Jerzy Leszczyński – Od Europodów dla Antypodów – Raz jeszcze Sagrada Familia
Share
SAGRADA FAMILIA – SEKRETY NIEZWYKŁEJ BAZYLIKI
PO RAZ PIERWSZY moje, wówczas trzydziestoletnie, oczy zobaczyły ją w roku 1986. Z Alei Antoniego Gaudiego spoglądałem na oświetlone letnim słońcem cztery strzeliste wieże przyszłej barcelońskiej bazyliki pod wezwaniem Świętej Rodziny, o której wówczas niewiele wiedziałem. Stałem jak wryty w ziemię, nie mając pojęcia, o co tam chodziło. Zacny Juan Menoyo, chyba do dziś żyjący biznesmen z Alicante, któremu pomagałem wówczas zawierać kontrakty na dostawy owoców cytrusowych do Polski też niewiele umiał mi o owych strzelistościach powiedzieć zdany przeto byłem na samego siebie. Naprzeciw strzelistych czterech wież sterczały cztery inne, jeszcze nie dobudowane. Ot, jak wyglądało pierwsze moje spotkanie z Sagrada Familia, słynną bazyliką zaprojektowaną przez katalońskiego architekta Antoniego Gaudiego. W tamtych czasach – zachowuję zdjęcia – pomiędzy czterema już zbudowanymi wieżami bazyliki, a czterema jeszcze nie dobudowanymi nie było niczego – ot, zwałowisko kamieni, na którym mozoliło się kilkunastu mężczyzn. Od kiedy zostałem miejscowym przewodnikiem pokazałem ciągle budowaną bazylikę co najmniej pięciu tysiącom grup turystów, nawet z Chin, Tunezji, Libanu i Bahrajnu. To sporo. Dziś o Sagrada Familia, wydźwigniętej do wysokości 172,5 metrów, ale ciągle jeszcze nie dokończonej z najprawdziwszą przyjemnością opowiem naszym szanownym Czytelnikom. O barcelońskiej bazylice pisałem już dla Tygodnika Polskiego w 2022 roku, z okazji 140-lecia wbudowania kamienia węgielnego pod ową świątynię. Od tamtego czasu sporo się zmieniło.
*
WSZYSTKO rozpoczęło się w niedzielę 19 marca 1882 roku, kiedy z inicjatywy zamożnego wydawcy i księgarza Josepa Marii Bocabella wmurowano okazały kamień węgielny dla zbudowania w Barcelonie neogotyckiej bazyliki w intencji Przebaczenia Grzechów, pod wezwaniem Sagrada Familia, czyli Świętej Rodziny. Projekt świątyni przygotował Francisco de Paula del Vilar y Carmona, barceloński architekt, którego rodzice pochodzili z Murcji, prywatnie jeden z nauczycieli Antoniego Gaudiego. Zacny ów człowiek miał zamiar zbudować jednonawową bazylikę z bocznymi kaplicami i jedną dzwonnicą sięgającą około siedemdziesięciu metrów wysokości. Inicjator budowy, senyor Josep Maria Bocabella zamyślił sobie wzniesienie świątyni z dobrowolnych datków i wielce się zawiódł. Hiszpanie nie zapomnieli 356 lat katolickiej inkwizycji w ich kraju i odwrócili się do Kościoła Katolickiego tyłem. Powołane i kierowane przez Bocabellę Towarzystwo Świętego Józefa mające nadzorować budowę nie zdołało nawet zebrać wystarczająco funduszy, żeby rzetelnie płacić architektowi należne mu honorarium, ten przeto też odwrócił się odwłokiem i udał się na górę Montserrat, żeby rozbudowywać tamtejszy klasztor, bo ojcom Benedyktynom funduszy mie brakowało. Do tego doszły również nieporozumienia natury technicznej. Zacny Josep Maria Bocabella zaproponował prowadzenie budowy innemu mistrzowi. Joan Martorell, liczący sobie akurat 50 lat, dotychczasowy doradca pierwszego architekta postawił męski warunek: po pierwsze nie wtrącać się mu do jego pracy i po wtóre płacić mu z góry. To on jednak podpowiedział w końcu, żeby Josep Maria Bocabella skontaktował się z młodym, nieco naiwnym i jeszcze niedoświadczonym Antonim Gaudím. Ten rzeczywiście podjął się ambitnego zadania. Pracę przy wznoszeniu barcelońskiej bazyliki rozpoczął drugiego listopada w 1883 roku i przepracował przy jej wznoszeniu 42 lata, 7 miesięcy i 5 dni, do tragicznego 7 czerwca 1926 roku, kiedy to potrącił go w Barcelonie ów nieszczęsny tramwaj. To rzeczywiście szmat czasu.
Antoni Gaudí pracę rozpoczął od dokończenia krypty, rozpoczętej w roku 1882 przez Francisco de Paulę del Vilara, mającej zajmować całą przestrzeń pod absydą. Prace mozolnie przeciągały się aż osiem lat, do roku 1891, z przerwami, bo ciągle brakowało funduszy. Josep Maria Bocabella, inicjator budowy świątyni, liczący sobie wówczas 76 lat kategorycznie zażądał, żeby w kaplicy Świętego Chrystusa złożyć jego zwłoki, bo przecież on był inicjatorem budowy świątyni. Zaledwie rok później zadośćuczyniono jego wymaganiu, kiedy w kwietniu 1892 roku pożegnał się z życiem. Z braku środków finansowych budowa bazyliki ponownie stanęła. W owym czasie Antoni Gaudí podróżował po północnej i zachodniej Afryce, poszukując tam natchnienia dla swej twórczości. Sam do krypty powrócił dopiero 12 czerwca 1926 roku, kiedy jego zwłoki złożono w niszy kaplicy Verge del Carme (Matki Bożej z góry Karmel), gdzie do dziś spoczywają, zakrytej kamienną tablicą, na której wypisano jego imię i nazwisko, uzupełniając: Archítecto Dei Homini (Architekt, Człowiek Boży). Budowanie samej bazyliki architekt Boga podjął na nowo w roku 1893, już po powrocie z Afryki. To owego roku przedstawił arcybiskupowi Josepowi Marii Urquinaonie projekt bazyliki z osiemnastoma strzelistymi wieżami zapewniając, iż chce je budować z miłości do architektury, do przyrody i do religii. Pierwotny projekt neogotyckiej bazyliki przepadł z kretesem.
