Z Polski Na Gorąco – Lody dla prymusa w oparach absurdu
Share
Fot.AI/ ChatGTP: wzorowy uczeń zadowolony je wielkiego loda, za nim grupa uczniów, bez lodów, patrząca na niego z zawiścią.
Właścicielka lodziarni w niewielkim mieście dawała za darmo lody uczniom, którzy dostali świadectwo z czerwonym paskiem. Rzeczniczka praw ucznia skłoniła właścicielkę lodziarni do zaniechania tego zwyczaju (trwającego od ćwierćwiecza). Została zmiażdżona przez internautów.
Czerwony pasek na świadectwie to specjalne wyróżnienie dla ucznia, który musi spełnić dwa warunki: mieć średnią ocen co najmniej 4,75 i piątkę z zachowania. Trzeba być prymusem. Też byłem, dopóki nie uznałem, że książka na koniec roku, którą szkoła wręczała mi w nagrodę, jest mniej warta niż przyjemność płynąca z wagarów i bezpieczeństwo. jakie zyskałem dzięki dawaniu ściąg na klasówkach wszystkim największym łobuzom. Byłem kujonem, bo lubiłem się uczyć i byłem łobuzem z trójką ze sprawowania. Chociaż to było ponad pół wieku temu, niewiele się w szkole zmieniło. Ciągle są prymusi, wzorowi pod każdym względem, ale często nielubiani przez kolegów i rodzice dumni z osiągnięć dziecka, chociaż nie zawsze zauważają, jaką cenę dziecko za to płaci. Właścicielka lodziarni w Pszczynie, 25-tysięcznym mieście na południu Polski, dodatkowo nagradzała wzorowego ucznia, który pokazał jej świadectwo z czerwonym paskiem. Dostawał za darmo porcję lodów. Ten zwyczaj istniał od ćwierćwiecza. Aż do chwili, gdy ktoś pominięty złożył skargę do biura Rzecznika Praw Dziecka, które prowadzi Monika Horny-Cieślak.
RPD to organ państwowy utworzony 26 lat temu. Rzecznika powołuje Sejm, zatwierdza Senat. Jest to więc funkcja nad wyraz poważna. Wydaje się, że błahostkami się nie zajmuje. A jednak pani rzecznik wystąpiła do właścicielki lodziarni ze specjalnym pismem. Twierdzi w nim, że darmowe lody dla dzieci – prymusów mogą być formą dyskryminacji naruszającą zasadę równego traktowania wszystkich uczniów. Uważa, że nagroda za wynik nie uwzględnia faktu różnych zdolności, umiejętności, cech charakteru dzieci. Twierdzi, że nagroda nie powinna dzielić uczniów na lepszych i gorszych jedynie przez osiągnięcia edukacyjne. Dlatego poprosiła (nie nakazała) o „rozważenie odstąpienia od tego typu praktyk handlowych bądź podjęcie działań promujących równość w taki sposób, aby w tym szczególnym czasie jakim jest zakończenie roku szkolnego, docenić każdą młodą osobę uczniowską na równi, bez wyjątku i bez względu na to jaką otrzymała ocenę na koniec roku szkolnego”.
Rzeczniczka Praw Dziecka słusznie zwraca uwagę, że są dzieci niepełnosprawne, z trudnych rodzin, biedne itp. którym nauka może przychodzić z większym wysiłkiem. Koncentrowanie się na ocenach wywołuje na nich niepotrzebną presję. Krótko mówiąc, autorka apelu jest przeciwna temu co u dorosłych nazywa się „wyścigiem szczurów”.
Prośba, nie nakaz, ale jednocześnie powołanie się na Konwencję o Prawach Dziecka i Konwencję o Prawach Osób Niepełnosprawnych, spowodowało, że właścicielka lodziarni „Pod Dębem” zlikwidowała nagrodę dla prymusów. Teraz wszyscy, po równo, bez względu na wyniki w nauce, będą mogli sobie lody kupić.
Właścicielka budki z lodami chciała być miła dla dzieci. Została przytłoczona siłą argumentacji i autorytetem rzeczniczki. A przecież to nie ona wprowadziła system oceniania uczniów i nie ona ustaliła zasady przyznawania czerwonego paska na świadectwie. Idealistyczne żądanie, by nie oceniać wyniku, a poziom postępów, powinno być gdzie indziej kierowane.
