Jerzy Leszczyński – Od Europodów dla Antypodów – Blaski i cienie europejskiego sportu
Share
7 lutego 2026
Zdjęcie ilustracyjne – Siedziba UEFA w Nyon; – Wikipedia
DALEJ! SZYBCIEJ! NIŻEJ!
TAK i nadeszły nam kolejne zimowe igrzyska olimpijskie, w tym roku rozgrywane w Cortina d’Ampezzo, skromnym miasteczku (mniej niż sześć tysięcy mieszkańców) w włoskich Dolomitach w regionie Friuli-Venezia-Giulia choć niektóre zawody rozgrywane będą na lodowiskach również w lombardzkim Mediolanie. Jest to drugi raz w historii, kiedy zimowa olimpiada przebiegać będzie na trasach i skoczniach Cortiny. Po raz pierwszy przywilej taki spotkał ową miejscowość przed siedemdziesięciu laty, w roku 1956, choć pierwotnie planowano na rok 1944, ale na przeszkodzie stanęła wówczas druga wojna światowa. W obecnym roku są to już igrzyska dwudzieste piąte, poniekąd jubileuszowe. Jak dalece sięgam wstecz pamięcią, jeszcze nigdy na łamach Tygodnika Polskiego nie opublikowałem artykułu na temat społecznego zjawiska zwanego sportem, tak więc dziś nadchodzi pora a punktem zaczepienia niechaj będzie tegoroczna olimpiada w Dolomitach. Zamierzam wszak zająć się nie tyle igrzyskami olimpijskimi, ile zjawiskiem sportu w ogóle, sporo bowiem w nim się zmieniło od początków minionego stulecia. Ale nie bądźmy zbyt niecierpliwi.
Oto w roku 1894 liczący sobie wówczas 31 lat paryski baron Charles-Pierre Fredy de Coubertin, historyk i pedagog, poddał myśl o odrodzeniu w nowożytnych czasach starożytnych greckich igrzysk olimpijskich, która zaraz padła na podatny grunt. Na tyle podatny, że zaraz w roku 1896 zorganizowano w Atenach pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie z udziałem 241 sportowców z 14 krajów. Kolejne igrzyska odbywały się co cztery lata w Paryżu, amerykańskim Saint Louis, w Londynie i Sztokholmie, zanim w roku 1914 przerwała je Wielka Wojna. Do olimpiady powrócono w roku 1920, organizując ją w Antwerpii. Cztery lata później we francuskim Chamonix zorganizowano La Semaine des Sports d’Hiver (Tydzień Sportów Zimowych), którą po latach Międzynarodowy Komitet Olimpijski uznał za pierwsze zimowe igrzyska olimpijskie i tak do dziś pozostało. Letnie olimpiady do tej pory odbyły się trzydzieści trzy, pośród nich dwie w Australii, w Melbourne i w Sydney, obie w tamtejszej porze wiosennej. Ta trzecia, w Brisbane nadejdzie na przełomie lipca i sierpnia w roku 2032. Ciekaw też jestem ogromnie, do której grupy zacny MKOl ją zaklasyfikuje: do letniej czy też do zimowej, bo przecież w Australii lipiec i sierpień to pełnia zimy? Co prawda jest ona w Brisbane zupełnie inna niż ta w Europie lub w Ameryce Północnej, ale co by to było, jeśliby pan Klimat się na to zdenerwował i dmuchnął od Antarktydy zimnym wiatrem a nawet sypnął śniegiem? Wówczas bieżnie trzeba będzie pozamieniać na tory lodowe a rowery na bobsleje. Bądźmy wszak dobrej myśli. Igrzyska w Brisbane będą letnie. Wszak siedziba Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego znajduje się w Lozannie, a tam w lipcu a nawet jeszcze w sierpniu jest lato. Plan igrzysk układa się podług zegarka szwajcarskiego.
Na pierwszej w historii nowożytnych igrzyskach olimpijskich w Atenach rozegrano 43 zawody w dziewięciu dyscyplinach sportowych. W ostatniej letniej olimpiadzie w Paryżu uczestniczyło ponad dziesięć i pół tysiąca sportowców z dwustu sześciu krajów. Rozegranych zostało 329 zawodów w trzydziestu dwóch dyscyplinach. Ile będzie za dwa lata w Los Angeles i za dalsze cztery w Brisbane? Jeden Pan Bóg raczy wiedzieć, ale ja skromnie spodziewam się, że więcej, świat bowiem, również ten sportowy postępuje z postępem. Dziennikarze sportowi klaszczą przed kamerami w łapki, albowiem ich najbardziej podniecają cyferki, a kiedy rosną, trąba w górę! Zastanowić się wszak wypada nad tym, jak owe sportowe cyferki oddziałują na przeciętnego, statystycznego kibica, oglądacza transmisji z olimpiady? Żeby w Europie oglądać takie z Los Anges a również z Brisbane, należy nie spać przez noc. I kogo to na półkuli wschodniej zainteresuje? Mało tego: mnogość olimpijskich dyscyplin rozstraja normalnego odbiorcę, który nie bardzo wie, co ma wybrać i o której to będzie godzinie. I tak o wszystkim dowie się rano, z samochodowego radia, w drodze do pracy, o ile w ogóle go to interesuje. Cyferki pozostaną dla dziennikarzy i statystyków. Wygląda na to, że działacze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, mającego swą siedzibę w przecież europejskiej Lozannie zapomnieli o tym, iż tak starożytne jak też nowożytne olimpiady narodziły się w Europie, nie w Stanach Zjednoczonych, na Antypodach albo w jakiejś Japonii czy, za przeproszeniem w Chinach. Najlepszym tego dowodem są szlachetne igrzyska w Saint Louis, w stanie Missouri, rozegnane w roku 1904. Dlaczego akurat tam je wtedy urządzono? Ano dlatego, że sam baroro Coubertin uległ wszechobecnemu w tamtych czasach mniemaniu, że prawdziwej fortuny dorobić się może nie w Europie, lecz w Ameryce, stwarzając tym sposobem, już w tamtych czasach pole dla korupcji na międzynarodową skalę. Że nikt jeszcze otwarcie o tym nie napisał? Nie moja to rzecz ani nie Państwa. Wszystkie powyżej opisane fakty przemawiają jednak za taką wersją. W tamtych czasach w Stanach Zjednoczonych dopiero zaczynali dominować sycylijscy ojcowie chrzestni choć na króla Al Capone trzeba było jeszcze kilka lat poczekać.
