Z Polski Na Gorąco – Ludzie honoru
Share
Fot. AI Grok: fotografia mężczyzny w koszulce z ptakiem, orłem na plecach i flagą z napisem Charakterni Polacy
Polacy to charakterni ludzie: honorowi, nieustępliwi, ale i zadziorni. Może nie wszyscy, ale niektórzy zasługują na uznanie.
Jak głupotę zamienić w sukces
Komendant policji w Przemyślu jechał ze swoim zastępcą jako pasażerem służbową, nieoznakowaną Toyotą, w terenie zabudowanym, z prędkością 113 km/h – obowiązywała prędkość 50 km/h. Toyotę na pewno znali podlegli komendantowi funkcjonariusze, a jednak zatrzymali auto i swojego szefa nie tylko ukarali mandatem, ale także odebrali mu prawo jazdy na 3 miesiące. Wszystko zgodnie z obowiązującymi przepisami. Skrajna głupota policjanta i bezmyślność jego zastępcy, który nie zareagował na niebezpieczną jazdę, zapewne nie zostałaby publicznie ujawniona (do zdarzenia doszło trzy miesiące temu) gdyby nie sąsiadka z osiedla. Ona powiadomiła media nie tylko o tym co zaszło, ale także twierdziła, że komendant mimo zakazu, nadal jeździ samochodem.
Komendant publicznie przyznał się do wykroczenia, uderzył w piersi i pochwalił funkcjonariuszy, którzy go ukarali. ” … pozostaję człowiekiem – a ludzka natura, choć zobowiązana do najwyższych standardów, nie jest wolna od błędów” – tłumaczył portalowi Onet w przesłanym oświadczeniu. Stanowczo jednak zaprzeczył informacjom, że łamie zakaz i do pracy jeździ autem. Nazwał to insynuacjami. Wyjaśnił, że do komendy faktycznie jeździ samochodem, tyle że kieruje nim żona, która w pobliżu pracuje.
Komendant nie został w żaden sposób dodatkowo, służbowo ukarany, podobnie jak jego zastępca. Jego przełożony, szef komendy wojewódzkiej w Rzeszowie podkreślił, że policjant jest w służbie od 30 lat i ma liczne odznaczenia. Przeprowadzono z nim jedynie rozmowę wyjaśniającą.
Komendant – pirat drogowy zachował się honorowo. Nie tłumaczył swojego wykroczenia pilną sprawą służbową. Przyjął karę, chociaż inny w tej sytuacji próbowałby wymusić przymknięcie oczu przez swoich podwładnych. Dla mnie jednak cichymi bohaterami są funkcjonariusze, którzy wlepili mu mandat i odebrali prawo jazdy. Oni są anonimowi. Nie wymienia się ich nazwisk, nie odznacza, chociaż zaryzykowali całą swoją zawodową karierę. To są niewątpliwie charakterni ludzie.
163 punkty karne posła
Poseł Prawa i Sprawiedliwości, Łukasz Mejza, w krótkim czasie uzbierał aż 163 punkty karne. Łączna kwota należnych mandatów sięga 17,8 tys. zł. Ujawniło to radio RMF. Pirat drogowy z immunitetem jechał np. na drodze ekspresowej 200 km/h przy ograniczeniu do 120 km/h. Zatrzymała go policja, ale mandatu nie przyjął zasłaniając się immunitetem poselskim. Wielokrotnie przekraczał też dozwoloną prędkość o kilkadziesiąt kilometrów. Zarejestrowały to fotoradary. Inspekcja Transportu Drogowego chce by poseł stanął przed sądem. Zapłaci wówczas nie tylko grzywnę, ale utraci prawo jazdy.
Policja skierowała do Sejmu wnioski o pozbawienie go immunitetu. Poseł jednak zrzekł się go dobrowolnie…, ale dopiero po wielu miesiącach, gdy jego wykroczenia zostały nagłośnione. Tłumaczył się, że mandaty były wysyłane na adres, pod którym nie przebywał i stąd ich nie odbierał.
W tym przypadku trudno uznać postępowanie posła za honorowe. Za późno zareagował, a zrzeczenie immunitetu nastąpiło, gdy było prawie pewne, że i tak stanie przed sądem.
Z workami pustych butelek
W obowiązującym od jesieni ubiegłego roku systemie kaucyjnym, za zwrot pustych butelek i puszek do sklepu dostaje się od 50 gr do nawet 1 zł za sztukę. Są osoby płacące kaucję przy zakupie napojów, ale butelki wyrzucają do śmieci, bo szkoda im zachodu przy zwracaniu ich do sklepów. Dlatego medialną sensację wywołał mężczyzna, który w Gdyni wrzucił do butelkomatu aż 920 opakowań. To prawdopodobnie rekord Polski. Szczegółów nie ujawniono, ale mało prawdopodobne, by sam tyle opróżnił.