Prace na nowo ruszyły jesienią w 1893 roku. Na samym początku Antoni Gaudí, wzorując się na architekturze arabskiej zaplanował, iż smukłe wieże zewnętrzne sięgną wysokości od 102 do 112 metrów i będą miały średnicę dziesięciu metrów. Zachowując proporcję w przybliżeniu 1: 10. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż w Europie od czasów średniowiecza wieże wyznaczono w proporcjach 1:6, co najwyżej 1:7 wymiarów podstawy do wysokości. Takie minaretowe wież w Europe były absolutną nowością, choć w muzułmańskich terenach Azji i Afryki wznoszono takie od stuleci (o wpływie architektury islamu na bazylikę Sagrada Familia obradowały w Barcelonie już cztery międzynarodowe konferencje a ja sam wspominałem o tym już przed czterema laty). Antoni Gaudí usytuował bryłę bazyliki w osi południowy wschód – północny zachód. Podzielił życie Chrystusa na trzy etapy: narodzenie i życie na ziemi, mękę i śmierć oraz zmartwychwstanie i chwałę niebiańską zaś na każdej z fasad po cztery wieże, symbolizujące dwunastu apostołów, o wspomnianej już wysokości. Środek bazyliki miały wypełnić cztery wieże ewangelistów: świętych Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, każda o wysokości 135 metrów, zaś pomiędzy nimi wieża Jezusa Chrystusem, najwyższa i najcięższa, sięgająca wraz ze zwieńczającym ją krzyżem 172,5 metra. Osiemnastą jest zbudowana ponad absydą wieża Panny Marii, wznosząca się na 138 metrów.
Za chwilę przejdę do bardziej szczegółowego opisania dwu zbudowanych już fasad i pozostałych wież bazyliki a też innych jej osobliwości. Najpierw wszakże zajmę się kilkoma sprawami technicznymi. Rozpocznę od najcięższego kalibru, tak więc od ciężaru. Ostatnimi czasy podaje się, że po zamontowaniu monumentalnego krzyża na wieży Jezusa Chrystusa aktualnie cała konstrukcja Sagrada Familia przekroczyła wagę dwustu tysięcy ton. W tym miejscu od razu rzuca się na język pytanie: jak solidne muszą być fundamenty dźwigające tak ogromny ciężar? Otóż kiedy niejaki Artak Mikaelian, architekt ormiańskiego pochodzenia, od ponad dziesięciu lat będący w Sagrada Familia współpracownikiem Etsuro Sotoo, japońskiego architekta i rzeźbiarza zdradzi mi ów sekret, wprost mu nie uwierzyłem. Żeby w czasach Antoniego Gaudiego dokopać się do stabilnego, twardego podłoża, na którym zakładano fundament pod wieże Fasady Narodzenia, wystarczyło wybrać kilka metrów gruntu, co też uczyniono (!). Zaraz po zakończeniu pandemii szczegółowo oprowadzałem po Sagrada Familia studentów wydziału architektury z norweskiego uniwersytetu z Bergen. Jeden z ich opiekunów, starszy pan o siwawych włosach zadał mi wobec wszystkich pytanie, czy Antoni Gaudí pomyślał o trzęsieniach ziemi i czy przygotował bazylikę na taką ewentualność. Jak się okazało, mężczyzna ów był architektem i jako taki przez ponad dwadzieścia lat pracował w Japonii – kraju, gdzie do trzęsień ziemi podchodzi się z ogromną atencją. Odpowiednie badania przeprowadzone w rejonie Sagrada Familia gwarantują, że ponoć barcelońska bazylika wytrzyma nawet ponad siedem stopni w skali Richtera. Na waszym miejscu byłbym ostrożniejszy, eksperci. Ja znam szereg rzekomo niezniszczalnych budowli, które w wyniku trzęń ziemi legły w gruzach. Nie trzeba być katastrofistą by stwierdzić, że w obliczu kataklizmu życie ludzkie pozostaje w rękach Boga nie zaś człowieczego eksperta, który sam siebie nie potrafi obronić w takiej sytuacji. Ostatnimi czasy Katalonię często nawiedzają silne wiatry a takie też nie sprzyjają nazbyt wysokim konstrukcjom. A Sagrada Familia jest przecież znacznie wyższa niż dłuższa i o wiele wyższa niźli szersza. Oby nic z takich rzeczy się jej nie przydarzyło!
W czasie mojej pracy zawodowej często zadawano mi pytania, z jakich też materiałów wznoszona jest Sagrada Fanilia. Otóż zasadniczo jest to piaskowiec. W czasach Gaudiego przywożono go setkami ton ze zboczy góry Montjuïc. Ma strukturę bardzo drobnoziarnistą i jest bardzo odporny. Fasadę Męki Pańskiej a teś wieże centralne też buduje się z piaskowca, ale nieco innego, bo ze wzgórz Serra del Corredor, głównie z okolic Montcada i Reixac ale też z Martorell w górach Garraf. Antoni Gaudí nakazywał łączyć kamienne bloki zaprawą wapienną, nawet z dodatkiem jaj, jak to czyniono w czasach starożytnych a też średniowiecznych. Zaletą j takiej jest to, że spaja się z kamieniem, tworząc monolit niemal niemożliwy do rozbicia. Od czasów budowy Fasady Męki Pańskiej stosuje się zaprawę cementową – ta też spaja kamień, ale nie wsiąka weń tak konkretnie jak zaprawa wapienna. Prócz piaskowca stosuje się jeszcze inne kamienie, głównie granit i bazalt, a ołtarz główny wykonany został z niezwykle cennego porfiru, sprowadzonego z Iranu. Stosuje się również różnobarwną ceramikę a na zwieńczenie czterech wież Fasady Narodzenia (biskupie infuły) ceramikę połączoną z drogocennym szkłem z weneckiej wysepki Murano, które zarząd Wenecji podarował Barcelonie na krótko przed tutejszą Wystawą Światową w 1929 roku.
Skoro tyle ciekawostek już opisałem, czas mi najwyższy opowiedzieć dokładniej o bazylice Sagrada Familia naszym Szanownym Czytelnikom, zanim wyprawią się do Barcelony.
