Pocztówka z Nancy – „Tu słowicy, tu szpacy szybko umierają”: ptaki we francuskich miastach
Share
Sowa płomykówka, Fot. Pixabay
Jan Kisielewicz
Powyższa parafraza dobrzej znanej Polakom strofy wiersza Jana Kochanowskiego „Na Lipę”, w której poeta opiewa zalety ulubionego drzewa z ptakami śpiewającymi w cieniu jego gałęzi, ma na celu zwrócenie uwagi na coraz trudniejszą sytuację ptaków w dzisiejszej cywilizacji. Na początku XXI wieku coraz częściej ze strony filozofów, botaników czy zwykłych miłośników przyrody padają pytania czy za kilka lat do ludzkich uszu dobiegać jeszcze będą „wdzięczne narzekania” szpaków i słowików? W ostatnich kilku tygodniach we francuskich środkach masowego przekazu coraz częściej dają się słyszeć „kasandryczne” tony odnośnie do wysoce niepokojących zjawisk w świecie skrzydlatych wirtuozów. Kosy wróble i inne gatunki miejskie są pod ustawiczną presją. W ciągu zaledwie 20 lat jedna trzecia ptaków zniknęła z francuskich aglomeracji. Na szczęście, niektóre gatunki jakoś sobie radzą w zmienionym kontekście.
Posłuchać kosa o świcie, spotkać sikorkę dziobiącą na trawniku lub podglądać szpaka jak buduje gniazdo w jaworze – wbrew pozorom nie jesteśmy na wsi spokojnej wsi wesołej, ale w centrum Paryża! Na poddaszach, we wnękach murów i fasad, w parkach lub na cmentarzach żyją w miastach liczne gatunki ptaków, które nauczyły się współżyć z ludźmi i korzystać z ich sposobu życia. Niestety, coraz liczniejsze presje i agresje ze strony człowieka na środowisko naturalne zaburzają tę równowagę: gatunki, które nie są w stanie się przystosować po cichu giną. Według danych programu nadzorowania ptaków pospolitych prowadzonego przez Muzeum Historii Naturalnej i LOP, począwszy od roku 2000 miasta straciły jedną trzecią ptaków. Gatunki występujące od zawsze wykazują ogromne straty: w Paryżu populacja wróbla domowego spadła o 80% między 2003, a 2023; populacja jaskółki zmniejszyła się o 40% w ciągu 25 lat w całej Francji; zieleniak Europejski stracił około 60% swojego stanu między 2001 i 2023.
Na szczęście, niektóre gatunki radzą sobie lepiej niż inne. Za przykład weźmy gołębia grzywacza, którego populacja przeżywa obecnie boom demograficzny, ponieważ zrozumiał jakie korzyści daje mu przebywanie w mieście, w którym ma bardzo mało naturalnych wrogów a dużo pożywienia. Pan Grégoire Loïs ornitolog i szef programu „Vigie-Nature” w Muzeum Historii Naturalnej rozróżnia dwie formy ewolucji ptaków: gatunki ogólne – gołąb grzywacz lub czarna wrona, które potrafią się pożywiać na wielorakie sposoby i raczej dobrze prosperują oraz „specjaliści”: jerzyk czarny, wróbel domowy, rudzik czarny, które mają się raczej źle. To właśnie te gatunki stanowią kadry otaczającej nas fauny wycinającej piękne arie operowe na pobudkę.
Pan Loïs tłumaczy nam, że z chwilą, gdy wystąpi pewne zaburzenie ustalonego porządku rzeczy, uderza to najczęściej w gatunki, które pobierają pokarm tylko z jednego źródła. Na przykład jerzyk czarny żywi się wyłącznie planktonem z powietrza – mszycami, małymi pająkami, latającymi owadami. Kiedy znika pokarm, gatunek ptaka podziela ten sam los. To właśnie tutaj tkwi główna przyczyna zagłady.
