Pocztówka z Nancy – Która prawdziwa, która fałszywa: blondynka czy brunetka?
Share
Zdjęcie ilustracyjne: Amedeo Modigliani, Portret Jeanne Hébuterne. Domena publiczna
Jan Kisielewicz
Muzeum Sztuk Pięknych w Nancy, utworzone na początku XIX wieku, zostało umieszczone w pawilonie z XVIII wieku należącym do wyjątkowego zespołu architektonicznego zaprojektowanego przez architekta króla Leszczyńskiego Emmanuela Héré. Wchodząc do pawilonu zwiedzający podziwia piękno perystylu zdobionego kolorowymi stiukami jak też schody będące błyskotliwym osiągnięciem architektury wnętrz, a zdobione poręczami z kutego żelaza, które stworzył nadworny kowal artystyczny Stanisława, Jean Lamour. W 1999 znacznie powiększono Muzeum, co pozwoliło na podwojenie jego powierzchni. Przewidziano też nowe przestrzenie wystawiennicze dla publiczności: sale wystaw czasowych, gabinet sztuk graficznych, archiwum, warsztaty dla dzieci.
Wykonanie projektu powierzone zostało Laurent Beaudouin, który wraz ze swą ekipą, potrafił nadać architekturze swego dzieła aspekt nowoczesności przy rygorystycznym poszanowaniu wyjątkowego kontekstu miejsca ze względu na Place Stanislas. W 2014 roku, architekt Luca Lotti kierował kolejnymi pracami w obrębie muzeum. Pozwoliły one na stworzenie „szlaku muzeograficznego” i utworzeniu sali poświęconej dziełu kowala artystycznego i designera Jean Prouvé, urodzonego w Nancy. W podziemiach resztki fortyfikacji miasta (XV-XVII wiek) przenoszą zwiedzającego w samo centrum historii dawnego Księstwa Lotaryngii stanowiąc zarazem salę, w której w spektakularnej scenografii prezentowane są różne kolekcje tematyczne szklanych arcydzieł huty DAUM.
Jeśli chodzi o pochodzenie rzeźb i obrazów znajdujących się w kolekcjach Muzeum w Nancy to pochodzą one z dwóch zasadniczych źródeł: z rekwizycji i z konfiskat dzieł sztuki przeprowadzanych przez rewolucjonistów stanowiących mienia Kościoła, szlachty i arystokracji. Rekwizycje te stanowiły „twarde jądro” kolekcji muzeów. Drugim źródłem są dzieła podarowanych przez Konsulat. W Nancy na początku istnienia Muzeum większość dzieł pochodzi z lotaryńskich atelier, jak na przykład obrazy malarza Bellange. Następnie na scenę wkraczają dzieła włoskie z XVII wieku tworzone przez takie sławy jak Caravage, Reni i Morandi. Świadczą one o silnych związkach jakie utrzymywało Księstwo Lotaryngii z Księstwami włoskimi i z papiestwem. Rekwizycje przeprowadzone względem mienia emigrantów, którzy uciekali z Francji przed rewolucją, były korzystne dla gatunków sztuk „mniejszych”, czyli pejzaży, martwych natur, portretów będących prawie wyłącznie domeną malarzy francuskich jak Girardet, Claudot, Vallayer-Coster i flamandzkich: Jordaens i Lievens.
Przy okazji podpisania traktatu pokojowego między Francją a Austrią w pałacu w Lunéville (1801), Bonaparte wysyła do Nancy 30 obrazów pochodzących z Luwru (Muzeum Centralne) . Po uroczystościach, władze powiatu La Meurthe upominają się o przekazanie dzieł do muzeum w Nancy na co Pierwszy Konsul się zgadza. W ten sposób Nancy, przed wejściem w życie dekretu Chaptala z dnia 1 września 1801 r., otrzymuje wzorcową kolekcję dzieł malarstwa francuskiego z XVII wieku: Boucher, Lemoyne, De Troy, Van Loo i Vouet. Ww. dekret Chaptala tworzy 15 pierwszych muzeów na prowincji.
Państwo rozdysponowuje w całym kraju dzieła pochodzące z konfiskaty dóbr kościelnych, z rekwizycji na emigrantach lub z „wypożyczenia” rzeźb i obrazów we Włoszech przez francuskie siły zbrojne. W Nancy pierwszy rzut składał się z 44 obrazów, z których większość pochodziła z Francji – z kolekcji królewskich, rekwizycji, z Akademii Malarstwa i Rzeźby oraz z paryskich Kościołów. Pozostałe dzieła pochodziły z podbojów francuskich w krajach Europy w latach 1794 -1799. Ten „rzut” zawierał próbki malarstwa ze wszystkich szkół i z różnych epok. Szkoły francuskie (Champaigne) i włoskie (Pérugin, Cigoli) są dobrze obecne na równi ze szkołą flamandzką (Rubens, van Hemessen).
