Z Polski Na Gorąco – Pościg za Ziobrą, czyli gonienie króliczka
Share
Fot. Kreacja sztucznej inteligencji Grok: fotografia Zbigniewa Ziobry, w bagażniku samochodu marki Mercedes na węgierskich numerach rejestracyjnych, radośnie machającego ręką do rodaków. Wracam, mówi jego radosny uśmiech.
Rządząca koalicja, a w szczególności Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości, nie może się doczekać wyborów parlamentarnych na Węgrzech, które odbędą się za miesiąc. Liczą, że przegra Fidesz – partia premiera Viktora Orbana i ścigany listem gończym, były minister, Zbigniew Ziobro straci azyl jaki uzyskał u naszych bratanków. Marzą, by w kajdanach wrócił do Polski, prosto do aresztu.
Zbigniew Ziobro, prokurator generalny i minister sprawiedliwości za rządów PiS, kierował zorganizowaną grupą przestępczą – tak twierdzi obecna prokuratura. Wystawiono nakaz aresztowania polityka Suwerennej Polski, ale on tymczasem był już na Węgrzech, gdzie uzyskał azyl polityczny. W mediach pisano, że „Ziobro uciekł”, ale czy można tak nazwać legalny wyjazd do zaprzyjaźnionego państwa, członka Unii Europejskiej? Mówiono, że „Ziobro ukrywa się”. Jakie to jednak ukrywanie, skoro polityk udziela wywiadów polskim mediom i to nawet mało mu życzliwemu TVN24?
Zbigniew Ziobro powinien jednak uważać. Właśnie łódzka policja rozpoczęła postępowanie o cofnięcie mu pozwolenia na broń. Dostał je, bo jeszcze w kraju, gdy był u władzy, nie czuł się pewnie. Teraz jest bardziej zagrożony, bo nie stoi za nim cały aparat wymiaru sprawiedliwości. A jednak policyjni urzędnicy chcą go broni pozbawić. Wprawdzie to symboliczny akt, bo pistoletu nikt mu na Węgrzech nie odbierze, ale psychologicznie istotny. W świetle prawa nie będzie miał prawa strzelać do napastnika. Jest w tym jakiś absurd chyba, żeby poważnie należy potraktować niefortunne zdanie ministra Waldemara Żurka. W rozmowie z Onetem powiedział o azylu Z. Ziobry na Węgrzech:
– To jest tchórzostwo. Rodzaj jakiejś zabawy pana Ziobry, bo wielokrotnie mówił, że stanie z podniesioną przyłbicą, kreował się na szeryfa. Szeryf to ktoś, kto się nie boi zmierzyć. My mamy wolne media i wolne sądy, przestrzegamy procedur. Naprawdę, jak byśmy chcieli, to byśmy go w bagażniku przywieźli, służby na całym świecie robią takie rzeczy, nic nowego.
To ostatnie zdanie zabrzmiało jak groźba i to bezprawna. Zapachniało terrorem politycznym. Dlatego następnego dnia minister sprawiedliwości tłumaczył, że są kraje, w których służby specjalne stosują podobne metody, ale on sam ich nie pochwala.
Brak pochwały to dość łagodne twierdzenie ministra. Zapewne ucieszyłby się, gdyby pod drzwi podrzucono mu związanego, zakneblowanego Z. Ziobrę. Oczywiście takiego porwania by nie pochwalił.
Zbigniew Ziobro podejrzewany jest przez prokuraturę o popełnienie 26 przestępstw związanych z wydatkowaniem środków z Funduszu Sprawiedliwości, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
Policja opublikowała za nim list gończy, co jest kolejnym absurdem, bo poszukiwany się nie ukrywa.
„Osoby posiadające jakiekolwiek informacje o miejscu pobytu poszukiwanego, są proszone o kontakt osobisty lub telefoniczny z funkcjonariuszami Komendy Stołecznej Policji, tel. 47 72 37 657 (dostępny w dni powszednie w godz. 8.00-16.00) adres mailowy: kancelaria.poszukiwania@ksp.policja.gov.pl, numerem alarmowym 112 lub z najbliższą jednostką Policji.
Za ukrywanie poszukiwanego lub dopomaganie mu w ucieczce grozi kara pozbawienia wolności do lat 5 (art. 239 § 1 kk). Osobom informującym o pobycie poszukiwanego zapewniamy anonimowość (art. 280 § 2 kpk).”
Znalazł się już dowcipniś, który zadzwonił pod numer alarmowy i wysłał policję na Węgry.