*
FASADA NARODZENIA – Otóż tu nie zgadzam się ze szlachetnym Antonim Gaudím odnośnie do jej nazwy. A to dlaczegóż to? Ano dlatego, że sześćdziesiąt siedem ludzkich i anielskich figur owej fasady przedstawia dziewiętnaście scen z całego życia Jezusa, Marii oraz Józefa, nie tylko jego Narodzenie. Zacznę od tego, których to czterech apostołów Jezusa reprezentują jej cztery strzeliste wieże, sięgające od 98,5 do 107 metrów. Są nimi, po kolei apostołowie: Mateusz, Juda Tadeusz, Szymon zwany Gorliwym oraz Barnaba. U podstawy wieże mają średnicę: te niższe siedem metrów, owe wyższe osiem. Już z zewnątrz widać, że mniej więcej od wysokości siedemdziesięciu metrów konstrukcja wszystkich czterech wież zdecydowanie się zmienia, przechodząc z monolitycznej w ażurową, z płytkami skierowanymi ku dołowi. Sprawia to niesamowity efekt akustyczny: Jeśli na poziomie owej zmiany konstrukcyjnej zainstalować urządzenia nagłaśniające, wzmocnione dźwięki na początek ulecą ku górze, ale zaraz odbiją się od ażurowych płyt i spłyną w dół do parku. Dokładnie tak samo dzieje się od strony Fasady Męki Pańskiej bowiem i tamtejsze wieże zbudowano o podobnej, akustycznej konstrukcji. W sobotę 30 października w 2010 roku, na z górą tydzień przed papieską wizytą Benedykta XVI, w czasie której oficjalnie inaugurował on ciągle budowaną bazylikę jako czynną świątynię, zapłaciwszy 5 euro (wówczas równowartość trzech kaw z odrobiną mleka) byłem obecny w Barcelonie na oficjalnej próbie akustycznej Sagrada Familia. Podobnych mnie znalazły się tam jeszcze cztery tysiące, dwa z jednej, dwa po drugiej stronie świątyni, piąty tysiąc wewnątrz bazyliki, ale tamtych kosztowało to euro piętnaście. Śpiewało kilka chórów a wtórowały im dopiero co zainstalowane organy zbudowane przez warsztaty Blancafort z Collbató. Pokaz doprawdy wypadł nadzwyczajnie.
Cała Fasada Narodzenia przepełniona został rzeźbiarskimi kompozycjami nawiązującymi do przyrody. Oto trzy jej portale: Nadziei, Miłości i Wiary, wykonane wedle projektu Etsuro Satoo jeszcze za czasów Gaudiego wsparte zostały z obu stron dwiema masywnymi, kamiennymi palmami: olejową oraz daktylową, posadowionymi na dwóch kamiennych żółwiach, z jednej strony wodnym, z drugiej lądowym. Nieco dalej z lewej strony dolnym oknom galegii bocznych nadano formę jagód owoców leśnych, tym górnym zaś – słoneczników a poziom najwyższy ozdobiono ceramicznymi owocami typowymi dla jesieni, nawet kasztanami, sporządzonymi podług projektu Etsuro Satoo. Cała centralna część fasady tonie w kamiennych liściach, kwiatach i jagodach a od prawej, północnej strony pojawiają się pośród nich najróżniejsze stworzenia, nawet te pełzające.
Uwagę szczególną poświęcić wszak należy szesnastu kompozycjom rzeźbiarskim, złożonym z sześćdziesięciu siedmiu ludzkich i anielskich figur, prezentujących różne sceny z ziemskiego życia Jezusa Chrystusa. Aktualny zarząd bazyliki Sagrada Familia podzielił je na trzy grupy, przynależne trzem portalom i tak też ja je przedstawię z tym, że nie rozpocznę nie od Portalu Nadziei, pierwszego od lewej strony, lecz od tego najważniejszego, centralnego, Portalu Miłości:
Portal Miłości (Caritat) – W tej części przedstawiono siedem scen z wczesnego życia Jezusa. Ja opiszę je tak, jak zarejestrowane zostały w oficjalnej liście zarządzających sprawami bazyliki. Oto one: (1) Narodzenie Jezusa Chrystusa; (2) Gwiazda Betlejemska wskazująca Betlejem, miejsce narodzenia Chrystusa; (3) Pokłon pastuszków; (4) Przybycie z darami Trzech Króli; (5) Aniołowie śpiewający i grający na różnych instrumentach; (6) Zwiastowanie Pannie Marii przez anioła Gabriela, iż pocznie z Ducha Świętego i porodzi Syna Bożego i jeszcze (7) Koronację Marii. Tworzy je razem 37 figur. Spośród nich bodaj najskromniejszą jest scena Narodzenia Chrystusa.
Portal Nadziei (Esperança) – To ten na lewo od centralnego. Na jego tle zademonstrowano pięć scen z ziemskiego życia Jezusa Chrystusa: (1) Zabijanie chłopczyków przez żołnierzy króla Heroda; (2) Ucieczkę Świętej Rodziny z Marią i Jezuskiem na ośle do Egiptu; (3) Zaślubiny Marii i Józefa; (4) Jezusa pokazującego Józefowi ranną gołębicę i jeszcze (5) Świętego Józefa na pokładzie okrętu Kościoła. Podobnie pięć scen zaprezentowanych zostało na tle Portalu Wiary (Fe), na prawo od obu pozostałych: (1) Niepokalane Poczęcie Marii; (2) Wizyta Marii u Elżbiety; (3) Ofiarowanie Jezusa w świątyni; (4) Jezus pracujący jako stolarz; (5) Znalezienie Jezusa głoszącego w świątyni o Królestwie Bożym. Nieźle znam Pismo Święte przeto potrzebowałbym kilku godzin dla opowiedzenia chętnym o każdej z owych biblijnych historii. Naszym Czytelnikom zdradzę jedynie, iż autorem owych rzeźbionych kompozycji nie był Antoni Gaudí. Wykonali je zacny Llorenç Matamala oraz jego trzej współpracownicy: jego syn Joan a wraz z nim Jaume Busquets i Carles Mani. Tak czy owak prostaczkowie przypisują je Antoniemu Gaudiemu.
Pomiędzy czterema strzelistymi wieżami Fasady Narodzenia okazale prezentuje się równie strzelisty, zielony cyprys a na nim białe, marmurowe gołębie (owe pierwsze sporządzone były z mniej odpornego alabastru). Sam cyprys wykonany został z unikalnego zielonego piaskowca (pietra verde), sprowadzonego z Italii. Cyprysy, wyrastające prosto ku miebu sadzano na mogiłach zmarłych już w starożytnej Babilonii a potem w Asyrii, Persji i w Grecji, skąd rozprzestrzeniły się na cmentarzach całej Europy (w Polsce zastępują je podobnie strzeliste tuje). Cyprys oznacza zatem Drzewo Życia, zgodnie z biblijną Księgą Apokalipsy rosnące w Raju dzięki ofierze złożonej przez Jezusa Chrystusa, białe gołębie zaś to pokojowo nastawieni ludzie ze wszystkich narodów, pragnący skorzystać z dobrodziejstw zbawiennej ofiary Jezusa. Cyprys zwieńczony został krzyżem, na którym siada z rozpostartymi skrzydłami jeszcze jeden biały gołąb, największy z wszystkich wokół Drzewa Życia; ten przedstawia samego Ducha Świętego, zstępującego z nieba.
