki za prąd i ogrzewanie.
Jego skrajne i populistyczne poglądy uaktywniły bardziej umiarkowanych polityków PiS, z Mateuszem Morawieckim na czele. Nie są oni tak skłonni do rozdawania pieniędzy, nie tak agresywni wobec nacjonalistów ukraińskich, są bardziej prounijni. Jednakże w sprawach ideologicznych takich jak aborcja, legalizacja związków nieheteronormatywnych poglądy mają takie same jak reszta partii. Są też zgodni ze skrajnie negatywną oceną rządzącej koalicji.
Grupa Morawieckiego założyła w kwietniu stowarzyszenie Rozwój Plus. Władze partii odpowiedziały wprowadzeniem dla członków PiS zakazu przynależności do stowarzyszeń politycznych. Postawiono warunek: albo stowarzyszenie, albo partia. Nieposłuszni mieli zostać wykluczeni. Na to ultimatum nie zgodził się Mateusz Morawiecki. Czterdziestu posłów i jeden senator nie posłuchało prezesa. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że we wtorek, 28 lipca zostaną wykluczeni z partii. Tego też się nie wystraszyli. Zapowiedzieli utworzenie w Sejmie własnego klubu poselskiego, a M. Morawiecki przedstawił dziesięciopunktowy program. Wszystkich zaskoczyła ogłoszona wieczorem decyzja Komitetu Politycznego PiS odwołująca wyrzucenie posłów. Staną przed rzecznikiem dyscyplinarnym partii. Nie wiadomo, kiedy zapadną jakiekolwiek decyzje.
Ale Mateusz Morawiecki nie czekał i jeszcze tego samego wieczora sam się wyrzucił (chociaż formalnie nadal jest w PiS), razem z resztą towarzyszy potwierdzając utworzenie klubu poselskiego Rozwój Plus. Chociaż nadal jest wiceprezesem partii, nastąpił faktyczny rozwód. Z 186-osobowego klubu PiS ubyło 40 polityków, wielu mocno zasłużonych dla partii.
Skutki rozłamu w PiS natychmiast zostały zweryfikowane sondażem poparcia zrealizowanym dla portalu Wirtualnej Polski. Wynika z niego, że Rozwój Plus, gdyby wybory odbyły się teraz, zyskałby 7,5 proc., PiS tylko 15,9 proc., Konfederacja Mentzena i Bosaka zdobyłaby 13,5 proc., a Konfederacja Królestwa Polskiego Grzegorza Brauna aż 12,3 proc. głosów. Połączone siły prawicy w postaci PiS, ugrupowania Morawieckiego oraz obu odłamów Konfederacji posiadałyby większość rządzącą z 253 mandatami – wylicza Wirtualna Polska. Co zaskakujące, gdyby nie doszło do rozłamu, koalicja całej prawicy też miałaby większość.
Źle to wróży nie tylko rządzącej obecnie Koalicji Obywatelskiej z partnerami. Zwycięstwo koalicji prawicy może też, paradoksalnie, oznaczać osobistą porażkę Jarosława Kaczyńskiego i jego nominata Przemysława Czarnka. Ambicje obu Konfederacji są ogromne i nie zadowolą się rolą figurantów w rządzie PiS.
Możliwe, że Konfederacje razem uzyskają większe poparcie niż Koalicja Obywatelska. Byłby to wówczas także porażka i kres przywództwa Donalda Tuska w KO.
J. Kaczyński ma 77 lat, D. Tusk – 69. W polityce to nie jest wiek, który dyskwalifikuje. Mam jednak nieodparte wrażenie, że dla obu tych panów czas biegnie szybciej, a rzeczywistość chyba ich przerasta.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