O przekupstwie w międzynarodowych organizacjach sportowych powszechnie wiadomo, chociaż dziennikarze mówią o tym półgębkiem, korupcja w świecie sportu uchodzi bowiem za temat wstydliwy. Ludzie żądają igrzysk za jakąkolwiek cenę. To na razie tyle, tytułem ostrożniutkiego wstępu. Do tematu korupcji w sporcie powrócę w końcu dzisiejszego artykułu.
*
CO MAJĄ DO SPORTU POLITYKA I RELIGIA? – Oj, mają i to bardzo wiele. Bodaj pierwszy tego dowód świat otrzymał w roku 1980 przed zbliżającymi się letnimi igrzyskami olimpijskimi w Moskwie. Niejaki Jimmy Carter, podówczas piastujący zaszczytne stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych otwarcie wezwał cały świat do bojkotu radzieckiej olimpiady, bo nie podobał się mu Kraj Rad a już zwłaszcza jego stolica. W konsekwencji moskiewskie igrzyska zbojkotowało sześćdziesiąt pięć krajów – członków Międzynarosowego Komitetu Olimpijskiego. Ówczesny przewodniczący MKOl, Michael Morril (baron Killanin) po strusiowemu schował głowę w piasek. W olimpiadzie wzięło w końcu udział 5.179 sportowców, reprezentujących osiemdziesiąt krajów. Sportowcy jego Irlandii w olimpiadzie 1980 roku wstydliwie uczestniczyli, ale pod flagą MKOl.
Jeszcze jeden przykład bojkotu miał miejsce w roku 2022, w związku z zimową olimpiadą w Pekinie. Tym razem inny prezydent USA, Joe Biden obwieścił sportowemu światu tak zwany „bojkot dyplomatyczny” pekińskich igrzysk polegający na tym, że do Pekinu pojechali sportowcy, ale nie działacze sportowi. Amerykański bojkot poparło jedenaście innych państw, pośród nich Australia. Wygląda na to, że bez obecności działaczy zimowa olimpiada w Pekinie przebiegła niemniej sprawnie jak w ich obecności. Reprezentanci Australii zdobyli w Pekinie 4 medale, Nowej Zelandii 3 zaś Polski jeden. Do sprawnego działania igrzysk niekoniecznie potrzebni są działacze.
Z założenia szlachetnemu rurowi olimpijskiemu przyszło również zetknąć się z aktami islamskiego terroru. Ten najpoważniejszy, zwany masakrą monachijską miał miejsce w roku 1972 podczas letnich igrzysk olimpijskich w Monachium. Udający zwykłych turystów bojówkarze terrorystycznego komanda Czarny Wrzesień z ramienie Organizacji Wyzwolenia Palestyny, kierowanej przez Jasira Arafata, późniejszego laureata Pokojowej Nagrody Nobla, niepostrzeżenie przedostali się do wioski olimpijskiej, gdzie pojmali jako zakładników jedenaścioro sportowców i trenerów reprezentacji Izraela. Zażądali uwolnienia z więzień w Jordanii, Libii i w Syrii odsiadujących tam kary innych palestyńskich terrorystów, podstawienia na lotnisku samolotu z pełnymi zbiornikami paliwa oraz helikopterów dla przewiezienia tam siebie i pojmanych zakładników. Finał tragedii rozegrał się na płycie wojskowego lotniska Fürstenfeldbruck. Próba odbicia zakładników przez policję spaliła na panewce – ci, okrążeni przez snajperów zdążyli rozstrzelać wszystkich hebrajskich zakładników. W strzelaninie na lotnisku zginęło pięciu palestyńskich terrorystów, prócz nich jeden niemiecki policjant. Trzech, którzy przeżyli nigdy nie udało się pojmać. Przeciwnie, to oni w niedzielę 29 października 1972 roku, na płycie monachijskiego lotniska zdołali wedrzeć się na pokład samolotu Lufthansy lecącego z Damaszku do Frankfurtu nad Menem, przymusić kapitana do zatankowania paliwa a potem zmusić go do wystartowania i wzięcia kierunku na libijski Trypolis. Tam wszystkich powitano jako bohaterów. Jeden z nich, Dżamil al-Gaszej prawdopodobnie żyje do dziś w Syrii, gdzie wysławia Najwyższego.
