Jerzy Leszczyński – Od Europodów dla Antypodów – Setna rocznica śmierci Antoniego Gaudiego
Share
CZŁOWIEKIEM BYĆ, A DO TEGO ARCHITEKTEM
ANTONI GAUDÍ, przesławny hiszpański architekt pojawił się już dwukrotnie na łamach Tygodnika Polskiego, w napisanych przeze mnie artykułach, dokładnie przed czterema laty. Okazją po temu była wówczas sto czterdziesta rocznica rozpoczęcia budowania w Barcelonie bazyliki Sagrada Familia wedle jego projektu. W pierwszym z nich opisałem najbardziej znane dzieła zacnego budowniczego, w drugim zaś owe pomniejsze, mało znane, w ogóle nieznane albo nawet już nie istniejąca, ale w archiwach udokumentowane. Czytelnicy nasi dysponują więc kompletnym kompendium informacji o dziełach wybitnego architekta, o wiele lepszym i bardziej wiarogodnymi niż owe z Wikipedii takoż dzięki jakiejkolwiek sztucznej inteligencji. Dziś sposobność nadarza się szczególna, dziesiątego czerwca 2026 roku mija bowiem sto lat od tragicznej śmierci słynnego architekta. Na tę okazję postanowił zjechać do Barcelony nawet papież Leon XIV choć sam niewielkie ma pojęcie o architekturze, albowiem w Uniwersytecie w Villanova (Pensylwania) uczył się matematyki a w latach późniejszych studiował prawo kanoniczne w Rzymie, w Pontyfikalnym Uniwersytecie Świętego Tomasza z Akwinu. Antoniemu Gaudiemu już to nie zaszkodzi, ponieważ od stu lat spoczywa w krypcie Sagrada Familia i oczekuje zmartwychwstawania.
W dzisiejszym artykule zaprezentuję naszym Czytelnikom Antoniego Gaudiego nie tyle jako wielkiego architekta ile jako człowieka, ludzkiego człowieka z krwi i z kości. Postaram się w tym artykule przybliżyć naszym zacnym odbiorcom postać genialnego architekta przystępnie, ale zarazem prosto, w ten sposób przecież najlepiej poznaje się człowieka, nieprawdaż? W związku z ogłoszonym w Barcelonie Rokiem Gaudí z pewnością ukażą się w czerwcu 2026 roku a zapewne również w innych jego miesiącach liczne publikacje, prezentujące dorobek „Architekta Boga”. Nie chciałbym powielać podobnych informacji, bo i po cóż? Ja sam poznałem dokładnie wszystkie dzieła Antoniego Gaudiego a przed czterema laty wymieniłem je a też opisałem, ku pożytkowi Czytelników Tygodnika Polskiego. Spośród wszystkich dzieł znamienitego architekta szczegółowo opiszę jedynie bazylikę Sagrada Familia, albowiem ogromnie się w ciągu owych ostatnich czterech lat zmieniła a zmieni się jeszcze bardziej – uczynię to w następnym artykule. Chociaż przypomnę dziś niektóre zdarzenia z życia Antoniego Gaudiego, uczynię to w innym kontekście, żeby bez potrzeby nie powtarzać tych samych informacji jakie już przekazałem przed czterema laty.
*
NA ŚWIECIE pojawił się Anton Gaudí w piątek 25 czerwca 1852 roku, około godziny wpół do dziesiątej rano, prawdopodobnie w Reus, w owych czasach drugim najludniejszym po Barcelonie mieście Katalonii, a może w sąsiednim miasteczku Riudoms, jak tego chce Josep Maria Tarragona i Claraso, najwybitniejszy biograf Gaudiego. Tak czy owak rodzice, Francesc Gaudi i Serra oraz Antònia Cornet i Bertran postanowili ochrzcić nowo narodzonego zaraz następnego dnia, w sobotę 26 czerwca, w kościele parafialnym pod wezwaniem świętego Piotra w Reus. Skąd taki pośpiech? Ponieważ z pozostałych czworga potomstwa, jakie wcześniej wydali na świat, dwoje zmarło w bardzo wczesnym wieku: w styczniu 1850 roku córeczka Maria, przeżywszy cztery i pół roczku i zaledwie dziesięć dni po niej synek Francesc, nie dożywszy nawet dwóch latek. W dniu urodzin Antoniego przy życiu pozostawała jeszcze dwójka jego starszego rodzeństwa: Rosa, urodzona w roku 1844 oraz Francesc, starszy od niego o rok i 29 dni. Na chrzcie rodzice nadali maleńkiemu imiona Anton, Placid i Guillem. W jego żyłach płynęło osiem procent krwi francuskiej, był bowiem w ósmym pokoleniu potomkiem francuskiego obwoźnego handlarza Joana Gaudiego i Escury z oksytańskiego Aurillac (aktualnie w departamencie Cantal), który w roku 1663 ożenił się z Katalonką i osiadł w Reus. Potomkowie jego zajmowali się najpierw handlowaniem, potem uprawą winorośli i wyrobem win a dziadek i ojciec Antoniego wytwarzaniem kotłów parowych.
