Beata Joanna Przedpełska – Echa Warszawskich Salonów
Share
Fot. Od prawej: Ambasador J. E. Nebojsa Kosutić, Płk. Goran Risojević (Attache Wojskowy) i Pani Jelena Risojević
ŚWIĘTO SERBII
Dzień Narodowy i zarazem Dzień Sił Zbrojnych Republiki Serbii obchodzony jest bardzo uroczyście – także w Polsce. Ambasador Republiki Serbii J. E. Nebojsa Kosutić zaprosił z tej okazji na spotkanie, w którym wzięło udział ponad trzystu gości: przedstawiciele świata polityki, dyplomacji, kultury, mediów, wspólnot religijnych oraz społeczność serbska mieszkająca w Polsce. Dzień Państwowości upamiętnia wybuch pierwszego powstania serbskiego 1804 roku oraz przyjęcie pierwszej konstytucji 1835 roku. Przypomina historię kraju, a jednocześnie osiągnięcia państwa w rozmaitych dziedzinach w ciągu ostatnich lat. J. E. Kosutić, witając zaproszonych gości, podkreślił silne i wielowiekowe więzi, łączące nasze narody oraz dynamicznie rozwijające się relacje polityczne i gospodarcze między Polską i Serbią. Chociaż kontakty polsko-serbskie sięgają XV wieku, czyli czasów Królestwa Polskiego, a polscy rycerze walczyli ramie w ramię z Serbami (co upamiętnia tablica, poświęcona Zawiszy Czarnemu na terenie Twierdzy Golubac), formalne stosunki dyplomatyczne nawiązano w 1919 roku. Po II wojnie światowej podpisano dziesiątki dokumentów o współpracy między rządem PRL a ówczesną Jugosławią. Od 2012 roku specjalna umowa reguluje wymianę gospodarczą (powołano w tym celu wspólną komisję), a w 2014 roku – umowa o współpracy w dziedzinie kultury, edukacji i nauki. Od pięciu lat w Sejmie RP działa Polsko-Serbska Grupa Parlamentarna. Pracę Ambasady wspierają konsulaty honorowe w Katowicach, Bydgoszczy i Białymstoku. Mówił o tym Ambasador J. E. Nebojsa Kosutić jak również o osiągnięciach Republiki Serbii w gospodarce i polityce, o celach polityki zagranicznej. Podkreślił też, że Polska jest jednym z najważniejszych partnerów handlowych Serbii, z perspektywą dalszej owocnej współpracy ekonomicznej. A podsumowując 107 lat kontaktów dyplomatycznych należy odnotować nieustanną przyjaźń i bliskość narodów słowiańskich. Spotkanie było okazją do rozmów, wymiany doświadczeń, potwierdzenia wspólnych wartości i partnerstwa na linii Polska-Serbia. Dla mnie – absolwentki Filologii Słowiańskiej UW – był to także czas trochę sentymentalny, powrót pamięcią do czasów studenckich. Język, literaturę, historię, kulturę Serbii można poznawać nie tylko na Uniwersytecie Warszawskim, ale również na uczelniach we Wrocławiu, Toruniu, Gdańsku i Łodzi. Studenci mogą wybrać specjalizację literacką lub językoznawczą. Przykłady tematyki prac magisterskich są nieograniczone. Jedni badają funkcje sufiksów, semantykę i morfologię języka, inni strukturę powieści, narrację, problematykę prozy i poezji. Dokumentuje to wydania dwadzieścia lat temu pamiątkowa książka „Z historii slawistyki na Uniwersytecie Warszawskim” – z zarysem dziejów wydziału, sylwetkami kadry profesorskiej i wykazem prac magisterskich w latach 1951-2004.