Elementem szczególnym w architekturze Fasady Narodzeeenia jawi się El Pelicà (Pelikan), znajdujący się pod zielonym cyprysem, wykonany z białego marmuru przez Etsuro Sotoo na krótko przed igrzyskami olimpijskimi w Barcelonie (1992). Pierwotny projekt pelikana sporządzi Antoni Gaudí, zainspirowany popularną we wczesnośredniowiecznej Europie legendą powiadającą, że pelikanica karmiąca swe małe rozdziera sobie swym potężnym dziobem pierś, żeby krwią z owych ran poić pisklęta (nie jest to prawdą bowiem mama-pelikan karmi swoje małe pokarmem, głównie rybami, zgromadzonym w wielkiej torbie, jaki ma pod swym dziobem). Pelikanicę karmiącą swe maleństwa zaczęto pokazywać już w okresie romańskim, w kapitelach kolumn zaś w okresie gotyku głównie w podporach chrzcielnic albo w witrażach (przykładem katedry w Chartres, Metz, Norwich, Sheffield albo w holenderskim Den Bosch). Pelikanica Gaudiego z Fasady Narodzenia bazyliki Sagrada Familia karmi dwa pisklęta. Towarzyszą jej aniołowie, korona przypominająca o królewskiej władzy Chrystusa oraz jajko z wygrawerowanymi inicjałami IHS – symbol życia wiecznego dzięki ofierze złożonej przez Jezusa Chrystusa z własnego ciała i krwi.
Ot, z grubsza opisałem Fasadę Narodzenia bazyliki Sagrada Familia. Z grubsza, albowiem brakuje wielu szczegółów, które gołym okiem trudno dostrzec. Na ten przykład: wspomniałem o figurach człowieczych oraz anielskich, niestety ani słowem nie pisnąłem o tych z gatunku fauny a są ich przecież setki, zarówno na tej fasadzie jak również na absydzie, sąsiadującej z nią od północy. Wspomniałem też o bujnej roślinności pokrywającej trzy portale fasady od góry. Ukryte są wśród nich maleńkie kamienne motyle, cykady a nawet mrówki, biblijny synonim pracowitości. Gdzieś na galeriach w cieniu wież ukrywa się stadko domowego ptactwa: gęsi, indyk i stadko kur z kogutem. Sam Antoni Gaudí przynosił owo ptactwo z pobliskiego gospodarstwa, kazał dokładnie się mu przyglądać, mierzyć je a potem rzeźbić tak, żeby wyglądały niczym prawdziwe. Bodaj najlepszym tego przykładem jest osioł, na którym siedzą bokiem Maria z Jezuskiem, uciekający przed Herodem do Egiptu. Poczciwego kłapoucha Antoni wypożyczył od pewnej kobieciny, która oślim wózkiem przywoziła na budowę glinę dla wyrobu cegieł. Nerwowy i uparty bydlak jeszcze pozwolił się Llorençowi Matamali pomierzyć, ale w żadnym wypadku nie zezwolił mu wejść pod brzuch żeby ten mógł dokładnie obejrzeć go od spodu. Trzeba było wykonać z mocnego płótna osobliwy temblak, zaczepić go do wysięgnika na kołowrocie i podźwignąć na taki poziom, by pan rzeźbiarz mógł dokładnie obejrzeć jego podbrzusze. Na absydzie bazyliki, zarówno na jej ścianach jak również w gargulcach (rynnach odprowadzających wodę deszczową) pokazał Gaudí ziemne i morskie ślimaki, żaby, ropuchy, jaszczurki oraz węże.
Niezwykle bogata jest Fasada Narodzenia bazyliki Sagrada Familia. Żeby dokończyć jej opis dodam jedynie, iż każdą z czterech jej wież zdobi bardzo dobrze widoczny z daleka mozaikowy napis SANCTUS (ŚWIĘTY) zaś od owej mniej widocznej strony GLORIA IN EXCELSIS DEO (CHWAŁA BOGU NA WYSOKOŚCIACH). Podobnie na wieżach Fasady Męki Pańskie,
*
FASADA MĘKI PAŃSKIEJ – Z początkiem lat pięćdziesiątych minionego stulecia grupa architektów, którzy dobrze jeszcze pamiętali Antoniego Gaudiego podjęła trud budowania bazyliki Sagrada Familia. Ich poczynaniami kierował Francesc de Paula Quintana i Vidal, liczący sobie już sześćdziesiąt lat. Nie było im łatwo. W dniu 19 lipca 1936 roku tysiące anarchistów wściekle napadły na liczne kościoły w Barcelonie. W Sagrada Familia zniszczyli przede wszystkim kryptę a też warsztat Antoniego Gaudiego, w którym spalili dokładnie wszystkie jego plany i poniszczyli gipsowe modele. Szczęściem nie mogli zniweczyć tego, co dawni współpracownicy Gaudiego zdołali zachować w swych umysłach i sercach. Na wspólnych spotkaniach zdołali odtworzyć wizję bazyliki, jaką stworzył Antoni Gaudí i wkrótce przystąpili do zbożnego dzieła. Bodaj głównym współpracownikiem Quintany okazał się Isidre Pig i Boada, barceloński historyk sztuki i architekt zamieszkujący w mojej Pinedzie de Mar, na przełomie pięćdziesiątych i sześćdziesiątych lat przez osiem dyrektorujący budowie Sagrada Familii. Do wykopów pod fundamenty, tu nieco głębsze niż pod wieże Fasady Narodzenia przystąpiono w roku 1954. Dwa lata później zaczęto montować pierwsze kamienne bloki fundamentów a po nich wydźwigano ku górze kolejne cztery wieże, apostołów Jakuba, Filipa, Tomasza i Bartłomieja. W roku 1986, kiedy wieże sięgały już ponad siedemdziesięciu metrówm do pracy przy Sagrada Familia zaproszono katalońskiego architekta i rzeźbiarza Josepa Marię Subirachsa, wówczas liczącego już sobie blisko sześćdziesięciu lat. W roku 2002, przy Sagrada Fanilia miałem okazję poznać go osobiście. To on był autorem trzynastu rzeźbiarskich kompozycji Fasady Pasji, a prócz nich jeszcze innych detali, które teraz opiszę.