W wieku sześciu lat rozpoczął Anton Gaudí swoją edukację. Przez pierwsze pięć lat uczęszczał do szkoły parafialnej w Reus, prowadzonej przez Francesca Berenguera, ojca późniejszego architekta o takim samym imieniu, współpracującego z Antonim w Parku Güell oraz w Kolonii Güell. Już w tym wieku lubił chadzać pieszo do Riudoms (6 kilometrów) i spędzać wolny czas w Mas Caldereta – domu, w którym ojciec posiadał swoją wytwórnię kotłów. Anton sam próbował wycinać i wykuwać z różnych metali formy listków i kwiatów, którym przyglądał się po drodze. Jako dorosły okazał się zdolnym metaloplastykiem choć to nie on wykuwał balkony Casa Millà ani innych domów w Barcelonie. W roku 1863 jedenastoletni Anton rozpoczął naukę w Escoles Pia w Reus, katolickiej szkole należącej do Asklepiadów. W niej najlepsze wyniki osiągnął w nauce religii, przyrody, rysunku i geometrii. Już na tym etapie edukacji dało się zauważyć, co najbardziej interesowało kilkunastolatka. W tej szkole zaprzyjaźnił się z dwoma kolegami, Josepem Rierą Sansem i Eduardem Todą i Güellem, z którymi wspólnie redagpwali satyryczne pisemko El Arlequín. Osiągnąwszy szesnaście lat (1868) przeprowadził się Anton Gaudí do Barcelony, żeby tu uczyć się przez dalsze dwa lata w Institut d’Ensenyança Mitjà i uzyskać batxillerat (maturę), którą osiągnął dwa lata później. Na razie na tym chciał zakończyć edukację.
W niektórych notatkach na temat Gaudiego napotkałem informacje, iż w okresie od roku 1870 do 1874, w którym rozpoczął studia w barcelońskiej Escola Tècnica Superior d’Arquitectura (Wyższej Technicznej Szkole Architektury) przeżył Anton Gaudí swój „edad de pavo” („indyczy wiek”) jak określa się w Hiszpanii buntowniczy okres życia nastolatków. Muszę w tym miejscu zdecydowanie zaprotestować! Owszem, lubił bywać wraz ze starszym o rok bratem w wesołych barcelońskich knajpkach, napić się dżinu albo wermutu, ale raczej takich napojów nie nadużywał. Jak każdy młodzieniec albo panna lubił modnie, wytwornie się odziewać, zwracając tym na siebie uwagę innych. W lokalach, w których bywał zamiast Gaudí nazywano go Dandí, po prostu Strojniś, Elegancik, co bardzo mu pochlebiało. Chyba każdy by chciał, żeby zauważono go w towarzystwie. Koszule i spodnie prasowała mu mama (rodzice też przesiedlili się do Barcelony) bowiem on jakoś nie zdążył się tego nauczyć. Anton w tym okresie swojego życia począł przedstawiać się imieniem Antoni, żeby brzmiało bardziej wytwornie po katalońsku. Inne języki w tamtym czasie go nie interesowały. W tamtych latach studiował w Wydziale Nauk Ścisłych Uniwersytetu w Barcelonie biologię, biofizykę, chemię oraz matematykę z geometrią. Kolejny rok studiował w barcelońskiej Escola de La Llotja, zajmując się przede wszystkim rysunkiem, architekturą wnętrz jak też kompozycjami z metalu, szkła i ceramiki. Wszystkie wymienione przedmioty przydały się mu w późniejszym życiu. W październiku roku 1874 zdał ostatnie egzaminy kwalifikacyjne z matematyki oraz rysunku i wreszcie został przyjęty w poczet studentów wymarzonej Wyższej Technicznej Szkoły Architektury w Barcelonie. W tym czasie jego brat Francesc studiował medycynę.
*
SZLACHETNE ZDROWIE – Już w tak młodym wieku Antoni Gaudí coraz częściej zaczął skarżyć się na dotkliwe bóle stawów w kostkach i w kolanach. Lekarze obawiali się najgorszego; podejrzewali u młodego studenta gruźlicę kości a ta mogła przynieść skutki nieobliczalne. Rodzice wyznali lekarzom, że w dzieciństwie ich synek często skarżył się na bóle nóg w kostkach i w kolanach, ale zazwyczaj po kilku dniach mu one przechodziły, tak więc nie zwracali na nie zbytniej uwagi. A powinni byli. Bóle owe stanowiły bowiem zwiastun poważniejszych problemów, będąc objawami gorączki reumatycznej, mogącej nawet zaatakować serce oraz inne organy wewnętrzne. W owych czasach na takie drobnostki zwykle nie zwracano uwagi. Najważniejsze, żeby dzieciak znów uganiał się za ptactwem po podwórzu. Po serii badań lekarze doszli wszak do wniosku, że nie jest to gruźlica, lecz chroniczny artretyzm i zalecili unikanie wysiłku fizycznego. Konsultacje oraz wstępne leczenie przeciągnęły się blisko dwa lata. Antoniego leczono zapobiegawczo zastrzykami w kostki i w kolana, musiał też nacierać sobie uda i golenie maściami rozgrzewającymi, w owych czasach głównie opodeldokiem, co odrobinę łagodziło bóle, ale poprawa była nieznaczna. Lekarze zalecali długie spacery, on zaś uwielbiał chodzić pieszo, co pomagało mu powracać do zdrowia.
W kwietniu 1872 roku wybuchła w Hiszpanii wojna domowa nazwana Trzecią Wojną Karlistowską i Ministerstwo Wojny przypomniało sobie o Gaudím, który właśnie kończył dwudziesty rok życia, powołano go zatem przed komisję poborową w Barcelonie. Ta, co zrozumiałe, podejrzewała go o symulowanie reumatyzmu. Pewien jestem, że gdyby komisji owej przewodniczył Szwejkowy doktor Grünstein, z całą pewnością kazałby leczyć go z reumatyzmu chininą i podwójnymi lewatywami, na szczęście wojskowi lekarze w Barcelonie okazali się bardziej wyrozumiali dla symulantów niż tamci w Pradze. Antoniemu odroczono służbę wojskową z powodu wątłego zdrowia, ale dwa lata później wcielono go do wojska. Antoni Gaudí hiszpańskim żołnierzem został 7 lipca 1874 roku. Przydzielono go do oddziału piechoty, ale ponieważ ledwie mógł udźwignąć granat, o karabinie nawet nie wspominając, skierowano szeregowca do pracy w wojskowej administracji, dzięki czemu mógł godzić studia z służbą dla Ojczyzny. Po dwóch latach, kiedy skończył służbę, w jego karcie wojskowej wpisano mu: Bienemerito de la Patria (Zasłużony dla Ojczyzny), zaś w rubryce stopień wojskowy: delineante (rysownik techniczny).
