Jeden pazerny lekarz pogrąży służbę zdrowia?
Share
Młody, warszawski lekarz, jeszcze bez specjalizacji, zarobił przez rok 1,6 miliona złotych! Ta sprawa wywołała lawinę, która może zniszczyć dotychczasowy system państwowej służby zdrowia.
Donos
Zaczęło się od donosu do mediów na Dawida Kacprzyka, 28-letniego lekarza. To niedawny absolwent studiów medycznych, w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Pracował m.in. w Szpitalu Południowym, w Warszawie. W 2025 roku, w czterech placówkach służby zdrowia zarobił ponad 1,6 miliona złotych. Przy okazji wziął jeszcze dietę radnego, ale to tylko kwiatek do kożucha. Ujawnił to portal Zero.pl.
Kwota szokuje. Młody medyk potrafił pracować na dyżurze nawet 96 godzin! Według grafików, jeżeli nie były sfałszowane, pracował niejednokrotnie po trzy doby, bez przerwy. Tak przemęczony, nie tylko nie miał zapewne siły dobrze zadbać o pacjentów, ale stanowił dla nich zagrożenie.
Tylko w stołecznym Szpitalu Południowym przepracował w 2025 r. 3976 godzin, to średnio 11 godzin dziennie. Ten tytan pracy był jednocześnie zatrudniony w innych szpitalach! Był działaczem Koalicji Obywatelskiej, radnym dzielnicy Ursus. Miał czas na udział w sesjach, a także na występy w mediach. Dziennikarze portalu sprawdzili, że w czasie niektórych szpitalnych dyżurów występował w telewizji, bywał w urzędach, spotykał się z politykami. Nie był przy tym szeregowym lekarzem, bo koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, chociaż nie miał do tego kwalifikacji. To tutaj pojawiają się pacjenci w nagłych przypadkach. Wśród tych chorych byli jednak równi i równiejsi. Wyszło bowiem na jaw, że nie wszystkich chorych traktował jednakowo. Dla wybranych miał specjalny pokój, gdzie szczególnie ważne osoby były obsługiwane poza kolejnością. To był gabinet dla VIP-ów.
Poleciały głowy
Na te rewelacje szybko zareagował Rafał Trzaskowski, prezydent miasta, niedawny kandydat na prezydenta Polski. Odwołał on cały zarząd Szpitala Południowego. Zapowiedział, że w szpitalu zostanie powołana nowa rada nadzorcza, już bez polityków, którzy się w niej byli (m.in. wiceprezydent miasta). Zdecydował, że także w radach nadzorczych innych miejskich spółek medycznych nie będzie już polityków.
– Nie chodzi o piętnowanie, ale żeby nie było najmniejszych podejrzeń – tłumaczył prezydent.
Sprawą zajęła się też prokuratura. Zaczęła badać, czy przy umowach z lekarzem nie doszło do nadużyć finansowych.
Szpital zwolnił młodego, przedsiębiorczego lekarza. On sam wystąpił o zawieszenie go w Okręgowej Radzie Lekarskiej. Zrzekł się także funkcji radnego i wystąpił z Koalicji Obywatelskiej. Z pobranych od szpitala wypłat dobrowolnie oddał też pół miliona złotych, korygując wcześniejsze faktury z zeszłego i tego roku.
W szpitalu zaczęły się kontrole z urzędu miasta i Narodowego Funduszu Zdrowia. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski polecił też przeprowadzenie kontroli we wszystkich miejskich szpitalach. Z kolei premier Tusk zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o dokładne zbadanie finansów i pracy szpitala.
Wiedział, nic nie zrobił?
Tymczasem okazało się, że informacje o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym dotarły do władz miasta już w lipcu zeszłego roku. Wysłał je, korzystając z komunikatora WhatsApp, Emil Jędrzejewski, ordynator oddziału chirurgii. Prezydent Rafał Trzaskowski twierdzi teraz, że takie zawiadomienie nie jest właściwą formą, bo dla sygnalisty są specjalne procedury zgłaszania naruszeń prawa. Zgłoszenie to zatem zostało pozostawione bez jakiejkolwiek reakcji władz Warszawy. Tymczasem dwa miesiące później ordynatora zwolniono ze szpitala. Rzekomo dlatego, że lekarz bezprawnie otrzymał od placówki ok. 500 tys. zł. Jednak jeżeli doszło do wyłudzenia nienależnych kwot, właściwą drogą byłoby zawiadomienie prokuratury przez dyrekcję szpitala. Tego jednak nie zrobiono, a chirurg twierdzi, że to szpital jest mu winny… milion złotych.
Afera nadal się rozszerza. Zwolniony chirurg, znowu w portalu Zero.pl, opowiadał o śmierci pacjentów wynikających zaniedbań lekarzy w szpitalu, gdzie był zatrudniony. To już znacznie poważniejsza sprawa niż wyłudzone być może pieniądze. Następnego dnia po wywiadzie dr Emil Jędrzejewski został wezwany do prokuratury jako świadek zbrodniczych, być może, zaniedbań. Żadnych dowodów nie przedstawił, wręcz odmówił odpowiedzi na jakiekolwiek z kilkudziesięciu pytań. Tłumaczył to nagłością wezwania i brakiem, z tego powodu, czasu na zatrudnienie pełnomocnika, który będzie go reprezentował. Stąd prokuratura nie ma możliwości weryfikacji faktów jakie podał dziennikarzom. Kolejne przesłuchanie w przyszłym tygodniu.