Kiedy oprowadzałem i ciągle jeszcze oprowadzam turystów, nawet tych z katolickiej Polski wokół bazyliki Sagrada Familia i zadaję im sakramentalne pytanie: którego dnia rozpoczyna się Wielki Tydzień, mędrkują niczym krowa uwiązana u pala tuż przy sąsiadowej między. „We wtorek, w środę, we czwartek” – kombinują niczym kobyła na ściernisku a mnie nachodzą pytania: po co w ogóle takim ludziom Kościół i katechezy? Rzadko kto trafnie odpowie: w Niedzielę Palmową. Pod koniec roku 2015 Jordi Fauli i Oller, barceloński architekt, od roku 2012 dyrektor budowy bazyliki Sagrada Familia osobiście pokierował budowaniem zakrystii z charakterystyczną, paraboliczną kopułą, praktycznie łączącej absydę z Fasadą Męki Pańskiej, jak tego chciał Antoni Gaudí. Zakrystię zbudowano w rekordowo szybkim czasie niesoełna trzech lat. Na ścianach zakrystii Jordi Fauli kazał wypisać słowa: Força (Siła), Lloançá (Wysławianie), Savesa (Mądrość) i Glòria (Chwała) – zdaniem niektórych o charakterze nieco nacjonalistycznym. Nie o to wszak chodzi. Na kopule zakrystii umieszczono dwadzieścia cztery gałązki palmowe, wykonane z brązu, mające upamiętniać uroczysty wjazd Jezusa na oślęciu, na którym nikt jeszcze nie siedział do Jerozolimy. U samej góry kopułę zwieńcza kompozycja symbolizująca męczeństwo Jezusa oraz jego krew. W kalendarzu liturgicznym przypominają one zatem Palmową Niedzielę.
Na samej Fasadzie Męki Pańskiej zacny Josep Maria Subirachs i jego najbardziej zaufany współpracownik Pere Casanovas wykonali trzynaście scen biblijnych przypominających ostatnie chwile życia Jezusa na ziemi, od jego ostatniej wieczerzy paschalnej z apostołami aż po zdjęcie jego ciała z krzyża – łącznie 56 kamiennych figur a prócz tego jeszcze sześć innych scen opowiadających późniejsze wydarzenia aż do wniebowstąpienia Jezusa i zesłania Ducha Świętego. Figury Subirachsa dalece różnią się od tamtych Llorença Matamali z Fasady Narodzenia. O ile w czasach Antoniego Gaudiego dbało się o naturalne przedstawienie figur w taki sposód by wiernie odtwarzały one postaci ludzkie i takoż faunę (osioł, pelikan), o tyle postaci z Fasady Męki okazują się nader geometryczne, często z prostokątnymi, by nie powiedzieć kanciastymi obliczami. Wielu oglądającym je takie się nie podobają, ale najczęściej są to ludzie, którzy sami rzeźbić potrafią jedynie palcem w własnym nosie. Ja skomentuję ową różnicę tak oto: rzeźby Josepa Marii Subirachsa są po prostu inne niż tamte Llorença Matamali. Jedno jest pewne: Antoni Gaudí nie zajął się detalami dekoracyjnymi, lecz generalnym planem architektonicznym bazyliki. A skoro już o tym mowa, ciekaw też jestem ogromnie, jak wyglądać będą figury na trzeciej fasadzie bazyliki?
Pora najwyższa wyniecić po kolei owe trzynaście scen pokazujące wydarzenia jakie w roku 33 naszej ery rozegrały się w dniu 14 Nisan, począwszy od wieczerzy paschalnej, skończywszy na zdjęciu z krzyża martwego Chrystusowego ciała. Owe kolejne sceny układają się w formę litery S, ale kreśloną od dołu ku górze. Ma ona nawiązywać do pierwszej litery słowa Sanctus, które po łacinie oznacza Święty. Oto one, w porządky chronologicznym: (1) Wieczerza Paschalna Jezusa z dwunastoma apostołami; (2) Pojmanie Jezusa w ogrodzie Getseman; (3) Zdradliwy pocałunek Judasza; (4) Biczowanie Jezusa; (5) Zaparcie się apostoła Piotra; (6) Ecce Homo – Oto Człowiek; (/) Piłat umywa ręce; (8) Upadek Jezusa pod krzyżem; (9) Jezus pociesza mieszkańców Jeruzalem; (10) Setnik Longinus na koniu; (11) Rzymscy żołnierze rzucający losy o wierzchnią szatę Jezusa; (12) Śmierć Jezusa; (13) Zdjęcie z krzyża martwego Jezusa. Skupię się nad czterema scenami:
Scena 5: apostoł Piotr na dziedzińcu pałacu arcykapłana Annasza tchórzliwie wyparł się wszelkiej znajomości z Jezusem, i wtedy zapiał kogut, dla mnie przypominający wycinankę z mojego dzieciństwa. Piotr odszedł na bok, żeby się wypłakać. Otóż apostołem Piotrem w owej scenie jest sam rzeźbiarz Josep Maria Subirachs. Scena 9: Jezus pocieszający towarzyszące mu osoby, pośród nich nawet dziecko. W owej grupie wyróżniają się dwie postaci. Tą centralną jest rzekoma święta Weronika. Napisałem „rzekoma” ponieważ nikt i nic nie potwierdza, że takowa osoba w ogóle istniała kiedyś na tym świecie. Rzeźbiarz Subirachs zademonstrował całemu światu Weronikę z twarzą pozbawioną oczu, nosa i ust. Inną postacią z owej grupy jest święty Jan Ewangelista – ten, który przykucnął z samego kraja po lewej stronie i coś notuje. W jego osobie Josep Maria Subirachs przedstawił samego Antoniego Gaudiego, na podstawie zdjęcia, jakie architektowi wykonano w parku naprzeciw w dniu 1 maja w 1926 roku oraz własnych studiów Scena 10 – Domniemany rzymski setnik Longinus na koniu. Historia z nim przedstawia się podobnie jak ze świętą Weroniką: w Biblii nigdzie nie wymieniono jego imienia ani nie wspomniano, żeby był setnikiem. Ewangelista Jan zapisał (19 : 34 według Biblii Tysiąclecia), że bok martwemu Jezusowi przebił „jeden z żołnierzy”, nie wymieniając żadnego imienia. Scena 12 – Artysta pokazał moment agonii Jezusa, całkowicie golusieńkiego (we wczesnych okresach średniowiecza prezentowano w podobny sposób ukrzyżowanego Chrystusa, na przykład w katedrach w Tours i w Narbonne). Opadła głowa Jezusa jest księgą – nie chodzi tu wyłącznie o cztery Ewangelie, lecz o całe Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, zawierające również proroctwa o Jezusie. Czaszka u dołu krzyża przypomina, iż Chrystusa stracono na wzgórzu zwanym po hebrajsku Golgota a to oznacza Miejsce Czaszki.