Szlachetne zdrowie jakoś dopisywało Gaudiemu choć bóle reumatyczne nie ustępowały. Reumatyzm prześladował go bodaj przez całe życie choć akurat z tą dolegliwością Antoni jakoś sobie radził. Sporo pomagało mu zamiłowanie do chodzenia. Uważał, że dokąd dotarł na własnych nogach, tam naprawdę był. Zaraz po ukończeniu swoich studiów wstąpił do Agrupació Excursionista de Catalunya (Stowarzyszenia Wycieczkowego Katalonii). Rankiem wyjeżdżało się z Barcelony pociągiem (linie kolejowe były tu już wówczas całkiem nieźle rozwinięte) do wybranej stacji, skąd człapało się pieszo wybraną trasą nawet trzydzieści – czterdzieści kilometrów, żeby wieczorem powrócić do stacji i pociągiem do Barcelony. Zapewniam: fascynujące! Podobnym sposobem ja sam przed laty przeczłapałem całe wybrzeże Katalonii, od delty Ebro do Port Bou na francuskiej granicy i gdybym mógł, powtórzyłbym to raz jeszcze. „Ekskursjoniści” wyjeżdżali również w tereny południowej Francji (Purpurowe Wybrzeże, Perpignan, Narbonne). W latach późniejszych Antoniego Gaudiego dopadły wszak o wiele poważniejsze choroby. Bardzo pogarszał się mu wzrok. Zatracał ostrość widzenia a też wyrazistość kolorów (daltonizm). Pod koniec 1910 roku – miał 58 lat – nabawił się brucelozy, zwanej też gorączką maltańską, najpewniej zaraziwszy się od któregoś z koni albo osłów pracujących przy wznoszeniu wież Sagrada Familia. W Barcelonie zdołano zahamować rozwój owej niebezpiecznej choroby, ale później bezwarunkowo skierowano go w Pireneje, do Puigcerdà, żeby w tamtejszym sanatorium powrócił do sił. Przez cały czas towarzyszył tam Gaudiemu doktor Pere Santalo, który w Barcelonie postawił prawidłową diagnozę. W maju 1911 roku architekt, obawiając się, iż wkrótce przyjdzie mu pożegnać się z tym światem, wezwał notariusza Ramona Marię Barnolę i sporządził przed nim testament. W czerwcu 1911 roku, choć zapewne nie w pełni sił powrócił wszak do Barcelony by dalej poświęcać się pracy.
*
ŚMIERĆ KOSI NIBY ŁAN – Rok 1876 okazał się bodaj najtragiczniejszym w życiu Antoniego Gaudiego. Pierwszym, którego skosiła śmierć w owym roku, prawdopodobnie w lipcu był Francesc Gaudi i Cornet, brat Antoniego, starszy odeń o niewiele ponad rok. Francesc studiował medycynę w barcelońskim uniwersytecie. Końcowe egzaminy zdał prawdopodobnie w końcu maja, uzyskując tytuł lekarza, niestety nie zdążył rozpocząć praktyki. Żadne wiarogodne źródła nie precyzują przyczyny śmierci owego młodego (zaledwie 25 lat), z pozoru zdrowego mężczyzny. Tyle jedynie wiadomo, że którejś letniej nocy położył się spać i nazajutrz już się nie obudził. W akcie zgonu zapisano jedynie termin Muerte súbita, oznaczający nagłą śmierć. Francesca złożono w niszy numer 1757 Cmentarza Wschodniego w Barcelonie (aktualnie jest to Cmentarz Poblenou w dzielnicy Sant Martí). Śmierć brata w tak młodym wieku wstrząsnęła Antonim Gaudím.
Jeszcze bardziej zachwiało nim to, co zdarzyło się zaledwie trzy miesiące później. Cmentarną niszę numer 1757 trzeba było ponownie otworzyć, tym razem dla trumny Antònii Cornet i Bertran, mamy Antoniego. Nie wiadomo dokładnie, którego dnia zmarła w 1876 roku, licząc sobie 57 lat. Biedaczka, nie doczekała zakończenia uniwersyteckiej kariery Antoniego. Pod koniec tego samego roku zmarła jeszcze Rosa Cornet i Bertran, siostra Antònii, ciotka Antoniego, w której mieszkaniu w gotyckim centrum Barcelony czasowo pomieszkiwali ze swoim bratem Franceskiem. Wszystko to zachwiało Antonim Gaudí. Żył wprawdzie jeszcze jego ojciec, który z Riudoms też przeniósł się do Barcelony i zamieszkał w wynajętym mieszkaniu w dzielnicy El Born, na krańcach wschodnich ówczesnej Barcelony. Ażeby móc finansować kosztowne studia swoich dwóch synów, pozbył się swojej fabryczki kotłów w Riudoms i przeprowadził się do Barcelony.