WIECZÓR Z ABSTRAKCJĄ

Ten wieczór długo zostanie w pamięci: Fundacja 407 Art Foundation (Aaron Pudełko i Grzegorz Jaworski) zaprosili na wernisaż absolwentki warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – Klaudii Krzosek – w wyjątkowym miejscu: na Złotej 44. Fundacja od kilku lat promuje polską sztukę współczesną w kraju i zagranicą, wspiera artystyczne projekty i programy. W ubiegłych latach mieszkańcy Złotej 44 i zaproszeni goście na specjalnych pokazach podziwiali prace Kate Hope („Złote Kobiety”) oraz prof. Wojciecha Cieśniewskiego („Oblicza Duszy: Cnoty i Grzechy”). Wystawę Klaudii Krzosek („Odcienie Koloru”) poprzedził panel dyskusyjny, skierowany przede wszystkim do kolekcjonerów i pasjonatów sztuki („O co chodzi w abstrakcji?””) z udziałem prof. Andrzeja Zwierzchowskiego (ASP). Obecni na wernisażu goście mogli spojrzeć na sztukę abstrakcyjną z perspektywy kuratora, profesora oraz kolekcjonerów, zaproszonych do dyskusji. Można abstrakcję lubić lub nie, ale trzeba ją znać. Prof. Zwierzchowski oraz kurator Aaron Pudełko prowadzili przez zawiłości historii tego kierunku w sztuce, ilustrując wybranymi przykładami. Wydaje się, że Caravaggio był mistrzem idealnego odwzorowania postaci i rzeczywistości. Jednak jego idea światła w obrazach była swoistą nowością, także w sensie filozoficznym. Światło jest w jego dziełach formą komunikacji wizualnej, pozwala dostrzegać najmniejsze niuanse koloru, nadaje dramaturgii. A słynny Picasso? Artysta chciał zaskoczyć widzów, eksperymentował z ekspresyjną kreską, którą potrafił symbolicznie wyrazić kształt portretowanej osoby lub przedmiotów, wzbudzić emocje. To może być miłość od pierwszego wejrzenia albo brak akceptacji. Jeszcze dalej poszedł Wassily Kandinsky, którego abstrakcje są tak odrealnione, że działają na zasadzie iluzji: widzimy to, co podpowiada nam wyobraźnia. Kolejni artyści – Piet Mondrian i Josef Albers. Mondrian studiował proporcje i twierdził, że na nich opiera się cały wszechświat. W jego rozumieniu narzędzia sztuki to kolor i forma, a cała mechanika świata ma przełożenie na człowieka: każdy jest niepowtarzalny i jednostkowy. Alberts badał jak sąsiednie na obrazie kolory oddziałują na siebie: czerwony/niebieski, żółty/zielony. Fascynowała go też symbolika barw i ich znaczenie w różnych kulturach. Wojciech Fangor opierał swoje obrazy na zastosowaniu złudzeń optycznych. Jego prace robią wrażenie ruchu, przepływania kolorowych fal, rytmu. Te zabiegi pozwalają wchłaniać widza, wciągać w specyficzną grę. Victor Vasarely, przedstawiciel op-artu, tworzył iluzję przestrzennej głębi za pomocą form geometrycznych. Badał, jak nasze oczy reagują na pewne zjawiska, jak pobudzają nasz intelekt. Abstrakcja to sztuka, która nie naśladuje natury, ale ją przeobraża i absorbuje nieuchwytną energię; działa na zmysły. Ta fascynująca rozmowa ekspertów pozwoliła nie tylko spojrzeć na abstrakcję, ale także ją poznać i zrozumieć.
TERAPIA

Jan Komasa zapisał się w pamięci kinomanów jako twórca udanych filmów fabularnych („Boże Ciało”, „Sala samobójców”, Miasto 44″), dokumentalnych i telewizyjnych. Jego najnowsza produkcja to „Dobry chłopiec” („The Good Boy”) – zdecydowany bestseller, wyróżniający się intrygującym scenariuszem (Naqqash Khalid i Bartek Bartosik) oraz znakomitą grą aktorską. Za sukcesem „Dobrego chłopca” (Polska/ Wielka Brytania) stoi w pewnym sensie słynny reżyser i scenarzysta Jerzy Skolimowski, który już w 2019 roku zaproponował Komasie realizację sensacyjnej historii, którą sam zamierzał wyprodukować. A jest to niezwykle wciągający thriller psychologiczny, współczesny i bardzo realistyczny. Tommy (Anson Boon) prowadzi życie „na krawędzi”, bez przyszłości i zastanowienia. Zgodnie z modną obecnie filozofią „no future” korzysta z rozrywek, jakby jutra miało nie być. Liczy się tylko dziś: alkohol, używki, dziewczyny, przemoc wobec słabszych, szalona zabawa non-stop, w przenośni i dosłownie do upadłego. Jego niczym nieograniczony hedonizm i brak jakichkolwiek zasad jest odrażający, ale życie to nie jest jednak niekończąca się zabawa. Pewnego dnia, po rozpasanej, mocno zakrapianej nocy Tommy budzi się w ponurej piwnicy, na pryczy, z ciężkim łańcuchem na szyi. Jest ku swojemu zaskoczeniu kompletnie odcięty od świata zewnętrznego, zdany na łaskę i niełaskę tajemniczego porywacza. Okazuje się, że były policjant Chris (Stephen Graham) wraz z żoną (Andrea Riseborough) postanawia rozpocząć żmudny i kontrowersyjny proces jego resocjalizacji metodą kija i marchewki. Za każdy przejaw buntu i niesubordynacji, za wulgarne słownictwo czeka go kara. Ale jeśli wykaże oznakę poprawy zachowania, zostanie w jakiś sposób nagrodzony. Powrót do cywilizacji to w jego przypadku czyste ubranie, możliwość kąpieli, przeczytania książki, wyjścia na świeże powietrze, zabawy z synem demonicznego małżeństwa. Tak, jak wcześniej Tommy nie budził współczucia widzów, tak samo nie wzbudzają sympatii jego prześladowcy. Pojawia się pytanie, jak daleko można posunąć się, aby osiągnąć wyznaczony cel, używając niezgodnych z prawem metod, ograniczając wolność człowieka w imię jego dobra. Tommy nie przestaje marzyć o ucieczce, ale podejmuje grę, by uśpić czujność porywaczy. Jednocześnie powoli ulega wpływowi Chrisa i Kathryn, którzy z czasem stają się dla niego namiastką rodziny. Jest też pracująca w tym upiornym domu Rina (Monika Frajczyk), która autentycznie chce skończyć z dawnym życiem i rozpocząć nowy, moralnie pozytywny rozdział. Paradoksalnie to się nie uda, bo upomni się o nią przeszłość. W finale Tommy, przebywający już na wolności, powraca do domu Chrisa, przywożąc na tę kontrowersyjną terapię swoją koleżankę. W ten sposób sam staje się porywaczem. Happy end, ale zarazem wielka niewiadoma, budząca grozę i niepokój.