Opisane sceny bynajmniej nie są Drogą Krzyżową choć tak niektórzy je opisują – przecież Droga Krzyżowa nie rozpoczyna się od Ostatniej Wieczerzy a poza tym stacji liczy czternaście, nieprawdaż? Pomimo tego w każdy Wielki Piątek od godziny 21.00 przed Fasadą Męki odprawia się nabożeństwo Drogi Krzyżowej a w innym dniu Wielkiego Tygodnia zwykło się urządzać przed nią wieczorny koncert muzyki pasyjnej z oświetlaniem figur Fasady Męki Pańskiej. Powyżej scen Chrystusowej męki i śmierci prezentuje się jeszcze sześć innych. Pierwszą z nich są Skały i Ogrody. Scena owa ma przypominać skały w ogrodach bliskich Golgocie, gdzie zamożny Józef z Arymatei odstąpił nowo wykuty grobowiec, by w nim pochować Chrystusa. W tle wypisano imiona licznych patriarchów i proroków z Pism Hebrajskich. Scena kolejna pokazuje pusty grób po powstaniu Jezusa z martwych zaś samo zmartwychwstanie prezentują witraże, lepiej widoczne z wnętrza bazyliki, na zewnątrz zaś Josep Maria Subirachs sporządził krzyż w otoczeniu aniołów. Ostatnimi scenami są na tej fasadzie wniebowstąpienie Jezusa Chrystusa i wreszcie zesłanie z nieba Ducha Świętego. Owa ostatnia scena wzbudza pośród zwiedzających ciekawe opinie. „Panie Jerzy, ten Duch to pikuje tak, jak te niemieckie junkersy na Warszawę w trzydziestym dziewiątym” – ocenił dzieło jakiś spostrzegawczy turysta z polskiej grupy, którą oprowadzałem po Barcelonie. Ja wolałem publicznie nie wypowiadać własnego zdania, uśmiechnąłem się wszak pod nosem.
Jest jeszcze na Fasadzie Męki kilka interesujących szczegółów. Tym najważniejszym z pewnością są jej masywne brązowe drzwi, zaprojektowane przez Josepa Marię Subirachsa. Artysta zamieścił na nich ewangeliczne teksty mówiące o cierpieniu oraz o agonii Jezusa – do sporządzenia ich potrzebnych było osiem i pół tysiąca liter (!). Inną ciekawostką jest arytmograf autorstwa tegoż samego artysty. Arytmograf to osobliwa krzyżówka, w której słowa zastąpione są liczbami. Te z Sagrada Familia ułożono tak, że zrachowane w każdym rzędzie poziomym, w każdym pionowym a też po obu przekątnych dają wynik 33 bo tyle lat żył Jezus na ziemi. I wreszcie ciekawostka trzecia: dwa trójkąty złączone podstawami, również dzieło Subirachsa. Gdyby tak owe trójkąty przesunąć wzajemnie bliżej ku sobie, utworzą Gwiazdę Dawida, odwieczny herb Izraela. Ma to przypominać, że Jezus Chrystus urodził się Żydem. Na koniec monumentalna inskrypcja górująca powyżej scen męki i śmierci Jezusa, sporządzona po łacinie: IESUS NAZARENUS REX IUDǢRUM, łącząc pierwsze litery INRI, oznaczające Jezusa Nazareńczyka, Króla Żydów. Oj, oj, oj – tu Josep Maria Subirachs nieco ugiął się w kolanach. Jak to? Ano tak to: ewangeliści donieśli, iż napis wykonany na polecenie Piłata na tabliczce identyfikującej uśmierconego Jezusa sporządzono w trzech językach: po łacinie, po hebrajsku i po grecku. Na Sagrada Familia jest tylko po łacinie, co kłóci się z Biblią. Nikt tego oficjalnie nie potwierdził niemniej jednak krążą pogłoski, że hebrajski tekst zabronił umieścić na Sagrada Familia niemal wszechpotężny Światowy Kongres Żydów (WJC), swą siedzibę mający w Nowym Jorku, jeszcze jeden ogon merdający amerykańskim psem. Grekom barcelońska inskrypcja nie przeszkadza bowiem oni i tak wolą udawać Greka i robić głupią minę.
Fasadę Męki Pańskiej kończą boczne kaplice, których trójkątne okna przypominają truskawki. A u podnóża bazyliki (dawniej był wewnątrz) znajduje się ceglany pawilonik z pofalowanym dachem, nazwany Escoles de la Sagrada Familia, czyli Szkoły Sagrada Familia. To w nim Antoni Gaudí miał swój warsztat, spotykał się ze współpracownikami a nawet rezydował w ostatnim roku życia. Trzeciej fasady bazyliki Sagrada Familia nawet jeszcze nie rozpoczęto, wolę więc nie fantazjować.
*
STRZELIŚCIE I WYSOKO – Budowanie sześciu kolejnych wież bazyliki Sagrada Familia rozpoczęło się w roku 2012, kiedy kontynuację dzieła Antoniego Gaudiego podjął szlachetny Jordi Fauli, choć prace przygotowawcze podjęto już rok wcześniej. Chodziło o centralne wieże Czterech Ewangelistów i pomiędzy nimi wieżę Jezusa Chrystusa a prócz nich jeszcze o wieżę Panny Marii, wspierającą się o absydę oraz o Fasadę Narodzenia. Radość była patrzeć, jak się mury pną do góry. I jeszcze przed pandemią Covidu-19 wspięły się do wysokości niemal stu trzydziestu metrów. Prace wstrzymano 14 marca w 2020 roku i wznowiono je z początkiem lutego 2021.
