Z Polski Na Gorąco – Co nam pokazał środkowy palec Ziobry?
Share
AI/ChatGPT: fotografia – Pałac Kultury i Nauki w Warszawie wali się jak w komedii Barei, Na wieży świecący napis Pałac Kultury i, spadł napis: Nauki, efekt ironiczny.
Polskie państwo „praktycznie nie istnieje”. Te nie współczesny komentarz, ale wypowiedź Bartłomieja Sienkiewicza z 2014 roku, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych w koalicyjnym rządzie Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Cytowane słowa padły w tajnie nagranej, w restauracji, rozmowy ministra z prezesem Narodowego Banku Polskiego, Markiem Belką. Premierem był wówczas Donald Tusk, który we wrześniu 2014 r. został przewodniczącym Rady Europejskiej, a zastąpiła go Ewa Kopacz (obecnie wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego). Prezydentem Polski był wtedy Bronisław Komorowski. Rządzili więc sami swoi, a jednak ważny minister B. Sienkiewicz (dziś europoseł) uważał, że PAŃSTWO NIE ISTNIEJE!
Afera podsłuchowa, w której uczestniczyli politycy rządzącej koalicji doprowadziła do przegranych wyborów parlamentarnych i ośmioletnich rządów Prawa i Sprawiedliwości. Nowa władza, chociaż oskarżała byłą o zdradę interesów narodowych, nikogo z prominentnych polityków w więzieniu nie zamknęła za wyjątkiem aresztu dla Sławomira Nowaka, byłego ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Ale złodziejstwa i korupcji jednak mu nie udowodniono. Dwóm innym prominentnym politykom PO (afera melioracyjna i afera śmieciowa) do tej pory winy też ostatecznie nie dowiedziono. Coś mało tych przestępców jak na całe państwo rzekomo niszczone przez zdradziecką Platformę Obywatelską.
Czy Polska za rządów PiS podniosła się z gruzów? Sądząc po tym co twierdzi obecna władza, to było jeszcze gorzej. Zdewastowano system sprawiedliwości z Trybunałem Konstytucyjnym na czele. Lekceważono wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, robiono lewe interesy na pandemii, Funduszu Sprawiedliwości, Orlenie, a nawet tzw. wyborach kopertowych, które kosztowały miliony złotych, chociaż … nie doszły do skutku. Mocno ochłodziły się też stosunki z Unią Europejską, co skutkowało zakręceniem kurka z pieniędzmi.
Po powołaniu 13 grudnia 2023 r. Donalda Tuska na koalicyjnego premiera, miało być znowu dobrze. No i zaczęło się to czego symbolem jest dziś Zbigniew Ziobro, były prokurator generalny i minister sprawiedliwości w jednej osobie.
Ale po kolei. Donald Tusk obiecał Unii Europejskiej przywrócenie w Polsce praworządności. Nie mógł jej wprawdzie dotrzymać, bo przeszkodą (chwilową, jak twierdził) był propisowski prezydent Andrzej Duda. Sama obietnica wystarczyła, by Unia Europejska odkręciła kurek z pieniędzmi. Pech chciał, że w wyborach prezydenckich nie wygrał pewniak, czyli Rafał Trzaskowski z PO, prezydent tyle że tylko Warszawy. Zwycięzcą okazał się mało komu znany, wystawiony przez PiS Karol Nawrocki, wówczas prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Przy nim poprzednik był zwykłym barankiem, bo obecny prezydent RP to potężny byk dążący do konfrontacji. Pomogły mu w tym wcześniejsze doświadczenia z trudnej i biednej młodości. Wiadomo, że kiedyś z pasją boksował, był też fanatycznym kibicem piłkarskim. Przed wyborami zarzucano mu, że z hotelu IPN zrobił dom schadzek, że dostarczał prostytutki do innego hotelu – gdzie w czasie studiów dorabiał jako ochroniarz, że wykorzystał biednego pijaka i wyłudził od niego mieszkanie… Wszystkie te opowieści, rozpowszechniane przez niesprzyjające mu media i chętnie przywoływane przez wrogich polityków, nie zniechęciły do niego wyborców. W rezultacie upadły nadzieje premiera Donalda Tuska, że przy pomocy Rafała Trzaskowskiego przywróci w kraju praworządność.