Na początku 2026 roku, Muzeum Sztuk Pięknych w Nancy przeżywa wielce sensacyjne wydarzenie z pogranicza sztuki i świata przestępczego. Dyrekcja Muzeum w oficjalnym komunikacie przyznała, że jeden z obrazów Modiglianiego „La Femme brune”, przez dziesiątki lat eksponowany jako oryginał jest podrobiony jak o tym informuje anons umieszczony pod obrazem. Dzieło to wchodzi w skład spadku, jaki przekazał Muzeum Henri Galilée , lotaryński przemysłowiec, który kupił dwa płótna wielkiego Amadeo Modigliani autentyczność których potwierdził w owym czasie biegły w zakresie sztuki. Wzbogaciły one w 1965 roku Kolekcje Muzeum Sztuk Pięknych przy Place Stanislas. Niestety, w 2019 roku po nowych analizach obrazu przeprowadzonych w ośrodku badań i restauracji muzeów francuskich przy pomocy ultranowoczesnych urządzeń diagnostycznych, stwierdzono, że obraz „La Femme brune” jest fałszywy.
Nawet historycy sztuki zgadzają się co do tego, że praca fałszerza ociera się o doskonałość: owalny kształt twarzy kobiecej, długa szyja, zgaszone oczy, zaokrąglenia i spłaszczenia… Styl obrazu nie pozostawia wątpliwości co do jego autora, dla osoby, która wcześniej widziała inne płótna mistrza Modigliani! Niby tak a naprawdę nie! Jak wspomniałem wcześniej, wnikliwa analiza włókien płótna wykazała niezbicie, że obraz jest fałszywy pod czym podpisuje się Dyrekcja. Jak już powiedziano, bogaty przemysłowiec, pan Galilée, kolekcjoner i marszand sztuki mocno interesował się życiem paryskiej bohemy artystycznej na Montmartre na przełomie XIX i XX wieku, nabywając płótna takich sław jak Matisse, Derain, Vlaminck oraz dwa ww. portrety kobiet pędzla Modiglianiego Modelem dla „La Femme blonde” była Madame Survage, zaś model „La Femme brune” nie jest znany.
Po zgonie wdowy po panu Galilée, oba te obrazy przekazane zostały do Muzeum, stanowiąc w nim „klejnot w koronie”. Wszelako nowa generacja historyków sztuki coraz mocniej podważała autentyczność „La Femme brune”. Na podstawie czego? Dyrektor Muzeum, Susana Gallego Cuesta, informuje nas, że Modigliani jest jednym z najczęściej kopiowanych malarzy na świecie. A jednak na pierwszy rzut maniera malarska „La Femme brune” bezbłędnie nawiązuje do stylu malarza, może nawet za bardzo? Najbardziej poważny argument na rzecz „podróbki” to brak jakiegokolwiek dokumentu pisanego w archiwach na temat „La Femme brune”. Dzieło to nie pojawia się w żadnym liście, w żadnym zamówieniu, w żadnym wspomnieniu. Natomiast odnośnie do „La Femme blonde” w archiwach istnieje zamówienie ze strony pana Survage…”.
Podejrzenia są na tyle poważne, że Dyrekcja umieszcza „La Femme brune” w magazynie. Obraz wychodzi z niego dopiero w 2019 roku dzięki europejskiemu programowi promocji sztuki Modigliani’ego prowadzonemu przez ośrodek badań i restauracji Muzeów Francji. Cel programu: badać techniki i praktyki artystyczne malarza przy pomocy nowoczesnych technologii high tech. „La Femme brune” jest prześwietlona w najdrobniejszych szczegółach i zostaje „zdemaskowana”: pigmenty farby nieco się różnią od pigmentów „à la Modigliani”! Po drugie, Modigliani wycinał płótno na swoje obrazy w dużych belach. Analiza włókien na poziomie cięcia płótna dla danego obrazu pozwala ustalić na jakim poziomie beli wycięto płótno na dany obraz i na kolejny etc. Badaczom nie udało się jednak ustalić, gdzie wycięto płótno na portret „La Femme brune” – w beli płótna nie było żadnego śladu odnośnie do tego obrazu.
Na podstawie powyższego, dzieło weszło teraz ostatecznie do kategorii podróbek – a więc czekał je ponowny powrót do magazynu? Na szczęście, ten czarny scenariusz nie spełnił się. W 2024 roku dyrektorka Muzeum Sztuk Pięknych w Nancy w odpowiedzi na prośbę jednej z paryskich koleżanek pragnącej wypożyczyć prawdziwego Modiglianiego, zasugerowała jej, żeby wystawiła fałszywy obraz. W ocenie pani Gallego Cuesta ww. obraz ma „wiele do powiedzenia”. Fakt, że fałszerze się nim interesowali świadczy o tym, że malarz cieszył się wielką popularnością i że dzieła jego przyciągały rzesze amatorów sztuki. Wpisując się w tę samą logikę jak pozostawienie pustego pola na ścianie po portrecie Méry Laurent pędzla Maneta (aktualnie pożyczonego do San Francisco), dyrektor postanowiła pokazać fałszywego Modiglianiego vis-à-vis prawdziwego.