Obaj synowie nie zawiedli oczekiwań taty. Francesc, starszy, okazał się pierwszym, który uzyskał uniwersytecki dyplom lekarza, a wkrótce po nim Antoni dyplom architekta. „Dajemy ten dyplom temu Gaudiemu. I nie wiem, czy będzie geniuszem, czy szaleńcem” – powiedział Elies Rogent, dyrektor Wyższej Technicznej Szkoły Architektury, wręczając mu zaszczytny dyplom architekta. Miało to miejsce w piątek, 15 marca 1878 roku. Od owej daty minął zaledwie rok. W 1879 Kostucha po raz kolejny zastukała swą kosą do drzwi rodziny Gaudí, tym razem zabierając z tego świata Rosę Gaudí i Cornet, siostrę już dyplomowanego architekta. Biedna Rosa dożyła zaledwie czterdziestu pięciu lat. Pozostawiła na tym świecie trzyletnią córeczkę Rosę oraz męża Josepa Egeę i Ferrera, z którym wspólnie przeżyli trzynaście lat. O Josepie wiadomo tyle, że był muzykiem i pochodził z Lleidy. Żadne z dostępnych źródeł nie ujawnia, na jakim grał instrumencie przeto i ja nie będę w owej kwestii spekulował. Mała Rosa Egea i Gaudí, siostrzenica architekta, została sierotką, a ponieważ jej tata muzyk często wyjeżdżał z Barcelony na koncerty, opiekę nad nią przejęli jej stryj – architekt Antoni oraz dziadek Francesc, liczący już sobie 66 lat.
Cztery opisane przypadki zgonów najbliższych krewnych w tak krótkim czasie wstrząsnęły Antonim Gaudí, choć nie odebrały mu całkowicie ochoty do życia. W owych latach pojął wszak, że w życiu od strojenia się w modne szatki dalece ważniejsze jest codzienne zmaganie się z podstawowymi troskami. Podobno nawet nauczył się prasować, bo przecież musiał siostrzenicę jakoś wyprawić do dziecięcej szkoły. Sam przeciwnie, zaczął bardziej się zaniedbywać. Chodziło przede wszystkim o higienę osobistą. Zapuścił bujną brodę, być może po to, żeby nie musieć każdego dnia się golić. Rzadko bywał u fryzjera, przez kilka dni z rzędu widywano go w tej samej koszuli. Dolegliwości reumatyczne sprawiały, że stale było mu zimno, przeto lubił chadzać, nie tylko zimą w czarnym, wełnianym płaszczu; na lato zamawiał sobie nieco lżejsze palto z wełnianego płótna, zawsze w czarnym kolorze. W owych latach wypoczywało się latem na plaży, niemniej jednak nigdzie nie zapisano, żeby młody Antoni lubił to czynić. Nie sposób też ustalić, czy potrafił pływać, chociaż mieszkał w centrum Barcelony, od morza na wyciągnięcie ramienia.
Trudno szukać dziś rodzinnej krypty numer 1757 na cmentarzu Poblenou, z widokiem na morze. Wydzierżawiła ją na sto lat Rosa Cornet i Bertran, siostra matki Antoniego. Złożono w niej zwłoki sześciorga członków rodziny Gaudí: obojga rodziców architekta, jego brata Francesca i siostry Rosy, ciotki Rosy Cornet i jeszcze jego siostrzenicy Rosy Egea i Gaudí, zmarłej w roku 1912. Akt dzierżawny wygasł w roku 1973, kiedy nie żył już nikt z rodziny Gaudích i nie było komu starać się o nią ani przedłużyć umowy dzierżawnej. W roku 1994 doczesne resztki wszystkich sześciorga zostały z niej usunięte i zakopane wraz z innymi we wspólnej fosie cmentarnej, bez żadnej tablicy pamiątkowej, przypominającej chociażby lata ich życia. Sam Antoni Gaudí do owej niszy nie trafił. Po owym tragicznym wypadku z 7 czerwca 1926 roku, kiedy na alei Gran Via de les Corts Catalanes potrącił go tramwaj i trzy dni później zmarł, jego zwłoki od razu złożono w krypcie bazyliki Sagrada Familia i tam do dziś spoczywają, oczekując wskrzeszenia z martwych.
*
PRACOWITOŚĆ CZY PRACOHOLIZM? – Po wszystkich owych tragicznych przypadkach i uzyskaniu dyplomu architekta Antoni Gaudi zainstalował się wraz ze swym ojcem i maleńką siostrzenicą poza murami gotyckiej Barcelony, w nowej dzielnicy nazwanej Eixample (Ekspansja). Wynajął mieszkanie w kamienicy przy ulicy Consell de Cent pod numerem 270 (aktualnie jest to numer 338), na tyle duże, iż mógł urządzić w nim sobie wygodną pracownię. Pracownia, jak sama jej nazwa wskazuje, służy człowiekowi po to, żeby w niej pracował a blisko trzydziestoletni Antoni Gaudí pracować lubił – ba!, zatracał się w pracy, bo ona pozwalała mu przynajmniej na jakiś czas zapominać o rodzinnych tragediach. To tu powstały pierwsze prace Gaudiego, z tą najważniejszą Casa Vicens w dzisiejszej Barcelonie, dawniej w mieście Gràcia, domu zaprojektowanego dla Manuela Vicensa, zamożnego wytwórcy win z podbarcelońskiej Alelli. Wcześniejsze prace Gaudiego powstały wszakże kilka lat wcześniej, nawet kiedy jeszcze był studentem (balustrady pomnika poety Aribau i Fontanny Monumentalnej w Parku Ciutadella) i zaraz po nich latarenki uliczne na Moll de la Fusta i Plaça Reial w Barcelonie. Szkoda, że nie zachowała się do dziś Vitrina Comella, pawilonik o metalowej konstrukcji, wypełniony wielobarwnymi szybami, z daleka wyglądającymi na ogromny kwiat. Antoni Gaudí zaprojektował go na zlecenie niejakiego Esreve Comella, wytwórcy rękawiczek. Pawilonik przewieziono de Paryża, wówczas jeszcze bez wieży Eiffela i zaprezentowano na Świarowej Wystawie w 1878 roku. Podczas owej wystawy Antoni Gaudí przebywał w Paryżu. Tam poznał się z hradią Eusebim Güell, starszym od niego o z górą pięć lat. Bardzo chciał spotkać się w Paryżu z Eugènem Violetem le Duc, słynnym francuskim architektem, ale ostatecznie do bezpośredniego spotkania nie doszło z powodu nieobecności tegoż w stolicy. Spotkanie z Eusebim Güell zaowocowała za to blisko czterdziestoletnią współpracą.