Trzeba jednak wiedzieć, że butelkomaty w dużych sieciach nie wypłacają gotówki, ale kupony do realizacji przy kasie. Ważne są one tylko miesiąc. Ten termin przegapiła klientka, która miała do zwrotu zaledwie 8,50 zl. W tej sytuacji w kasie marketu odmówiono jej rozliczenia vouchera. Kobieta, jak opisuje autor na blogu „Subiektywnie o Finansach”, ani myślała poddać się dyktatowi sklepu. Wystąpiła do dyrekcji sieci z reklamacją. Powołała się na art. 488, 405 i 410 Kodeksu Cywilnego, przepisy o wzorcach umownych (art. 384 k.c.), ustawę konsumencką mówiącą o klauzulach abuzywnych (art. 385¹ k.c.) oraz przepisy o ochronie konkurencji i konsumentów o zakazie naruszania zbiorowych interesów konsumentów. Sieć ustąpiła i zwróciła klientce sporne 8,50 zł. Czy była to walka o przysłowiową pietruszkę? Zapewne, ale kobieta pokazała, że ma charakter i potrafi zmusić wielką sieć do poszanowania jej praw.
O dwóch takich co wygrali z Polską
Jakub mający podwójne obywatelstwo polskie i niemieckie, i Mateusz obywatel polski, zawarli związek małżeński w Berlinie w 2018 r. Mieszkali wówczas w Niemczech. Po przyjeździe do kraju, Jakub złożył do kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Warszawy wniosek o transkrypcję do polskich ksiąg stanu cywilnego aktu małżeństwa zawartego w Niemczech. W 2019 r. wniosek ten został rozpatrzony odmownie z tego powodu, że prawo polskie nie przewiduje małżeństw osób tej samej płci. Ale mężczyźni nie ustąpili. Odwołali się od do Wojewody Mazowieckiego, który utrzymał w mocy wspomnianą decyzję. Małżonkowie (według niemieckiego i unijnego prawa) wnieśli skargę na decyzję wojewody do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. W 2020 r. sąd oddalił skargę. Mężczyźni byli uparci i wnieśli skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sąd ten miał wątpliwości jak rozstrzygnąć sprawę. Skierował więc pytanie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w listopadzie zeszłego roku orzekł, że brak transkrypcji zagranicznego aktu małżeństwa osób tej samej płci, jeżeli są obywatelami Unii Europejskiej, jest niezgodny z prawem unijnym. W tej sytuacji Naczelny Sąd Administracyjny orzekł w marcu, że odmowa urzędu była niezgodna z prawem i dał 30 dni na dokonanie stosownego wpisu w aktach stanu cywilnego. Wywołało to polityczne trzęsienie ziemi. Teraz Ministerstwo Cyfryzacji i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych głowią się jak wykonać wyrok. Warto przypomnieć, że cały czas nie została w Polsce uchwalona ustawa o związkach partnerskich. Urząd Stanu Cywilnego w Warszawie chętnie wykona wyrok, ale w cyfrowych aktach są jedynie pozycje „mąż” i „żona”. Trzeba więc zmienić treść tych dwóch rubryk. Gdy to się stanie, małżeństwa homoseksualne tylnymi drzwiami zostaną zalegalizowane. Już teraz Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał oświadczenie, że po dokonaniu odpowiedniego wpisu w USC, Jakub i Mateusz uzyskają w tej instytucji wszystkie prawa, takie same jak małżeństwa. Wówczas też zapewne ugnie się i fiskus pozwalając m.in. na wspólne rozliczenie podatków. Ostateczne rozstrzygnięcie, czyli wpis do akt USC musi nastąpić w tym miesiącu.
Niezależnie od tego co sądzimy o związkach osób tej samej płci, należy uznać, że Jakub i Mateusz do charakterni Polacy konsekwentnie walczący o swoje prawa.
Kardynał zaprosił biednych do pałacu
Łódź ma nowego arcybiskupa. To kardynał Konrad Krajewski, łodzianin z pochodzenia, urodzony na Bałutach – niegdyś najuboższej dzielnicy miasta. Prawie 30 lat spędził w Watykanie, wiele lat jako jałmużnik papieski. W czasie uroczystego ingresu powiedział coś, z czego Łodzianie będą go rozliczać. – Proszę zobaczyć jaki jest dom biskupa, a biedni jedzą pod namiotem. To się musi zmienić. Ja mogę jeść tam, ale oni przyjdą do pałacu – to słowa wypowiedziane do reportera TVN 24.
Arcybiskup nawiązał do niedzielnej akcji „Zupa na Pietrynie” (kuria znajduje się tuż przy tej ulicy), w czasie której w pobliżu katedry, przy biskupim pałacu, co tydzień są rozdawane posiłki. Słowa w pewnym sensie dotrzymał. Wprawdzie nadal jada w pałacu, ale na śniadanie wielkanocne zaprosił do niego podopiecznych Sióstr Matki Teresy z Kalkuty. To osoby chore, bezdomne. Stoły rozstawiono w holu wyłożonym marmurami. Arcybiskup pobłogosławił pokarmy, a następnie podawał do stołu nalewając gorący żurek z jajkiem.
To pierwszy krok w dobrą stronę. Może już nikt nie będzie w pobliżu pałacu rozklejał plakatów pokazujących biskupów jako pasibrzuchów, a Łódź stanie się wzorem miłosierdzia dla innych diecezji i parafii.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