Można to odczytać jako zaproszenie do refleksji nad pojęciami prawdziwego i fałszywego, nad sposobem ustalania prawdziwości danej rzeczy, kompetencji rzeczoznawców i rolą zmysłu krytycznego. Na koniec w wielkim sekrecie możemy zdradzić, że dyrektor Susana Gallego Cuesta uważa fałszywy obraz za piękniejszy od prawdziwego! Dyrektorzy Muzeów Sztuk Pięknych i właściciele Galerii Sztuki uważają Modiglianiego za artystę “przeklętego” z racji upodobania fałszerzy do jego dzieł. Obrazy jego fałszowano już za jego życia i należy do kręgu najczęściej kopiowanych malarzy: w okresie la belle époque na rynku było znacznie więcej obrazów Mistrza niż on sam namalował.
Pani Gallego Cuesta dzieli się z nami swą wiedzą na temat niuansów w materii kategoryzacji fałszywych obrazów.
Pierwsza kategoria to facsimile, czyli kopia legalizowana (pozwala to na prezentowanie obrazu w momencie, kiedy oryginał musi być w skarbcu). Do drugiej grupy należy obraz fałszywy „cichociemny” – kopia dzieła, co do którego wiemy na podstawie dokumentów, że istniało, ale przepadło na zawsze. Wreszcie ostatnia kategoria, obraz fałszywy w stylu słynnego malarza, ale sfałszowany w zupełności i do złudzenia imitujący jego manierę. Właśnie w tej kategorii mieści się „La Femme brune”. Muzeum w Nancy wdrożyło w życie w 2018 roku wielki program poszukiwań „fałszywek”, w ramach którego odkryto co najmniej czterech różnych fałszerzy. Istnieją podejrzenia co do tego, że na wielkiej retrospektywie Modiglianiego w Genewie w 2017 roku, jedna trzecia obrazów była fałszywa!
W tym miejscu możemy sobie postawić pytanie, dlaczego malarz, który zmarł w wieku zaledwie 36 lat, budzi tak duże zainteresowanie fałszerzy? Według pani Gallego Cuesta sztuka Modiglianiego nie jest zbyt skomplikowana z punktu widzenia techniki. Prostota rysunku postaci – owalne twarze, wydłużone szyje, puste oczy – była łatwiejsza do kopiowania niż dzieła innych malarzy. Manet na przykład byłby trudniejszy do skopiowania. Ale kluczem do rozwiązania zagadki jest popularność malarza „przeklętego”. Do tego co już powiedziałem można dodać pewne fakty z biografii malarza wyraźnie wpisujące się w paradygmat adeptów „cyganerii artystycznej”: wczesna śmierć w wyniku nadużywania alkoholu i narkotyków, gruźlica płuc oraz szalona miłość do Jeanne Hébuterne, która popełniła samobójstwo nazajutrz po pogrzebie malarza.
Ironią całej historii fałszywego obrazu Modiglianiego jest to, że wisi obecnie w miejscu, które uprzednio zajmował portret Méry Laurent Maneta, będący alegorią Jesieni. Méry Laurent (1849-1900) urodziła się w Nancy i zrobiła karierę w Paryżu jako aktorka, lecz jeszcze bardziej jako dama z półświatka i modelka. W szczególności bardzo często pozowała dla Maneta. Po jego śmierci kupiła obraz i podarowała muzeum w rodzinnym mieście, gdzie był uważany za najważniejszy w kolekcji. Galerie sztuki i muzea z całego świata kierują często prośby o jego wypożyczenie. Na przykład obecnie od października 2025 znajduje się w San Francisco po czym w marcu 2026 pojedzie do Cleveland. W 2019 roku Getty Museum w Los Angeles poprosiło o wypożyczenie „L’Automne”. Przy tej okazji nie obyło się bez mini skandalu, gdyż jedna z pań kustoszek wystawy uchodząca za eksperta ds. Maneta wysunęła sugestię, że portret Méry Laurent jest fałszywy. Pani Susana Gallego Cuesta bez wahania postawiła ultimatum: „Jeśli ta teza zostanie podana do publicznej wiadomości, obraz Maneta nigdy nie opuści Nancy!”. W przeciwieństwie do „La Femme brune” autentyczność „L’Automne” potwierdzają setki dokumentów.
Źródło:
1) Dziennik Regionalny „L’Est Républicain”, 23 stycznia 2026.
2) Musée des Beaux-Arts de Nancy
Jan Kisielewicz
04/02/2026