Lwia część ważnych prac Antoniego Gaudiego powstała jeszcze w dziewiętnastym stuleciu kiedy, jako architekt liczył sobie od 26 do 48 lat. Ten okres okazał się najbardziej produktywny w życiu artysty. Ów rzucił się w wir pracy. Każdego dnia poświęcał na nią nawet kilkanaście godzin. Zaraz w roku 1882 Antoni Gaudí umieścił swą sześcioletnią siostrzenicę w katolickiej szkole prowadzonej prze zakonnice (Colegio Jesús-María) w Tarragonie i wysłał tam ją pod opieką ojca, jej dziadka, któremu z tej okazji wynajął tam niewielkie mieszkanko. Sam mógł więcej czasu poświęcać swej pracy. Lubił wstawać o świcie i kłaść się do łóżka późno, przez co w nocy sypiał krótko. Zachowały się zapiski świadczące, iż miał zwyczaj nadrabiać zaległości tradycyjną w Hiszpanii poobiednią sjestą i wymagał, żeby nikt mu w niej nie przeszkadzał. W starszym wieku skracał sjestę, bo szkoda mu było czasu. Prowadził surowy, niemalże wojskowy tryb życia.
W ciągu swej kariery zawodowej pracował Antoni Gaudí dla co najmniej dwudziestu prywatnych zleceniodawców, tak więc zajęcia mu nie brakowało. Spośród nich tym najważniejszym okazał się markiz Eusebii Güell. Zacny ów człowiek w listopadzie roku 1871 ożenił się z Luisą Isabel López y Bru, córką Antonio Lópeza y Lópeza, markiza Comillas i założyciela słynnej Hiszpańskiej Kompanii Transatlantyckiej. Kompania zwoziła drogą morską do Hiszpanii wszelkie dobroci z Ameryki, głównie z Kuby zaś dla wykorzystania w drodze powrotnej wolnych przebiegów (przepływów?) dostarczała tam z Afryki czarnych niewolników, o czym Antoni Gaudí akurat nie musiał wiedzieć, proceder ów bowiem skrywano w tajemnicy. Ważne dlań było, że zarabiał niezłe pieniądze. Dla Eusebiego Güell słynny architekt zrealizował sześć prac, idźmy po kolei: Finca Güell w otoczeniu pałacu Pedralbes w Barcelonie, pawilon Kompanii Transatlantyckiej na Wystawę Światową w 1888 roku (po zakończeniu wystawy zburzony), Pałac Güell w Barcelonie, kościół w fabrycznej Kolonii Güell, Bodegas Güell (składy win) w Garraf oraz Park Güell w Barcelonie. Nie wolno zapominać, że prócz Eusebiego Güell, swojego głównego zleceniodawcy miał Antoni Gaudí jeszcze dwie dziesiątki innych. Zaraz zobaczymy, czy naprawdę był tak biednym człowiekiem jak się go opisuje w szkolnych czytankach albo też w przewodnikach dla turystów.
W latach 1904-1906 w budowanym Parku Güell, przy wybrukowanej drodze prowadzącej od wjazdu głównego ku górze po prawej stronie markiz Eusebi Güell polecił wznieść okazały dom, chcąc tym sposobem zachęcić co zamożniejszych do nabywania w parku działek budowlanych i wznoszenia w nim własnych rezydencji. Dom miał być swego rodzaju wizytówką reklamową. W roku 1906 willę nabył Antoni Gaudí i zainstalował się w niej wraz ze swym ojcem i siostrzenicą. Jaką sumę zapłacił? – chyba na zawsze pozostanie słodką tajemnicą pomiędzy nim a markizem Güell, co jednak pewne, tej klasy wille kosztowały w tamtych czasach niemało. Konkretnej sumy nie udało się mi ustalić. Ale za to dotarłem do sumy, jaką w roku 1911, kiedy śmierć zajrzała mu w oczy, mocą sporządzonego w Puigcerdzie testamentu genialny architekt przekazał darowiznę dla bazyliki Sagrada Familia. W testamencie notariusz Barnola zapisał kwotę darowizny: 13 milionów ówczesnych peset. Z ludzkiej ciekawości zasięgnąłem informacji w Banco de España na Placu Katalonii w Barcelonie, ile też byłoby to aktualnie. Uprzejma urzędniczka o imieniu Imma najpierw kazała mi zjawić się po tygodniu (miało to miejsce w lutym 2026 roku) i wówczas raczyła mnie poinformować, że aktualnie, po wszystkich dewaluacjach i biorąc pod uwagę liczne inflacje mogłoby to być od trzech do pięciu milionów euro (!). Jeżeli raz jeszcze w jakimś artykule jakaś chudzina mi napisze, że Antoni Gaudi był biedaczynę, każę mu wyrwać wszystkie zęby bez znieczulenia. Ja już od lat mawiałem turystom, iż nie jest możliwe, żeby wzięty architekt, zatrudniany przez najzamożniejsze rodziny nieźle prosperującego miasta mógł być biedakiem. W obszernym holu Banco de España z wrażenia ocierałem czoło rękawem; któraś z urzędniczek, widząc to i nie wiedząc o co chodzi, podała mi pakiecik chusteczek higienicznych.
W roku 1912 Antoni Gaudí ukończył okazały dom przy alei Passeig de Gràcia dla Pere Millà i Campsa, zamożnego barcelońskiego przedsiębiorcy i polityka. Praktycznie było to ostatnie prywatne zlecenie, jakie zrealizował w swym życiu. Od owej pory, mając już sześćdziesiąt lat oddawał się wyłącznie pracy przy bazylice Sagrada Familia. Odnosiło się wrażenie, że koniecznie pragnął jak najwięcej wykonać, zanim zejdzie z tego świata. Pierwszego stycznia w tymże roku zmarła na gruźlicę Rosa Egea i Gaudí, siostrzenica architekta, przeżywszy niespełna 36 lat.
