Kącik poezji – wiersz Emilii Zientalskiej z okazji rocznicy Bitwy o Monte Casssino
Share
Zdjęcie ilustracyjne pexels.com.
W cieniu czerwonych maków
(poświęcam Karpatczykom)
Był jednym z nich i doszedł na Monte Casino.
Po zwycięskiej bitwie front ruszył dalej, on się na chwilę zatrzymał żeby pożegnać kolegów.
Zdjął czapkę, pochylił nisko głowę.
Chociaż żołnierze nie płaczą, jednak się roztkliwił.
Ramię przy ramieniu, szmat drogi przebytej w marszu.
Pamiętacie, co żeśmy śpiewali?
Tak, Karpacką Brygadę, która urosła do hymnu.
Potem wspinaczki po pierścieniach góry wśród min i zasieków aż do upadłego.
A miejsce jest ważne, bo zostaje na wieki.
Teraz idę wzdłuż Adriatyku, pierwszy przystanek Antona.
Jeśli przeżyję, przyjadę na apel kochane chłopaki.
Wojna się skończyła i przeżył.
Już jedzie. W dole miasteczko Casino przygotowane.
Drogowskaz wskaże aleję wysadzoną tujami, stamtąd już widać rzędy białych krzyzy.
To robi ogromne wrażenie.
Turysta, jeśli jest po raz pierwszy, może wykrzyknąć: Tu pachnie szaleństwem!
Może też zapytać, bo ma taki przywilej: Czy za rozkazem stały w cieniu czerwone maki?
Konarski napisał mocne słowa, trzy razy powtórzył: “Musicie za kark go chwycić i strącić z chmur!”
Kiedy dotarli, klasztor był już pusty. Ten “szkwany lis” się wywinął, bo miał swoje ścieżki i uciekł jak tchórz.
Czy to mogło wywołać reakcję, że sięgneła zenitu?
Konarski dalej napisał: “Po tych makach szedł żołnierz i ginął, bo od śmierci silniejszy był gniew”.
Turysta może zapytać: Czy warto było? Maki i tak przekwitną, do tego na obczyźnie.
Ja – dziś weteran, wtedy telegrafista.
Za nadstawianie głowy noszę listek laurowy przypięty do klapy marynarki, to moja odznaka bojowa.
Mówię, że warto.
Wzgórze żyje swoim życiem, według rytuału.
Co roku rozkwitają maki, wtedy pachnie tu honorem i nawet szaleństwem.
Virtuti i wszyskie bojowe odznaki w pełnym szyku czekają, kiedy chłopaki stają do apelu.
Rozglądam się wokół, może zobaczę Milość przytuloną co przetrwała, przecież nie jedno serce schowano do plecaka.
Na słowo Saluto wzgórze zamienia się na pole Chwaly.
Potem wszystko wraca na swoje miejsce: Virtuti i odznaki na pomniki Victory.
Maki ścielą się w poduszki pod głowy chłopakom. Ulatnia się zapach.
Wzgórze zalega cisza. To czas odpoczynku dla maków, żeby następnej wiosny wyrosło ich więcej, bo “wzrosną z polskiej krwi” jak napisał Konarski.
Jeśli, Turysto, masz jeszcze pytanie nie przeocz kartki w kalendarzu 18 maja.
Tu trzeba być i poczuć, a odpowiedzi przyjdą same.
Emilia Zientalska