Innego aktu terroru dopuścił się podczas olimpiady w Atlancie niejaki Eric Robert Rudolph, wówczas trzydziestoletnia, żeby dostać się do Wikipedii oraz innych szkolnych czytanek. Ponieważ nie wpuszczono go do wioski olimpijskiej, ów zdeklarowany chrześcijański antysemita poszedł sobie do pobliskiego parku, gdzie ze swojego rifle-a rychło otworzył ogień do przypadkowych spacerowiczów. Zabił tylko dwoje, ale za to poranić zdołał ponad setkę w tym kilkanaście ciężko.
Przemoc przenika nie tylko do igrzysk olimpijskich, również do innych prestiżowych zawodów sportowych. Oto w roku 2025 w Hiszpanii, podczas kolarskiego wyścigu Vuelta a España rzekomi obrońcy Palestyny wylegali na trasy niemal wszystkich etapów, blokując je w proteście przeciwko udziale w wyścigu izraelskiej ekioy Israel Premier Tech. Propalestyńscy „aktywiści”, niektórzy z flagami Palestyny nie tylko blokowali drogi na trasie wyścigu, ale również rzucali na nie różne niebezpieczne obiekty, mogące poważnie zagrażać cyklistom. Policja przed kamerami udawała, że reaguje. Podczas ostatniego etapu w Madrycie zawodnicy nie zdołali dotrzeć do mety, ponieważ kochający terrorystów im to uniemożliwili. I co na to Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) i jej prezydenr David Lappartient? Nic, kompletnie cic! W zaistniałej sytuacjo ów pan i jego unia natychmiast powinni zareagować: anulować hiszpański wyścig i nikomu nie przyznać nagrody a tutejszy związek kolarski ukarać wielomilionową grzywną. Ale do tego, co oczywista potrzeba zdecydowania i odwagi a takich cech prezydent UCI nie posiada. Wyścig Vuelta a España jest dlań przecież po Tour de France i Giro d’Italia trzecim najważniejszym źródłem dochodów. Dalej! Szybciej! Niechże Izraelici znajdą sobie inny kraj i inne kompetencje! Hiszpania nie dla nich!
Atmosferą przemocy na imprezach sportowych nasiąka się w wielu krajach od dzieciństwa a wiadomo, że „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starrość trąci”. Czyż nie jest tak? Przed z górą czterdziestu laty, 29 maja 1985 roku rozgrywano na stadionie Heysel w Brukseli finał Pucharu Europy Mistrzów Klubowych (obecnie Liga Mistrzów) między drużynami angielskiego Liverpoolu i Juventusu z włoskiego Turynu. Starcia pomiędzy kibicami obu drużyn rozpoczęły się na trybunach zaraz po godzinie 19.00. Pomimo tego, iż wiedziano o ofiarach śmiertelnych i dużej liczbie rannych, mecz rozegrano. Przed jego rozpoczęciem spiker zapowiedział minutę ciszy, której zgoła nikt nie uszanował. Obecny na trybunie honorowej Jacques Georges, wówczas prezydent Europejskiej Unii Związków Piłkarskich (UEFA) zaraz powinien był wstać, grzmotnąć pięścią w stół i odwołać spotkanie, niestety brakło mu do tego odwagi. Nazajutrz ogłoszono liczbę ofiar: 39 zabitych i ponad 600 rannych. Ale za to Juventus zdobył Puchar Europy a UEFA i pan Georges uratowali milionowe fortuny. A że zginęło tyle ludzi? Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, prawda?
Największe problemy nie tylko na piłkarskich stadionach, ale również w halach sportowych notuje się na europejskim kontynencie w Wielkiej Brytanii, w Turcji i niestety w Polsce. W sierpniu 2008 roku krakowska Wisła przyjechała do Barcelony, żeby rozegrać na stadionie Camp Nou mecz eliminacyjny do Ligi Mistrzów. Woziłem na ów mecz grupę polskich „kiboli” tak więc nikt mi nie wmówi, że było inaczej. Trzech polskich sektorów pilnowało czterdziestu policjantów, podczas gdy na całą pozostaą resztę stadionu wystarczyło dwunastu. Mojego kolegę kibice z Zabrza wypytywali, gdzie też będą tamci z Poznania, bo mają z nimi zadawnione porachunki. W Hiszpanii też mamy partidos de alto riesgo (mecze wysokiego ryzyka), głównie te pomiędzy ekipami lokalnymi: w Barcelonie pomiędzy FC Barcelona i RCD Espanyol, w Madrycie pomiędzy Realem i Atletico czy w takiej Sewilli pomiędzy klubami Sevilla i Real Betis. Są to wszak, przynajmniej na razie, wydarzenia anegdotyczne. Co jednak naprawdę niepokoi w iberyjskim kraju, to … rozgrywki na poziomie szkolnym. Nader często dochodzi w nich do atakowania arbitrów przez rodziców młokosów a nierzadko do bijatyk pomiędzy rodzicami, które pokazuje sięw telewizyjnych wiadomościach, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto je sfilmuje i potem prześle zaprzyjaźnionym dziennikarzom a oni tylko na to czekają. Coraz częściej też w dziecięcych drużynach pojawiają się szkoleniowcy obiecujący młodym uczynienie z nich wielkich gwiazd sportu, ale domagających się w zamian od nich intymnych zdjęć dla wykorzystywania ich w dziecięcej pornografii. Żałosne! Podobne zjawiska nie są typowymi jedynie dla Hiszpanii. Niepokojąco nasilają się zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i w Holandii. Skorupka musi przecież nasiąkać od młodości, żeby potem trącać.