Wszystkie podmioty i instytucje w obszarze fauny i flory potwierdzają stopniowe zmniejszanie się populacji owadów. Zjawisko to dotyka nawet owadów mięsożernych, które mają duże zapotrzebowanie na białko w okresie wychowywania młodych. Jedynie ptaki z podgatunku gołębiowych – gołębie i turkawki wyłamują się z tej reguły, gdyż posiadają mechanizm biologiczny pozwalający na wytwarzanie mleka białkowego. To tłumaczy dobry stan ich populacji. Do zubożenia jadłospisu dodać można inne negatywne zjawiska miejskie: hałas generujący ciągły stres; zanieczyszczenie świetlne, które źle wpływa na zegar biologiczny i dezorientuje ptaki migrujące; zanieczyszczenia biologiczne, które obniżają jakość jajek. W efekcie powstaje efekt koktajlu: o ile ptaki mogłyby ewentualnie wytrzymać jedną formę agresji, suma zjawisk negatywnych przekracza ich próg tolerancji.
Ale, jak podkreśla Pan Loïs, nie należy składać broni. Przyroda potrafi zaskoczyć: np. sokół pielgrzym, który o mały włos nie wyginął w latach 1970 z powodu środka przeciw owadom DDT. Dzięki wprowadzeniu zakazu DDT oraz wdrożeniu środków ochrony, przeżywa swoje odrodzenie. Dziś prosperuje nawet w Paryżu na kominach kotłowni miejskich! Ludzie również mogą „dołożyć swą cegiełkę” do stworzenia warunków bardziej przychylnych ptakom, tym bardziej, że do świadomości ogółu coraz mocniej przebija się świadomość, że skutki niszczenia bioróżnorodności, patrz pszczoły, mogą się okazać katastrofalne dla ludzkości. Takie akcje jak rozwijanie terenów zielonych w miastach, ograniczanie szkodliwych środków ochrony roślin, zakładanie budek i karmników to inicjatywy idące w dobrym kierunku. Ale dla ornitologa jakim jest pan Loïs te drobne działania nie są wystarczające – jego zdaniem potrzebne są rozwiązania systemowe.
Co zwykły zjadacz chleba może zrobić na swoim poziomie? Przede wszystkim kupować i konsumować produkty bio na ile to możliwe; głosować na rzecz polityk przychylnych bioróżnorodności i nauczyć się podziwiać ptaki. Dopiero po stworzeniu więzi z naturą zaczynamy się nią naprawdę zajmować. A przyroda odpłaca nam to z nawiązką: śpiew ptaków jest dobry dla zdrowia. Tylko sześć minut na dzień takich przesłuchań zmniejszy stany lękowe i poprawi samopoczucie: wystarczy tylko otworzyć szeroko oczy i nastawić ucha…
Na koniec skierujmy kamerę na jeden z gatunków ptaków, który mocno ucierpiał z powodu ww. okoliczności i zjawisk, czyli sowę płomykówkę: w ciągu 50 lat jej „pogłowie” zmniejszyło się o połowę! O nieco „upiornej aparycji” i „twarzy” w formie białego dysku, ptak ten jest historycznym sojusznikiem człowieka, ponieważ jedna para konsumuje w ciągu roku od 5000 do 7000 gryzoni: to naturalny środek przeciw szkodnikom i to o wysokiej skuteczności. Jak wyjaśnia pan Philippe Guérou, członek LOP, który monitoruje ten gatunek od 16 lat, w ciągu 50 lat jego liczebność zmniejszyła się o połowę. Na chwilę obecną szacuje się, że we Francji żyje od 20 000 do 50 000 par. W departamencie Isère, który opisujemy, sytuacja jest taka sama – „Biała Dama” wymiera.
To negatywne zjawisko wynika z głębokich przemian w naszym środowisku. W przeszłości sowa zakładała gniazda w spróchniałych drzewach, w otwartych stodołach lub w dzwonnicach, a we współczesnym świecie formy zabudowy szybko się zmieniają: dzwonnice są zakratowane, by pozbyć się gołębi, a stare odnowione budynki zrobiły się hermetyczne.