*
BO JEŚĆ TRZEBA ZDROWO – Piszą o Antonim Gaudím, że był ascetą i prowadził życie pustelnicze. Ostrożnie, ostrożnie! Ja sam poznałem na górze Montserrat a też w Pirenejach zacnych pustelników, którzy obok swoich pustelni pędzili sobie wino a nawet znacznie mocniejsze napitki. Sam takich kosztowałem. To akurat najmniej ważne. Antoni Gaudí lubił dobrze zjeść. Często bywał w restauracjach, w towarzystwie barcelońskich bogackich. Do obiadów albo kolacji lubił wypić dobre wino, zwłaszcza to z katalońskiego regionu Penedés. Na zakończenie posiłku lubił wykurzyć kubańskie cygaro habano, choć nałogowym palaczem nigdy nie był. Jako aperitif zamiast lekkiej sangrii preferował wermut. Napojów alkoholowych nigdy nie nadużywał. Wiem, że niektórych może nieco zrazić to, co właśnie napisałem, ponieważ liczne komentarze w prasie malują zupełnie inny obraz artysty, jako człowieka ekstremalnie ascetycznego, odmawiającego sobie dosłownie wszystkiego, tymczasem tak nie było. Przy tej okazji dodam, że Jezus Chrystus z apostołami a nawet z postronnymi (wesele w Kanie Galilejskiej) też spożywał wino, a apostoł Paweł odradzał młodemu Tymoteuszowi picie samej wody, radził mu natomiast „używanie po trosze wina” ze względu na jego dolegliwości żołądkowe. Zbawienie nie zależy od ilości wypitego wina.
Trzy wydarzenia poważnie zachwiały równowagą psychiczną Antoniego Gaudiego, a też doprowadziły do radykalnej zmiany jego zwyczajów żywieniowych chociaż doktor Pere Santalo i Castellví, opiekujący się trójką pozostałych przy życiu Gaudich zalecał mu niczego nie zmieniać. Pierwszym z owych wydarzeń była śmierć Francesca, ojca Antoniego Gaudiego, w dniu 29 października 1906 roku (liczył sobie 93 lata). Kolejnym, niecałe cztery lata później bruceloza samego Antoniego, która doprowadziła architekta na krawędź życia i śmierci, o czym już wspomniałem. Trzecim wreszcie okazała się śmierć jego siostrzenicy Rosy liczącej sobie zaledwie 35 lat (dokładna data jej śmierci nie jest znana, przyjmuje się 1 stycznia 1912). Dopiero od owego okresu Antoni Gaudí stał się prawdziwym ascetą. Przestał bywać w restauracjach, coraz częściej zaniedbywał swoją higienę. Rzadko jadał mięso; jego dieta składała się przede wszystkim z sałat zaprawianych olejem z oliwek, pa amb tomaquet – podprażonego chleba z wcieranym czosnkiem i pomidorami, z rzadka jakiejś smutnej sardynki albo śledzika, za to często jadał jaja i pasty jajeczne. Wszystkie owe produkty kupował na rynku, sam bowiem nie umiał przygotować sobie nawet najprostszej potrawy. Jego ręce stworzone zostały dla deski kreślarskiej, a nie dla żelazka czy jakiejś innej patelni. Są na świecie tacy ludzie i basta, a Antoni Gaudí był jednym z nich. W późnym okresie swojego życia jego dietę stanowiły przede wszystkim wspomniane już produkty, a prócz nich sery, migdały, orzechy laskowe i suszone figi. Uzębienie miał normalne, mógł zatem bez problemu je pogryźć. Po wypadku feralnego 7 czerwca w 1926 roku w kieszeniach jego czarnego palta znaleziono modlitewnik i spore zawiniątko orzechów laskowych. Gaudí wyglądał szczupło, ale nie był chudzielcem. Nigdzie nie znalazłem informacji, ile też mierzył wzrostu, ale z zachowanych fotografii, pokazujących w otoczeniu innych osób wnioskuję, że co najmniej 170 centymetrów.
*
BYLE DALEJ OD POLITYKI I POLITYKÓW – Antoni Gaudí trzymał się z dala od wszelkiej działalności politycznej choć wcale nie było to łatwe w jego czasach. W owych latach niezmiernie aktywnie działał ruch kulturalny nazwany Renaixença Catalana (Odrodzenie Katalońskie), de facto będący ruchem o charakterze nacjonalistycznym i coraz mniej tolerowanym przez władze centralne włącznie z monarchami Alfonsem XII i Alfonsem XIII. Antoni Gaudí cieszył się ogromną popularnością a przy tym katalońskim patriotą, nic zatem dziwnego, że niektórzy ówcześni politycy, zwłaszcza Francesc Cambó i Enric Prats de la Riba za wszelką cenę chcieli to wykorzysta, jak to politycy dla własnych celów. Gaudí zdecydowanie odmówił argumentując, że skoro nazywa się go „architektem Boga”, nie może dzielić owego zaszczytu z nikim na ziemi.