Pierwsza wystrzeliła w górę, na 138 metrów wieża Panny Marii. Uroczyście inaugurowano ją 8 grudnia w 2021 roku, w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny. Tamtego dnia nie byłem w Barcelonie przeto sprawozdanie oglądałem w katalońskiej telewizji. Teraz wyznam szczerze: dziennikarski komentarz zwalił mnie z sofy na podłogę w salonie. „Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami. A na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” – napisał święty Jan Ewangelista w Księdze Apokalipsy 12: 1. Kościół Katolicki od najwcześniejszych lat swej historii utożsamiał Niewiastę z Dziewicą Marią i właśnie jej figurą Antoni Gaudí chciał zwieńczyć ową wieżę, tymczasem pojawiła się na niej ważąca pięć i pół tony świetlista kula o średnicy ponad siedmiu metrów, z dwunastoma rozstrzelonymi we wszystkie strony świata i wszechświata promieniami. Po księżycu pod stopami Niewiasty ani śladu. W swym oficjalnym biuletynie Sagrada Familia przyznaje, że Antoni Gaudí chciał widzieć na szczycie wieży człowieczą figurę Marii, stojącą stopami na wielkim półksiężycu, ale owa dzisiejsza gwiazda „zewolucjonowała” (?) jego zamysł i podobno uczyniła go bardziej uniwersalnym. Przykro mi, ale jest to kolejna bzdura. W sierpniu 2017 roku radykalni islamiści przygotowali bombowe zamachy na barceloński stadion Camp Nou i właśnie na bazylikę Sagrada Familia. Ich imamowie zapowiedzieli, iż jeśli na wieży Panny Marii pojawi się figura Marii stojącej na półksiężycu (najważniejszy symbol islamu), trzeba będzie oczekiwać w Barcelonie wielkich problemów. O tym już oficjalny biuletyn nie wspomina, a szkoda. Dżihadyści zdołali w Barcelonie osiągnąć swoje. Katalońskim katolikom zamiast Panny Marii ostała się ewolucyjna gwiazda, która tak naprawdę nie wiadomo, co oznacza. Przykro mi: zdradzili Antoniego Gaudiego jak kiedyś Judasz zdradził Jezusa.
Cztery wieże Ewangelistów urosły w latach 2022 do 2o24. Te ozdobiono figurami lwa (Marek), ukończoną pod koniec 2022 roku a po niej po kolej wieżami Łukasza (wół), Mateusza (człowiek) i Jana (orzeł). Przeciwko tym islamiści akurat nie znaleźli żadnych zastrzeżeń albowiem żaden z ewangelistów nie depcze swoimi stopami ich półksiężyca. Na dalsze dwa lata pozostało dokończyć jedynie ostatnią z centralnych wież, Jezusa Chrystusa i zamontować na niej wysoki na siedemnaście metrów krzyż. Oficjalnie ogromny, czteroramienny krzyż o ramionach rozpiętych każde na cztery i pół metra w kierunku wschodu, zachodu, południa i północy osadzono na wieży całkiem niedawno temu,w dniu 20 lutego 2026 roku. Zaraz też odhejnałowano światu, iż sięgająca 172,5 metrów barcelońska wieża Jezusa Chrystusa stała się najwyższą wieżą kościoła na świecie. I z prawdą zgadza się to co do joty. Wieża Chrystusa, wraz z monumentalnym krzyżem przewyższa „Palec Boży”, najwyższą wieę katedry w bawarskim Ulm, wraz z jej iglicą o dziewięć metrów. W tym wszystkim pikanterii przydaje okoliczność, że okazały krzyż dla wieży w Barcelonie wykonała niemiecka firma Josef Gartner GmbH, mająca swą siedzibę w Gundelfingen an der Donau, o rzut bawarskim kapeluszem od Ulm. Jezus Chrystus powiedział: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” – słowa owe zapisał święty Jan ewangelista (8 : 12). Jeszcze nie tak dawno uczono nas, że to z owej wieży spłynie na całą bazylikę wielobarwne światło a z czterech ramion krzyża wytryśnie ogromny laserowy krzyż, podobno widoczny z samolotu, gdy ten przeleci Pireneje. Dziś uparcie poszukuję informacji, czy i kiedy zostanie to zrealizowane. Wszelkie media milczą. Kontrewolucja?
Przed dwoma laty zarząd budowy bazyliki Sagrada Familia zlecił zaprojektowanie Fasady Chwały Jezusa Chrystusa, mającej stać się głównym wejściem do bazyliki. Nad projekter mozolnie pracuje trójka architektów: Miquel Barceló, Cristina Iglesias i Meksykanin Javier Martín. Na razie niewiele o fasadzie wiadomo. Ciekaw też jestem ogromnie, co w niej zewolucjonuje i jak.
*
TERAZ ZAPRASZAM DO WNĘTRZA – Jeszcze przed barcelońską olimpiadą (1992) otoczono plac budowy bazyliki Sagrada Familia metalowym ogrodzeniem i zaczęto pobierać po 1.500 ówczesnych peset (aktualnie 9 euro) od każdego chętnego do wejścia. Przynajmniej można było w owych czasach z bliska pooglądać sobie detale obu fasad oras zejść do krypty, z czego też ja sam skwapliwie korzystałem. Teren dzisiejszej nawy głównej był w tamtych latach ogromnym zwałowiskiem materiałów budowlanych. Chętnych w owych czasach nie było wielu, ale w taki sposób rozpoczęło się dofinansowywanie budowy przez zwiedzających. Sytuacja zmieniła się w roku 2000, kiedy zasklepiono nawę główną. Ceny wzrosły zasadniczo a przed dwoma wejściami poczęły ustawiać się tasiemcowe kolejki. Jeszcze gorzej działo się po 7 listopada 2010 roku, kiedy to niemiecki papież Benedykt XVI konsekrował plac budowy bazyliki jako kościół. Ostatecznie, jeszcze przed pandemią Covidu-19 zadecydowano, że dla wejścia do bazyliki niezbędna będzie rezerwacja on-line i uiszczenie co najmniej 26 euro. W roku 2025, zgodnie z oficjalną informacją bazylikę Sagrada Familia odwiedziło wewnątrz 4.877.567 osób a to dałoby jej co najmniej 127 milionów już nie dobrowolnych lecz wymuszonych datków. Gloria, gloria glotia in excelsis Deo!
