Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Na fot. Ekslibris wykonany przez autorkę felietonu – na wystawie pokonkursowej
ZAPROSZENIE DO POZNANIA
Warszawscy twórcy i kolekcjonerzy znaków książkowych tym razem mają swoje święto w Poznaniu, gdzie od grudnia do połowy stycznia 2026 roku trwa wystawa pokonkursowa „Ekslibris 2025”. To jubileuszowa, dziesiąta edycja konkursu, organizowanego przez Bibliotekę Raczyńskich, która słynie ze swoich bogatych zbiorów. W 1995 roku kolekcjoner i artysta Klemens Raczak (1911-2008) przekazał tej placówce w darze prawie 30 tysięcy znaków książkowych, małej grafiki oraz publikacji związanych z tematyką ekslibrisu, które włączono do Działu Zbiorów Specjalnych. Od pięciu lat tamtejsza biblioteka nosi imię hojnego darczyńcy, a organizowane cyklicznie konkursy popularyzują tradycję tworzenia znaków własnościowych księgozbiorów, wzbogacają zbiory placówki, zarazem integrują środowisko artystów, a uwagę czytelników kierują do książek pięknie zdobionych. Konkursy na ekslibris im. Klemensa Raczaka pozwoliły zgromadzić prawie 1900 księgoznaków. W X edycji zgłosiło się 87 uczestników z różnych stron Polski, z Argentyny, Bułgarii, Francji, Czech, Izraela, Norwegii, Ukrainy i Białorusi. Biblioteka Raczyńskich w Poznaniu gromadzi w swoich zbiorach ekslibrisy od 1954 roku. To m. in. kolekcja Ignacego Kozłowskiego – poznańskiego introligatora, antykwariusza Józefa Sikorskiego, Franciszka Zygarłowskiego – właściciela przedwojennej Kolektury Loterii Państwowej i poznańskiego magazynu wyrobów tytoniowych, Romualda Erzepkiego – z zawodu archeologa oraz wspomnianego Klemensa Raczaka – kolekcjonera i artysty. Zbiory są niezwykle cenne, znajdują się tam takie skarby bibliofilskie jak znaki książkowe XVI/XVII-wiecznych bibliotek rodowych, władz i urzędów, towarzystw naukowych, klasztorów i kościołów oraz właścicieli prywatnych księgozbiorów. Biografie darczyńców są interesujące: wykonywali rozmaite zawody, ale łączyła ich pasja do zbierania, a czasami wykonywania ekslibrisów. Klemens Raczak był z wykształcenia inżynierem rolnictwa. Zaczął pracę w 1929 roku jako rządca w majątku Szczodrzykowo, należącym do Fundacji Kórnickiej (rodziny Zamoyskich). Po wojnie aż do emerytury pracował w poznańskiej Centrali Mięsnej i był autorem opracowań w rolniczej prasie fachowej. A jednak działał aktywnie w środowisku artystów, założył Wielkopolski Klub Hobbystów, związany był także z Wielkopolskim Towarzystwem Przyjaciół Książki. Własnoręcznie wykonał około 700 ekslibrisów, z których większość przekazał do zbiorów Biblioteki Raczyńskich. Mam ogromną przyjemność i zaszczyt, że moje ekslibrisy również znalazły się na tegorocznej wystawie, która jest panoramą prac wykonanych przez różnych twórców w latach 2023-2025, w rozmaitej technice.