I rzeczywiście, przysłowie mówi: uderz w stół, a nożyce się odezwą. W tej sprawie odezwała się minister edukacji, Barbara Nowacka. Stwierdziła zdecydowanie, że nie planuje likwidacji czerwonych pasków. Szkoła jest po to, żeby się młodzież uczyła, zdobywała wiedzę i zdobywała osiągnięcia. Uważa, że rzeczniczka praw dziecka zajmuje się nieistotną sprawą, gdy młodzież, w dobie wzrostu znaczenia sztucznej inteligencji, może mieć coraz większe obawy, czy znajdzie sobie miejsce na nowym rynku pracy. Czepianie się lodziarni uznała za źle rozumianą równość.
Z opinią minister Barbary Nowackiej zgodziła się zdecydowana większość internautów, a komentarze były bezlitosne dla rzeczniczki praw dziecka…. chociaż to ona miała rację. Nie chodzi tu o lody, które kosztują kilka złotych i każdego rodzica stać, by je dziecku zafundować.
Tymczasem rodzice pisali w internecie: poziom zidiocenia i poprawności sięga zera absolutnego.”, albo inna opinia: według tej logiki nie powinno być najlepszych uczniów, najlepszych sportowców ani najlepszych muzyków, bo przecież ktoś może poczuć się gorzej.
I komentarz polityczny: absurd, owszem, ale właśnie w tym kierunku zmierza myślenie widoczne we wszystkich działaniach lewicowej indoktrynacji dzieci i społeczeństwa.
Doczepiono się także do sformułowania rzeczniczki piszącej o „osobach uczniowskich”, dla większości dziwadła językowego, bo przecież są jedynie uczniowie i uczennice. A niebinarność, czyli utożsamianie się poza podziałem na płeć męską i żeńską, jest kolejnym zidioceniem – według internautów. Dowodzą tego absurdalne manifestacje młodych ludzi, którzy nie tylko czują, że urodzili się w nie swoim ciele i chłopcy każą do siebie mówić np. Wiktoria, ale wręcz mówią, że są psami czy końmi!
Te osoby uczniowskie to już jednak zjawisko stające się normą. Dowodzi tego niedawno wygrana sprawa ucznia, który czuł się dziewczyną i kazał na siebie mówić właśnie Wiktoria. Szkoła odmówiła, bo dla niej liczy się tylko to co w metryce. W sądzie (bo Wiktoria pozwała dyrektorkę) przegrała. Dziecko ma prawo żądać, by nazywać je tak jak sobie tego życzy! Tak zdecydował Sąd Apelacyjny w Rzeszowie i wyrok, już prawomocny, może być precedensem.
Ale wróćmy do minister Barbary Nowackiej, która jest za wyścigiem szczurząt, bo inaczej sztuczna inteligencja może wyrzucić dziecko, z którego wyrośnie dorosły, poza nawias nowoczesnego społeczeństwa. Jakby na przekór temu co sama mówi, od 1 września wprowadza…. zakaz używania przez uczniów, w szkole, telefonów komórkowych, tabletów i innych urządzeń komunikacji elektronicznej. Przecież w ten sposób zaprzecza samej sobie. Dzieci powinny być oswojone z tymi urządzeniami jak starsi ludzie kiedyś z piórem i długopisem. Tylko wówczas poradzą sobie ze sztuczną inteligencją… nawet gdy własnej zabraknie.
Warto jednak oddzielić narzędzie od celu jego użycia. Rywalizacja o jak najlepszy wynik w nauce, sporcie, życiu ma bowiem swoją mroczną stronę. To coraz więcej przypadków depresji, przemocy, chorób psychosomatycznych. Szkoła nie uczy samorozwoju tylko tego by wygrywać, promuje zwycięzców, jednocześnie nie naucza, jak przegrywać, tak by nie czuć się przegranym. Dyskryminuje tych, którzy są słabsi, mniej zdolni, nieprzystosowani. A tak czujących jest niestety coraz więcej.
Nie oznacza to jednak, że każda rywalizacja jest zła. Satysfakcję powinien dawać sam udział w wyścigu, pokonywanie własnych słabości, dotarcie do mety, nawet na ostatnim miejscu. A jak to się ma do lodów za czerwony pasek? Na pewno nikogo nie przekonywały one do całorocznej pracy. To tylko miły drobiazg, który nikomu nie robił krzywdy.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


