Ewa i Bogumił Liszewscy – Historia pisana wierszem – Tutaj zabijano polską niepodległość
Share
Mauzoleum na Łączce na Cmentarzu Powązkowskim, w miejscu, w którym odnaleziono wiele szczątków bohaterów pomordowanych w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Fot. z archiwum autorów.

Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL
„My Polacy nienawidzimy każdej niewoli i każdego samowładztwa. My chcemy wolności! Wolności myśli i słowa, wolności druku i stowarzyszeń, wolności politycznej. Totalizm to nasz wróg! Życie i człowieczeństwo jest możliwe tylko w ustroju demokratycznym”. Manifest o tej treści pochodzący z konspiracyjnej ulotki rozpowszechnianej na terenie okupowanej Polski w 1943 roku widnieje na ścianie powołanego do życia w 2016 roku Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Powstało ono na terenie dawnego komunistycznego więzienia przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie.
Więzienie to istniało jeszcze w okresie zaborów i było przeznaczone dla więźniów politycznych, których w tym czasie, ze względu na wysokie koszty, zaprzestano zsyłać na Syberię. Było najnowocześniejszym więzieniem karnym w ówczesnym Królestwie Polskim. Budynki były zelektryfikowane, skanalizowane i centralnie ogrzewane co było w tamtych czasach rzadkością.
Na terenie kompleksu funkcjonowały: piekarnia, elektrownia, kotłownia, pralnia, szpital, trzy kaplice różnych wyznań oraz stajnie. Dla resocjalizacji osadzonych zbudowano też warsztaty: szewskie, stolarskie, krawieckie i ślusarskie, powstał też ogród warzywny. Wkrótce po otwarciu więzienia jego cele zapełniły się uczestnikami rewolucji proletariackiej 1905 roku.

Makieta więzienia, przedstawia wygląd zakładu karnego w czasach carskich. Fot. z archiwum autorów.
Niemieckie zbrodnie
W okresie I wojny światowej obiekt przejęli Niemcy, a w wolnej Polsce utworzono w nim męskie wzorcowe więzienie kryminalne, w którym więźniów resocjalizowano nie tylko przez pracę, ale i naukę. W tym czasie więzienie zwiedzało wiele delegacji zagranicznych, a rok przed wojną był w nim nawet sam Hans Frank, późniejszy gubernator Generalnej Guberni. W czasie II wojny światowej przejęła je niemiecka policja kryminalna i Gestapo. Przetrzymywano w nim jesienią 1939 roku przedwojennego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, zamordowanego później w nieznanym do dziś miejscu. Był tutaj też więziony, rozstrzelany później w Palmirach, wybitny polski olimpijczyk Janusz Kusociński.
W drugim dniu powstania warszawskiego Niemcy wymordowali kilkuset przetrzymywanych tutaj polskich więźniów. Rozstrzeliwano ich na dziedzińcu, a zwłoki pogrzebano w przygotowanych zawczasu dołach. Późniejsza ekshumacja wykazała, że w masakrze zginęło sześciuset więźniów i około stu schwytanych w okolicy cywilów. Udany bunt wzniecili pozostali więźniowie przebywający na wyższych piętrach, którzy rozbroili usiłujących ich wyprowadzić na dziedziniec esesmanów. W wyniku tej akcji ponad setce więźniów udało się zbiec na tereny opanowane przez oddziały powstańcze.

Mur zewnętrzny i wieżyczka strażnicza. Fot. z archiwum autorów.
Więzienie w okresie stalinowskim
Po wojnie więzienie przy ul. Rakowieckiej przejęło Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Urzędowali w nim funkcjonariusze owianego złą sławą Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UB). Była to komunistyczna policja polityczna, odpowiednik niemieckiego Gestapo. Przy ul. Rakowieckiej toczyły się śledztwa przeciwko najbardziej niebezpiecznym z punktu widzenia władzy komunistycznej osobom, zwanym przez władzę komunistyczną wrogami ludu.

