Marek Baterowicz – Antypolski teatr i komu to służy
Share
Spektakl „Medea” poruszył niedawna Polaków, a nawet wywołał coś w rodzaju niesmaku. Mówiono, że takim „teatrem” poniżano nas, zapominając jednak, że w dziejach tzw. III RP nie było to czymś nowym. Jeśli ktoś zapomniał, niech sięgnie po esej „Rzeczywistość (ob)sceniczna, czyli teatr antypolski” pióra pani Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej, zamieszczony w poważnym tomie „Wygaszanie Polski” (Biały Kruk, 2015, str.63-69), gdzie znajdziemy wzmianki o przedstawieniach „teatralnych”, tryskających wulgaryzmami i przekraczających wszelkie normy dobrego smaku. A ich naczelną cechą jest rzeczywiście rys antypolski, tytuł eseju nie jest więc przesadzony. Owe spektakle nie były niestety jakąś efemerydą, a wystarczy nam przejrzeć tu repertuar premier w Teatrze Starym za dyrekcji Jana Klaty (2013-2017). Już w 2009 zbulwersował publiczność paranoiczną wersją „Trylogii” Sienkiewicza plamiąc godność Polaków. W tym szyderczym spektaklu wszystko było na opak, co oczywiście mogło zachwycać jedynie wrogów polskości, a więc peerelczyków. To oni bili brawo, oni zatem są „klientelą” takich właśnie spektakli. I nie trzeba się odwoływać do jakże słusznej diagnozy prof. Ryszarda Legutki o „plemieniu” peerelczyków, by ujrzeć, że w Polsce mamy niestety jakby dwa odrębne “narody”, a różnią się one zwłaszcza w sprawach zasadniczych. I tak peerelczycy nie kochają demokracji, ani niezależnego wymiaru sprawiedliwości. Wolą też konstytucję z 1997, wysmażoną przez triumwirat aparatczyków PZPR-u, więc przez byłą agenturę, gdy tymczasem Polakom i III RP należy się konstytucja napisana i uchwalona przez wolnych Polaków! Peerelczycy nie kochają tradycji, ani dziejów ojczystych, ba nawet Ojczyzny. Polacy zaś walczyli na tylu frontach, nie tylko pod Monte Cassino, i ginęli za Nią, gdy peerelczycy tylko pod Lenino, idąc niestety ramię w ramię z przyszłym okupantem. Potem to Polacy zakładali „Solidarność, a peerelczycy ją prześladowali. I wreszcie to Polacy wznosili pomniki św. Jana Pawła II, gdy peerelczycy je niszczą… Polacy pielgrzymują na Jasną Górę, gdy peerelczycy wolą stukać się kuflami z piwem albo smakować korupcję… Tych różnic jest za dużo i to uniemożliwia budowanie III RP, zwłaszcza od grudnia 2023 widać to już wyraźnie, a w dodatku nasi sąsiedzi zza Odry uznali, że nie pozwolą Polakom na żadną III RP, a zatem od ponownego premierostwa Tuska trwa demontaż państwa i zadłużanie skarbu z dziwną premedytacją, tak jakby z intencją wymazania Polski z mapy. Ale o tych sprawach ów teatr milczy jak zaklęty, jedynie z dziką furią wyśmiewa naszą historię, tradycje i największe dzieła literatury, a nawet religię oraz – rzecz nie do wiary – sylwetkę naszego Papieża albo Jezusa w tak haniebnych spektaklach jak „Jezus Chrystus Zbawiciel” czy „Klątwa”. Pominę drastyczne detale, lepiej też, aby ciekawy czytelnik dotarł do nich sam odkrywając je w cytowanym na wstępie eseju.
Historia Grecji była ściśle związana z teatrem, ale to był TEATR piękny jak zwierciadło, a greckie chóry komentowały z powagą bohaterów, mity i dzieje. Tymczasem w naszym nowym „teatrze” widzimy lawinę szyderstwa, absurdalny chaos sprośności, kabotyńską interpretację przedstawianych dzieł jak np. „Nie-Boskiej komedii” Krasińskiego w reżyserii Olivera Frlijica, bo antypolskie ośrodki płacą hojnie też obcokrajowcom za deformację polskich klasyków. W tym wypadku do premiery nie doszło dzięki protestom w Krakowie, ale w „spadku” po Frilijiciu dramatem Krasińskiego zajął się duet Monika Strzępka (reżyseria) z Pawłem Demirskim, który całkowicie przerobił utwór nadając mu z całą arogancją inne intencje. W tej antypolskiej kampanii cierpi oczywiście także nasza historia. Poza trylogią Sienkiewicza w chorym ujęciu Klaty (jej bohaterów umieścił w domu… obłąkanych) obsceniczna karykatura objęła też sferę Kościoła, św. Jana Pawła II czy ojca Maksymiliana Kolbe w obrzydliwych parodiach, połączonych z jawnym szarganiem imienia Boga oraz z wyśmiewaniem katolików i patriotów. Ofiarą tych haniebnych zabiegów jest oczywiście nasza historia w widowiskach wystawianych pod tytułami nieraz całkiem bezsensownymi jak „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł, czyli o heroicznych walkach narodu polskiego wszystkie sztachety