Przed chwilą użyłem w odniesieniu do Antoniego Gaudiego słów „kataloński patriota” i dalej je podtrzymuję. Otóż ogólnie, ale powierzchownie patriotą nazywa się kogoś, kto ‘miłuje swoją ojczyznę’ ale konkretnie co? Otóż miłuje nie skrawek ziemi, lecz to, co zaszczepili mu ojciec i matka, dokładniej język, wiarę oraz kulturę w najszerszym pojęciu, włącznie z gastronomią. Odnośnie do owych ostatnich cech w wypadku Antoniego Gaudiego nie istnieją absolutnie żadne wątpliwości. Pozostaje pytanie: co z językiem? We wrześniu 1923 roku, pomimo iż królował w Hiszpanii Alfons XIII faktycznie dyktatorskie rządy począł sprawować nienawidzący Katalonii Antonio de Rivera (pisałem o nim w 2025 roku). To on zabronił mówienia w miejscach publicznych po katalońsku a też nakazał palenie katalońskich publikacji. W dniu 11 września 1924 roku miała miejsce w Barcelonie spokojna manifestacja upamiętniająca katalońskie powstanie przeciwko królowi Filipowi V z roku 1714, co zrozumiałe po katalońsku. Uczestniczył w niej również Antoni Gaudí. Ponieważ w miejscu publicznym rozmawiał z innymi po katalońsku, pędem dopadła go hiszpańska policja i zawlokła do aresztu. Zaraz następnego dnia stanął przed obliczem sędziego, który ukarał go grzywną w wymiarze 50 peset (dziś byłoby to w Europie 235 euro, w Australii 393 tamtejsze dolary). Zapłacił jedynie połowę bowiem zgodnie z hiszpańskin prawem, jeśli grzywnę płaciło się w ciągu piętnastu dni, pobierano tylko jej 50 procent – zresztą do dziś tak tu jest. Ów incydent poświadcza, czym w jego pojęciu był patriotyzm, nie ten aktualnie wystawiany na pokaz przed kamerami natrętnych dziennikarzy. Ci od Antoniego Gaudiego wiele mogliby się nauczyć.
*
DUCHOWA POSTAWA GAUDIEGO I BREDNIE – Tak, trzeba to zdecydowanie potwierdzić. Architekt Antoni Gaudí był człowiekiem niezwykle uduchowionym. W moim osobistym archiwum starannie przechowuję kopię listu, jaki Antoni Gaudí w roku 1894 skierował do ówczesnego arcybiskupa Barcelony, Josepa Marii Urquinaony. Napisał w nim oto, iż pragnie budować ową świątynię z miłości po pierwsze do architektury, po wtóre do przyrody i dopiero po trzecie, do religii. Owe trzy przymioty dominowały w całym jego życiu i takiejż ich hierarchii trzymał się do ostatnich dni swojego żywota, dopiero w końcowych dwudziestu latach życia stawiając na pierwszym miejscu religię. W prasie zagranicznej, ale też hiszpańskiej jeszcze w latach dziewięćdziesiątych minionego stulecia zaczęły pojawiać się wzmianki, w których klasyfikowano Antoniego Gaudiego do masonów. Celowali w tym zwłaszcza dziennikarze rosyjscy, na architekturę spoglądający źrenicami Breżniewowego socrealizmu. Otóż nie, towariszczi! Nie istnieje żaden nawet najdelikatniejszy dowód na przynależenie Gaudiego do jakiejkolwiek loży masońskiej. Masońskie, według was, elementy na Fasadzie Męki Pańskiej bazyliki Sagrada Familia nie są dziełem Antoniego Gaudiego, lecz Josepa Marii Subirachsa, o czym pisać będę już w kolejnym artykule. Gdyby żył i przeczytał Antoni Gaudí wasze przemyślenia, wziąłby solidnego bykowca i pogonił was za Kujbyszew. Bardzo proszę, żeby wybaczyć mi ową ostatnią opinię. Jak Państwo zachowaliby się, gdyby jakiś komsomolski dziennikarzyna powiedział przed Sagrada Familia: „Etot wasz Gawdi, on był psichopat?” („Ten wasz Gaudi był psychopatą”) – a mnie tak właśnie powiedział w roku 1999 jeden z telewizyjnych żurnalistów moskiewskich. Sam pewnie wychodka nie umiał postawić. Ot, jak nędzni mogą być ludzie. Sześć lat później szlachetna UNESCO wpisała aż siedem dzieł owego „psychopaty” na listę Światowego Dziedzictwa Kultury.
Oddanie Antoniego Gaudiego dla religii w ostatnich dwudziestu latach jego życia było bardzo szczere. Antoni Gaudí raczej był oddany wierze w głębi swojego serca, a tego nikt prócz Pana Boga niechaj nie ocenia. Zaglądał do różnych kościołów, a bywało i tak, że siadał z książeczką modlitewną w jakimś zacisznym kącie. Przyrodę traktował Antoni Gaudí jako najokazalszą świątynię, stworzoną ręką samego Boga. Zdecydowanie odrzucał darwinowską teorię ewolucji. Architektura, przyroda i religia stanowiły trzy główne cele jego życia. W owych latach Antoni Gaudí coraz bardziej pogłębiał się w rozmyślaniach o charakterze religijnym, ale ciągle jeszcze pamiętał o życiu doczesnym. „Jordi, czy ty wiesz, że Gaudí był homoseksualistą?” – zaskoczył mnie przed laty jeden z moich współprzewodników, pokazując mi w jakiejś szmatławej gazetce zdjęcie Antoniego Gaudiego siedzącego w przedziale jakiegoś pociągu w towarzystwie Josepa Marii Jujola, jednego z jego współpracowników, młodszego odeń o z górą 27 lat i wówczas już żonatego. Ponieważ obaj siedzieli w ciasnym przedziale, blisko oparci o siebie, zinterpretowano to jako dowód bliskości Gaudiego do osób tej samej płci. Inną brednią jest interpretowanie przez niektórych muchomorowatych kominów na dwu pawilonach u głównego wejścia do Parku Güell jako dowodu uzależnienia Antoniego Gaudiego od substancji halucynogennych. Święty Boże, święty, mocny! Czy lubią państwo jadać grzyby? Ja je uwielbiam! W końcowych dziesięciu latach życia Gaudí lubił pojechać pociągiem z Barcelony do Bergi i przywieźć sobie stamtąd kosz grzybów, a też sam chodził po okolicznych lasach, żeby je zbierać. A do tego wszystkiego: w sanatorium w Puigcerdà architekt przebywał w roku 1911 i rzeczywiście leczono go tam wywarami z muchomorów, zaś owe ceramiczne na pawilonach w Parku Güell powstały w latach 1901 – 1903, jakże zatem mogą być hołdem dla tych, które ratowały mu życie? Jeżeli Antoni Gaudí miałby się od czegokolwiek uzależnić, to najprawdopodobniej byłyby taką substancją tylko orzechy laskowe. Opisane brednie wymyślili pełni jadu ludzie, dla odwrócenia uwagi od własnych niedociągnięć.