Załóżmy optymistycznie (lub pesymistycznie – jak ktoś woli), że Zbigniew Ziobro faktycznie w kajdankach wróci do Polski, albo ktoś skorzysta z sugestii ministra sprawiedliwości i uprowadzi byłego prokuratora generalnego i dostarczy polskiej policji. Wówczas przyjdzie chwila na sąd, oby sprawiedliwy.
Według obecnych władz sprawiedliwy jest tylko ten, w którym nie ma neosędziów – to tacy, których nie uznaje Unia Europejska, za to za legalnych ma opozycyjny w tej chwili PiS. Gdyby rozprawa przeciwko Zbigniewowi Ziobrze odbyła się w czasie obecnej kadencji parlamentu, skazujący wyrok mogliby gwarantować jedynie wskazani przez ministra sędziowie. Neosędziowie byliby wykluczeni, ale i tak wyrok byłby niepewny, zaś sama sprawa, łącznie z apelacjami i kasacjami trwać może wiele lat. A politykom koalicji potrzebny jest wyrok szybko wydany i skazujący. Czy Z. Ziobro może być niewinny? Taką opcję rząd wyklucza.
Najbliższe wybory parlamentarne będą najpóźniej jesienią przyszłego roku. Po nich, nie wiadomo kto będzie rządził. Na razie sondaże wskazują na wygraną koalicji partii prawicowych i skrajnie prawicowych. Zwycięzcy wymienią prokuratorów, sędziów, bo taki jest u nas polityczny obyczaj. Gdy to nie pomoże Z. Ziobrze, ostatecznie pozostaje prezydent i jego akt łaski… raczej pewny.
Niechby jednak prominentny polityk faktycznie trafił do aresztu. Ma nowotwór i nawet przy doskonałej opiece trudno zagwarantować wyleczenie. Gdyby były minister, szef szefów wszystkich prokuratorów i partii Suwerenna Polska zmarł w więzieniu, stałby się męczennikiem. To mogłoby rozstrzygnąć o wygranej PiS w wyborach. W celi zatem należałoby obchodzić się z nim jak z koronowaną głową i dbać, by włos mu z głowy nie spadł. Ale i tak więzień polityczny dla PiS, a złodziej dla koalicji rządzącej, byłby dla premiera Donalda Tuska kłopotliwym obciążeniem. Dlatego w interesie PO i partnerów korzystne jest gonienie króliczka, ale już nie złapanie go. Z tego samego powodu, można się spodziewać, że do czasu wyborów parlamentarnych, żaden prominentny polityk z władz Prawa i Sprawiedliwości oraz Suwerennej Polski nie trafi do więzienia. Co można bowiem zrobić z takim króliczkiem, gdy już wpadnie w sidła? Każde rozwiązanie ma wady. Najlepiej dla rządu, gdyby politycy opozycji uciekli za granicę. Można wówczas nazywać ich tchórzami, co w Polsce, żyjącej wiecznym mitem niezłomnego bohatera, jest największą obelgą.
Warto jednak pamiętać, że elektorat obecnej władzy jest żądny krwi. Wszak jedną z najważniejszych obietnic wyborczych było rozliczenie i ukaranie poprzedniej władzy. Nie bez powodu premier Donald Tusk rozwinął skrót: CPK, czyli Cały PiS Kradnie. Brak skuteczności może zniechęcić część wyborców do słabej władzy. Trzeba zatem tak zadziałać, by winą za brak aresztów i wyroków skazujących obciążyć opozycję.
Niechlubnym dziedzictwem PRL jest dwuznaczne moralnie traktowanie publicznego majątku. Złodziejem się jest, gdy okradamy osoby. Przywłaszczenie środków publicznych nie wywołuje oburzenia, szczególnie, jak w przypadku Z. Ziobry, gdy trudno mówić o osobistych korzyściach finansowych. Jeżeli łamał prawo to dlatego, że było to złe prawo, a on działał dla dobra wspólnego. Taka jest narracja obecnej opozycji.
Paradoksalnie, w przypadku opozycji najlepszą sytuacją jest zatrzymanie i uwięzienie Z. Ziobry. To zintegruje zwolenników PiS i stłumi wewnętrzne konflikty, ale także przyciągnie niezdecydowanych. Oburzenie i niechęć przeciwników może zamienić się we współczucie.
Być może Zbigniew Ziobro jest strategiem doskonałym. Będzie czekał na Węgrzech na rozwój wydarzeń, a gdy tam grunt zacznie palić mu się pod nogami, wyjedzie ( nielegalnie, bo paszport mu też unieważnili) np. do USA i wróci… tuż przed wyborami parlamentarnymi, by zostać aresztowanym i godnie w celi umierać. To byłby gwóźdź do trumny obecnej koalicji.
Krzysztof Zając
Polska, Łódź


