Marek Baterowicz – HISTORIA I TERAŹNIEJSZOŚĆ 1980-2015
Share
Drugi tom znakomitego podręcznika historii dla liceów i techników pióra prof. Wojciecha Roszkowskiego pod powyższym tytułem ukazał się w feralnym roku 2023, by w roku 2026 wywołać burzę medialną oraz proces sądowy, sprowokowane tendencyjnym komentarzem minister Nowackiej, która raczyła w sposób niegodny ocenić dzieło tak bezcenne w dorobku polskich historyków. A trzeba pamiętać, że prof. Roszkowski był jedynym z polskich historyków, który po roku 1989 potrafił prawie od razu wydać ‘Historię Polski 1914-1990” (W-wa, PWN 1991) przedstawiając nasze dzieje w świetle prawdy, zatem przekreślając dyktat niechlubnej cenzury PRL-u, a to co było tabu dla partyjnych dziejopisów, nagle u prof. Roszkowskiego stało się prawdą objawioną. Zatem jego tom, wydany w 1991, czytaliśmy jakby pijąc krystaliczną, ożywczą wodę po epoce zmurszałych cegieł „historycznych”, którymi raczono nas w PRL-u. Wystarczy, by zacytować tu opisy radzieckich zbrodni i deportacji na zagarniętych terenach po 17 września 1939 (str. 97-99) czy akcji „Burza” z roku 1944, a więc podstępne represje, zagładę i zsyłki na wschód formacji AK, pomagających naiwnie w ofensywie Armii Czerwonej (str. 131-133) czy relację o haniebnym procesie Szesnastu porwanych do Moskwy, co zignorowano w prosowieckim ONZ! (str.148-150) czy o bezkarności bezpieki po 1946 (str.163-4), która była zalążkiem „narodu” peerelczyków. Też opisy „reparacji” powojennych, a de facto grabieży, gdyż przekazywano je nam za pośrednictwem Kremla (str. 156-7), opisy likwidacji siłą powojennej opozycji i terroru władzy „ludowej”, także wobec Kościoła, fałszerstwa wyborów (str. 176-191) lub ujawnienie prawdziwych danych masakry na Wybrzeżu w grudniu 1970 (str.305). Takich przykładów rozjaśniających ciemne plamy z kart naszej historii w tym tomie można podać znacznie więcej, ale dziś celem jest recenzja z drugiego tomu podręcznika „Historia i teraźniejszość”. Wzmianka o książce prof. Roszkowskiego z roku 1991 jedynie przedstawia go jako historyka i patriotę, a zatem jako człowieka zwalczanego przez ludzi, dla których słowo Polska nic nie znaczy. A tom, wydany w 1991, już stał się obrazą dla ex-cenzury oraz niskich kryteriów stosowanych nadal przez peerelczyków. Nic więc dziwnego, że potem pierwszy tom „Historii i teraźniejszości” spotkał się z bardzo niechętnym przyjęciem w „elitach” wywodzących się z republiki „ludowej”, które starały się zatem blokować jego użycie w edukacji. Nie inaczej jest z tomem drugim, albowiem on też był pisany dla III RP, a nie dla ex-PRL, skąd wywodzą się dziś polityczni decydenci jak antypolska „minister” Nowacka (usuwa nawet matematykę z matury!) z wszechwładnym „premierem” ((raczejprymusem korupcji) Donaldem Tuskiem, który w dodatku nie dba zupełnie o polskie interesy.
A o zaletach podręcznika prof. Roszkowskiego można natomiast mówić w samych superlatywach. Atrakcyjna i przejrzysta konstrukcja tomu zasługuje na szczególną uwagę, Autor rozdzielił w nim wyraźnie narrację o dziejach świata od historii Polski. Rozdziały przeplatają się w osobnych segmentach (Świat – Polska – Świat itd.), a każdy rozdział poprzedza ujęty w punktach spis treści. Autor nie miesza więc zasadniczo wydarzeń światowych z sytuacją w Kraju, chyba z wyjątkiem rozdziału o samoograniczającej się rewolucji „Solidarności”, gdyż barak PRL-u był niestety częścią radzieckiego imperium, stąd wiele refleksji jest tam na pograniczu spraw polskich i globalnych (np. str. 60-66). O ile Kreml nie mógł zdobyć się na interwencję w Polsce z racji uwikłania się Sowietów w Afganistanie, to przynajmniej jego służby były w tle zamachu na Jana Pawła II, ojca duchowego „Solidarności”. Tragiczne losy polskie, a obfitował w nie stan wojenny Jaruzelskiego, wiernego Sowietom generała, oddają też zdjęcia ofiar jak Bogdana Włosika, błogosławionego ks. Jerzego, pamiętamy też pomordowanych górników z kopalni czy Piotra Bartoszcze i wielu innych. Zdjęcia z masakry w kopalni ukazują okrucieństwo komunistów, a ich opis informuje, że zomowcy nie dopuszczali karetek, by zabierać wielu rannych (str.68-9). A gdy mowa o zdjęciach, to należy dodać, że są one także integralną częścią podręcznika Roszkowskiego, a wiele z tych 294 ilustracji jest unikalnych.
Warto zaznaczyć, że Autor śledzi też dokonania kultury, a wśród nich nie zapomniał o encyklice Jana Pawła II „Fides et ratio” z 1998 r. czy o kompozycjach Henryka M. Góreckiego, choć pisze tam o kulturze Zachodu, a martwi go, że uniwersalizacja grozi zubożeniem kultury, gdyż wypiera lokalną tradycję narodową lub etniczną (str. 47). A rację przyznawał mu dawno, bo w 1952, prof. Erich Auerbach: „Felix culpa (szczęsna wina) rozpadania się ludzkości na wielość kultur jest warunkiem jej istnienia”. Jest także rozdział o kulturze u schyłku PRL, poświęcony głównie filmom (np. Kieślowskiego, Barei).
Czytelnik jednak pewnie bardziej śledzi w tym podręczniku wielkie przełomy jak upadek ZSRS (Rosji sowieckiej) czy burzliwy okres rozpadania się Jugosławii, albo dzieje zimnej wojny lub innych konfliktów w Afryce czy w Azji. Rozdział o wzroście gospodarki Chin nie pomija fotografii z masakry na placu Niebiańskiego Spokoju. Czytamy również o wielkich zmianach w demoludach, nie tylko o „okrągłym stole”, który był porozumieniem (wymuszonym!) elit, gdy wilk nie zmieniał skóry, bo w przededniu stołu nadal mordowano księży. Zdaniem prof. Jana Prokopa okrągły stół był arką Noego dla komunistów, a niżej podpisany nazwał go „trampoliną dla komunistów”. A niestety porównania z demoludami nie zawsze wypadają na naszą korzyść. Okazuje się bowiem, że gdy na Węgrzech prezydentem wybrano pisarza Arpada Goncza, a w Pradze Vaclava Havla, to u nas pierwszym prezydentem III RP został ex-agent sowiecki Jaruzelski, mianując swym premierem Mazowieckiego, który rozpoczynał niechlubnie polityczną karierę za stalinizmu. A niektórzy chcieli jeszcze takiemu premierowi wystawić pomnik? Tymczasem w Budapeszcie potrafiono oddać hołd ofiarom powstania antysowieckiego grzebiąc z honorami Imre Nagy’a oraz innych przywódców, straconych w 1956. Prof. Roszkowski opisał to, konkludując lapidarnie: „Wkrótce po tym pogrzebie zmarł Kadar. Odszedł w hańbie w czasie, gdy grzebano jego ofiary” (str.111). Tak, ten żywy styl profesora jest też wielką zaletą podręcznika oraz przypominanie faktów pomijanych w epoce PRL jak np. to, że istnienie tajnego protokołu do układu Ribbentrop-Mołotow z roku 1939, który pozwalał na włączenie siłą Estonii, Litwy i Łotwy do Sowietów, negowano na Kremlu do roku 1989 (str. 119). A sam układ był bezpośrednią przyczyną wspólnej napaści Hitlera i Stalina na Polskę, co wywołało drugą wojnę światową. W rozdziale „W Polsce wraca stare” (str. 