EMOCJE CHWILI
W Domu Artysty Plastyka w Nowy Rok można było wejść tanecznym krokiem. Bo chociaż wystawa „Ruch emocjonalny” rozpoczęła się w grudniu, to była czynna jeszcze w pierwszych dniach stycznia. Grupa Twórcza ArtVisualDance w 15-osobowym składzie zaprezentowała – poprzez malarstwo, grafikę i rzeźbę – swoje wyobrażenia o tańcu, muzyce, dźwiękach i ruchu. Ruch z samej swojej istoty jest przeciwieństwem stagnacji; zawiera element ekspresji, zmienności. Trudno go zatrzymać w ułamku sekundy, zamknąć w kadrze, ale… artyści to potrafią. Tak jak muzykę, zapisaną wieloma nutami: wystarczy zrozumieć jej przesłanie i wyrazić za pomocą farb lub formy. Założycielka grupy – Wanda Badowska-Twarowska – cykl swoich obrazów zatytułowała „Tango”. Podświetlone lekko sylwetki tańczących par, zarysowane w półmroku, pozwalają wyobrazić sobie to, co niedopowiedziane. Właśnie tango symbolizuje mnóstwo emocji: jest w nim namiętność, tęsknota, smutek, nadzieja, potrzeba bliskości. Barbara Bielecka-Woźniczko także odwołuje się do wyobraźni: jej obrazy zatytułowane „Ślad ruchu” delikatnie szkicują linie i kolory. Może to ptak, rozpościerający skrzydła do lotu, a może tancerka? Pastelowe gałęzie drzew zmieniające się we mgle poranka? Jej „Primabalerina” przybiera efektowne pozy, lekko i zwiewnie wirując w błękicie. Alina Dorada-Krawczyk z pasją namalowała „Pasję”, żonglując wyrazistymi barwami. Czerwienie, błękity, żółcie, czerń, szarość, a nawet szklista biel noszą w sobie potężną ekspresję i siłę przekazu. „Ślad ruchu” na jej płótnie to jakby kwintesencja tematu: barwy rozłożone z precyzją na kawałki rozpryskujących się linii i form, zatrzymane w locie. Edyta Dzierż podejmuje ten sam temat z większym dystansem i chłodem: w „Ukrytych impulsach” trzeba poszukać znaczenia barwnych plam, bo nic nie jest tu oczywiste. Anna Forycka-Putiatycka zestawiła dwa zupełnie odmienne w klimacie obrazy: gorący, kipiący czerwienią „Pas de deux” ze stonowanym „Czarnym łabędziem”. Zwraca uwagę „Taniec ekstatyczny” Anny Sobol: pierwotny, tajemniczy, mistyczny. I tej samej autorki tańce: mazur, kujawiak, krakowiak, oberek. Bożena Korulska skomponowała cykl „Burza/ Pastor/ Szekspir” z delikatnie połyskujących kwadratów i prostokątów, mieniących się srebrem i popielatą poświatą. Robi to niesamowite wrażenie. Przykładem nowoczesnej techniki pracy twórczej jest praca Bożenny Leszczyńskiej o długim tytule: „Tańcząca serenada promieni słońca w świetle zielonej poświaty lasu” (digital print). A jak wyrzeźbić słynną „Sambę Pa Ti” Santany? Zrobił to Adam Wieczorek. Swoje rzeźby udostępnili też na wystawie: Anna Wszyndybył i Anna Wątróbska-Wdowiarska, a Majid Jammoul wyraził baletowe impresje rzeźbą „Jezioro łabędzie”. W wystawie biorą również udział Magdalena Hajnosz i Katarzyna Betlińska. „Ruch emocjonalny” mówi wiele o artystach i ich widzeniu świata.

Obraz „Ślad ruchu” Aliny Dorada-Krawczyk
POD ORŁAMI
Jest takie muzeum w Warszawie – tak można rozpocząć opowieść o Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce, znajdującym się w zabytkowym Domu Pod Orłami w Śródmieściu stolicy, na ulicy Jasnej, w bliskim sąsiedztwie Filharmonii Narodowej. Jak pisano w „Przewodniku Krajoznawczym” w 1938 roku „gmach Banku Towarzystw Spółdzielczych zwraca uwagę swą szlachetną sylwetą z orłami kamiennymi na szczycie budynku”. Powstał według projektu architekta Jana Heuricha (późniejszego Ministra Kultury i Sztuki RP) w latach 1912-17; wykonanie fasady w całości z kamienia należało wówczas do wyjątków, a w dodatku ozdobiono ją wytłaczaną blachą miedzianą. A wielka sala wewnętrzna imponowała „zagranicznymi marmurami”.

Twórcą charakterystycznych orłów był znany rzeźbiarz Zygmunt Otto, którego prace ozdobiły w okresie międzywojennym wiele eleganckich warszawskich budynków. W tym monumentalnym gmachu w 1968 roku otwarto Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce, udostępniając zbiory, które wcześniej były zgromadzone w Nałęczowie, w Państwowej Szkole Spółdzielczości Rolniczej. Zapoznałam się z nimi przy okazji wernisażu ubiegłorocznej wystawy czasowej „Tkactwo Świętokrzyskie i Ludzie Spółdzielni”. Odtąd polecam wszystkim wizytę w tej placówce: każdemu, kto pasjonuje się unikatowymi archiwaliami. Jest tam prawie 60 tysięcy eksponatów! Dokumenty, sztandary, fotografie, numizmaty, rękopisy, plakaty, ulotki, obrazy, rzeźby, przedmioty, kalendarze sprzed lat – jest co oglądać. To prawdziwe skarby. Z portretu spogląda na zwiedzających ksiądz Stanisław Staszic, uważany za ojca polskiej spółdzielczości. W 1816 roku założył w Hrubieszowie Rolnicze Towarzystwo Współczesnego Ratowania się w Nieszczęściach: fundację o charakterze spółdzielczym. Przystąpiło do niej kilkuset gospodarzy, którzy zobowiązali się do niesienia pomocy dotkniętym przez klęski żywiołowe. Do pionierów spółdzielczości należeli również m.in. dr Franciszek Stefczyk, założyciel pierwszej na ziemiach polskich (w Czernichowie) spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowej, a także Prezydent II RP, Stanisław Wojciechowski. Popularyzowali idee spółdzielczości pisarze: Stefan Żeromski i Maria Dąbrowska. W ośmiu salach wystawowych oglądałam archiwalia i eksponaty z różnych okresów, z ponad dwusetlecia polskiego ruchu spółdzielczego: z czasów zaborów, II RP, wojny i okupacji oraz współczesne. Wazony, puchary i skarbonki, czasopisma z urokliwymi projektami graficznymi, widoki miast wykute z blachy, stare monety i banknoty – także całkiem niedawne, ale już wycofane z obiegu, z Dąbrowskim, Kościuszką, Waryńskim i generałem Świerczewskim (tak! to już historia!). Nie lada atrakcją jest wizyta w gabinecie i pamiątkowa fotografia.
