Z Polski Na Gorąco – Kryptoafera z kryptowalutą
Share
Fot. AI/kreacja ChatGPT na podstawie tekstu
Kryptowaluta realnie nie istnieje. A jednak można ją ukraść. W Polsce złodziejem jest Zondacrypto, a jego twarzą właściciel, Przemysław Kral. To temat numer jeden we wszystkich mediach, wiąże on prawicowych polityków z zorganizowaną grupą przestępczą, zabójstwem i rosyjską mafią.
Chodzi o ogromne pieniądze. Jakie? Prokurator generalny, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek mówił, że do tej pory zgłosili się ludzie, którzy stracili ok. 100 milionów złotych. Prokurator twierdził, że tyle już udało się odzyskać. Ta zadziwiająca zgodność pozwala Romanowi Giertychowi, adwokatowi właściciela Zondacrypto (jak się właśnie okazało) utrzymywać, że jego klient zaspokoił wszystkie roszczenia JAKIE WPŁNĘŁY do polskiej prokuratury. Naprawił szkodę. A to Przemysławowi Kralowi otwiera furtkę do uzyskanie statusu świadka koronnego i uniknięcia więzienia. Tymczasem nie ma on nawet postawionych jakichkolwiek zarzutów i nie wiadomo, gdzie przebywa.
Kwota roszczeń obliczonych w Polsce, o której mówił minister Waldemar Żurek, jest znikoma w porównaniu do tej jaką podaje ustanowiony w Estonii (tu zarejestrowana jest firma) syndyk upadłościowy Zondacrypto. Według jego szacunków, wartość roszczeń może sięgać 700 milionów euro! To wyliczenia cytowane przez portal money.pl. Po przeliczeniu to ponad 3 miliardy złotych – 30 razy więcej niż oddał Przemysław Kral i zarazem figa z jego marzeń o statusie świadka koronnego. Chociaż… Może już nim jest. Wicepremier, minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski powiedział wprost: mamy już świadka koronnego!
Na razie, jak informuje syndyk, wszyscy którzy chcą odzyskać swoje pieniądze muszą do 27 października zgłosić w Estonii swoje roszczenia. Kto uzna, że wystarczyło zawiadomić polską prokuraturę, straci szanse na odzyskanie kryptoinwestycji.
Polski wymiar sprawiedliwości nie może tak po prostu oddać pokrzywdzonym pieniędzy. Musi je przekazać syndykowi, a ten podzieli odzyskane kwoty pomiędzy wierzycieli. Mogą dostać sto procent inwestycji – co jest mało prawdopodobne, lub jakąś jej część, być może minimalną. Jeżeli te 100 milionów złotych to cała kwota jaką oddał P. Kral, to dzieląc po równo, zwrot wyniesie około trzech procent wpłat!
Ale mecenas Giertych wierzy, że zdalna współpraca jego klienta z prokuraturą może pomóc Przemysławowi Kralowi. Na razie pomaga rządzącej koalicji. Aresztowano już Radosława Piesiewicza, prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Zarzuca mu się, że przyjął od P. Krala zegarek wart 40 tys. euro za wsparcie go w negocjacjach z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który czepiał się Zondacrypto. Drugi zarzut dotyczy tego, że nie czekając na ogłoszenie upadłości giełdy kryptowalut, wycofał z niej swoje pieniądze już w czasie gdy inni mieli kłopoty z wypłatami. A przecież to zwykła uprzejmość właściciela, że mu w tym pomógł. To raczej zarzut powinno się postawić P. Kralowi, że w uprzywilejowany sposób potraktował jednego wierzyciela, z pośrednią szkodą dla pozostałych. Sprawa zegarka też nie jest jednoznaczna, bo Radosław Piesiewicz twierdzi, że za niego zapłacił. Kluczem mogą się okazać taśmy, czyli nagrane z ukrycia rozmowy obu panów. Nie wiadomo, czy one faktycznie istnieją, a także co na nich jest, chociaż wszyscy o nich plotkują. Medialne przecieki nie są komentowane przez prokuraturę. R. Giertych, już nie jako adwokat, ale chyba poseł, grzmi na swoim kanale na YouTube, że ci którzy trzymali w Zondacrypto nielegalne pieniądze, a sugeruje, że są wśród nich posłowie Prawa i Sprawiedliwości, mogą mieć kłopoty. Może niektórzy byli tylko słupami…, ale dużo z pieniędzy wyprowadzonych z kasy państwa w czasie rządów PiS była lokowana właśnie w kryptowalutach. Mówi wręcz o jednym, wysoko postawionym „pisowcu”, który ukrywał lokaty w kryptowaluty i nie ujawniał ich w oświadczeniu majątkowym. Te sugestie wynikają być może z dostępu posła R. Giertycha do wiedzy adwokata R.Giertycha.
To połączenie dwóch ról wielu osobom się nie podoba. Kilka miesięcy temu R. Giertych, tak jak reszta Koalicji Obywatelskiej, której jest posłem, mówił o tym (także premier Donald Tusk), że Zondacrypto to wielka pralnia pieniędzy mafii rosyjskiej. Zaginiony poprzedni właściciel kryptogiełdy, Sylwester Suszek najprawdopodobniej został zamordowany. Przemysław Kral przejął jego majątek.
Teraz ten sam P. Kral, który przywłaszczył 700 milionów euro klientów, oddaje sto milionów złotych. donosi na polityczne płotki, i chociaż wszystko wskazuje na to, że kierował zorganizowaną grupą przestępczą, ma być świadkiem koronnym. Mówiąc obrazowo, z pomocą adwokata wielki złodziej wykręci się sianem donosząc na małych złodziejaszków, bo są z przeciwnego, politycznego obozu. A wszystko za życzliwym przyzwoleniem premiera, ministra sprawiedliwości!
Jeżeli zostaną ujawnione jakiekolwiek taśmy prawdy z tej afery, to może zniszczą one niektórych polityków prawicy, ale bardziej zaszkodzą rządzącym, którzy robią interesy z chyba największym w Polsce kryptozłodziejem… Chociaż przepraszam, pan P. Kral jest niewinny, formalnie o nic go nie oskarżono, nie skazano!
Sami swoi!
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