zostały użyte”(!) autorstwa Pawła Demirskiego, a w reżyserii Moniki Strzępki. Już sam tytuł oddaje skalę niesłychanej nienawiści wobec polskiego dziedzictwa, a także martyrologii. To niepojęte, że pewne ośrodki chcą zapomnieć jak często padaliśmy ofiarą najazdów, a inwazje w 1939, po pakcie Ribbentrop-Mołotow, były przecież monstrualnych wymiarów. Zatem zamiast drwin można raczej spodziewać się empatii, niestety nie ze strony peerelczyków lub osób pozbawionych narodowej pamięci. Do tej wojny z własnym narodem ci odszczepieńcy wchodzą też w konszachty z obcymi ośrodkami, by przypomnieć takie spektakle „teatralne” jak „Transfer” czy „Tytus Andronikus”, realizowane w Krakowie za niemieckie fundusze. Oba te przedstawienia były pełne antypolskiego bełkotu, nie miały też nic wspólnego z prawdą historyczną. Niestety, ale nie słyszałem o protestach historyków, bo przecież jednak nie można wszystkiego tłumaczyć perfidną “wolnością artystyczną”. A „reżyser” Klata dopuścił nawet na polską scenę niemieckich aktorów, obsadzając ich w dodatku w rolach przedstawicieli cywilizacji rzymskiej (!), natomiast polskim aktorom dał role… barbarzyńców, degradując ich niemal do poziomu zwierząt. I takie spektakle były premierami na scenie szacownego Teatru Starego, zawłaszczonego przez peerelczyków, opętanych nienawiścią do polskości. I tak doszliśmy do pytania – komu to służy? Oczywiście nie tylko tym wykolejonym moralnie „reżyserom”, ale przede wszystkim reliktom PRL-u, zasiadającym dalej w Sejmie i panującym nad licznymi fundacjami, a „skoligaconym” z obcymi agenturami. A jeśli festiwal poznański zaprasza do Polski za publiczne pieniądze tak wulgarne widowisko jak „Golgota Picnic” (w prymitywnej reżyserii Argentyńczyka Rodrigo Garcia), to widać już wyraźnie, że peerelczycy wraz z ateistami prowadzą otwartą wojnę w skali planety z religią, Kościołem i to w brudnym celu politycznym. Terytorium Polski, rozdarte przez dwa tak różne „plemiona” jak Polacy i peerelczycy, jest wielkim teatrem zmagań dwóch wizji dla III RP. Z jednej strony mamy słuszne aspiracje patriotów do odzyskania Polski, a z drugiej sklerotyczną wersję pseudo-państwa, zlepionego z reliktów PRL-u. Ten antagonizm trwa na dobre od 1989, a zwłaszcza od 1992, daty haniebnego obalenia rządu Jana Olszewskiego, który niósł program dla Polaki oczyszczonej z plagi postkomunistycznych paprochów. Po wielu woltach i po pełnym nadziei pozytywnym okresie rządów PiS-u w 2015-2023 znaleźliśmy się w niemal otchłani, zagrożeni recydywą nowej, a jakże bardzo agresywnej formy postpeerelowskich wzorców, z naczelną cechą bezprawia, co trąci prawie stalinowską skazą, choć wzory łamania praw nadaje Tusk według instrukcji zza Odry. A „teatr” nadal realizuje swoją podskórną propagandę, wspomniany tu na początku spektakl „Medea” być może był dotowany przez ośrodki mające na celu skłócenie nas z Ukrainą. Taki „teatr”, plus inne odnotowane tu inscenizacje, przypomina bardziej „roztrzaskane lustro”, by odwołać się tu do tytułu świetnego tomu prof. Wojciecha Roszkowskiego (Biały Kruk, 2019), który pewnie Spengler czytałby z osłupieniem, bo dopiero dzieło prof. Roszkowskiego przedstawia upadek cywilizacji zachodniej. A w teatrze opisanym przez panią Temidę nie ma oczywiście głosu Polaków, bowiem dudnią w nim antypolskie obelgi, opłacane przez ośrodki ze wschodu i zachodu. Warto o tym pamiętać, gdyż oczywiście taki „teatr” nie reprezentuje polskiej kultury, lecz jest jej szyderczym odbiciem dokonanym za finansowym wsparciem koalicji PO-PSL jeszcze w latach 2008-2015. I tak zbliżamy się do wyjaśnienia “komu to służy”. Niestety, służy to nadal politycznym kręgom deformującym z nienawiścią arcydzieła polskiego teatru czy literatury, gdyż peerelczycy dawno utracili zdolność do zrozumienia i odczuwania jej wielkości. Wobec niej pozostali karłami, a zatem wolą zadeptać tę wysoką kulturę, która karmiła dusze tylu pokoleń. Można im tylko współczuć, że nie czują więzi z Polską i polskością. Szkoda tylko, że chcą budować jakieś państwo – niby polskie – na pustyni kultury i pustyni praw. Taki projekt skazany jest na bezapelacyjne fiasko, a unijne dotacje oczywiście nie wskrzeszą wielkości Rzeczypospolitej. Ostatnim jej obrońcą jest Prezydent Karol Nawrocki, oby nie podzielił losu Rejtana.
Marek Baterowicz