*
SEKS W SPORCIE – Wygląda na to, że oba owe zjawiska bliskie sobie były od najdawniejszych czasów. Już Herodot z Halikarnasu wspominał w swoich zapiskach o orgiach urządzanych w czasie igrzysk w starożytnej Grecji. Do atletycznie zbudowanych zapaśników i różnych innych dyskoboli zawsze przyklejały się zwiewne panie nie najcięższych obyczajów, Zapewne tak samo działo się za czasów rzymskich, choć żaden Pliniusz z detalami o tym nie wspomina, a szkoda. W roku 1997 przez kilka dni gościłem w londyńskim mieszkaniu jednego ze znanych polskich futbolistów, w latach wcześniejszych grającego w barwach gdańskiej Lechii, potem w kilku klubach angielskich. Imienia i nazwiska ujawniać nie będę, bo i po co? Dociekliwi czytelnicy i tak do nich dotrą, dziś bowiem nie będzie to żadnym problemem. Pan ów swoje mieszkanie i szerokie łoże dzielił ze swoją oficjalną kochanką polskiego pochodzenia, co nie przeszkadzło obojgu, żeby każdej nocy odwiedzały go inne panie, dostarczając mu płatnej rozkoszy. Wolnoć mu było. Sam był człowiekiem wolnym i żtł w stolicy wolnego kraju.
Nazbyt głośno się o tym nie mówi, wiadomo jednakowoż, iż ważnym międzynarodowym wydarzeniom sportowym towarzyszą prostytutki, a też prostytuci. W latach 2016, 2021 i 2024 (lata zbieżne z letnimi igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro, Tokio oraz w Paryżu) amerykańska organizacja National Institutes of Healt (Narodowe Instytuty Zdrowia) przeprowadziła badania aktywności lekko prowadzących się pań na terenach wiosek olimpijskich. W odpowiednich raportach NIH opublikowanych w latach 2016, 2022 i 2024 podkreślono wzmożenie w owych miejscach aktywności kurtyzan w czasie trwania olimpiad a również igrzysk paraolimpijskich. Przecież każdemu wolno się kochać, niepełnosprawnym również. Podobne wzmożenie aktywności sprzedających własne ciała odnotowała brytyjska sieć radiowo – telewizyjna BBC, interesując się prócz igrzysk olimpijskich również mistrzostwami świata i Europy w piłce nożnej, wielkimi wyścigami kolarskimi, Pucharem Sześciu Narodów w rugby a nawet Tutniejem Czterech Skoczni w skokach narciarskich, o innych międzynarodowych imprezach na razie nie wspominając.
Wszystko to uchodzi obecnie za normalne, niemniej nie jest normalną seksualna przemoc, jakiej niektóre gwiazdy sportu dopuszczają się wobec drugich. Wybitnymi przykładami są tu bokser Mike Tyson oraz piłkarz Diego Armando Maradona, oskarżani przez swoje małżonki o ustawiczne znęsanie się nad nimi. To sprawy nieco dawniejsze, ale są też bliższe. Oto w sylwestrową noc 2022 roku w barcelońskim nocnym klubie Sutton witał Nowy Rok 2023 Dani Alves, sławny brazylijski piłkarz licznych znanych klubów, pośród nich F. C. Barcelny. Bawił się samotnie, albowiem ze swą pierwszą małżonką Dinorą Santaną niedawno raczył był się rozwieść a z koleją, Joaną Sanz jeszcze nie zdążyli nałożyć sobie obrączek na serdeczne paluszki, tak więc Dani czuł się wolny niczym wiatrak w szczerym polu. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu kilka dni później dom jego w Castelldefels otoczyła policja a jego samego odwieziono do komisariatu. Jakaś dwudziestotrzyletnia panienka (jej danych do dziś nie ujawniono) oskarżyła go o gwał, jakiego miał dopuścić się na niej na zapleczu wspomnianej dyskoteki. Na mocy sądowego wyroku – hiszpańskie sądy obecnie zawsze bronią kobiet, choćby to one mordowały – Dani Alves trafił za kratki na cztery i pół roku (prokuratura domagała się lat siedmiu). Wkrótce wszak Tribunal Superior de Justicia de Catalunya (Wysoki Trybunał Sprawiedliwości Katalonii) uwolnił nieszczęśnika od wszystkich zarzutuw – brakło konkretnych dowodów gwałtu – i wypuścił go zza krat na wolność. Sławny Dani Alves natychmiast stał się kaznodzieją Słowa Bożego w ewangelickich świątyniach Barcelony i Girony. Chwalmyż Pana! Przed niespełna trzema laty, w sierpniu 2023 roku żeńska reprezentacja Hiszpanii po raz pierwszy w swej historii wygrała w Australii mistrzostwo świata. Pan Luis Rubiales, dawniej przeciętny futbolista, od roku 2018 przewodniczący Królewskiej Hiszpańskiej Federacji Piłki Nożnej, odpowiedniczki Polskiego Związku Piłki Nożnej, wówczas 46-letni, w obecności licznych kamer telewizyjnych z całego świata składał zwycięzczyniom gratulacje, całując je po kolei, pośród nich młodszą od siebie o trzynaście lat Jennifer Hermoso, którą bez jej zgody dogłębnie pocałował w usta, bo tej nocy miał na nią wielką ochotę. Ochoty wszak na niego nie miała Jennifer, przeto zaraz oskarżyła go o nadużycie seksualne. Namiętnego prezesunia kosztował ów pocałunek utratę zaszczytnego stanowiska a do tego wszystkiego jeszcze pozbawienie członkostwa w FIFA. I warto było, panie prezesie, myć zęby przed uroczystością wręczania nagród na Antypodach? Wkrótce dojdzie do tego, że nawet spojrzenie z bliska na kobietę, sfilmowane przez kamerę zakwalifikowane zostanie jako agresja seksualna. Ot, wszechobecny feminizm.