CO BĘDZIE JUTRO?

Teatr Polonia znowu zaprosił na intelektualną przygodę, prezentując premierę „Co po Grace?”. Autorka sztuki – Carey Crim – to wielokrotnie nagradzana amerykańska dramatopisarka. Sukces przyniósł jej utwór „Never Not Once”, a „Wake” tak się spodobał recenzentom, że Crim zaadaptowała tekst na scenariusz filmowy, który został zekranizowany w 2018 roku z udziałem popularnego komika. Jo Koy został potem określony przez recenzenta „Beat Magazine” z Melbourne najlepszym artystą komediowym ostatnich trzydziestu lat. „Co po Grace?” (w oryginale „Morning After Grace”) triumfalnie maszeruje przez liczne amerykańskie teatry w stanach Floryda, Wirginia, Indiana, Kolorado – i teraz jest w Warszawie. Talent Carey Crim mogą ocenić widzowie Teatru Polonia, zanurzając się w meandrach tej opowieści o zakrętach ludzkiej egzystencji. Kameralna akcja rozgrywa się tylko między trojgiem osób. Każda z nich jest dojrzała, „po przejściach”, z bagażem niełatwych doświadczeń. Wszyscy znajdują się na życiowym zakręcie; muszą przemyśleć swoją sytuację i podjąć jakąś ważną decyzję. Abigail (Hanna Śleszyńska) jest wciąż atrakcyjną rozwódką. Eksmąż zostawił ją, wymieniając partnerkę na „nowszy model”, co zachwiało jej wiarę w siebie. Wciąż poszukuje swojego miejsca (i mężczyzny), kończy kolejne fakultety, wreszcie odnajduje się w roli psychoterapeutki, pomagającej odzyskać równowagę zestresowanym pacjentom. Angus (Krzysztof Dracz – zarazem reżyser spektaklu) jest wstrząśnięty niespodziewaną utratą żony, co nie przeszkadza mu nawiązać bliskiej relacji z Abigail, przypadkowo poznaną na pogrzebie. Poza tym wciąż jest niepoprawnym zazdrośnikiem i nieustannie doprowadza go do szału myśl, że nieżyjąca już żona mogła go zdradzać. Jest też Ollie (Andrzej Zieliński), który stoi przed problemem jak wreszcie wyjaśnić ojcu – mocno starszemu panu – swoją orientację. Tak więc jest to historia kaprysów losu, stawiających ludzi przed trudnym wyborem: co dalej, jak rozwikłać sytuację. Ollie musi znaleźć w sobie odwagę, by dokonać „coming outu”, a Agnus i Abigail zdecydować się, czy ich przypadkowy związek ma jakąś szansę na kontynuację. Jak tłumaczy reżyser spektaklu, każdy z nich jest już w takim wieku, że potrafi spojrzeć na siebie z dystansem, bez emocji, krytycznie, ze zrozumieniem własnych i cudzych błędów. A ponieważ życie przynosi różne niespodzianki, nieoczekiwanie koniec pewnego etapu może stać się początkiem nowego, ciekawego rozdziału. Na scenie trwa intrygująca psychologiczna gra, a błyskotliwe dialogi (tłumaczenie: Bogusława Plisz-Góral) wywołują salwy śmiechu na widowni. Carey Crim okazuje się baczną obserwatorką ludzi i ich problemów. Przedstawia swoje spostrzeżenia w stylu żartobliwym, ale jednocześnie niepokoi: niektórzy widzowie zobaczą w scenicznych postaciach samych siebie, z własnymi wadami, rozterkami, kompleksami i strachem przed nieuchronnym przemijaniem czasu i starością.
Beata Joanna Przedpełska