Krzyż upamiętniający pomordowanych w okresie PRL więźniów politycznych. Fot. z archiwum autorów.
Należeli do nich: żołnierze rozwiązanej w 1945 roku Armii Krajowej i innych organizacji walczących w okresie II wojny światowej z Niemcami i Rosjanami, członkowie powojennej antykomunistycznej konspiracji, a także żołnierze polskich sił zbrojnych na Zachodzie powracający do kraju. Na Rakowieckiej mógł być uwięziony praktycznie każdy, kto z jakichkolwiek względów podpadł totalitarnemu reżimowi narzuconemu Polsce przez Związek Radziecki.

Budynki więziennych warsztatów. Fot. z archiwum autorów.
Więziono tutaj często osoby całkowicie niewinne, którym stawiano fałszywe zarzuty zdrady stanu, współpracy z wywiadami państw obcych, czy kolaborację z Niemcami. Przyznawanie się do niepełnionych win wymuszano w brutalnych, wielotygodniowych śledztwach, w trakcie których bito i torturowano osadzonych. Budynek przesłuchań zyskał miano „pałacu cudów”, bowiem zdarzało się, że więźniowie często podpisywali spreparowane protokoły dla uniknięcia dalszych szykan. Zdarzało się też, że ci, którzy nie wytrzymywali tortur załamywali się psychicznie i popełniali samobójstwa. Przetrzymywany tutaj, a następnie zamordowany rotmistrz Witold Pilecki powiedział, że terror panujący w tym komunistycznym więzieniu był gorszy, niż w Auschwitz.

Ściana straceń pod którą mordowano strzałami w tył głowy polskich patriotów. Fot. z archiwum autorów.
Obiekt przeznaczony za czasów carskich dla kilkuset więźniów, w okresie stalinowskim musiał pomieścić kilkukrotnie większą ich liczbę. W niewielkich jedno lub dwuosobowych celach umieszczano po kilkunastu więźniów. Były one przeludnione, panował zaduch i brud. Nad więźniami znęcano się nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Poniżano ich, przetrzymywano w pomieszczeniach z niemieckimi zbrodniarzami wojennymi, umieszczano w karcerach, obrzucano wyzwiskami, straszono szykanowaniem rodzin.
Oskarżonych skazywano w dwóch rodzajach procesów politycznych. Były to procesy pokazowe, publiczne, transmitowane przez media. Mimo, że w rozprawach uczestniczyli adwokacji z urzędu, ich udział nie wpływał w jakikolwiek sposób na wyroki. Te zapadały dużo wcześniej poza salą sądową, a na niej były tylko publicznie ogłaszane. Prowadzono też procesy nazwane przez więźniów kiblowymi… Ich nazwa wywodziła się stąd, że rozprawa odbywała się w celach. Trwała kilka minut, a oskarżeni wysłuchiwali wyroku siedząc na sedesie.
Mordy metodą katyńską
Historycy szacują, że zabito tutaj w okresie stalinowskim obejmującym lata 1945 – 1956 ponad trzysta osób. Ofiarami byli głównie więźniowie polityczni. Zabijano ich „metodą katyńską”, czyli strzałem w tył głowy lub wieszano na szubienicy. Wyroki wykonywano na dziedzińcu przy murze jednego z budynków lub w piwnicznym pomieszczeniu starej kotłowni. Ciała wywożono na warszawskie cmentarze i grzebano anonimowo.
Najwięcej ludzkich szczątków pochodzących z mokotowskiego więzienia odnaleziono na Powązkach Wojskowych, na tzw. „Łączce” mieszczącej się wówczas w najodleglejszej od bramy głównej części cmentarza. Dla zamaskowania pochówków po kilkunastu latach przeznaczono je na groby komunistycznych dygnitarzy. Po trwających wiele lat ekshumacjach odnalezionym bohaterom urządzono wojskowe pogrzeby, a w miejscu ich odnalezienie powstało mauzoleum.
Więźniem ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej był m.in. wybitny pilot z okresu II wojny światowej, uczestnik bitwy o Anglię, kawaler Orderu Virtuti Militari, późniejszy generał Stanisław Skalski. Po brutalnym śledztwie został skazany na karę śmierci pod zarzutem zdrady państwa i współpracy z wywiadem brytyjskim. Karę zamieniono mu później na dożywocie. Uwolniony i zrehabilitowany został dopiero w okresie odwilży postalinowskiej.