Do tego obrazu można dodać fakt zanikania małych gospodarstw na rzecz hangarów z metalu, fortec niedostępnych dla ptaków drapieżnych. W sposób ogólny, całe środowisko stało się niebezpieczne. Pan Philippe Guérin podaje bezlitosne cyfry: 60% przypadków śmiertelnych wynika z kolizji ptaków z pojazdami mechanicznymi. Szczególnie dotkliwe są wypadki nocne na autostradach, gdzie porośnięte trawą rowy przyciągają zwierzaki trawożerne, a więc także ich drapieżniki. Zagrożenia są wielorakie: ataki drapieżników, utopienia, porażenia prądem lub działanie pestycydów, które niszczą skorupę jajek. Wobec zagłady najlepszą formą reakcji są działania lokalne jak np. zakładanie gniazd czy koszy lęgowych. Wyniki są różne: pary zajmują gniazda czasem w dwa miesiące po założeniu a czasem po pięciu latach. Obecnie średni poziom wykorzystania gniazd wynosi 15%.
LOP pracuje również z urzędami gmin jak np. Rochetoirin czy Morestel w których zakładanie gniazd połączone jest z pracą edukacyjną w szkołach. Celem tych przedsięwzięć jest stworzenie sieci na danym terytorium, aby młode sowy mogły znaleźć lokum w czasie ich usamodzielniania się, a starsze mogły się rozmnażać. To duże wyzwanie dla terenów wiejskich, aby „Biała Dama” nie stała się tylko wspomnieniem
Owady i drobnoustroje w wiosce Neuwiller-lès-Saverne (Bas-Rhin) mają powody do obaw. Obecność 50 gniazd bocianich stawia tę wioskę z przedgórza Wogezów na trzecim stopniu podium w Alzacji z punktu widzenia liczby żyjących tam bocianów. Wraz z upływem lat trend ten się umacnia: liczba par gniazdujących w Alzacji z 9 w 1974 roku osiągnęła liczbę 1634 w czasie ostatniego spisu bocianów przez LOP w 1924 roku. Jest ona tak znaczna, że powoduje napięcia z ludźmi. Pan Yves Muller, prezes LOP w Alzacji, w kilku słowach przedstawia nam charakter tego ptaka. Bocian to ptak stadny, idzie tylko tam, gdzie są już inne bociany, co powoduje, że kolonizuje dany region w sposób nieregularny. Ww. stadny charakter oraz fakt, że bociany są uparte skutkuje tym, że liczba gniazd się powiększa, a ich lokatorzy umieszczają je na obiektach do tego nie powołanych: słup elektryczny, komin zbyt słaby, by utrzymać 400 kg gałęzi etc.
Ponieważ bocian jest gatunkiem chronionym, wszelka interwencja, która może mieć miejsce dopiero po założeniu gniazda, musi być uzasadniona na piśmie, przedstawione przez LOP po zbadaniu danego przypadku. W Alzacji władze rozpatrują około 150 dossiers na rok, z czego połowa dotyczy instalacji elektrycznych, a reszta rozmaitych próśb. W niektórych przypadkach LOP, wiedząc że bociany wrócą budować gniazda w tych samych miejscach, wznosi, wraz z gminami i obywatelami, maszty w pobliżu starego gniazda lub stawia kosze, by wzmocnić gniazdo. Niektóre urzędy gmin są bardzo zaangażowane w pomoc przy budowie gniazd dla bocianów: Saint-Pierre – kilka masztów i koszy – Krautergersheim czy Wolfisheim, gdzie wielu mieszkańców miało obawy względem chwiejnych gniazd.
Pytanie, jakie może się nasunąć brzmi oczywiście: czy biorąc pod uwagę odrodzenie populacji bocianów, należy dalej im pomagać? Prezes LOP odpowiada, że ich rolą nie jest zachęcanie bocianów do rozmnażania się, ale po prostu nie przeszkadzanie naturze. W Strasburgu Urząd Miasta obciął czuby jaworów, aby dać bocianom możliwość budowania gniazd, gdyż większość z nich jest amatorami drzew. W Alzacji wystarczy drzew, by je wszystkie przyjąć.
Jan Kisielewicz
Źródło:
- Dziennik Regionalny “L’Est Républicain” 15/04/2026.
04/05/2026