TRZEJ KRÓLOWIE

„Śpiewajcie Aniołowie, pasterze grajcie Mu, kłaniajcie się Królowie, nie budźcie Go ze snu” – to refren mojej ulubionej kolędy „Do szopy, hej, pasterze”, wydrukowanej po raz pierwszy w 1931 roku we Lwowie w śpiewniku „Śpiewajmy Panu” Ottona Żukowskiego. Ta kolęda towarzyszy nam przez cały okres świąteczny – także w dniu Święta Trzech Króli. Orszak Trzech Króli w Warszawie w tym roku wyruszył spod pomnika Mikołaja Kopernika do Placu Zamkowego. Motto brzmiało tym razem „Nadzieją się cieszą”. To cytat z drugiej zwrotki kolędy „Mędrcy świata, monarchowie”, odnoszący się do poszukujących w życiu blasku i światła. Pielgrzymi nadziei to ewangeliczni Mędrcy, którzy za wskazaniem Gwiazdy wyruszyli w drogę, by oddać pokłon nowo narodzonemu Dzieciątku Jezus. Ale szerzej: to ci, którzy mimo przeciwności losu wciąż wierzą w lepsze jutro. Nic ich nie odstrasza – tak jak Trzech Króli, podążających śladami Świętej Rodziny. Nadzieja jest mocą, stawiającą czoła trudom codzienności; dającą siłę, by iść dalej. Nadzieja podtrzymuje na duchu, pozwala zwalczyć przeszkody, wyznacza wzory doskonałości. Kolęda „Mędrcy świata, monarchowie” pochodzi z XVII wieku, a jej autorem jest Stefan Bortkiewicz. Zapis nutowy do kompozycji księdza Zygmunta Odelgiewicza ukazał się po raz pierwszy w 1878 roku w „Śpiewniku Jana Siedleckiego”. Orszak Trzech Króli to największe uliczne jasełka na świecie – wspólna radosna wędrówka ulicami Warszawy do Stajenki, by pokłonić się Jezusowi Zbawicielowi świata. Pierwszy Orszak wyruszył w stolicy w 2009 roku, a dziś takie korowody goszczą w około ośmiuset miejscowościach w Polsce i nie tylko. W południe Orszak Trzech Króli poprowadził Anioł, obwieszczający Narodzenie Pana. Uczestnicy Orszaku to Święta Rodzina, Pasterze, Anioły, Diabły, Trzej Królowie. Także rycerze, dworki, kolędnicy, legioniści rzymscy, zwierzęta. Do wspólnego kolędowania zaprosili na Placu Zamkowym m. in. zespoły Trebunie-Tutki i Cantores Minores. Do orszaku dołączyła też para prezydencka: Karol Nawrocki z małżonką Martą. Mirra, kadzidło i złoto – to symboliczne dary złożone Dzieciątku. Złoto symbolizuje ziemskie królestwo, władzę; kadzidło – modlitwę i kapłaństwo, mirra – cierpienie i proroctwo. Jezus otrzymał je jako król świata, Bóg i człowiek. Arcybiskup Adrian Galbas przypomniał fragment z Psalmu: „Choćbym przechodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo nie jestem sam, bo On jest z nami”. Z tych słów płynie nadzieja. Przypadająca 6 stycznia uroczystość Objawienia Pańskiego jest jednym z pierwszych świąt, ustanowionych przez Kościół – w XII/XIV wieku. W Warszawie do Orszaku przyłączyły się rzesze mieszkańców.
BEATA JOANNA PRZEDPEŁSKA