A życie Gaudiego zasadniczo zmieniło się w roku 1924. Antoni Gaudí zdał sobie sprawę z tego, iż tak naprawdę został sam na tym świecie. Nikt nie pozostał mu już z jego krewnych. W lipcu 1918 roku z życiem pożegnał się również hrabia Eusebi Güell, przez niemal cztery dziesiątki lat będący jego opoką. W Parku Güell spadkobiercy hrabiego (jego dzieci) zaprzestali sprzedawania działek budowlanych i ostatecznie, 26 maja w 1922 roku sprzedali go miastu Barcelona za kwotę 3 200 000 ówczesnych peset. Aktualnie byłoby to co najwyżej sześć milionów euro (niewiele ponad dziesięć milionów dolarów australijskich). W zaistniałej sytuacji Antoni Gaudi stopniowo przenosił swój dobytek, oprócz mebli, do Sagrada Familia, dokąd ostatecznie wyprowadził się z początkiem roku 1925. W roku 1926, krótko po śmierci architekta, z braku spadkobierców jego dom w Parku Güell ratusz Barcelony spieniężył włoskiemu małżeństwu Francescowi i Giuseppie Chiappo Ariettim. Za jaką kwotę? – tego nie ujawniają żadne dokumenty. Dom pozostał ich własnością do roku 1963.
W Sagrada Familia Antoni Gaudi zamieszkał w zaledwie jednym pokoiku swojego warsztatu, aktualnie stojącego na zewnątrz bazyliki, po stronie Fasady Męki Pańskiej. Od owego czasu niemal każdego dnia bywał w kościele, bardzo często też przystępował do spowiedzi. W swoim pokoiku na terenie budowy bazyliki Sagrada Familia zawsze przechowywał na stoliku obok łóżka Biblię oraz stojący krzyż z przewieszonym przez jego ramiona różańcem. Co interesujące, nie trzymał na ścianach żadnych wizerunków świętych. O wiele więcej znaczyło dla niego Pismo Święte. Dla zreasumowania: Antoni Gaudí był człowiekiem głęboko wierzącym, ale nie fanatykiem.
KIEDY GAŚNIE ŻYCIE – W czerwcu na półkuli północnej przypadają najdłuższe dni i zarazem najkrótsze noce. Poniedziałek siódmy dzień czerwca był podobny. Antoni Gaudí zakończył pracę w Sagrada Familia, kiedy jeszcze mocno świeciło słońce. Dochodziła siódma godzina wieczorem. Z lekka opłukał twarz, przyczesał ręką zmierzwione włosy, nałożył na głowę swój nieodłączny czarny kapelusz, po czym udał się do centrum Barcelony. Katedrę właśnie zamykano, ale w pobliskim kościele świętego Filipa Neri wieczorna Msza miała rozpocząć się o ósmej wieczorem. Antoni koniecznie chciał w niej uczestniczyć. Po zakończeniu nabożeństwa zaraz udał się w powrotną drogę do domu w Sagrada Familia. Doszedłszy niemal do Placu Tetuán chciał przejść na drugą stronę szerokiej alei Gran Via de les Corts Catalanes, po której w tamtych czasach kursowały tramwaje. Jeden z nich, ten o numerze 30, nie wyhamował, choć motorniczy zwolnił, dojeżdżając do przystanku na placu Tetuán. Na torach był człowiek w czarnym palcie i czarnym kapeluszu, pewnie oślepiony jaskrawymi promieniami zachodzącego słońca – minęła wpół do dziesiątej wieczorem.
Potrąconego włóczęgi ze zmasakrowaną i krwawiącą twarzą nikt nie chciał zabrać do samochodu, żeby pośpieszyć mu na ratunek. W końcu policjanci z Guardii Civil zmusili do tego jednego z taksówkarzy. Ten odwiózł wagabundę do Casa de Socorro (to dziś jakby pogotowie ratunkowe) w dzielnicy Raval, gdzie nieszczęśnikowi udzielono pierwszej pomocy i zaraz przewieziono go do pobliskiego szpitala Santa Creu. Nazajutrz, około południa w szpitalu zjawił się Mosén Gil Parés, kapelan pełniący posługi w budowanej Sagrada Familii, zaniepokojony nieobecnością na placu budowy głównego architekta. To on bezbłędnie zidentyfikował zaniedbanego włóczęgę, którym okazał się Antoni Gaudí i Cornet, barceloński „architekt Boga”. Ten przeżył jeszcze dwa dni.
– „Amén. Déu meu! Déu meu!” („Amen. Mój Boże! Mój Boże!”) – takie były ostatnie słowa wypowiedziane przez Antoniego Gaudiego. Skonał krótko po siedemnastej w czwartek 10 czerwca 1926 roku. W sobotę 12 czerwca jego zwłoki złożono w krypcie bazyliki Sagrada Familia. Na pogrzeb przybyły wielotysięczne tłumy. Ja zaś żywię głęboką nadzieję, że dzisiejszym artykułem Pan Bóg pozwolił mi przybliżyć wam owego wyjątkowego architekta jako człowieka. W kolejnym pisać będę o bazylice Sagrada Familia (Świętej Rodziny) w Barcelonie, koronnym dziele Gaudiego.
Jerzy Leszczyński
16 maja 2026