*
MONEY, MONEY, MONEY – W czasach starożytnych podczas samych igrzysk dekorowano olimpijskich zwycięzców jedynie laurowymi bądź oliwkowymi wieńcami a do tego wręczano im gałązki palmowe jako symbol chwały. Zacny National Geographis w swym wydaniu z lipca 2024 roku bardzo wiele miejsca przeznaczył dla starożytnych olimpiad. Sylvio Roig, autor artykułu poświęconego starożytnym olimpijskim nagrodom informował w nim, że chociaż sportowcy na igrzyskach premie otrzymywali symboliczne, te prawdziwe oczekiwały zwycięzców po powrocie do rodzinnych miast. Tu przyjmowano ich jako bohaterów, urządzając ku ich czci pompatyczne pochody tryumfalne i obsypując ich wszelkimi dobrami materialnymi, pośród których nie brakowało złotych i srebrnych monet. Starożytny świat, a w nim również greckie i rzymskie igrzyska kręciły się wokół brzęczącego, fenickiego pieniądza, którym zapewne obsypywano atletów, co to więdnącymi oliwkowymi wieńcami zapewne by się nie zadowolili. Wszak olimpijski sukces, podobnie jak w czasach dzisiejszych, znaczony był codziennymi, forsownymi treningami. Zwycięzcy różnych dyscyplin olimpijskich w starożytności na brak żywej gotówki nie narzekali.
Podczas pierwszych i drugich igrzysk ery nowożytnej, w Atenach i w Paryżu zwycięzcy w poszczególnych dyscyplinach otrzymywali medale srebrne, wieniec oliwny i dyplom. Ci, którzy zajęli drugie miejsce medal miedziany albo brązowy, gałązkę laurową i do tego dyplom. Medale złote, srebrne i brązowe Międzynarodowy Komitet Olimpijski wprowadził w roku 1904, na trzecich nowożytnych igrzyskach olimpijskich w amerykańskim Saint Louis. Na samych igrzyskach żadnych nagród pieniężnych nie przyznawano jednakże później, po powrocie do swych krajów nikt nie zabraniał sportowcom przyjmowania takich od prywatnych sponsorów. Aktualnie medalistów, prócz stosownych medali i dyplomów honoruje się premiami pieniężnymi, ale nie dokonuje tego Międzynarodowy Komitet Olimpijski, lecz komitety krajowe. Nikt też nie zabrania olimpijczykom przyjmowania nagród od najróżniejszych darczyńców. I w ten oto sposób z zarania szlachetne, amatorskie igrzyska olimpijskie z biegiem czasu przerodziły się w wydarzenie komercyjne.
Koszty organizacji igrzysk olimpijskich są przeogromne. Jak poinformował dziennik Le Monde z 25 czerwca 2025 roku paryska olimpiada z roku 2024, kosztowała siedem miliardów amerykańskich dolarów, wraz z igrzyskami paraolimpijskimi ponad dziewięć miliardów ze środków publicznych. Ile więcej zaaplikowali sponsorzy prywatni, tamtejszy komitet olimpijski a też media milczą. Le Monde skomentował, iż były to igrzyska nader oszczędne; ponoć o wiele kosztowniejszymi były tamte z Rio de Janeiro (2016) i Tokio (2021). Wszystko to ze środków publicznych co oznacza z kieszeni podatników. Każdego Francuza, nawet takiego w kołysce olimpijski kaprys kosztował w przybliżeniu 135 amerykańskich dolarów, w europejskiej walucie 117 euro. Odsapnę z wrażenia. Z przytoczonych liczb wynika, że gdyby tak Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu kiedyś zaświtał pomysł urządzenia olimpiady w takiej dla przykładu Somalii albo w Burundi, położyłby finanse tych krajów na łopatki a ich mieszkańców puściłby z torbami i kijami. Ze stu trzydziestu lat historii nowożytnych olimpiad jednoznacznie wynika, że barona Coubertinowe igrzyska olimpijskie stały się zabawą dla bogatych a nie dla biedaków ani nawet dla przeciętniaków. A miało być tak pięknie. Czego człowiek się tknie, spartaczy. W czasach rzymskich obywatele domagali się panem et circenses, czyli chleba i widowisk; aktualnie, kiedy chleb coraz bardziej drożeje, przynajmniej pozostają widowiska, pośród nich sportowe igrzyska.