Wnętrz XII Pawilonu dobudowanego w czasach PRL. Fot. z archiwum autorów.
Mordu przez powieszenie dokonano na przedwojennym żołnierzu, dowódcy oddziału dywersji Kedywu Armii Krajowej generale Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu”. Oczyszczono go z zarzutów i zrehabilitowano sądownie dopiero w 1989 roku.

Prawdopodobne miejsce, w którym zamordowano dowódcę Kedywu generała Emila Fieldorfa Nila. Fot. z archiwum autorów.
Od strzału w tył głowy zginęło przy ścianie straceń wielu wybitnych dowódców Okręgu Wileńskiego Armii Krajowej. Zabity został komendant tego okręgu ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki” i kilku jego podwładnych: mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, ppor. Lucjan Minkiewicz „Wiktor” i kpt. Henryk Borowski „Trzmiel”. Brutalne śledztwa przeszli członkowie powojennej organizacji antykomunistycznej Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Zamordowano wtedy dowódcę jej IV zarządu płk Łukasza Cieplińskiego oraz wszystkich jego podwładnych.

Wizerunek kapitan Barbary Sadowskiej pseudonim Robert, damy Orderu Virtuti Militari, żołnierza Armii Krajowej, więzionej przy ulicy Rakowieckiej. Fot. z archiwum autorów.
Przy ul. Rakowieckiej więziono też kobiety. Zginęła tutaj por. Helena Żurowska, żołnierz Armii Krajowej, kurierka, łączniczka, uczestniczka powstania warszawskiego. W więzieniu przebywała także dwudziestopięcioletnia wówczas kapitan Barbara Sadowska ps. „Robert”, dama Orderu Virtuti Militari. Aresztowano ją w 1946 roku za służbę w wywiadzie Armii Krajowej i skazano na długoletnie więzienie.
Okres poststalinowski
Mimo, że system terroru nieco zelżał po śmierci Józefa Stalina, to więzienie przy ul. Rakowieckiej nadal służyło do przetrzymywania wrogów zagrażających ustrojowi socjalistycznemu. W latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku na tyłach starego pawilonu powstał kolejny budynek, nazwany pawilonem XII. Przeznaczony był wyłącznie dla więźniów politycznych.

Wystawa przedstawiająca wizerunki komunistycznych morderców, katów żołnierzy wyklętych. Fot. z archiwum autorów.
Początkowo w nowym pawilonie więziono wrogów wewnętrznych partii. Później przeznaczono go jako miejsce odosobnienia dla członków rosnącej stopniowo w siłę tak zwanej opozycji demokratycznej. Byli to między nimi: członkowie Komitetu Obrony Robotników, Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, a później działacze zdelegalizowanej podczas stanu wojennego Solidarności, czy też Konfederacji Polski Niepodległej. Jednym z najsłynniejszych więźniów tego okresu był Kornel Morawiecki założyciel i przywódca Solidarności Walczącej.
Ostatni więźniowie polityczni zostali zwolnieni pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a kryminalni opuścili cele na początku 2017 roku. Organizacja muzeum i prace konserwatorskie trwały kilka lat. Po rozebraniu budynków powstałych w kilku ostatnich dekadach więzienie przypomina obecnie kompleks zbliżony do historycznego. Cały czas trwają w nim prace badawcze.
Obecnie parter i dwa piętra XII Pawilonu udostępniane są do zwiedzania. Na parterze budynku funkcjonuje wystawa zatytułowaną „Wolność jest w nas”. Więzione w latach 1939 – 1956 osoby, a także późniejsi więźniowie polityczni upamiętnieni zostali tablicami pamiątkowymi umocowanymi na ścianach obiektów więziennych oraz na dziedzińcu. Znajdują się tam również historyczne pojazdy wykorzystywane w okresie PRL-u przez Milicję Obywatelską. W kompleksie zorganizowano też bibliotekę, kino, salę edukacyjną oraz kilka wystaw stałych i czasowych.
Ewa i Bogumił Liszewscy