243-252) opisane jest obalenie rządu Jana Olszewskiego (w 1992), znane też z filmu „Nocna zmiana”, gdyż niestety los zaledwie 66 agentów z listy Macierewicza był ważniejszy dla prezydenta Wałęsy, Tuska czy Geremka niż interes całego społeczeństwa, które oczekiwało dekomunizacji. Ten dramatyczny zamach stanu wtrącił nasz kraj ponownie w łapy post-komunistów (dwie kadencje prezydenta TW Alka), zahamowano prawie lustrację i dekomunizację, a konstytucję też wysmażono pod nadzorem Aleksandra Kwaśniewskiego. Potem nadeszły lepsze czasy wraz z PiS-em, a jak pisze dalej profesor “…o ile prezydent Kaczyński był zwolennikiem większej niezależności kraju i pilnowania jego niepodzielnej suwerenności, o tyle premier Tusk nastawiony był ustępliwie wobec zarówno Rosji, jak i Niemiec” (str. 316). Jest i piękne zdjęcie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na wiecu w Tbilisi, gdzie – obok przywódców państwa bałtyckich oraz Ukrainy – zatrzymał inwazję na Gruzję, czego mu nie zapomniano w Rosji. Smoleńska „katastrofa” była zapewne zemstą, prof. Roszkowski też pisze, że „…wiele osób było i jest przekonanych, że doszło do zamachu i że ta wersja nabiera ostatnio znaczenia oficjalnego” (str. 323-4). Autor pisze też o oddaniu śledztwa Rosjanom, czym Tusk z pewnością chciał – jak sądzę – ukryć wszelkie dowody zamachu, lecz zdradził go uścisk z Putinem opodal wrakowiska. Smoleńska tragedia stała się ważną częścią naszej martyrologii, związanej z Katyniem, a książka ta ją przypomina i to budzi niechęć peerelczyków.
Dla lepszego zrozumienia polskiej historii prof. Roszkowski cytuje na wstępie słowa św. Jana Pawła II: „Nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego – tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas – bez Chrystusa. (…) Nie sposób zrozumieć tego narodu, który miał przeszłość tak wspaniałą, ale zarazem tak straszliwie trudną – bez Chrystusa” (Warszawa, 2 czerwca 1979). Istotnie tak było, także dzięki opiece Maryi, Bogarodzicy z naszej pieśni, później Pani Jasnogórskiej. Ale niestety od trzech lat Polską pomiata jakieś stronnictwo Szatana łamiąc już zasady demokracji, niwecząc prawa i kompetencje wielu instytucji, wielbiąc korupcję jak za pierwszej dyktatury tuskizmu „przed-smoleńskiego”, pustosząc skarb państwa. A trzymając się władzy dzięki unijnym protektorom i oczerniając w Polsce „ludzi sumienia”, gorąco wymodlonych przez naszego Papieża, tych którzy od 2015 budowali u nas szacunek dla praworządności spotykając się z oporem dzikiej opozycji. Dziś Polskę niszczą post-komuniści i ludzie dawnych służb, ukryci za plecami Tuska, peerelczycy według terminologii prof. Ryszarda Legutko, a kraj zamienia się w pustynię praw. To relikty ocalone z niedokończonej dekomunizacji, a dziś umocnione unijną opieką lewactwa. I tak Polskę, od grudnia 2023 spętaną w kleszczach lewackich “elit” (zwanych też “liberalnymi”) toczy gangrena tuskizmu, powiększając paraliż państwa nazwanego kiedyś III RP. A obce siły też są zainteresowane, aby przypadkiem embrion polskiego państwa, usuniętego w 1992, nie wykluł się znowu jako Rzeczypospolita dbająca o polską rację stanu. W omawianej książce są odniesienia do takiej Rzeczypospolitej, niestety nadal na papierze. I to one wywołują wściekłość ministrów Tuska, szczególnie owej Nowackiej, gdyż prof. Roszkowski nie napisał tego, co by chcieli czytać peerelczycy. Oni po prostu nigdy nie dorosną do historycznej prawdy i reguł demokracji, bo jako ludzie ze starymi nałogami nie są w stanie budować nowej Polski, a znajdują się jeszcze w rękach agentur. Kłania się brak lustracji. A Polska jest jak chory organizm, który wymaga transfuzji świeżej krwi, czystej i nieskażonej, ale niestety generałowie w splamionych mundurach zbyt długo pilnowali klatki z orłem. Lektura znakomitego podręcznika prof. Roszkowskiego pozwoli nam ustalić, dlaczego doszło do takiej narodowej tragedii.
Marek Baterowicz