Starożytni ani też na początku nowożytni olimpijczycy nie mieli na podorędziu telewizji ani jej wszędobylskich kamer przeto żyło się im o wiele spokojniej. W czasach dzisiejszych telewizyjne kanały NBC ze Stanów Zjednoczonych i europejski Eurosourt płacą Międzynarowemu Komitetowi Olimpijskiemu ponad dwa i pół miliarda amerykańskich dolarów za prawo wyłączności do bezpośrednich transmisji telewizyjnych z olimpijskich zawodów. Pośledniejsze kanały muszą owym potentatom słono płacić za prawo pokazywania na swoich ekranach choćby krótkich, kilkuminutowych obrazów w relacjach z udziału swoich reprezentantóe w takim skoku w dal albo w biegu na 400 metrów przez płotki. Dalej! Szybciej! Pospolitemu telewidzowi zostawia się kilka minut na końcu wiadomości. Niechajże to mu wystarczy, bo tyle przeznaczono dla niego. Milionami podzielą się NBC, Eurosport i wraz z nimi MKOl. Szybciejże! Dalejże!
Jeśli organizowane igrzysk olimpijskich pociąga za sobą tak wysokie koszty, to co powiedzieć o mistrzostwach świata w piłce nożnej? Pierwszy turniej tej kategorii Fédération Internationale de Football Association, powszechnie znana jako FIFA, powstała w roku 1904 w Paryżu, aktualnie z siedzibą w rajskopodatkowym Zurychu zorganizowała w roku 1930 w Urugwaju, ponieważ w krajach zamożniejszych szalał Wielki Kryzys. Z jego powodu na zawody zamiast szesnastu reprezentacji, jakie zakwalifikowały się do rozgrywek finałowych dojechało tylko trzynaście, pomimo tego turniej rozegrano. Piłkarskie mistrzostwa świata aż do roku 1978 (Argentyna) rozgrywano pomiędzy szesnastoma reprezentacjami narodowymi. W roku 1982 w Hiszpanii, gdzie drużyna polska wywalczyła brązowy medal, po raz pierwczy brały udział dwadzieścia cztery reprezentacje a w ostatnich mistrzostwach w Katarze (2022) było ich już 32, dwukrotnie więcej niż na początku. Co zrozumiałe, zwielokrotniło to koszty imprezy. Jak ujawniła sama FIFA, ostatnie mistrzostwa świata w Katarze kosztowały 217.724.760.000 dolarów amerykańskich (!) Toż to stratosferyczna suma! A teraz zobaczymy, jaką też kwotą zamknie się organizacja tegorocznych mistrzostw w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, w których uczestniczy aż 48 narodowych reprezentacji? Strach pomyśleć, co też to będzie, jeśli któremuś z fifowców zaświta wkrótce do głowy zwiększenie liczby uczestników do sześćdziesięciu czterech a potem do stu dwudziestu ośmiu? Kolejne mistrzostwa świata, w roku 2030 też będą organizować trzy kraje: Hiszpania, Portugalia i Maroko. A dlaczego nie zwiększyć liczby organizatorów do czterech? Poddaję pomysł szlachetnemu panu Gianniemu Infantino, prezydentowi FIFA: któreś z kolejnych mistrzostw zorganizować w Gwinei, ale stadiony oprócz Republiki Gwinej pobudować w Gwinei Bissau, Gwinei Równikowej a nawet w Nowej Gwinei. Doprawdy będzie uciesznie! Nieźle byłoby też powierzyć któregoś roku World Cup pospołu Australii i Austrii – wszak oba kraje w swych nazwach pierwszych pięć liter mają jednakowe. Boeingi i Airbusy fruwałyby radośnie a koszty natychmiast by podskoczyły o kilka ładnych miliardów dolarów, szybciej i wyżej.