Trudno ze wszystkimi szczegółami opisać wnętrze bazyliki Sagrada Familia. Świątynia zbudowana został na planie krzyża łacińskiego z pięcioma nawami: jedną centralną oraz czterema bocznymi, po dwie z każdej strony nawy centralnej. Sklepienie tej centralnej wznosi się na 45 metrów, owych bocznych na metrów trzydzieści. Nawa centralna szeroka jest na 15 metrów, szerokość każdej z naw bocznych sięga 7,5 metra. Nawa główna wraz z absydą mierzą 90 metrów długości, owe boczne, na planie krzyża będące jego dwoma ramionami są odpowiednio krótsze. Całą ową ogromną konstrukcję wspiera 36 kolumn: cztery są filarami wspierającymi miejsca, w których łączą się z sobą kolejne nawy, dwanaście, o wysokości 45 metrów podtrzymuje sklepienie nawy głównej, pozostałych dwadzieścia wspiera sklepienia naw bocznych. Ów las kolumn wykonano z granitu i bazaltu, kamieni znacznie odporniejszych niźli piaskowiec. Na wewnętrznych ścianach nawy centralnej zaplanowł Antoni Gaudí specjalne galerie dla muzyków i chórzystów, obiegające ją dookoła na wysokości od piętnastu do dwudziestu metrów, co zapewnia najlepszą jakość dźwięku. Może na nich koncertować jednocześnie nawet półtora tysiąca osób. Jedynym stałym instrumentem muzycznym Sagrada Familia są organy Blancafort, zainstalowane w 2010 roku, na krótko przed wizytą papieża Benedykta XVI. Można wjechać windą na wieże obu z ukończonych fasad bazyliki Sagrada Familia, do galerii widokowych usytuowanych na wysokości 65 metrów, ale zejść trzeba pieszo, pokonując około trzystu dwudziestocentymetrowych stopni. Za ową przyjemność, co zrozumiałe, trzeba dodatkowo zapłacić. Mimo to chętnych jest niemało. Wewnątrz bazyliki, tam, gdzie kiedyś Antoni Gaudí miał swoje warsztaty Escoles de la Sagrada Familia, aktualnie znajdujące się na zewnątrz samej świątyni ulokowano Museu de la Sagrada Familia (Muzeum Sagrada Familia) – zapewniam, ogromnie interesujące – w którym zebrano zachowane z ataków na bazylikę nieliczne szkice i gipsowe makiety wykonane przez Gaudiego.
Na terenie bazyliki Sagrada Familia może jednocześnie przebywać co najwyżej dziewięć tysięcy osób. Podczas nabożeństw, celebrowanych w soboty, niedziele oraz inne dni świąteczne liczba owa jest ograniczana. Na mszy w niedzielę 7 listopada 2010 roku, kiedy niemiecki papież Benedykt XVI oficjalnie inaugurował i poświęcił bazylikę, na ustawionych w nawie głównej krzesłach zasiadło 6.500 osób. Uczestniczący w nabożeństwach wchodzą do bazyliki za darmo, ale nie pozwala się im na swobodne chodzenie, żeby ją sobie zwiedzać. Mają siedzieć w dębowych ławach, wstawać, klękać i śpiewać – wedle porządku nabożeństwa a po nim spokojnie rozejść się w pokoju.
Mszy nie sposób zorganizować bez ołtarza zatem i w Sagrada Familia ołtarz wzniesiono. Dokonał tego w latach 2008 – 2010 artysta Francesc Fajula pochodzący z Sant Joan de les Abadesses. Sam ołtarz główny wyrzeźbił w czerwonawym porfirze, sprowadzonym z Iranu, baldachim zaś z pozłacanych metali, po które aż do krainy ajatollahów nie trzeba było podróżować. Nie wolno mi zapomnieć o witrażach nawy głównej, wykonanych wedle projektu nieżyjącego już Joana Vila-Grau, pochodzącego z samej Barcelony. I na sam koniec monumentalne drzwi wejściowe do bazyliki, usytuowane nie od wschodu, lecz od południa i wykonane z brązu. Zaprojektował je i dopilnował ich wykonania znany nam już szlachetny Josep Maria Subirachs. Wygrawerowano na nich tekst modlitwy Ojcze nasz po katalońsku oraz w czterdziestu dziewięciu innych językach, również po polsku. Szczególną osobliwością pośród nich jest język arabski.
*
SAGRADA FAMILIĘ, jak już wspomniałem na początku mojego dzisiejszego artykułu, znam od czterdziestu lat. I szczerze muszę przyznać, że podczas jego pisania przez cały czas towarzyszyły mi obawy o jej dalsze losy. W marcu tego roku minęły 144 lata od założenia jej węgielnego kamienia. W ciągu tego okresu ludzkość przeżyła dwie wojny światowe i nieuchronnie zmierza ku trzeciej. Niedawno prezydent aktualnej super potęgi światowej wraz ze swoim izraelskim ogonem rzucili się na Iran, uśmiercając najważniejszego tamtejszego ajatollaha i rozjątrzając tym ogromną nienawiść wszystkich muzułmanów. Najkrwawsze wojny religijne w okresie ostatniego półtora millenium toczyły się w trójkącie muzułmanie ˃ Żydzi ˃ nominalni chrześcijanie. Dziesiątego czerwca obecnego nam roku papież Leon XIV odwiedza Barcelonę, oficjalnie dla poświęcenia wieży Jezusa Chrystusa bazyliki Sagrada Familia, która w ostatnich latach stała się symbolem chrześcijaństwa niewiele mniej ważnym od watykańskiej bazyliki świętego Piotra. Co by to było, gdyby tak muzułmanie akurat ten dzień wyznaczyli sobie dniem pomsty za Teheran? Fałszywa neutralność Hiszpanii w konflikcie na Środkowym Wschodzie nic by tu nie pomogła. Obawiam się roku 2026. Obawiam się nie tylko 10 czerwca, ale też każdego innego dnia tego roku.
Pragnę na koniec wyrazić najszczersze podziękowanie zacnemu zarządowi bazyliki Sagrada Familia za udostępnienie mi takiej mnogości informacji o niej, zwłaszcza o ostatnich latach jej budowania. Dzięki nim niniejszy artykuł stał się w pełni wiarogodnym. Życzyłbym sobie a też naszym Szanownym Czytelnikom móc napisać o Sagrada Familia jeszcze jeden artykuł, kiedy podźwignięta zostanie Fasada Chwały. Tak mi dopomóż, Bóg. Amen. Hallelujah.
30 maja 2026
Jerzy Leszczyński