Premier wziął się zatem za rozliczenia politycznych poprzedników. To on upublicznił rozwinięcie skrótu CPK: Cały PiS Kradnie. A skoro kradnie, to złodziei trzeba pozamykać. Niestety zadaniu nie sprostał Adam Bodnar, były rzecznik praw obywatelskich, a w rządzie Donalda Tuska, prokurator generalny i minister sprawiedliwości. Nikogo z prominentnych działaczy PiS nie wsadził za kraty. Chwilę siedzieli tylko Mariusz Kamiński (były koordynator służb specjalnych i szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego) i Maciej Wąsik (były zastępca CBA), bo ówczesny prezydent Andrzej Duda szybko ich ułaskawił, a potem zostali europosłami.
Nieskutecznego A. Bodnara zastąpił w lipcu zeszłego roku Waldemar Żurek, o którym na TikToku premier zamieścił optymistyczny żart: pochylony nad zupą, z łyżką, uśmiechnięty mówił „Niezły ten żurek, co”.
Były sędzia, skrzywdzony przez PiS, miał ruszyć z kopyta. Na pierwszy ogień miał pójść Zbigniew Ziobro. Rozpoczął się widowiskowy, szeroko w mediach opisywany, bój obecnego prokuratora generalnego z byłym prokuratorem generalnym. Nie brakło akcentów komicznych, jak chociażby policyjna próba doprowadzenia byłego ministra przed komisję sejmową czy jego wyjazd do Węgier, gdy prokuratura szykowała się do aresztowania i udzielenie z Budapesztu wywiadu nieprzychylnej mu telewizji.
W Węgrzech Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski (były wiceminister sprawiedliwości) dostali azyl polityczny, co rozwścieczyło polski rząd. Władze liczyły jednak, że po kwietniowych wyborach rząd Viktora Orbána upadnie, a nowy premier cofnie azyl obu politykom i w kajdanach wrócą do Polski. Nie wrócili, bo nie czekając na decyzję Petera Magyara, który ponoć w sprawie uchodźców dogadał się już z Donaldem Tuskiem, obaj wyjechali do USA. Rząd Polski dowiedział się o tym … z telewizji Republika, gdzie Zbigniew Ziobro wystąpił w roli amerykańskiego komentatora tego prawicowego kanału!
Jak politycy PiS przedostali się do USA? Ponoć żadnej granicy strefy Szengen nie przekroczyli – przynajmniej tego nie odnotowano. Adwokat Z. Ziobry twierdzi jednak, że wyjechali legalnie korzystając z paszportu „uchodźcy”. Nie są też ścigani międzynarodowym listem gończym. Szansa, że władze amerykańskie wydadzą ich Polsce są znikome. W ten sposób uciekła szansa, by trafili do aresztu. Politycy, którzy mówią, że „uciekli” przed należną karą są w wyjątkowo niewdzięcznej sytuacji. Nie uciekli tylko wyjechali, nie ukrywają się, przebywają w zaprzyjaźnionym mocarstwie, a przede wszystkim są niewinni, bo nie tylko ich nie skazano, ale akt oskarżenia nie trafił do sądu! W ten sposób, od 13 grudnia 2023 roku, czyli przez 2,5 roku koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska nie była w stanie za rzekome złodziejstwa zamknąć żadnego prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości.
Wychodzi na to, że Bartłomiej Sienkiewicz miał rację w 2014 roku mówiąc, że państwo polskie praktycznie nie istnieje. Tak było i tak jest. Ale może to i dobrze, bo społeczeństwo przyzwyczajone do tego, że państwu nie należy ufać, że państwo jest im wrogie, nieźle sobie radzi.
Krzysztof Zając
Polska Łódź


