Andrzej Balcerzak – Ostatni Szczur Tobruku
Share
Władysław (George) Krzysica. Zdjęcie dzięki uprzejmości „Noosa Today grudzień 2025”
W listopadzie 1941 roku zakończyła się zwycięska dla aliantów obrona libijskiego Tobruku. To właśnie tam zatrzymano niemiecko-włoską ofensywę, która zagrażała Egiptowi i Kanałowi Sueskiemu — jednemu z najważniejszych szlaków komunikacyjnych świata.
Od kwietnia 1941 roku obrońcy miasta — nazwani później „Szczurami Tobruku” — skutecznie bronili jedynego w regionie głębokowodnego portu. Początkowo byli to głównie Australijczycy. Ich determinacja pozbawiła państwa Osi kluczowego punktu logistycznego i zmusiła Niemców do transportu zaopatrzenia z odległego o niemal 1500 kilometrów Trypolisu, przez bezkresną pustynię.
W miarę upływu miesięcy obrońcy byli coraz bardziej wyczerpani. Rząd Australii, obawiając się również zagrożenia ze strony Japonii, zażądał od Brytyjczyków odciążenia swoich wojsk. W sierpniu 1941 roku Australijczyków zastąpiły oddziały brytyjskie oraz polska Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich.
Można zapytać: co polscy żołnierze robili na Bliskim Wschodzie w 1941 roku?
Odpowiedź na to pytanie kryje się w niezwykłej historii Brygady Karpackiej — historii, którą najlepiej opowiedzieć poprzez los jednego z jej żołnierzy: Władysława Krzysicy. W Australii przyjął on imię George i tak też będzie tutaj nazywany — z szacunkiem, ale bez formalnego dystansu.
George urodził się w 1923 roku w Czarnym Dunajcu, u podnóża Karpat. Był to świat, w którym muzyka, taniec i poezja były częścią codziennego życia. Już jako dziecko nauczył się grać na instrumentach. Tuż przed wybuchem II wojny światowej, mając zaledwie szesnaście lat, wstąpił do Wojska Polskiego.
We wrześniu 1939 roku Polska została zaatakowana przez Niemcy i Związek Radziecki. Pomimo zaciętego oporu nie udało się odeprzeć najeźdźców. Obiecana pomoc ze strony Francji i Wielkiej Brytanii nie nadeszła. Ci, którzy uniknęli śmierci lub niewoli, ruszyli na południe. Wśród nich był także George. Jego droga wiodła przez Europę aż na Bliski Wschód.
W grudniu 1939 roku polski rząd na uchodźstwie zawarł porozumienie z Francją, na mocy którego rozpoczęto formowanie polskiej jednostki wojskowej w Syrii. Tak w kwietniu 1940 powstała Brygada Karpacka, dowodzona przez generała Władysława Kopańskiego.
Sytuacja zmieniła się gwałtownie dwa miesiące później, kiedy Francja skapitulowała. Nowy francuski rząd Vichy współpracujący z Niemcami próbował przejąć kontrolę nad polską jednostką. Polacy odmówili podporządkowania się. Opuścili Syrię i przedostali się do Palestyny, gdzie dołączyli do sił brytyjskich.
W styczniu 1941 roku Brygada została przeorganizowana i przyjęła nazwę Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Wkrótce potem, w obliczu ofensywy Afrika Korps feldmarszałka Erwina Rommla, została skierowana na front.
18 sierpnia 1941 roku pierwszy transport polskich żołnierzy dotarł do oblężonego Tobruku.
Zaopatrzenie miasta i rotacja wojsk były niezwykle niebezpieczne. Okręty płynęły nocą, unikając niemieckiego lotnictwa. Były jedyną linią życia między oblężonym garnizonem a Egiptem, gdzie stacjonowały główne siły aliantów.
George wspominał ten czas jako nieustanne zmaganie się z lękiem i zmęczeniem: „Gdy przypłynęliśmy do Tobruku, Australijczycy zaprowadzili nas na nasze pozycje. Następnego dnia rozpoczęło się bombardowanie, które trwało cały dzień. Chowaliśmy się w ziemiankach, jaskiniach, wszędzie, gdzie tylko dało się znaleźć schronienie. Niemieckie lotnictwo było nad nami dniem i nocą. Nie miało znaczenia, czy byłeś na linii frontu, czy na tyłach — wszędzie było niebezpiecznie.”
Mimo trudnych warunków George dobrze wspominał Australijczyków. Bariera językowa szybko przestała mieć znaczenie. „Znaliśmy tylko kilka słów po angielsku. Porozumiewaliśmy się gestami. To byli dobrzy chłopcy. Dzielili się z nami wszystkim – nawet piwem, choć brakowało wszystkiego, a przede wszystkim wody.”
Po zakończeniu walk w Tobruku Brygada wzięła udział w działaniach pod Gazalą, a w 1942 roku została wycofana do Palestyny. Tam połączyła się z armią generała Andersa — żołnierzami, którzy przeszli przez sowieckie łagry i deportacje.
3 maja 1942 roku Brygada Karpacka przestała istnieć jako samodzielna jednostka, stając się częścią 2 Korpusu Polskiego.
W kolejnych latach żołnierze ci odegrali kluczową rolę we Włoszech. Walczyli pod Monte Cassino, przełamując niemiecką Linię Gustawa i otwierając aliantom drogę na Rzym. Bitwa była niezwykle krwawa — pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar z krajów alianckich w tym polskich. George wspominał potęgę bombardowania, które poprzedziło polski atak: „Ziemia drżała przez tygodnie. Czuliśmy to nawet u podnóża góry.”
W tym czasie George spotkał także niezwykłego towarzysza broni — niedźwiedzia Wojtka, maskotkę 2 Korpusu. Malutki niedźwiadek, kupiony w Iranie w 1942, szybko stał się częścią żołnierskiej codzienności. Zabawiał wojsko i pomagał nosić skrzynie z amunicją, a, ku uciesze żołnierzy, otrzymał nawet stopień kaprala. Następnie odegrali kluczową rolę w przełamaniu niemieckiej Linii Gotyckiej (Gotenstellung) we Włoszech i wyzwolili Ankonę i Bolonię.
Po zakończeniu wojny George wraz z innymi żołnierzami i kapralem Wojtkiem, trafił do Wielkiej Brytanii, która borykała się z powojennymi problemami gospodarczymi i nie była chętna, aby obcokrajowcy pozostali w ich kraju.

