Z Polski Na Gorąco – Handlarze wiatrem zwiewają z kraju…
Share
Fot. AI ChatGTP: Realistyczna fotografia: parterowy budynek biurowy, szerokie drzwi są otwarte, nad drzwiami czytelny napis – neon: GIEŁDA KRYPTOWALUT. Przed budynkiem pusty plac, na którym jest tylko jeden mężczyzna w garniturze. Mężczyzna łapie banknoty, unoszące się w powietrzu na silnym wietrze. Tych banknotów unosi się bardzo dużo na całym placu.
W mediach wszyscy żyją kryptoaferą, w którą zamieszana jest ponoć rosyjska mafia. Rząd o tym wiedział, ale… w porę nie powiedział. Teraz wylicza, że ok. 30 tys. osób straciło pieniądze, z ich rachunków wywiało około 350 milionów złotych, a prezes firmy zwiał z Polski.
Afera wybuchła teraz. Oficjalnie nastąpiło to po tym jak Sejm 17 kwietnia nie był w stanie odrzucić prezydenckiego weta w sprawie ustawy regulującej rynek kryptowalut. Nie chodziło o to, by zabronić handlu tymi wirtualnymi, nie istniejącymi w realnym świecie pieniędzmi, ale wprowadzić nad handlem kontrolę. W trakcie debaty premier napiętnował rzekome oszustwa giełdy Zandocrypto.
O kryptowalutach niektórzy mówią, że są jak wiatr. Istnieją jedynie w internecie, nie emituje ich żadne państwo, nie gwarantuje wartości żaden bank. A jednak się nimi obraca, kupuje i sprzedaje, a nawet wymienia na realne pieniądze. Kto w odpowiednim momencie kupi i sprzeda, korzystając z rosnącego popytu, może zarobić krocie. Kto nie sprzeda w porę, może zostać bankrutem. Handel wiatrem, czyli wirtualną kryptowalutą, istnieje dzięki mocno ryzykownym spekulacjom.
Każdy, kto ma dostęp do komputerów o odpowiedniej mocy, może stworzyć własną kryptowalutę. Stworzył ją także Donald Trump, prezydent USA. Nazwał walutę „Trump” – bo jakże inaczej. Jeden Trump kosztuje dziś prawie 10 zł, ale jego wartość jeszcze w początkach roku była dwa razy wyższa.
Wróćmy jednak do Polski. W kraju działają firmy zajmujące się, na zlecenie klientów, kupnem i sprzedażą kryptowalut, a także zamianą ich na realną gotówkę. Jedną z największych, była (formalnie jeszcze istnieje) giełda Zondacrypto, której spółka matka zarejestrowana jest w Estonii. W Sejmie, w czasie głosowania „krypto – ustawy” premier Donald Tusk powiedzial o tej spółce, że jej kariera i błyskawiczny rozwój zaczął się w 2022 roku za pieniądze rosyjskiej mafii. Taką wiedzę mają polskie służby. Od kiedy? Nie powiedział, ale premier już o tym mówił na początku grudnia zeszłego roku, na utajnionym posiedzeniu Sejmu. Być może dlatego posiedzenie utajniono, że była to wiedza operacyjna, nie poparta wystarczającymi dowodami. Nadal ich nie ma, bo inaczej prezes już by siedział w areszcie.
Od tamtego czasu nic się nie zmieniło, giełda obracała kryptowalutami, przyjmowała od ludzi pieniądze, a potem nagle, kilkanaście dni temu zaczęła mieć złą prasę. Jej prezes Przemysław Kral cały czas odpierał medialne zarzuty o niewypłacalności pisząc, że jest ofiarą politycznej nagonki. Tak było aż do minionego piątku, gdy premier z trubuny sejmowej oficjalnie zaatakował Zondacrypto. Wówczas prezes zniknął. Dziennikarze portalu Wirtualna Polska napisali, że odleciał do Izraela. Ponoć ma obywatelstwo tego państwa, a to gwarantuje mu że Polsce nie zostanie wydany, bo Izrael broni przed ekstradycją każdego swojego obywatela. Jak na razie, nikt oficjalnie tego kierunku ucieczki nie potwierdził.