Podobną organizacją, osiadłą również w podatkowo rajskiej Szwajcarii, jest Union of European Football Associations, czyli po prostu UEFA, swą centralną siedzibę posiadająca w Nyon nad Jeziorem Genewskim, w uroczym pałacyku, który kiedyś dane mi było zwiedzić. To UEFA urządza aktualnie aż trzy europejskie turnieje piłkarskie: prestiżową Ligę Mistrzów a prócz niej Ligę Europy i do tego jeszcze, całkiem od niedawna Ligę Konferencji. I w tym momencie kibic się gubi: o co w tym wszystkim chodzi? Oj, bardzo to proste, szanowni Czytelnicy. To tak jak w Polsce Ekstraklasa, Pierwsza Liga drugiego poziomu i Druga Liga. O cóż w tym wszystkim chodzi? Otóż bardzo to proste. W roku 2021 pojawiła się idea utworzenia na Starym Kontynencie turnieju Superligi Europy, w której najlepsze kluby rywalizowałyby niezależnie od UEFA. Do nowej inicjatywy zaraz przyłączyły się znane kluby angielskie, francuskie, hiszpańskie, niemieckie i włoskie. Szefować nowym rozgrywkom miał Florentino Pérez, aktualny prezes madryckiego Realu. Szwajcarska ośmiornica natychmiast zarzuciła swe jadowite macki na nową inicjatywę twierdząc, iż jest ona nielegalna. Tymczasem w grudniu 2023 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej przyznał inicjatorom nowych rozgrywek całkowitą rację. Na to UEFA szybciutko utworzyła Ligę Konferencji, żeby podporządkować sobie nawet najpośledniejsze europejskie kluby piłkarskie. W trzech europejskich ligach współzawodniczy 108 klubów, po 36 w każdej. Jakież ogromne koszty pociąga za sobą organizowanie aż trzech turniejów każdego roku! Jak tak dalej sprawy się potoczą, wkrótce LZS Kłaj zagra w finale z FC Kołomyją. A chodzi jedynie o szeleszczącą mamonę. Dotarłem do informacji, że na konto UEFA w sezonie 2024-2025 wpłynęły 3 miliardy 650 milionów euro podczas gdy inne miliony na tym najwspanialszym ze światów nie dojadają, bo nie mają za co kupić produktów dla wyżywienia siebie i swych rodzin.
Niemałą część owych wielomiliardowych kosztów pochłonęją honoraria dla piłkarzy, zwłaszcza gwiazdorów, którzy strzelają gole w najważniejszych meczach. Zupełnie podobnie dzieje się w wielu lokalnych, krajowych ligach, nazywanych zawodowymi. Ja serdecznie przepraszam: czymże różni się zadód stolarza albo lekarza od zawodu piłkarza?Ano tym, że ten pierwszy potrafi wykonać ładne mebelki na moim tarasie, ów drugi zoperować mi serduszko albo wyrostek robaczkowy, gwiazdor fut- czy też basketbolu nie uczyni ani jednego, ani drugiego. Zdolny stolarz ani doktor raczej nigdy nie dostaną się do szkolnych czytanek, nożnego czy też koszykowego piłkarza otaczają chmary dziennikarzy, domagających się od niego wywiadów. Wolę nie wspominać o tym, jak dalece różnice owe uwidaczniają się przy kasie. Proszę samym sobie odpowiedzieć: czy z punktu widzenia społecznego jest to sprawiedliwe? Ja osobiście wolałbym, żeby Christiano Ronaldo, Lionel Messi ani nawet Robert Lewandowski nie sklecali mi w moim domu nawet taboretu a już niech mi nawet nie operują złamanego paznokcia. Życie było i jest brutalne.
Do wszystkiego, o czym powyżej wspomniałem dochodzą astronomiczne koszty budowy stadionów, na których rozgrywa sią mecze, a im więcej krajñow organizuje turniej, tym jest ich więcej. Dla mistrzostw świata w 2022 roku w Katarze trzeba cyło zbudować osiem stadionów, w czym prym wiodły przedsiębiorstwa hiszpańskie, zatrudniające robotników obcych, głównie z Indii i z Bangladesz, ci bowiem byli znacznie tańsi niż europodowi Hiszpanie. Niewolnicy owi pracowali bez wytchnienia, nawet po kilkanaście godzin na dobę, tego bowiem żądali od nich pracodawcy, sami czerpiący z budowy stadionów miliony. Zacny sajid (pan) Hassan al-Thanadi, z ramienia katarskiego emira nadzorujący owe prace wyznał w wywiadzie dla CNN, że przy wznoszeniu katarskich stadionów śmierć poniosło ponad czterystu robotników. Czy którykolwiek ze sportowych dziennikarzy relacjonujących katarskie mistrzostwa pochylił przed kamerą głowę, żeby złożyć mi hołd pamięci? Za to katarscy szejkowie, Hiszpanie i Fifowscy oficjele powrócili do domów z napęczniałymi kontami. Skandal i obraza przed oczyma całego świata i Allaha!
Opisałem oto finansowe a też człowiecze afery związane z piłkarskimi mistrzostwami świata i Europy, ale na tym problem się nie kończy, zniża się bowiem do poziomu narodowych lig a nawet piłkarskich klubów. Oto niejaki Gerard Piqué, jeszcze nie kak dawno kopacz kopanej piłki w klubie F. C. Barcelona i aktywny partner łóżkowy kolumbijskiej piosenkarki Shakiry, w łonie której począł dwoje dzieci, ale w końcu ją porzucił, bo mu zbrzydła, wpadł na pomysł urządzenia turnieju o superpuchar Hiszpanii, dorocznie rozgrywanego pomiędzy czterema drużynami: zwycięzcami i wicemistrzami hiszpańskiej ligi oraz finalistami pucharu króla. Zaprawdę cacanie! Problem utkwił w tym, że hszpański turniej kataloński kopacz zamiast urządzić go w Hiszpanii przeniósł zmagania do … Arabii Saudyjskiej bo przecież turbanowym Saudyjczykom też się coś należy z koszyka. Tego roku turniej o superpuchar rozegrano na stadionie Al Jawhara w Dżiddzie. w drugim tygodniu stycznia. Bezpośrednio na trybunach stadionu obejrzała go garstka hiszpańskich kibiców. Ale za to do kasy RFEF (Królewskiej Federacji Sportowej Pił Nożnej wpłynęły miliony w różnych walutach.