Lawina
Tymczasem ten jeden skandaliczny przypadek młodego lekarza zaczął wywoływać ogólnopolską dyskusję. Pierwotnie szło tylko o pieniądze i pytanie jak młody lekarz bez specjalizacji mógł w ciągu roku zarobić 1,1 mln złotych (uwzględniając to, że 500 tys. zł oddał po wybuchu afery).
Na to parlament zareagował szybko i bez sensu. Uchwalono ustawę wprowadzającą rejestrację wszystkich zarobków lekarzy według numeru PESEL. Dzięki temu łatwo się znajdzie „finansowych kominiarzy” i weźmie ich pod lupę urzędu skarbowego, Narodowego Funduszu Zdrowia, a może także Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Opinia publiczna tylko przyklaśnie takim kontrolom. Bo jesteśmy jako społeczeństwo zgodni, że lekarze zarabiają za dużo, że za takie pieniądze słabo się starają, a kolejki do specjalistycznego leczenie coraz bardziej się wydłużają. Prawie każdy też wie, że można oczekiwanie skrócić wykupując prywatną wizytę u prominentnego lekarza, najlepiej ordynatora, a on już postara się, by szybko położyć nas w szpitalu, w którym pracuje.
Chory system
Nie trzeba nikogo przekonywać, że taki system jest chory, niesprawiedliwy dla chorych. Dlatego premier Donald Tusk mocno huknął, jak z armaty.
„Jestem zdeterminowany, aby sprawę wyjaśnić do samego spodu.” I jeszcze dodał: „Tam, gdzie będą naruszenia, tam będą konsekwencje prawne i polityczne”.
Nie chodzi tu tylko o jednego, sprytnego działacza Koalicji Obywatelskiej. Zły jest system, który pozwolił na stworzenie i trwanie mechanizmu nadużyć. Nie są przy tym ważne pieniądze lekarzy, bo po ponad 100 tys. zł miesięcznie zarabia może 5-6 tysięcy medyków, na około 160 tysięcy. Są wśród nich tacy, których roczny dochód przekracza dwa miliony złotych, jak pewien ortopeda z południa Polski, który nie kryje się z zarobkami. Pieniądze zdobył uczciwie, realizując kontrakty. Inny lekarz, z Zielonej Góry, przez dwa lata pandemii zarobił prawie 6 mln zł. Teraz zarabia mniej, milion rocznie – legalnie, zgodnie z prawem. A kwoty kontraktów reguluje wolny rynek. Dlatego, jak podają media, są w Polsce szpitalu, gdzie cały budżet wydawany jest na wynagrodzenia! Bez lekarzy nie ma pieniędzy z Narodowego Funduszu Zdrowia. Szpital nie zarabia. Lekarzy się podkupuje, a kwoty kontraktów jakie się z nimi podpisuje są coraz wyższe.
Premier na tropie
Premier ujawnił, że wstępne wyniki prac Najwyższej Izby Kontroli pokazują nieprawidłowości dotyczące czasu pracy lekarzy i kominów płacowych w placówkach medycznych. W jednej z wojewódzkich stacji pogotowia ratunkowego rekordzista w ciągu miesiąca przepracował 488 godzin, 17 godzin na dobę – opowiadał premier.
A media opisują kolejne patologie ujawnione w ostatnich dniach. Posłanka Koalicji Obywatelskiej tłumaczyć się musi z gastroskopii wykonanej poza wielomiesięczną kolejką. Przekonywała, że nagle zwolnił się termin w sobotę i zadzwonili do niej ze szpitala. Mówiła, że powinni jej podziękować, bo wypełniła wolny termin. W rezultacie na badanie czekała zaledwie trzy tygodnie.
Praktyka omijania kolejki była powszechna w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Jak wykrył Narodowy Fundusz Zdrowia, w jednej z jego klinik aż 70 procent pacjentów, ok. 2,3 tys. osób, przyjęto tam niezgodnie z kolejką. Na placówkę nałożono prawie 300 tys. zł kary.
Opisane przypadki, także afera w Szpitalu Południowym, pokazują pojedyncze aferki. Zapowiadane przez premiera Donalda Tuska „wyjaśnienie aż do spodu” jest ryzykowne. Może ruszyć podstawy całego systemu. Jeżeli lekarze się zbuntują, obalą każdy rząd, chociażby prowadząc strajk włoski. Dlatego politycy starają się nie robić im krzywdy. Młody lekarz na etacie może liczyć na ponad 10 tys. pensji, a do tego dochodzą dyżury, dodatkowa praca w prywatnych przychodniach, na kontraktach…. a kolejki są coraz dłuższe. Lekarze i szpitale swoje biorą, chociaż pacjentom jest coraz gorzej. Trzeba cały system służby zdrowia całkowicie przebudować, tyle że odważnych brak.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź
Fot. AI/ChatGPT: Fotografia. Mężczyzna w białym fartuchu, ze stetoskopem na szyi siedzi na tronie. Przed nim długa kolejka nisko pochylonych, chorych ludzi. Wyciągają błagalnie ręce.