Prezes spółki, nim zniknął, potrafił dbać o wizerunek firmy jako solidnej i wielkiej. Jesienią zeszłego roku Zondacrypto została m.in. Sponsorem Generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego, a także olimpijskiej reprezentacji Polski – aż do olimpiady w Los Angeles w 2028 r. Spółka była też sponsorem wielu sportowców i klubów, także zagranicznych. Wsparła również w 2025 r. Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, kwotą ponad pół miliona złotych. Donald Tusk w wystąpieniu Sejmowym, o którym już wspomniałem, podał, że giełda odpowiedzialna za cierpienie i dramat kilkudziesięciu tysięcy osób, była strategicznym sponsorem jednej z imprez promujących prezydenta Karola Nawrockiego, sugerując polityczne powiązania (a może i ochronę) jej prezesa.
Minister sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował w miniony piątek (czyli gdy prezes giełdy zniknął), że zostało wobec spółki wszczęte postępowanie karne dotyczące oszustwa i prania brudnych pieniędzy.
Zaskakujące, że jak na razie zgłosiło się tylko kilkaset osób poszkodowanych przez Zondacrypto – pokrzywdzonych według premiera jest 30 tys. Być może inni wierzą, że zainwestowanych pieniędzy nie stracą. Wszak jeszcze w zeszłym tygodniu szef firmy informował, że dysponuje 4500 bitcoinami wartymi 300 milionów dolarów… tyle, że nie ma do nich dostępu!
Jeden z najbardziej znanych specjalistów od finansów komentując aferę stwierdził dwie rzeczy: że dla niego kryptowaluta nie ma żadnej wartości, a handlujący nią są jak kupujący wiatr. Dodał też, że medialna nagonka na firmę wywołała taką panikę, której żaden, nawet najsolidniejszy bank, by nie wytrzymał i musi upaść. W Polsce, jak wynika z sondażu Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadzonego dla Dziennika Gazety Prawnej, ok. 2 miliony osób zainwestowało w różne kryptowaluty, przez różnych pośredników, kwotę 40 miliardów złotych!
Biblijne przysłowie mówi, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę. W polskich warunkach należy je zmodyfikować. Kto sprzedaje wiatr, ten zarabia ogromną kasę. Tak było w słynnej aferze finansowej Amber Gold z 2012 r. – jej główny sprawca niedługo wyjdzie na wolność, ale kilkanaście tysięcy osób straciło w sumie ponad 800 milionów złotych, z czego udało się odzyskać 30 mln złotych.
Z kolei w zeszłym roku, we wrześniu aresztowano biznesmena budującego i sprzedającego mieszkania. Okazało się, że brał gotówkę, ale mieszkania były jak wiatr, tylko opisane w umowie. Ustalono już 1,5 tys. poszkodowanych na kwotę 340 milionów złotych. A łódzka prokuratura szacuje, że pokrzywdzonych jest prawie 7 tys. inwestorów i nabywców mieszkań, łącznie na ok. 2,5 miliarda złotych! W tym przypadku aferzysta (na razie rzekomy, bo nie ma nawet aktu oskarżenia} jest chwilowo za kratami, ale kasy nie ma.
Jesienią ogłoszono też upadek spółki Cinkciarz.pl zajmującej się internetową wymianą walut. Straty klientów wyniosły ponad 100 milionów złotych. Prezes jest poszukiwany przez policję i Interpol. Nim firma upadła, sponsorowała m.in. reprezentację Polski w piłce nożnej i koszykówce, znane kluby, była wielokrotnie w pierwszej dziesiątce najlepszych, polskich przedsiębiorstw. Jak widać, zarówno uczciwe jak i mniej uczciwe firmy, wiedzą jak ważna jest dobra promocja i pokazywanie się w godnym towarzystwie.
Ale i tak najlepszy w „handlu wiatrem” jest amerykanin, który dorobił się milionów dolarów na sprzedaży działek na… Księżycu.
Krzysztof Zając
Polska Łódź


