Z Polski Na Gorąco – Za dziesięć lat utopijny raj, ale jak dotrwać?
Share
Krzysztof Zając
W ciągu kilku miesięcy ceny paliwa w Polsce podskoczyły średnio o 2-3 złote na litrze. A to nie koniec podwyżek. Ceny benzyny i ropy przełożą się wkrótce na powszechną drożyznę. A my szykujemy się do wojny.
Poważne uszkodzenie ropociągu w Arabii Saudyjskiej, zablokowanie obu kluczowych cieśnin na Bliskim Wschodzie, powodują drastyczny wzrost ceny ropy, która jest coraz trudniej dostępna. W marcu za litr podstawowej benzyny Pb95 płaciliśmy poniżej 6 zł, teraz dobija do 8 zł i nadal rośnie. Litr diesla kosztował pół roku temu średnio 6 zł, teraz prawie 9 zł. Wszystko wskazuje na to, że te ceny wkrótce przekroczą 10 zł.
Tymczasem my, według rządu, zbliżamy się do finalizacji umowy o stałych bazach wojsk USA w Polsce. Wierzymy, że to odstraszy potencjalnego napastnika, czyli Rosję. Jednakże trwająca wojna na Bliskim Wschodzie pokazuje, że amerykański parasol nie ochronił arabskich państw przed atakami Iranu wspieranego m.in. przez Rosję. Czy nas ochroni?
Umiesz liczyć, licz na siebie – to przysłowie przypomina, że w trudnych chwilach możemy polegać tylko na własnych siłach. Potwierdził to wybuch II wojny światowej i zdrada Francji oraz Wielkiej Brytanii, które poświęciły Polskę po ataku Hitlera. Dlatego też liczymy na siebie, wydając na zbrojenia astronomiczne kwoty zbliżające się do 4,5 proc. Produktu Krajowego Brutto. Mamy być największą armią w Europie. Tymczasem reszta kontynentu patrzy uważnie na każde wydawane euro, bo najważniejsza jest gospodarka. Stąd inwestycje w zbrojenia wynoszą średnio 2,4 proc. PKB, czyli dwa razy mniej niż u nas. Dlaczego? Bardziej niż wojny z Putinem, Europejczycy boją się ograniczeń w świadczeniach społecznych, inflacji, protestów biedniejących obywateli.
Produkcja wojenna to budowanie fabryk bezużytecznych przedmiotów. Pociski, armaty, czołgi, samoloty to bardzo kosztowny złom nikomu niepotrzebny… chyba, że dojdzie do wojny. A tej i tak bez sojuszników nie wygramy. Mamy na nich liczyć?
Zbrojenie ma odstraszyć napastnika. Tak było przy wszystkich konwencjonalnych wojnach. Tyle, że czasy się zmieniły. Politycy polscy mówią, że wojna już trwa, tyle że hybrydowa. Tak twierdzi m.in. Radosław Sikorski, wicepremier, szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przekonując, że Rosja prowadzi z nami taką wojnę obejmującą działania w cyberprzestrzeni, sabotaże, szpiegostwo, a przede wszystkim manipulacje w sieci internetowej mające zmienić sposób myślenia i zachowania Polaków. Tę wojnę oni już wygrywają tanim kosztem. A my mamy zamiar strzelać z armat do setek tysięcy wróbli.
Te wróble to przede wszystkim trolle skutecznie budujące w nas nienawiść do siebie wzajemnie. Polacy, którzy nienawidzą Polaków, oskarżający się o najcięższe przestępstwo zdrady kraju! To już Rosjanie osiągnęli przy wydatnej pomocy polityków wiodących partii. Ukraina, ze swoimi korupcyjnymi aferami (ostatnio Prokurator Generalny) i nacjonalistyczną butą, również pomaga Rosjanom. A współczucie dla cierpiącego narodu powoli zamienia się w niechęć, tak samo nieuzasadnioną jak wybuch miłości, tuż po wybuchu wojny.
Sondaże wyborcze wskazują na radykalizację społeczeństwa. Może ona spowodować, że nastąpi polityczne trzęsienie ziemi i powstanie rząd koalicji partii prawicowych z udziałem Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej (Grzegorz Braun). Oba ugrupowania uważane są za sprzyjające porozumieniom z Rosją. Wówczas byśmy mieli tańszą, rosyjską benzynę, otwarty wielki rynek zbytu… a Putin satysfakcję z hybrydowej wojny wygranej bez jednego wystrzału.
Wtedy spokojnie moglibyśmy czekać na utopię zapowiadaną przez E. Muska. Przewiduje on, że w 2036 roku wszystkich pracowników fizycznych zastąpią roboty. Podobnie będzie na większości stanowisk urzędniczych. Wszystko będzie produkowane przez roboty, a ceny bardzo niskie. Pracować, dla przyjemności, będą tylko nieliczni ludzie. Pozostałym będzie zapewniony dochód podstawowy wystarczający na godne życie. Nie chcę takiej utopii.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź
Fot. ChatGPT


