Z Polski Na Gorąco – Rząd walczy z szarlatanami
Share
Fot. AI/ChatGPT
Krzysztof Zając
Ustawa dotycząca bezpieczeństwa chorych ludzi, nazwana potocznie „Lex Szarlatan”, nie wejdzie w życie. To dobrze, bo miała poważne wady i źle, bo nie zmieni się nic.
Znachorzy, zielarze, uzdrowiciele, nastawiacze istnieli zawsze i zawsze państwo próbowało ich zwalczać. Nieskutecznie. Teraz jest jeszcze trudniej. Powszechny dostęp do internetu, błyskawiczny rozwój portali społecznościowych, spowodował, że prawie każdy uważa, że zna się na medycynie i może leczyć. Od dawna są w sieci grupy leczące i samoleczące się marihuaną, jadem egzotycznych żab, muchomorami, a także powszechnie dostępnymi roślinami, często dziko rosnącymi, takimi jak żywokost, wrotycz, huba, glistnik – jaskółcze ziele i setkami innych. Te wymienione nie są dopuszczone jako środki lecznicze. Wyjątkiem jest marihuana medyczna, sprzedawana na receptę i legalna od 2017 roku. Wcześniej zaliczano ją do narkotyków. Z kolei do połowy zeszłego roku można było legalnie sprzedawać różne przetwory z muchomora czerwonego. Handel nimi kwitł w internecie, a na forach społecznościowych można było się dowiedzieć jak je używać i na co pomagają. Od maja 2025 roku jest to zakazane, chociaż śmiertelne ofiary tych grzybów można policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem wódka i inne alkohole, używane także „na lekarstwo” (np. w postaci nalewek), powodują, że tylko z powodu „przedawkowania” umiera rocznie 1500 osób.
Parlament zdecydował, że wielki problem, jakim jest korzystanie z metod i środków leczenia nie uznawanych przez oficjalną medycynę, rozwiąże nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Rzecznikiem jest prawnik, nie lekarz! To w rękach jego i stuosobowego zespołu będą wszystkie narzędzia mające zlikwidować szarlatanerię.
Ustawa daje Rzecznikowi uprawnienia supercenzora. Ma on poszukiwać i karać wszystkich prowadzących pseudomedyczną działalność. Według szacunków rządowych to od kilku do kilkunastu tysięcy osób lub firm. Powinien też zwalczać dezinformację medyczną.
Rzecznik Praw Pacjenta będzie mógł wydawać decyzje nakazujące natychmiastowe wstrzymanie praktyk uznanych przez niego za pseudomedyczne. Kryterium będzie zgodność z aktualną wiedzą medyczną. Nie ma jednak ogólnoświatowej listy dopuszczalnych praktyk. Wiedza medyczna europejska różni się też od chińskiej, japońskiej, amerykańskiej, a nawet rosyjskiej. Która jest rozstrzygająca? W jaki sposób Rzecznik będzie weryfikował wiedzę na poszczególne tematy?
Narzędzia, jakimi ma dysponować, pozwalają mu nakazać wstrzymanie konkretnych praktyk leczniczych, ale także polecić operatorom blokowanie konkretnych stron i portali. Ma też możliwość nałożenia kar sięgających nawet do miliona złotych. Zabronione będą wszelkie działania zdrowotne podejmowane przez osoby bez kwalifikacji medycznych. Może to doprowadzić do wycofania ze sprzedaży lub ocenzurowanie licznych poradników, zakaz prowadzenia doradztwa zielarskiego, likwidację usług naturoterapeutów bez dyplomu uczelni medycznej itp.
Rzecznik będzie dla wszystkich podejrzanych o nielegalne praktyki lub dezinformację medyczną policjantem, prokuratorem i sędzią. Na dodatek każdy będzie mógł złożyć doniesienie o stosowaniu nielegalnych praktyk i każde musi być rozpatrzone i udzielona odpowiedź. Rzecznik może więc być zalany sprawami wymagającymi zbadania, w oceanie których utonie.
Na szczęście na razie zostało mu to oszczędzone, bo prezydent Karol Nawrocki ustawy nie podpisał i przekazał ją do oceny przez Trybunał Konstytucyjny. Lex Szarlatan przegrał tę potyczkę.
Jednocześnie prezydent skierował do Sejmu własny projekt ustawy dotyczący niebezpiecznych praktyk paramedycznych. Zaproponowane rozwiązania dotyczą przede wszystkim zmian w kodeksie karnym. Oto co ma pokonać szarlatanów.
Kto nakłania do niepodjęcia albo zaprzestania leczenia lub diagnostyki, a może to chorego narazić na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, trafi do więzienia na 3 lata. Taka sama kara grozi za wprowadzanie w błąd co do rzekomej skuteczności niebezpiecznych praktyk leczniczych. Gdy takie działania dotyczą dzieci, kobiet w ciąży, chorych onkologicznie kara rośnie do 5 lat. Jeżeli ktoś uległ oszukańczym namowom i w rezultacje doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, kara moźe wynieść 10 lat więzienia. Gdy słuchanie takich rad doprowadziło do śmierci wyrok może być jak za zabójstwo – do 15 lat za kratami. Jednak kto tylko przedstawia swoje opinie, oceny, jeżeli umyślnie nie wprowadza w błąd, karze nie podlega, bo mamy wolność słowa. Bezkarnie będzie można namawiać do leczenia modlitwą. Przestępstwa się nie popełni… chyba że „zdrowaśki” doprowadzą do ciężkiej choroby, jeżeli zastąpiliśmy nimi nakazane przez lekarza farmaceutyki. Prezydent uważa też, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Główny Inspektorat Farmaceutyczny, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, Państwowa Inspekcja Sanitarna, wystarczą do prowadzenia kontroli.
Warto zwrócić uwagę na to, że sankcje karne, które wprowadziłaby ustawa, dotyczą jedynie sytuacji gdy w konsekwencji namów dojdzie do poważnego pogorszenia stanu zdrowia lub śmierci. Ustawa zatem nie rozwiązuje problemu pseudomedycyny, a także dezinformacji medycznej – tu zostawia wolność wyboru. Ustawa oszukiwanym obietnicą cudownego uzdrowienia na pewno nie pomoże. Dodatkowo skazana jest na polityczny niebyt, bo koalicjantom się nie podoba i trafi do sejmowej zamrażarki.
My pacjenci zostajemy nadal pozostawieni bez wsparcia. Mając w perspektywie super cenzora medycznego w osobie Rzecznika Praw Pacjenta lub policjanta radzącego zgłosić się gdy uzdrowiciel nas okaleczy albo doprowadzi do śmierci – możemy się cieszyć, że wszystko zostanie po staremu.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź



