Z Polski Na Gorąco – Co nam mówią rodzimi harcownicy
Share
Fot. AI/ChatGPT: Zdjęcie. Manifestacja, tłum ludzi. Mają sztandary z napisem Polska. Naprzeciwko druga manifestacja, też ze sztandarami i identycznymi napisami. Przed manifestacjami, na placu biją się na pięści dwaj zamaskowani mężczyźni.
Harcownicy w Polsce mają się dobrze. Wybiegają przed wszystkich, prowokują, wyzywają, poniżają, bo dzięki temu koncentrują uwagę na tym co mniej istotne. Ostatnio mieli co robić.
Przyszły minister
Czołowym harcownikiem Koalicji Obywatelskiej jest poseł, prawnik Roman Giertych. Ten olbrzymi mężczyzna mierzący 197 cm kiedyś był politycznym podnóżkiem niewysokiego Jarosława Kaczyńskiego, mierzącego 168 cm lidera Prawa i Sprawiedliwości. Dziś jest jego najgłośniejszym przeciwnikiem. Dlatego w sprawie wizy USA dla Zbigniewa Ziobry, członka PiS, byłego ministra, wytoczył najcięższe działa sugerując, że ten polski polityk ma… haki na ludzi prezydenta USA, Donalda Trumpa.
Pisze on w portalu X.: „Wiemy, że Zbigniew Ziobro i jego współpracownicy usunęli akta należące do służb specjalnych i prokuratury. Wiemy, że zaginęły taśmy używane do szantażu, zrobione przez grupę przestępczą, która werbowała dziewczyny do burdeli na południu Polski. (…) Zniknęła też wiedza o powiązaniach między polskimi werbownikami dziewczyn a Epsteinem. Śledztwo szybko umorzono w skandalicznych okolicznościach na rozkaz Ziobry. Dziś uzyskał wizę od administracji, która nie lubi tematu Epsteina”.
Na końcu tego wpisu odważny mecenas umieścił wielokropek. Każdy głupi, a tym bardziej mądry, dopisze sobie ciąg dalszy. Zbigniew Ziobro dostał wizę na polecenie Christophera Landau, zastępcy sekretarza stanu USA powołującego się na „względy bezpieczeństwa narodowego USA” – jak podała agencja Reutera. Droga wiedzie do Epsteina, pedofila, milionera i Żyda powiązanego z wywiadem izraelskim lub rosyjskim. W tym komu służył nie ma jednak jasności. Zwolennicy światowych spisków mają pewność, że są nagrania, wykonane dla przestępcy seksualnego, służące do szantażu polityków najwyższego szczebla. Dzięki Romanowi Giertychowi, paradoksalnie, miło pomyśleć, że Zbigniew Ziobro znalazł się w gronie szantażystów, a nie zdeprawowanych seksualnie szantażowanych. Jeżeli ktoś uważa, że to bzdury wyssane z palca, to chciałbym przypomnieć, że mecenas, poseł R. Giertych ma ogromną rzeszę wielbicieli widzących w nim przyszłego ministra sprawiedliwości.
Przyszły premier
Jeszcze wyżej mierzy Przemysław Czarnek, poseł Prawa i Sprawiedliwości, niegdyś minister edukacji i nauki, też prawnik. Sam Jarosław Kaczyński ogłosił, że po wygranych w 2027 roku wyborach parlamentarnych, będzie on premierem rządu. Teraz zajął się pozornie błahą sprawą jaką był ubiegłotygodniowy konkurs piosenki Eurowizja, w którym startowała Polka Alicja Szemplińska. Zajęła 12 miejsce, czyli w połowie peletonu. Kiepsko. Czy należało jej się wyższe? Tegoroczny konkurs odbył się w atmosferze skandalu, bo kilka państw go zbojkotował ze względu na udział artysty z Izraela. Polsce to nie przeszkadzało. Mało tego, od jurorów z naszego państwa dostał on maksymalne 12 punktów. Potem niektórzy z tego publicznie się tłumaczyli. Tyle samo punktów zyskała od nas także Ukraina. Okazała się niewdzięczna, bo polska wokalistka dostała od nich zero punktów. Co z tego, że to tylko konkurs piosenki.
Przemysław Czarnek sprawę postawił jednoznacznie. Konkursu wprawdzie nie oglądał, ale pouczył naszych sąsiadów zza wschodniej granicy.
– Ja bym się na miejscu Ukraińców zastanowił, czy nie docenić jednak Polski za to, że pomogła utrzymać im niepodległość, że pomogła jako pierwsza w walce o niepodległość i że dzięki Polsce i Polakom dziś Ukraina jeszcze walczy. Bo gdyby nie Polacy, Ukrainy niepodległej już dzisiaj by nie było – cytujemy przyszłego premiera za prawicowym portalem „Do Rzeczy” . Dla jasności portal poszedł za myślą P. Czarnka i podał nazwiska wszystkich jurorów podkreślając, że „ten skład zdecydował o nagrodzeniu najwyższą notą reprezentanta państwa, które dokonuje ludobójstwa w Strefie Gazy i które jest odpowiedzialne za śmierć ponad 2 tysięcy ludzi w Libanie”.