Na tym się nie kończy. Oto w minionym roku dwa hiszpańskie kluby: F. C. Barcelona i Villarreal C. F. uzgodniły między sobą, że mecz siedemnastej kolejki tutejszej pierwszej ligi nie rozegrają na stadionie Cerámica w walencjańskim Vila Real, lecz Miami na Florydzie, żeby … promować w Stanach Zjednoczonych hiszpański futbol (!) Estadio de la Cerámica nie jest stadionem imponujących rozmiarów; na jego trybunach zasiąść może co najwyżej 23.500 widzów. Tam, w Miami na trybunach zasiada niemal trzykrotnie więcej, ale jak wiele kibiców hiszpańskich wybrałoby się do Stanów Zjednoczonych na mecz hiszpańskiej ligi? Na to wszystko, przekonawszy się, że wszystkie dochody z meczu w Miami wpłyną do kas obu rywalizujących klubów natomiast nawet jeden cent do Narodowej Ligii Futbolu Profesjonalnego, jej prezes Javier Tebas Medrano grzmotnął pięścią w stół i nakazał rozegranie meczu w Vila Real. Prezesi obu pazernych na dolary klubów nie pozostawili za to na nim suchej nitki. Mamona umknęła im sprzed nosa.
W czerwcu 2023 roku, zaraz po zakończeniu w Hiszpanii rozgrywek ligowych klub F, C, Barcelona postanowił zburzyć słynny stadion Camp Nou żeby w tym samym miejscu wznieść nowy, większy, na 125 tysięcy miejsc. Więcej! Wyżej! Zadanie powierzono tureckiej firmie Limak Holding albowiem to ona przedstawiła najbardziej korzystną ofertę z ekonomicznego punktu widzenia a Barçie akurat o to chodziło albowiem jej zadłużenie – Wyżej! Wyżej! – urosło do miliarda siedmiuset milionów Euro. Stadion miał zostać ukończony do grudnia 2024 roku. I co? Ano, zamiast wyżej stało się niżej. Aktualnie trybuny nowego stadionu zdolne są pomieścić 45.400 widzów, kiedy dojdą – Wyżej! – do ponad stu tysięcy, tego nawet biblijna Apokalipsa nie przewidzi. Pod sam koniec listopada w 2025 roku inspektorzy z ramienia Generalitat de Catalunya ujawnili na budowie nowego stadionu 79 tureckich robotników pracujących tam bez kontraktów, co oznacza na czarno i bez ubezpieczenia. A tak krytykowano w Europodach podobne zjawiska w Katarze sprzed tamtejszych mistrzostw świata w piłce nożnej! Money! Money! Money! – ot, o co chodzi.
W obliczu zmian w Superpucharze Hiszpanii a też zachwiania posadami jej ligi, jednej z najlepszych w Europie, ciśnie się pytanie: gdzie znajdzie się w owym systemie miejsce dla kibica? Owszem, znajdzie się, ale na samym dnie, w najniższym ogniwie sportowego łańcucha. W ostatnich latach coraz bardziej widoczna sie staje hierarchia wartości w świecie sportu. Najniżej owej piramidy pozostaje kibic. To jemu, podobnie jak w czasach średniowiecznych psom, rzuca się za stół ochłapy, i niech się raduje, że w ogóle mu je rzucono. Nieco powyżej stoją sportowcy, przypominający z dawnych czasów błaznów, zabawiających możnowładców w czasie posiłków i dostarczający im taniej rozrywki. O szczebel wyżej sadowią się działacze wszelkich komitetów, związków oraz federacji, najprzeróżniejsi oligarchowie wszelkich dyscyplin sportowych. A już na samej górze, niczym gwiazda na szczycie choinki pyszni się pieniądz bowiem to on w dzisiejszym sporcie włada a wszyscy z owych niższych szczebli jemu są podporządkowani. Money, money!
Wcale nie będę w moich stwierdzeniach gołosłowny, choć niektórych mogą one urazić. Oto w roku 2015 pozarządowa organizacja Transparency International, mająca swą siedzibę w Berlinie opublikowała blisko czterystustronicowy raport na temat korupcji w świecie sportu. Jednoznacznie stwierdza się w nim, iż sport jest jedną z najbardziej skorumpowanych dziedzin życia publicznego dzisiejszego świata a w nim zwłaszcza takie dyscypliny jak piłka nożna, koszykówka, wyścigi samochodowe, motocyklowe oraz rowerowe i, niestety igrzyska olimpijskie. W roku 2024, po przesławnych mistrzostwach świata w Katarze z letargu ocknąła się również Amnesty International, edytując swój raport, w którym prócz przekupstwa zarzuca sportowym związkom i federacjom jeszcze niewolnicze wykorzystywanie pracowników i – uwaga! – pogwałcanie praw człowieka a konkretnie sportowców oraz wielbicieli różnych dyscyplin sportowych. Sportowym rozgrywkom przyświeca hasło: Dalej! Szybciej! Wyżej! – tymczasem sam sport upada coraz niżej. Dlatego też takimi słowy zatytułowałem mój dzisiejszy artykuł. Kolejny będzie bardziej pozytywny.
1 lutego 2026
Jerzy Leszczyński