George z przyjaciółmi na Tasmanii. Lata 40. XX wieku. Zdjecie dzięki uprzejmości Muzeum i Archiwum Polonii Australijskiej
Wielu stanęło przed dramatycznym wyborem: powrót do Polski, która znalazła się pod kontrolą Związku Radzieckiego, czy życie na emigracji. Dla wielu przedwojenna wschodnia Polska, która znalazła się w nowych granicach radzieckich republik, już nie istniała.
Z pomocą przyszli dawni towarzysze z Tobruku — Australijczycy. Dzięki ich uporczywym staraniom rząd Australii uległ i zgodził się przyjąć polskich “Szczurów” na dwuletnie kontrakty o pracę. Ten precedens otworzył drogę dla tysięcy innych polskich żołnierzy, którzy byli niechciani w Wielkiej Brytanii w tym pilotów, którzy uratowali ten kraj w 1940.
W sierpniu 1947 roku George, wraz z 277 innymi Szczurami Tobruku, wyruszył statkiem „SS Asturias” do Australii. Po miesiącu dotarł do Melbourne, a następnie do Tasmanii, gdzie rozpoczął nowe życie.

George Krzysica,w środku, z przyjaciółmi z Towarzystwa Szczurów Tobruku. Zdjecie dzięki uprzejmości Muzeum i Archiwum Polonii Australijskiej
Pracował przy budowie elektrowni wodnej w Tarraleah. Warunki były trudne, życie monotonne, a izolacja duża — ale dla niego najważniejsze było jedno: bezpieczeństwo i polskie towarzystwo Szczurów z Tobruku.

Zespół muzyczny Szczurów Tobruku. Zdjecie dzięki uprzejmości Muzeum i Archiwum Polonii Australijskiej
Otrzymał obywatelstwo australijskie w 1949 roku podobne jak inni polscy „Szczury Tobruku”. Grał na saksofonie i wraz z kolegami założył zespół muzyczny. W sobotnie wieczory grali dla lokalnej społeczności – była to nie tylko rozrywka, ale i sposób na odnalezienie się w nowym świecie.

George Krzysica, z prawej, z saksofonem. Zdjecie dzięki uprzejmości Muzeum i Archiwum Polonii Australijskiej
Wkrótce poznał Weronikę, polską uchodźczynię z Wilna. W 1963 roku wzięli ślub. Doczekali się dwojga dzieci. W latach siedemdziesiątych przenieśli się do Melbourne. Po śmierci żony George przeprowadził się do Queensland, aby być w pobliżu rodziny.
Patrząc wstecz, nie żywił urazy do dawnych wrogów i był wdzięczny za Australijczyków, którzy umożliwili mu nowe życie. Miał w sobie spokój i dystans człowieka, który przeżył wiele więcej niż większość.
Dla autora tej opowieści rozmowa z Panem Krzysicą była niezwykle wyjątkowym doświadczeniem z kimś, kto nie tylko bardzo dobrze pamiętał historię, ale sam ją tworzył.

Zmarły w 2025 Tom Pritchard (ur. Portland Victoria 1919) był ostatnim urodzonym w Australii „Szczurem Tobruku”. (na zdjęciu po lewej) Tom Pritchard z byłym Prezesem Rats Of Tobruk Association, Bob Semple który zmarł w 2020 w wieku 100 lat. Bob był wielkim przyjacielem polskich „Szczurów”.
Ale to nie wszystko, ponieważ George Władysław Krzysica jest kimś więcej niż tylko świadkiem przeszłej epoki i odysei polskich żołnierzy z 1939 roku. Jest on naszym symbolem jako ostatni żyjący „Szczur Tobruku” który zawarł żołnierskie przymierze z australijskimi „Szczurami” których już nie ma między nami.
Andrzej Balcerzak
Określenie „Szczury Tobruku” pochodzi od brytyjskiego zdrajcy i niemieckiego propagandzisty Williama Joyce’a („Lord Haw-Haw”). Nazywał on oblężonych żołnierzy „szczurami uwięzionymi w ruinach”. Żołnierze przyjęli tę obelgę jako znak dumy, odwagi i wytrwałości.