Wielbiciele Przemysława Czarnka i „Do Rzeczy” jak nie Żydów, to przynajmniej Ukraińców znajdą i pokażą im jak szanować Polskę.
Obecny premier
Chyba wszystkie media relacjonowały wydarzenie jakim było w miniony piątek, 15 maja, wydanie transkrypcji aktu małżeństwa wydanego we Wrocławiu dwóm panom, którzy ślub wzięli już w zeszłym roku, w Wiedniu, a parą są od prawie 50 lat. Teraz cieszą się, że są w Polsce oficjalnie zarejestrowani jako mąż i żona. Sukces tym większy, że nie musieli procesować się z państwem. Urząd poradził sobie także z mylącymi rubrykami w formularzu, gdzie jeden z panów musiał zdeklarować się jako mąż, a drugi jako żona. Nie była potrzebna ani ustawa, ani nawet rozporządzenie, chociaż przez wiele miesięcy politycy twierdzili, że bez nich transkrypcja jest niemożliwa. Pełnomocniczka prezydenta Wrocławia z dumą mówiła o długiej walce, która poprzedzała tę decyzję. Ale chociaż ta para była pierwsza z transkrypcją aktu małżeństwa, która nie musiała się o to procesować, palma pierwszeństwa należy się Warszawie, bo tam dzień wcześniej wydano taki sam dokument, tyle że po wyroku sądu administracyjnego. Ogłosił to, na specjalnie zwołanej konferencji prasowej, prezydent stolicy Rafał Trzaskowski obiecując, że z kolejnymi transkrypcjami nie będzie już takich problemów. O tym historycznym wydarzeniu napisała nawet rządowa Polska Agencja Prasowa.
Cóż się stało, że małżeństwa osób tej samej płci zawarte poza granicami naszego kraju zostały nagle uznane? Jeszcze kilka miesięcy temu było to niemożliwe mimo wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego, który za ubiegłorocznym orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nakazał Polsce uznanie zagranicznych małżeństw polskich obywateli. Projekt rozporządzenia w tej sprawie czekał już od stycznia, gdzie w odpowiednich rubrykach słowa „mąż” i „żona” zastąpiono odpowiednio słowami : małżonek pierwszy, małżonek drugi. Ta banalna zmiana dotyczyć może ok. 1,4 miliona osób – szacowało Ministerstwo Cyfryzacji w dokumentach dołączonych do rozporządzenia.
To minister cyfryzacji chciał zmiany, ale minister spraw wewnętrznych i administracji był przeciwny. Premier Donald Tusk czekał… aż niespodziewanie w zeszłym tygodniu pozwolił dokonywać transkrypcji. Obiecał, że rozporządzenie zostanie podpisane jeszcze w bieżącym tygodniu. Zastrzegł jednak, że na adopcję przez małżeństwa osób tej samej płci nie zgodzi się. To znaczy, że na wszystko inne jest zgoda, a więc wgląd w dokumentację medyczną współmałżonka, spadkobranie, prawo do lokali komunalnych, wspólne rozliczenie podatków itp. itd. Okazuje się, że żadne sądy unijne, żadne sądy polskie i ich wyroki nie są ważne. O prawie rozstrzyga decyzja jednej osoby, premiera Donalda Tuska, który uciął wielomiesięczne awantury harcowników w tej sprawie. Gdy dwóch generałów jednej armii (tu ministrów) walczy ze sobą, wódz wygrywa. Kontrola przy konflikcie podwładnych jest znaną techniką manipulowania perfekcyjnie opanowaną przez premiera.
Podzieleni miłością do Unii Europejskiej
Czy można dać medal za zasługi dla Unii Europejskiej Lechowi Wałęsie, nobliście, byłemu prezydentowi Polski. Można! We wtorek Lech Wałęsa otrzymał Europejski Order Zasługi. Uhonorowany orderem został też były premier, były szef Parlamentu Europejskiego, Jerzy Buzek. Tyle, że Lech Wałęsa ma tytuł Wybitnego Członka Europejskiego Orderu Zasługi, a J. Buzek Jest Honorowym Członkiem, czyli o szczebel niżej. Europosłowie urządzili im owację na stojąco… Ale nie wszyscy, bo ci z PiS klaskać donosicielowi Służby Bezpieczeństwa PRL nie będą. Oczywiście jest awantura.
Nie lubię harcowników
Na polu bitwy harcownicy mieli drażnić przeciwnika i prowokować go do popełniania błędów. Nic się nie zmieniło. Polacy, podzieleni na dwa zwalczające się plemiona, są w interesie polityków, bo takimi, zaślepionymi nienawiścią, łatwiej się manipuluje. Najgorsze co możemy zrobić, to dać się im zwieść. To nie nasze bitwy i nie o nasze interesy oni walczą.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


